DSC

Bielsko-Biała jest jednym z tych miast, które zaskakuje i każe zmienić swoje wyobrażenie Polski poza Warszawą i innymi dużymi aglomeracjami. Kiedy ktoś zapytałby nas, co nam przychodzi do głowy kiedy myślimy o B-B, powiedzielibyśmy: mały fiat. Ale teraz to miasto ma dużo więcej do zaoferowania.

Bielsko-Biała – dwa miasta, dwie krainy, podwójne atrakcje!

I Ola, i Paweł jeździli kiedyś maluchami. Paweł niestety (albo stety) tylko jako pasażer (nierzadko piąty członek załogi), Ola również jako kierowca. I choć sporo w naszych wspomnieniach jest sentymentu, to jak się dokładniej przyjrzymy obrazkom z przeszłości, to wyczuwa się w nich gorzki sentyment. Może dla PRL-u był to motoryzacyjny skok cywilizacyjny. Ale z perspektywy czasu wygląda bardziej jak podskok i to dość marny. W dodatku tryby czasu dawno zmieliły jego resztki i zostawiły upadły zakład. A skoro B-B to pofabryczne, industrialne miasto, więc pewnie nie ma wiele do zaoferowania.

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Maluch to przecież nie wszystko. Jakby nam jeszcze trochę powiercić w głowie, to można by z niej wyciągnąć, iż z Bielska-Białej pochodzą dawni celebryci, czyli Bolek, Lolek oraz Reksio. Jednak również SFR lata świetności ma za sobą. Przestawia się co prawda stopniowo z klasycznej poklatkowej metody produkcji filmów animowanych na animację komputerową, ale na odzyskanie dawnej pozycji wśród młodych polskich widzów nie ma co liczyć.

Poza tym pewnie i tak czeka tam zamknięta brama i szlaban a w środku paru rysowników zajętych sobą. Kiedyś nawet wizyta pod bramą byłaby ciekawa, bo SFR mieściło się wcześniej w przepięknej willi z początku XX wieku. Teraz jednak studio ma swoją siedzibę w ładnie odnowionej, aczkolwiek niewyróżniającej się niczym szczególnym, secesyjnej kamienicy.

Bielsko-Biała. Studio Filmów Rysunkowych

Bielsko-Biała. Studio Filmów Rysunkowych

Nasza krótka, bo trwająca zaledwie kilka godzin wizyta w Bielsku-Białej obróciła nam obraz tego miasta, czy może dwu-miasta o 180 stopni. Bo w końcu to Bielsko i Biała. Historyczny Śląsk i Małopolska połączone w jedno (choć nie pytajcie, które jest które). Niestety nie starczyło nam czasu, żeby sprawdzić, czy pół Bielska-Białej mówi „czydzieści czy”, a drugie pół odpowiada na to „no ja!”, ale z takiej mieszanki musi wyjść coś dobrego. Dwa miasta to dwie starówki, dwa razy więcej atrakcji, chęci i zapału do działania.

Swoją wizytę zaczęliśmy we wspomnianym już SFR na ul. Cieszyńskiej. Nie trafiliśmy na zamknięty szlaban, a wręcz przeciwnie. Zostaliśmy ciepło przyjęci i oprowadzeni po studiach, w których kiedyś powstały m.in. historie o Bolku i Lolku, a teraz tworzy się serial „Kuba i Śruba”. Spędziliśmy godzinę chodząc po wnętrzach, poznając proces tworzenia filmu animowanego, poznając między innymi jaką rolę odgrywa w tym wszystkim wieszak (ale tego musicie się dowiedzieć sami), oglądając oryginalne plansze, dotykając sprzętu, który nadal pracuje i wyczarowuje animacje.

Bielsko-Biała. Wizyta w Studiu Filmów Rysunkowych

Bielsko-Biała. Wizyta w Studiu Filmów Rysunkowych

Nie tylko dla Maćka i Kaliny było to niezwykłe przeżycie. A na koniec nie mogło oczywiście zabraknąć sesji zdjęciowej z towarzyszami dzieciństwa (bardziej naszego niż naszych dzieci).

Jeśli wybieracie się na zwiedzanie Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, to koniecznie zarezerwujcie telefonicznie wizytę. Do studia można próbować wejść „z ulicy”, ale jeśli nie ma akurat grupy, pod którą można się podczepić, to można spod drzwi odejść z kwitkiem.

Zazwyczaj wystarczy nam zwiedzanie i nie mamy parcia na zakup pamiątek, ale w przypadku SFR pewnie wszystkie osiem stóp zagubiłoby się na dłuższą chwilę między półkami. Taki sklep szykuje się na stronie internetowej, mamy nadzieję, że i w „realu” niedługo powstanie.

Z budynku SFR można zrobić sobie krótki spacer na bielską Starówkę. Ta, choć niewielka, jest niezwykle urodziwa. Nie zawsze tak było. Nie mieliśmy co prawda okazji odwiedzić jej przed 2003 rokiem, więc nie przekonaliśmy się na własne oczy, jak bardzo była zaniedbana, ale jeśli opisy w internecie nie kłamią, to odwalono kawał dobrej roboty. To staromiejska perełka, po której aż chce się spacerować. Rewitalizacja bielskiej Starówki nie jest jeszcze zakończona, więc tu i ówdzie można jeszcze trafić na rusztowania. Odnawiane są kolejne kamienice, m.in. na ulicy Podcienie w drodze na Zamek Książąt Sułkowskich.

Ponieważ, jak to zwykle bywa, czas nas gonił, do zamku nie zajrzeliśmy. A szkoda. Ma bogatą historię. Zbudowano go w XIV wieku i od początku był częścią miejskich umocnień. Służył jako śląska warownia graniczna, potem bardziej jako rezydencja. Jego obecny wygląd to efekt dogłębnej przebudowy w XIX wieku. Mieści się w nim muzeum, którego zbiory to takie trochę mydło i powidło. Jest trochę archeologii, sztuki średniowiecznej i renesansowej, jest trochę bardziej współczesnego malarstwa, sztuki lokalnej i ludowej. Nam, szczerze mówiąc, wystarczyłoby tak naprawdę spacerowanie po zamkowych komnatach.

Bielsko-Biała. Witraż przy placu Chrobrego

Bielsko-Biała. Witraż przy placu Chrobrego

Na Starówce zrobiliśmy tylko jeden krótki przystanek – w nostalgicznej Maluch Cafe. To kawiarnia w całości poświęcona małemu fiatowi. Znajdziemy tam przednią maskę samochodu z możliwością włączenia mu świateł, z czego nie raz i nie dwa skorzystały nasze dzieci, można usiąść przy stoliku urządzonym we wnętrzu malucha (ciekawe czy ktoś w PRL-u próbował odpowiedzieć na pytanie, ile osób zmieści się na kawie w maluchu). Jak nam się znudzi siedzenie, to możemy pochodzić i pooglądać wystawione w gablotach instrukcje obsługi, plakaty i małe modele samochodów, a nawet kupić sobie taki model do domu (niewiele zmniejszony, ale na tyle, żeby móc zamknąć go w dłoni). Maluch Cafe to nie tylko hołd złożony małolitrażowej karcie polskiej motoryzacji, ale też dobra kawa, więc korzyść z wizyty będzie podwójna.

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Maluch Cafe przypomniała też Pawłowi jego dawne marzenie, żeby urządzić kawiarnię, a właściwie bardziej knajpę-hołd dla tramwaju 13N. Niestety, wszystkie 13-tki trafiły już chyba na złom i teraz co najwyżej trzeba by się posiłkować chorzowską 105N, której brak już tej kultowości. Nie te wygodne skórzane fotele, nie ten odwrócony nawiew latem, nie te aerodynamiczne kształty, okrągłe uspokajające światła pod sufitem oraz nieśmiertelna linka, której zawsze można było się chwycić w chwili zagrożenia (nudą bądź rzeczywistego).

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Bielsko-Biała. Maluch Cafe

Tymczasem w Bielsku-Białej, przekroczyliśmy na chwilę później rzekę Białą, przechodząc z historycznego Śląska do Małopolski. Obie krainy podzieliły się bowiem pomnikami kluczowych postaci miasta. Małopolska Biała wzięła sobie pomnik Reksia, który możecie zobaczyć nad rzeką przy ul. 11 listopada. Śląski Bielsk za to przytulił do siebie statuetki Bolka i Lolka. By tam dojść, skróciliśmy sobie drogę przez jedno z centrów handlowych przy okazji znów przechodząc przez Białą. Bielsko-Biała to podobno miasto z największym metrażem powierzchni handlowej na mieszkańca w Polsce! Co więcej, centra nie świecą pustkami i mają całkiem ciekawą architekturą, a to przez które przechodziliśmy dodatkowo na najwyższych kondygnacjach miało mieszkania. Wyglądało ciekawie, oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o centrum handlowym.

Choć Galeria Sfera wydaje się zbyt duża jak na centrum miasta, to jednak dość dobrze wpasowała się w zabudowę i przynajmniej od strony Starówki nie razi tak szybkich turystów jak my. W dodatku na placyku przed wejściem ma pomnik Bolka i Lolka, co musi być obowiązkowym punktem wycieczki w Bielsku-Białej.

Bielsko-Biała. Rodzinni blogerzy z Bolkiem i Lolkiem

Od lewej (nie licząc nas): Kasai, Slaskie.travel (a.k.a. Podróże Hani), ATE Trips i Wszędobylscy (a raczej Wszędobylskie:)

Śląskie niebo w mazowieckiej gębie

Śląskie smaki były mocną stroną tego wyjazdu, więc grzechem będzie nie napisać małego co nieco o uczcie, jaką mieliśmy w Bielsku-Białej. A jak kulinarnie grzeszyć, to tylko w Karczmie Rogatej. Obiad, który trafił na nasze stoły mógł powalić na kolana największych obżartuchów. Pewnie nawet Maciej Nowak przyznałby nam rację.

Zaczęliśmy od Zupy Rogatej, czyli specjalności zakładu – przepysznej kwaśnicy z żeberkami i ziemniakami. Następna w kolejce była mięsna uczta brata kowala, a po nich wjechały pierogi z mięsem, kaszą gryczaną i szpinakiem oraz bryndzą. Te ostatnie to było już prawdziwe niebo w gębie. Na deser czekały na nas racuchy, ale te z żalem zostawiliśmy już wyłącznie dzieciom. Nasze brzuchy nie dawały już rady po poprzednich daniach.

Bielsko-Biała. Karczma Rogata i jej śląskie smaki

Bielsko-Biała. Karczma Rogata i jej śląskie smaki

Morskie opowieści w Jaworzu

Jeszcze nie ochłonęliśmy po czarciej wyżerce na historycznym, śląsko-małopolskim pograniczu, a znów byliśmy w drodze. Tym razem naszym celem było Muzeum Fauny i Flory Morskiej w Jaworzu. Właśnie tak, nie ma tu przejęzyczenia. Muzeum to założona przez marynarza-pasjonata niewielka placówka, która „przykleiła się” do tutejszego gimnazjum. To podobno jedyne takie muzeum na południu Polski. Jest sporo akwariów, do których można przylepić nos i podziwiać przepływające ryby. Jest trochę mniej lub bardziej egzotycznych zwierząt w akwariach, w tym niezwykle urodziwe pałasze. Na środku sali wdzięcznie stoi sobie spora łódź, do której w pierwszej kolejności biegną wszystkie dzieci.

Muzeum Fauny i Flory Śródlądowej w Jaworzu

Malwina (Kasai.eu) i Kalina (8 stóp)

Otwarte rok temu muzeum jest pewnie za małe, by stać się głównym celem podróży, ale doskonale sprawdzi się jako przystanek w podróży, czy jako pomysł na wypad z Bielska-Białej. Jego porządne zwiedzenie zajmuje niewiele ponad godzinę. Są oczywiście pomysły, żeby jeszcze uatrakcyjnić wizytę, wykorzystując do tego przylegającą do wystawy salę wykładową. Co ciekawego wymyślili gospodarze, najlepiej sprawdzać samemu na stronie internetowej muzeum.

Dzięki wizycie w muzeum dostaliśmy też szansę trzeciego występu w Pytaniu na Śniadanie TVP, którego ekipa akurat kręciła tam materiał. Dwa razy byliśmy tam gośćmi, teraz przyszedł czas na funkcję obrazkowego tła. Może ktoś nas i innych towarzyszących nam blogerów zauważył w publicznej telewizji w połowie września?

Muzeum Fauny i Flory Śródlądowej w Jaworzu

Ach, ta sława…!

Wycieczka za chlebem

Ostatnim punktem dnia była wizyta w Chlebowej Chacie w odległych od Jaworza o zaledwie 15 kilometrów Górkach Małych. Chlebowa Chata, to nie tyle jeden budynek co cały kompleks, który w założeniu ma pokazywać dawne życie na wsi. Dojechaliśmy tam niestety dość późno, bo niewiele przed zmrokiem, więc zwiedzaliśmy już w okrojonym składzie. Kalina zaległa na jednej z drewnianych ław i kiedy pozostałe sześć stóp słuchało o serach, śmietanach, maśle, pszczołach i innych ciekawostkach, a do tego robiło podpłomyki i wsiadało na bryczki, najmniejsze dwie stopy dobrze przykryte, drzemały sobie w najlepsze.

Chlebowa Chata w Górkach Małych

Kalina w Chlebowej Chacie w Górkach Małych

Chlebową chatę i przylegające do niej mniejsze budynki oraz górujący nad nimi wiatrak trudno przegapić. Jeśli chcecie ją zwiedzić i rzucić się w wir wypiekania, ubijania i innych produkcji, to najlepiej zadzwonić i podłączyć się do jakiejś większej grupy (minimalna to 10 osób). My z racji późnej pory mieliśmy trochę okrojony program. O maśle dowiedzieliśmy się więc tylko teoretycznie i nie mieliśmy okazji poubijać śmietany. Wysłuchaliśmy za to niezwykle ciekawej i pouczającej pogadanki o pszczołach i ulach (bartnictwo to jednak trochę bardziej skomplikowany zawód niż chodzenie w śmiesznym wdzianku między ulami z dymiącym pojemnikiem). Potem szybko zbiegliśmy do piwnicy, by w wielkim piecu upiec własnoręcznie wygniecione podpłomyki oraz skosztować miejscowego chleba na słodko (z miodem) lub niesłodko (ze smalcem).

Czekała nas jeszcze wizyta w stodole. A tam bardziej niż liczne maszyny rolnicze najbardziej zachwyciły wszystkich bryczki i powojenne traktory. Mieliśmy jeszcze cień nadziei na obiecaną przejażdżkę wozem i na wizytę w młynie, ale kiedy wyszliśmy ze stodoły, było już zupełnie ciemno i trzeba było ruszać w drogę do Górek Wielkich, a dokładniej do schroniska Koss, gdzie mieliśmy nocować. Jak to mawiają, jest jeszcze po co wracać!

W gościnie u Kossaków

Koss to miejsce niezwykłe. Schronisko mieści się w budynkach 300-letniego „Dworu Kossaków”. Pokoje urządzono w budynkach dawnej stajni, a była Lodownia mieści kuchnię oraz jadalnię/salę konferencyjną z kominkiem. Na podwórzu jest jeszcze altana na ognisko, z której oczywiście nie omieszkaliśmy skorzystać.

Pokoje w Kossie były trochę inne niż się spodziewaliśmy. Nastawialiśmy się na klimatyczne wnętrza nawiązujące do stajennej historii budynku, a to bardzo wystandaryzowane wieloosobowe sale z sosnowymi łóżkami. Z drugiej strony to schronisko młodzieżowe, a nie kilkugwiazdkowy zabytkowy hotelik. Coś za coś.

Muzeum Fauny i Flory Śródlądowej w Jaworzu

Do schroniska dojechaliśmy przed godz. 22. Wyszliśmy jeszcze na krótki spacer do zabytkowego parku, by rzucić okiem na dwór. W świetle księżyca wyglądał przejmująco, trochę jak dr Jeckyll i Mr Hide. Za dnia oaza dla sztuki, w nocy wychodziła bardziej jego skomplikowana historia i niszczycielskie piętno wywarte przez wojnę. Wyeksponowane ruiny zdawały się otaczać odrestaurowaną część mieszczącą wystawę. Postrzępione, ceglane mury wczepione się w żywą tkankę, jakby próbowały znowu w nią wniknąć. Stare parkowe drzewa dodawały tylko klimatu temu widokowi. Za dnia te mroczne skojarzenia odchodziły w niebyt. Ustąpiły niezwykłemu spotkaniu z Anną Fenby-Taylor, wnuczką Zofii Kossak i szefową fundacji imienia pisarki, która przy śniadaniu przybliżyła nam jego ciekawą historię.

Historia dworu sięga daleko w przeszłość, ale Kossakowie przejęli go dopiero w 1922 roku, kiedy wygrali przetarg i wydzierżawili go od Skarbu Państwa. Dwór stał się ważnym centrum kulturalnym i przed II wojną światową gościł śmietankę intelektualną II RP. Był też jednak spory obciążeniem finansowym dla rodziny Kossaków i jeszcze w latach 30-tych sprzedał on część terenu harcerzom. Komendantem tego ośrodka przed wojną był Aleksander Kamiński – autor „Kamieni na szaniec”.

Lolek - Bielsko-Biała

Kalina z Lolkiem tak się polubili, że planują wspólną wyprawę do Afryki.

Wracając jednak do dworu, to rodzina Kossaków zamieszkiwała go do wybuchu wojny. Dwór przetrwał w dobrym stanie aż do ostatnich dni wojny. Pożar strawił go 6 lub 8 maja 1945 roku. Rodzina Kossaków wróciła na ruiny dopiero pod koniec lat 50-tych, ale w PRL-u nie udało im się odzyskać posiadłości, ani skłonić władz do inwestycji. Udało się jedynie wpisać budynki do rejestru zabytków, co chociaż trochę powstrzymało ich degradację.

Trzeba było kilku dekad, by dwór znów odżył. W 2010 roku Fundacja im. Zofii Kossak utworzyła Centrum Kultury i Sztuki „Dwór Kossaków”, a po roku prac udało się pięknie wyeksponować ruiny dworu i w ich wnętrzu uruchomić multimedialne wystawę związaną z życiem rodziny Kossaków, w tym z twórczością Zofii Kossak.

Chlebowa Chata

Miastowym dzieciakom niewiele potrzeba do szczęścia

Niestety gdy przyjechaliśmy wieczorem, padła nam bateria w aparacie, a rano byliśmy wykończeni po ciężkiej nocy (Maćka dopadł jakiś paskudny wirus, który przywiozła z nami Kalina, a który potem dopadł jeszcze kilkoro członków naszej wycieczki, za co ich serdecznie przepraszamy:) i nie zdołaliśmy zrobić na miejscu ani jednego zdjęcia, więc po wizualizację odsyłamy na stronę internetową Kossa.

Nie chcieliśmy tak szybko wyjeżdżać z Podbeskidzia, ale czas gonił. Bielsko-Biała i okolice do tej pory były niedużą, ale bardzo białą plamą na naszej mapie Polski. Teraz nabrały kolorów. A następnego dnia czekała nas wizyta w mieście, o którym nawet wcześniej nie słyszeliśmy, ale które mocno zapisze nam się we wspomnieniach – w Żarkach.

(Visited 318 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Przyznam, że czytam Wasze relacje już od jakiegoś czasu i tak trafiłam na propozycję wyjazdu do Bielska Białej. Byłam tam już kilkukrotnie, w tym ze swoją dziewięciomiesięczną córką, bo znalazłam świetny hotel, gdzie przygotowano atrakcje dla całej rodziny: http://beskid.bielsko.pl/. Ale w Studiu Filmów Rysunkowych nie byliśmy i to z pewnością nadrobimy przy kolejnej wizycie!

    • Polecamy, wprawdzie córka pewnie jeszcze nie doceni, ale dla dorosłych, którzy wychowali się na tych filmach, to spora atrakcja:)

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *