Do Lwowa dojechaliśmy w sobotę wieczorem, planowaliśmy ruszyć z powrotem w stronę granicy we wtorek rano, ale operację „powrót do domu” udało nam się rozpocząć dopiero około godz. 17. Lwów nie chciał nas wypuścić. A i my chcieliśmy więcej, bo dwa i pół dnia to we Lwowie nic. Co najwyżej tyle, by nabrać apetytu na więcej.

Ciężko zwiedzić cokolwiek w niecałe trzy dni. Zwłaszcza z dziećmi, zwłaszcza jak się ma problemy z planowaniem, zwłaszcza jak ulubionym sposobem zwiedzania jest niespieszne szwendanie się po mieście. Zwłaszcza, że Lwów to nie jest cokolwiek. Ale tak się złożyło, że zostaliśmy tam zaproszeni przez Lviv Tourist Alliance i mieliśmy tylko kilka wolnych dni na wyjazd. A przecież zaproszeniu do Lwowa po prostu nie sposób odmówić!

Gospodarze poprosili nas o podzielenie się naszym planem na zwiedzanie (a że trochę głupio było się przyznać, że nie umiemy planować, to cośtam wyrzeźbiliśmy) oraz zaproponowali kilka atrakcji, które chętnie do naszego planu dopisaliśmy. Tylko jak to zwykle z planami bywa, zwłaszcza u nas (użyte wcześniej słowo „niespiesznie” jest tu kluczowe) nasz plan na dwa dni, zrealizowany w prawie trzy, spokojnie by nam wystarczył na tydzień…

Ale udało się nam jakoś skondensować zwiedzanie, i w te kilkadziesiąt godzin zobaczyliśmy całkiem sporo.

Co zatem warto zobaczyć we Lwowie?

Z przewodnikiem po podziemiach Lwowa…

Nie jesteśmy fanami zorganizowanego zwiedzania. Niby człowiek może się dużo więcej dowiedzieć, niż zwiedzając na własną rękę, ale wiecie jak to jest. A to dzieciaki gdzieś uciekną, a to grupa nie do końca zainteresowana, a to trasa oklepana, a to na każdym rogu zderzamy się z trzema innymi wycieczkami, a to przewodnik znudzonym głosem rzuca utarte frazesy żywcem wyjęte z Wikipedii… nuda. Albo anegdotki są super, ale w tym turystycznym kołchozie ucieka nastrój, czas na przemyślenie i ogarnięcie wszystkiego, a i tak nie ma czasu przy dzieciach na robienie notatek. I na koniec ani wrażeń, ani notatek.

Ale zdarzają się wyjątki!

Podziemia Lwowa. Kumpel Tour

Podziemia Lwowa. Przewodnik z Kumpel Tour umie przykuć uwagę nawet Kaliny

Na wycieczkę (a nawet dwie!) z Kumpel Tour zdecydowaliśmy się sami, przeczytawszy wcześniej entuzjastyczne recenzje na zaprzyjaźnionych blogach. Kumple unikają utartych ścieżek i w swoich wycieczkach proponują zmianę perspektywy. Przewodnicy są świetnie przygotowani, mają poczucie humoru i nie boją się trudnych pytań. I – co ważne – mówią po polsku. Pierwsza wycieczka, którą wybraliśmy to Podziemia Lwowa, a przynajmniej namiastka tego, co kryje się pod ulicami miasta. Plany są ambitne, ale póki co do zwiedzania udostępniono jedynie kilka podziemnych pomieszczeń, reszta czeka na moc decyzyjną i pieniądze, co w kraju ogarniętym korupcją, może jeszcze niestety potrwać. Ale nawet tych kilka piwnic w połączeniu z arcyciekawymi opowieściami przewodnika wystarczyły by poruszyć wyobraźnię.

… i lwowskich dachach

Druga wycieczka w towarzystwie Kumpel Tour to nasz zdecydowany faworyt: Dachy Lwowa. Rozpoczęliśmy od dachu… naszego hotelu – Hotel39, z którego rozciągał się przepiękny widok na rynek i starówkę, a potem wyruszyliśmy na długi spacer z przystankami na kolejnych „punktach widokowych”, okraszony fascynującą opowieścią naszego przewodnika – nie tylko o dachach, one były wyłącznie wyjściem do rozmowy o historii i teraźniejszości, kulturze i polityce i w zasadzie o wszystkim co po drodze nas zainteresowało.

Ostatnim punktem tej wycieczki jest wizyta w hotelu Dniestr górującym od wschodu nad Parkiem Iwana Franki i centralnym Lwowem. Hotel nie budzi z zewnątrz ciepłych uczuć. Jest typowym, prostym klockiem, jakie budowało się też w Warszawie w latach 70-tych. Fasada zestarzała się szybciej niż hotelowi goście i nikt nie płakałby, gdyby zafundowano jej gruntowną zmianę. Za to widok z hotelowego baru faktycznie robi wrażenie.

033 małe2016

Hotel Dniestr, Lwów

Repertuar wycieczkowy Kumpel Tour jest dość szeroki i zdecydowanie warto skorzystać z ich usług. Olbrzymia wiedza połączona z bezpośredniością i szczerością przewodników daje poczucie, że po mieście oprowadza nas nie znudzony przewodnik, ale znajomy, po prostu kumpel, który zupełnie przypadkiem wie o swoim mieście wszystko. Jeśli będzie nam dane wrócić do Lwowa, to z przyjemnością wybierzemy się z nimi na kolejny długi spacer.

032 małe2016

Widok z hotelu Dniestr

Lwów dla dzieci

Jeśli czytacie nasz blog już od jakiegoś czasu to wiecie, że rzadko nam się zdarza trafiać do typowo „dziecięcych” atrakcji. Wolimy zwiedzać pod siebie, nie pod dzieci, licząc na to, że zarazimy Maćka i Kalinę naszymi pasjami. Tak było też we Lwowie. Podziemia, dachy czy po prostu lwowskie ulice ciężko zaliczyć do kategorii „co warto zwiedzić z dzieckiem”. Był jednak jeden wyjątek.

Zostaliśmy bowiem zaproszeni do apteki „Pod węgierską koroną”. W 2012 roku podczas remontu odkryto tam wejście do „ukrytych” lochów. A w nich znaleziono laboratorium, w którym teraz można podpatrzeć jak alchemik-farmaceuta przygotowuje tak niesamowite specyfiki jak mydło, które czyści korupcję i pigułki, które dają szczęście. Słuchając jednak współczesnych lwowiaków albo mydło nie działa, albo nie używa się go zbyt często. Podczas trwającego kilkadziesiąt minut pokazu można posłuchać o historii apteki i aptekarstwa we Lwowie oraz wziąć udział w kilku prostych eksperymentach. Cena takiej przyjemności to kilkanaście złotych (35-45 hrywien).

Lwów. Wnętrze apteki "Pod węgierską koroną"

Lwów. Wnętrze apteki „Pod węgierską koroną”

Dla dzieci już samo zejście do ceglanych podziemi i atmosfera tajemnicy to duże przeżycie. Ale dorosłym też polecamy wizytę w aptece. Przede wszystkim dlatego, że jest to jedna z najstarszych aptek we Lwowie. Założona w 1772 roku swoją nazwę wzięła od legendy, zgodnie z którą obok apteki, w klasztorze Bernardyńskim pewien okres znajdowały się relikwie Świętego Stefana – króla i patrona Węgier.

Na początku XX wieku jej ówczesny właściciel – Jakub Pipes-Poratyński – wynajął architekta, który w miejscu poprzedniego budynku wzniósł dużej urody kamienicę. Wnętrze apteki urządzono ze smakiem i przepychem. I właśnie to wnętrze – neorokokowe meble z ozdobnymi okuciami i elementami z trawionego szkła, pięknie odrestaurowane kilka lat temu nadal można oglądać. A przejście przez meble w ścianie, zejście do piwnicy po kręconych, wąskich schodach (które prowadziły też bezpośrednio na piętro do mieszkania nad apteką) będzie też ciekawym przeżyciem nie tylko dla dzieci.

Lwów. W podziemiach apteki "Pod węgierską koroną"

Lwów. W podziemiach apteki „Pod węgierską koroną”

Apteka, ze względu na szeroki asortyment uznanych specyfików produkowanych przez Poratyńskiego była znana w całym Lwowie. I często przewija się we wspomnieniach lwowiaków…

Na placu Bernardyńskim pod numerem pierwszym mieściła się zaszczytnie w całym Lwowie znana apteka o wspaniale dostojnej nazwie „Pod Węgierską Koroną” pana doktora Jana Piepesa-Poratyńskiego. Czegóż on nie produkował w tym swoim farmaceutycznym interesie… (Witold Szolginia, „Tamten Lwów”, tom 2 „Ulice i place”)

Dużą popularnością cieszyła się, tak u chorych jak u zdrowych, apteka „Pod Węgierską Koroną” na placu Bernardyńskim. (…) [Apteka słynęła] z najpiękniejszej szyby wystawowej w całej Galicji i Lodomerii z Wielkim itd. Była ona tak piękna, że żadnych towarów aptecznych za nią nie pokazywano. Samą siebie ta szyba wystawiała na pokaz. Na tym potężnych rozmiarów szkle, wartości trzystu koron (…) – otóż na tej 300-koronowej superszybie specjalnymi kwasami wytrawiono na matowo prześliczną koronę świętego Szczepana, patrona Węgier, ponadto – przeróżne secesyjne nenufary i girlandy, składając tym sposobem hołd smakom, panującym na początku naszego lubego stulecia. Gdy pewnego razu jacyś wandale stłukli to ubezpieczone, zresztą, arcydzieło sztuki szklarskiej, cały „kulturalny” Lwów poruszony był do głębi i gazety pisały o tym tak szeroko, jak wiele lat później o pięknej Gorgonowej, co w samych Brzuchowicach zabiła swą pasierbicę, Lusię Zarembiankę. (Józef Wittlin, „Mój Lwów”)

Szyba i witryna nie budzą już może takiej ekscytacji co kiedyś, ale i tak koniecznie do apteki trzeba zajrzeć. Jeśli nawet nie po to, by wziąć udział w eksperymentach w piwnicy, to chociaż by rzucić okiem, jak wyglądały kiedyś lwowskie apteki.

Lwów. Apteka "Pod węgierską koroną"

Maciek przed apteką „Pod węgierską koroną”

Na koniec mała rada. Nie dajcie się namówić dzieciom na zestaw małego aptekarza z eksperymentami. Kiedy otworzycie go w domu okaże się, że jest to bardziej zestaw dużego lingwisty. Wszystkie opisy są wyłącznie po ukraińsku. I choć wydawało nam się, że to żaden problem, to po godzinie spasowaliśmy, a pudełko trafiło tymczasowo na półkę. Może po którejś z kolejnych wizyt na Ukrainie nabierzemy tyle językowej wprawy, że damy radę coś zmajstrować bez wysadzania czy poparzeń.

Lwowskie świątynie

Jeśli jesteście miłośnikami sztuki i architektury sakralnej bądź w świątyniach znajdujecie chwilę na zadumę i ucieczkę od gwaru ulic, to we Lwowie na pewno się dobrze odnajdziecie. Lwów to miasto trzech metropolii: rzymsko-katolickiej, greko-katolickiej i ormiańskiej. Lwowskie świątynie urzekają swym pięknem oraz przyciągają swą historią, nie zawsze łatwą, a często bolesną. Oto kilka miejsc, których nie możecie przegapić.

Katedra Łacińska

Jej pełna nazwa to Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Budowano ją przez 100 lat na przełomie XIV i XV wieku, potem wielokrotnie przebudowywano i rozbudowywano, a i tak nigdy nie skończono – nie zbudowano drugiej wieży.

Katedra jest jedną z dwóch nieprzerwanie działających świątyń rzymskokatolickich we Lwowie. Co prawda po II wojnie światowej usunięto z niej arcybiskupów lwowskich, ale ani nie zamieniono jej w magazyny czy salę koncertową, ani nie odebrano jej wiernym. Do katedry wchodzi się bocznymi drzwiami. Główne, na osi ołtarza zostały zamknięte w 1772 roku. Według niektórych źródeł była to demonstracja niezgody na rządy Austriaków, według innych cel był bardziej pragmatyczny i miał uchronić świątynię przed całkowitym zamknięciem. Drzwi główne są teraz otwierane tylko przy wyjątkowych okazjach.

Kaplica Boimów przy Katedrze Łacińskiej we Lwowie

Kaplica Boimów przy Katedrze Łacińskiej we Lwowie

Obok katedry znajduje się zbudowana w 1617 roku grobowa kaplica Boimów, lwowskiej rodziny kupieckiej pochodzącej z Węgier. Jest pozostałością przylegającego do świątyni cmentarza. Zewnętrzne ściany świątyni wprost przyprawiają o zawrót głowy bogatym zdobieniem. Wnętrze również jest misternie wykończone. Obecnie kaplica należy do Lwowskiej Galerii Sztuki i czynna jest w godzinach 11-17, a my zawsze docieraliśmy do niej przed otwarciem lub tuż po zamknięciu.

Mówi się podobno, że ten kto nie widział kaplicy Boimów nie był we Lwowie, ale dawni Lwowiacy mieli dość mieszane uczucia wobec tej budowli. Służyła ona bowiem jako kaplica pogrzebowa i to z niej wyruszały kondukty. Dla wielu osób wspomnienie jej wnętrz wiązało się więc z pożegnaniem kogoś bliskiego.

Katedra Ormiańska

Katedra ormiańska Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to jedna z najstarszych lwowskich świątyń. Czy najpiękniejsza, to pewnie kwestia gustu, ale na pewno jedna z najciekawszych i najbardziej fascynujących. Weszliśmy tam głównym wejściem od strony ul. Krakowskiej. A nietrudno je przegapić. Znajduje się między kamienicami o numerach 16 i 18. Wygląda bardziej jak mała, podwórkowa świątynia niż przejście do zupełnie innego świata.

Katedra ormiańska jest wyjątkowym przykładem architektury sakralnej o cechach orientalnych w tej części Europy. Do tego to niezwykła mieszanka stylów, bo kolejne epoki, począwszy od połowy XIV wieku, odciskały na niej swoje piętno. Niestety bardzo mocno na wygląd wnętrz wpłynęły też czasy najnowsze. Po wysiedleniu w 1945 roku prawie wszystkich polskich Ormian ze Lwowa katedrę zamieniono na prawie 55 lat w magazyn Lwowskiej Galerii Obrazów. Świątynia niszczała, zniszczono część witraży i większość wyposażenia, organy wywieziono.

Ulica Krakowska. Niepozorne główne wejście do Katedry Ormiańskiej

Ulica Krakowska. Niepozorne główne wejście do Katedry Ormiańskiej

Po powstaniu niepodległej Ukrainy o przekazanie katedry starały się dwie grupy wiernych. Nieliczni polscy Ormianie, którzy nie wyjechali ze Lwowa oraz nowa imigracja ormiańska. Ukraińskie władze zdecydowały się świątynię przekazać tej drugiej grupie. Polacy uczestniczą teraz coraz żywiej w życiu świątyni. Polskie władze współfinansowały prace renowacyjne, w 2013 roku organizacje z kraju i ze Lwowa wzięły też udział w obchodach 650. rocznicy powstania kościoła.

Po wejściu do katedry można jednak zapomnieć o tych wszystkich historycznych zawirowaniach. Budynek jest przepełniony głęboką duchową atmosferą. Przytłumione, ale niezwykle silne kolory tak inne niż w rzymsko-katolickich świątyniach. Skupienie nielicznych wiernych i odwiedzających. Ciche modlitwy, kadzidła, delikatnie wpadające światło pozostawiające część świątyni w półmroku. Z jednej strony wyraźnie wyczuwalny wschodni charakter, a z drugiej liczne stare napisy po polsku, które w naszej pamięci, paradoksalnie, utrwaliły Katedrę Ormiańską jako jedną z bardziej polskich świątyń Lwowa.

Na tyłach Katedry Ormiańskiej między ul. Ormiańską a Łesi Ukrainki

Na tyłach Katedry Ormiańskiej między ul. Ormiańską a Łesi Ukrainki

Katedra Św. Jura

Kolejny obiekt na naszej liście do zwiedzenia podczas następnej wizyty we Lwowie. Nie zdążyliśmy tam dotrzeć, choć byliśmy ledwie 200 metrów od niej – w hotelu Dniestr podczas wycieczki po dachach Lwowa. Archikatedralny sobór św. Jura we Lwowie leży na niewielkim wzniesieniu, w miejscu, gdzie kiedyś stała pustelnia bazyliańska. Świątynię wybudowano pod koniec XVIII wieku i według niektórych stanowi najdoskonalszy w Europie przykład późnego baroku.

Cerkiew Wołoska

Zwana też Cerkwią Uspieńską, nosząca pełną nazwę Cerkwi Zaśnięcia Matki Bożej we Lwowie. Potoczne nazwy wzięła od swoich fundatorów – pierwszą cerkiew w połowie XVI wieku ufundował hospodar mołdawski, drugą – kilkadziesiąt lat później po wielkim pożarze ufundowało bractwo uspieńskie.

Cerkiew nie stoi sama, ale tworzy kompleks razem z Kaplicą Trzech Świętych Hierarchów i wysoką na 66 metrów Wieżą Korniakta. Ta ostatnia na trwale wpisała się w panoramę Lwowa. Wieża ma nienaganne proporcje i trudno obok nie przejść obojętnie.

Zachwycicie się piękną fasadą i bogatymi zdobieniami Kościoła Bernardynów, a obecnie Cerkwi św. Andrzeja. W środku spójrzcie do góry na monumentalną polichromię sklepienia, przedstawiającą apoteozę Św. Franciszka z Asyżu. Nie omińcie też dawnego Kościoła Dominikanów, czyli obecnie Cerkwi Najświętszej Eucharystii, a wcześniej przez wiele lat Muzeum Ateizmu i Religii. W środku znajdziecie bogato zdobione barokowe wnętrze ozdobione figurami świętych dłuta lwowskich mistrzów.

Lwów. Kościół Bernardynów

Detale fasady kościoła Bernardynów

Lwowskie Nekropolie

Lwów ma kilka nekropolii o długim rodowodzie. Najważniejszą z nich jest oczywiście Cmentarz Łyczakowski, jeden z najstarszych w Europie (1786), panteon narodowy, którego autonomiczną część stanowi Cmentarz Orląt Lwowskich. Innym ważnym cmentarzem Lwowa jest Cmentarz Janowski. Młodszy o prawie 100 lat od łyczakowskiej nekropolii nie ustępuje jej jednak wielkością. Zwyczajowo chowani byli tam biedniejsi mieszkańcy Lwowa. Tam na przykład można znaleźć mogiły ofiar tragicznych wydarzeń z 1936 roku, kiedy podczas zamieszek bezrobotnych policja zabiła Władysława Kozaka. Jego pogrzeb przekształcił się w manifestację, w trakcie której policja zabiła jeszcze 48 osób.

Łyczakowska nekropolia to obowiązkowy punkt każdej wycieczki we Lwowie. Dla Pawła była to druga wizyta na cmentarzu. Pierwszy raz odwiedził go jeszcze w latach 90-tych, prawie dekadę przed ukończeniem remontu i uroczystym otwarciem Cmentarza Orląt Lwowskich. Reszta ośmiostopowej ekipy była we Lwowie pierwszy raz. Ale wyliczanie kto ile razy był na Łyczakowie ma niewielkie znaczenie. I tak jeśli zdarzy nam się jeszcze wrócić do Lwowa, to znów wsiądziemy w siódemkę i ruszymy na Łyczaków.

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Cmentarz założony pod koniec XVIII wieku swoją obecną postać przybrał w połowie XIX wieku. Po kolejny powiększeniu zaproszono wtedy uniwersyteckiego botanika Karola Bauera, który uporządkował teren nekropolii, rozplanował aleje i ścieżki nadając całości charakter parku. Na cmentarzu znajduje się tu około 300 tysięcy mogił. Zmarłych grzebano tu do lat 70-tych, pozostawiono jednak możliwość pogrzebów osób szczególnie zasłużonych. Po wojnie niestety nagrobki, głównie bez żadnej wartości artystycznej, powstawały w miejscu likwidowanych alejek czy polanek. Często też dochodziło do niszczenia starych grobowców. Dopiero w 1990 roku cmentarz objęto całkowitą ochroną.

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Na Łyczakowie są 23 kaplice grobowe. Część z nich zobaczymy od razu po przejściu przez neogotyckie bramy od ul. Miecznikowa. Plac przed wejściem otacza wieniec takich kaplic, należących do polskich rodzin mieszczańskich: m.in. Baczewskich – właścicieli słynnego zakładu produkcji wódek. Po prawej strome zobaczymy utworzone w 1990 roku pole Honorowych Pochówków Ukraińskich, a po lewej historyczne pole nr 1, które od końca XIX w. było swoistym panteonem zasłużonych obywateli Lwowa. Znajdziemy m.in. tam pomnik Juliana Konstantego Ordona, którego prochy sprowadzono tu z Florencji, czy kilku prezydentów Lwowa z czasów austriackich. A dalej groby Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Seweryna Goszczyńskiego, Stefana Banacha, Karola Szajnochy czy Artura Grottgera.

Cmentarz urzeka pięknem nagrobków i spokojem (mimo wielu wycieczek i nie zawsze łatwej do opanowania dzieciarni niektórych ze zwiedzających). Ale dla nas jedną z jego najpiękniejszych cech jest jego lwowskość, to że pomieścił mogiły Polaków, Ukraińców, Rosjan, Austriaków, Niemców, Ormian, czy Greków, po prostu lwowiaków, ludzi, którzy żyli i tworzyli to miasto. Warto więc zatrzymać się też przy grobach arcybiskupów ormiańskich, metropolitów greckokatolickich, namiestników austriackich, znanych Ukraińców (jak np. Iwan Franko).

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Lwów. Cmentarz Łyczakowski

Osobnym i niezwykle trudnym tematem są groby wojenne. Cmentarz Orląt Lwowskich był dla Polaków i Ukraińców kwestią na tyle istotną, że po wzajemnym zbliżeniu na początku lat 90-tych potem mocno rzutował na wzajemne stosunki. Przy odbudowie cmentarza spierano się gorąco o napisy na tablicach, polskie akcenty. Nekropolię przez lata odbudowywano po partyzancku. Udało się jednak dojść do kompromisu i w 2005 roku Aleksander Kwaśniewski mógł otworzyć cmentarz.

Cmentarz Obrońców Lwowa to miejsce pochówku prawie trzech tysięcy Polaków, obrońców Lwowa i dawnej Małopolski Wschodniej, czyli terenów II RP na wschód od Przemyśla. Spośród nich 439 osób to właściwi obrońcy Lwowa, w dużej mierze studenci i uczniowie. To właśnie młodzież odpowiedziała zbrojnie na decyzję Ukraińców, którzy po wyjściu Austriaków zaczęli 1 listopada 1918 roku zajmować najważniejsze budynki Lwowa. Walki trwały trzy tygodnie. W ich czasie poległych chowano na prowizorycznych cmentarzach w całym mieście. Tuż po wojnie rozpoczęto jednak starania o przeniesienie szczątków żołnierzy na Łyczaków. Cmentarz Obrońców Lwowa swoją ostateczną formę przybrał w latach 20-tych.

Po II wojnie światowej cmentarz popadł w ruinę. Katakumby splądrowano i zamieniono na zakład kamieniarski, kolumnadę zburzono, kamienne lwy wywieziono. Dzieła zniszczenia dopełniono w 1971 roku, kiedy większość terenu przy pomocy wojska zrównano z ziemią. Ostał się właściwie tylko potężny łuk, którego nie potrafiono zburzyć.

Porządkowanie cmentarza rozpoczęto jeszcze w 1989 roku. Potem rządy Polski i Ukrainy powoli opracowywały wspólną koncepcję jego odbudowy. Poważnym problemem stały się za to decyzje władz Lwowa, które wielokrotnie wstrzymywały odbudowę. W wielu sprawach nadal są protesty. Wywiezione w latach 70-tych lwy wróciły na cmentarz dopiero w 2015 roku…

Polscy żołnierze nie są jednak na Łyczakowie sami. Już w1917 roku w północnej części cmentarza wyznaczono miejsce pochowania poległych Armii Austriackiej oraz Armii Sprzymierzonych – Niemieckiej i Tureckiej. Znalazły się tam groby Austriaków, Ukraińców, Węgrów, Czechów, Niemców, Słowaków, Polaków, Serbów, Chorwatów, Bośniaków. Polskie władze ekshumowały te groby w latach 30-tych.

W czasach ZSRR utworzono tam Łyczakowski Cmentarz Wojskowy, na którym pochowano żołnierzy Armii Czerwonej i NKWD, a niepodległa Ukraina pochowała obok nich ofiary komunistycznego terroru, w tym więźniów rozstrzelanych przez wycofujące się oddziały radzieckie w 1941 roku.

Lwów. Cmentarz Orląt Lwowskich

Lwów. Cmentarz Orląt Lwowskich

Na łyczakowskiej nekropolii znajdziecie też pomnik z napisem: „Obrońcom Lwowa, strzelcom i oficerom Ukraińskiej Armii Halickiej poległym za wolność Ukrainy w latach 1918-1919” oraz Ścianę Pamięci ku czi Ukraińskiej Armii Powstańczej. Powstały również dwa panteony ukraińskich więźniów politycznych, represjonowanych i bojowników o wolność Ukrainy. Na jednym z nich, u podnóży Cmentarza Obrońców Lwowa spoczywają lwowiacy, którzy zginęli w konflikcie tlącym się teraz we wschodniej Ukrainie. Grobów jest kilkadziesiąt, ale kiedy byliśmy tam w marcu 2016 roku, robotnicy przygotowywali kolejne alejki na drugie tyle…

Lwów żydowski

Są tu tłumy Żydów. To po tak jakby ich Ziemia Obiecana. (Jan Alnpek, Civitates orbis terrarum, 1618)

W połowie lat 30-tych Żydzi stanowili ponad 30 proc. mieszkańców miasta. W tlącym się polsko-ukraińskim konflikcie o miasto stanowili najsłabsze ogniwo. Byli mniejszością w dodatku postrzeganą jako obca, mimo, że niektóre żydowskie rody miały ponad 500-letnie lwowskie tradycje. W dodatku byli mniejszością widoczną, wyraźnie inną, w przeciwieństwie na przykład do bardziej zasymilowanych kulturowo i „wizualnie” Ormian.

Mimo przedwojennej dominacji w wielu inteligenckich zawodach (np. lekarze czy adwokaci) lwowscy Żydzi żyli w fizycznej (dzielnice żydowskie) i społecznej (oddzielne systemy edukacji, wykluczanie towarzyskie we wspólnych szkołach) enklawie. Koegzystencja nie była łatwa, ale była. Aż do II wojny światowej, kiedy żydowski Lwów przestał istnieć…

Lwów. Ruiny synagogi "Złota róża"

Lwów. Ruiny synagogi „Złota róża”

Po żydowskich cmentarzach zostało niewiele. Nowy Cmentarz Żydowski został włączony do cmentarza janowskiego. Zachowało się na nim trochę śladów przeszłości, ale wiele zatarła nazistowska likwidacja przeprowadzona w 1943 roku. Wtedy zburzono synagogę, wielką halę pogrzebową, zniszczono większość nagrobków. Dalsza dewastacja to lata komunistyczne. Od 1962 roku na terenie cmentarza grzebano również nie-żydów, co dodatkowo zatarło jego charakter.

Stary Cmentarz Żydowski to teraz trochę kamieni i parę macew. Już na początku XX wieku najpierw władze austriackie a potem polskie umieściły go na liście zabytków. Niestety nie przetrwał niemieckiej okupacji Lwowa. Po wojnie komunistyczne władze wyrównały teren i wybudowały na nim targowisko – Krakowski Rynek. Od 2013 roku na terenie dawnego cmentarza – między dawnym szpitalem żydowskim a obecnym bazarem – odsłonięto pomnik. Planuje się też budowę lapidarium z użyciem ocalałych macew i kamieni, które dalej leżą rozrzucone między drzewami i parkowymi alejkami.

Na Stary Cmentarz Żydowski nie dotarliśmy. Choć pozostałości nekropolii przygnębiają, to warto przejść się tam, by rzucić okiem na architekturę dawnego szpitala żydowskiego przy Rappaporta. W lecie wśród koron drzew wygląda jak pałac w Alhambrze.

Jeśli nie wybieracie się aż tak daleko, to koniecznie musicie zajrzeć na ulice Starojewrejską i Blacharską (obecnie Fiodorowa) i obejrzeć ruiny Złotej Róży – synagogi, która powstała pod koniec XVI wieku. Złota Róża była sercem żydowskiej dzielnicy. Nazwano ją od imienia żony fundatora, czyli Izaaka Nachmanowicza. Obok synagogi kilka lat później wybudowano jesziwę, która stała się jedną z najważniejszych szkół talmudycznych w Europie.

007 małe2016

A tuż za Złotą Różą w stronę arsenału można trafić na plac, na którym kiedyś stała Wielka Synagoga Miejska. Zniszczono ją w 1941 roku wraz z innymi lwowskimi synagogami. Na szczęście poza wysadzonymi przez Niemców synagogami i zrównanymi z ziemią cmentarzami pozostała we Lwowie żydowska tkanka miejska. Stoją kamienice skrywające wiele fascynujących historii, widać drobne żydowskie detale, ale potrzeba sporo wysiłku i wiedzy, by je dostrzec. We Lwowie cały nacisk idzie na odbudowę tradycji galicyjskiej. Ukraińcy przestają też negować polski charakter miasta. Ale o tradycję żydowską nie za bardzo jest komu zadbać. Starcza wysiłku na studia historyczne, opracowania dawnych synagog, kirkutów, ale życie codzienne, bazary, kuchnia – to leży odłogiem. I nie wiadomo, kiedy to się zmieni.

Wszystkim szukającym dawnego żydowskiego miasta w mieście gorąco polecamy spacerownik po żydowskim Lwowie, który otrzymaliśmy od Lviv Tourist Alliance. My skorzystaliśmy z niego w bardzo wąskim zakresie, ale to prawdziwa kopalnia wiedzy.

Nie da się zobaczyć wszystkiego we Lwowie

… Ale to dobrze! Po Lwowie można chodzić i dwa tygodnie, chłonąc jego niepowtarzalny klimat, a i tak ciągle będzie miało się poczucie niedosytu. Można podziwiać architekturę przepięknego Dworca Głównego, a potem pomyśleć, że przecież ciekawie byłoby z niego pojechać na krótką wycieczkę do „centrum polskiej nafty”, czyli Borysławia. Można poczuć dreszczyk emocji stojąc na Prospekcie Swobody, salonie dawnego Lwowa przed jedynym w swoim rodzaju budynkiem Teatru Wielkiego Opery i Baletu. A potem zobaczyć jego wnętrza w internecie. Można mijać kilkukrotnie Kamienicę Królewską na rynku i z jakiegoś powodu ani razu do niej nie wejść. Można planować wizyty przy Ossolineum, w Pałacu Lubomirskich i z braku czasu ze smutkiem jest z planu skreślić.

Można też uwierzyć przewodnikowi, że widoki z wieży Ratusza i Wysokiego Zamku wcale nie są warte zachodu z wchodzeniem, a potem jednak pluć sobie w brodę, że z tych kilku dni jeszcze godziny albo dwóch, by po raz kolejny rzucić okiem na dachy Lwowa oraz wieże i kopuły jego świątyń. A można też uznać, że jest do czego wracać i powoli zacząć planować kolejną wizytę we Lwowie!

(Visited 13 260 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Nam podczas pobytu udało się trafić do budynku Opery Lwowskiej i Teatru Wielkiego. Zrobiły na nas wrażenie. A jeśli ktoś jest miłośnikiem komunikacji, to sam dworzec też ma ciekawą architekturę.

    A jechaliście może marszrutkami? Ciekawe doświadczenie!

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *