DSC

Po ponad dwóch tygodniach napawania się widokiem czerwonych skał Utah przyszedł czas ruszyć na północ. Długo nam zajęło ustalenie jak jechać: uderzyć międzystanówką przez SLC do Idaho i stamtąd przedostać się do Wyoming, czy stromą i wymagającą drogą „191” przejechać przez Dinozaurowy Diament, odwiedzając po drodze dwa dinozaurowe muzea i jeden pomnik narodowy.

Dinozaurowy Diament („Dinosaur Diamond”) to nazwa nadana widokowej trasie, która przebiega przez wschodnią część Utah i zachodnią część Kolorado. Prowadzi z Moab na północ po „191” przez Green River i Price do Vernal. Stamtąd wraca na południe zahaczając o Kolorado prowadzi międzystanową „40”, US-139 i wzdłuż rzeki Kolorado US-128. Całość ma aż 512 mil, my planowaliśmy zrobić mniej więcej połowę – z Moab do Vernal.

Droga US-191 w okolicach Price, Utah

Droga US-191 w okolicach Price, Utah

Do tematu podchodziliśmy jak do jeża: dinozaury kusiły, wysokie góry ze względu na brak zaufania do samochodu, trochę zniechęcały. Ale postanowiliśmy zaryzykować. W końcu nie codziennie oglądamy dinozaury.

Pierwszy klops: Cleveland – Lloyd Dinosaur Quarry

Zebraliśmy się w miarę wcześnie, zanim zdążyło się zrobić bardzo upalnie (przez ostatnie dni nawet my, ciepłolubni, coraz gorzej znosiliśmy ponad trzydziestostopniowe upały) i w pierwszym rzucie dojechaliśmy do Price. Po drodze odpuściliśmy niestety Cleveland – Lloyd Dinosaur Quarry. Nie jest łatwo tam dojechać. To stanowisko paleontologiczne jest położony na uboczu w górach. Jedzie się do niego kilkadziesiąt mil po szutrowej drodze. Dobrym samochodem – żaden problem, jeepem po przejściach i starą przyczepą kempingową – już nie bardzo.

Z opisów wynika, że to fascynujące miejsce, gdzie można oglądać zarówno złożone szkielety dinozaurów oraz kości pozostawione w ziemi. Część wykopalisk schowano w budynkach. Umieszczono w nich także ponad 20 różnych wystaw. Dobrze, że wyczytaliśmy to wszystko już po fakcie, sprawdzając co nas ominęło. Gdybyśmy wiedzieli to wcześniej, to pewnie przeturlalibyśmy nasz samochodowo-kamperowy zestaw po wertepach środkowego Utah. A to mogłoby się źle skończyć.

Dinosaur Diamond

Widoki na trasie Dinosaur Diamond

Price – nic pośrodku niczego

W Price zatrzymaliśmy się tylko w Utah State University Eastern Prehistoric Museum. Za 6 USD od dorosłego i 3 USD od Maćka (Kalina za darmo) zwiedziliśmy średnio ciekawe, niewielkie muzeum z kilkoma szkieletami i indiańskimi eksponatami. Potem poszliśmy zasięgnąć języka w pobliskiej informacji turystycznej, gdzie oprócz map i broszurek dostaliśmy jeszcze vouchery na łącznie 15 USD do lokalnej restauracji. Tym bardziej warto chodzić do informacji turystycznych.

I w ten tajemniczy sposób w dalszą drogę wyruszyliśmy dopiero ok. godz. 17. O tej porze mieliśmy być jakieś 100 mil dalej… Nawet nas to nie zdziwiło. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że nasze plany bardzo szybko się dezaktualizują, więc lepiej ich nie robić.

Lost Highway, czyli jak zgubiliśmy Dinosaur Diamond

Wyjechaliśmy z Price dość późno i pojechaliśmy przed siebie. Jechaliśmy i jechaliśmy, droga wyglądała nieco kalifornijsko – wiła się pośród zielonych wzgórz, aż podświadomie zaczęliśmy oczekiwać oceanu za następnym zakrętem. Trwało to kilka godzin. Nieco nas wprawdzie zdziwiło, że jechaliśmy cały czas pod słońce, ale jakoś to sobie zracjonalizowaliśmy. W pewnym momencie Paweł zapytał: „a na tym rozjeździe szóstki i osiemdziesiątki dziewiątki, to w którą stronę jadę?”. Hę? Zaraz, zaraz… Przecież miała być „191”?!

Utah State University Eastern Prehistoric Museum w Price

Utah State University Eastern Prehistoric Museum w Price

Zjechaliśmy na pobocze i rzuciliśmy się do studiowania mapy. Gdzieś po drodze, zajęci podziwianiem krajobrazów i omijaniem robót drogowych (Paweł) i tłumaczeniem kolejnych blogowych wpisów na angielski (Ola) udało nam się przegapić rozwidlenie „6” i „191”. Być może dlatego, że leży ono przy elektrowni, więc mogliśmy uznać, że to po prostu droga techniczna. Co gorsza, GPS oświadczył, że do Vernal, do którego z Price mieliśmy coś koło 110 mil, nagle zrobiło się tych mil 150 trochę lepszą „40”, ale jednak znów przez wymagające góry…

Nie pozostało nam nic innego, jak zrzucić nasze gapiostwo na zrządzenie losu – może jednak stroma US-191 nie była nam pisana. A dinozaury nie zające, poczekają. Trochę szkoda, bo ominęło nas muzeum w Vernal – najlepsze w Dinozaurowym Diamencie oraz Dinozaurowy Pomnik Narodowy pod Vernal – miejsce, którego miłośnicy dinozaurów nie powinni przegapić. To całkiem spory park z pięknymi widokami, strzelistymi ścianami kanionów, naskalnymi rysunkami oraz ogromną ilością prehistorycznych skamielin. Eh, lepiej nie oglądać zdjęć na ulotkach, bo aż ciśnienie rośnie…

Welcome to Wyoming

Welcome to Wyoming

A tymczasem podążyliśmy do Wyoming po US-189, w stronę przeciwną niż zachodzące słońce, po drodze raczącej całkiem przyjemnymi widokami, w tym na dawno niewidzianą, a bardzo lubianą przez nas rzekę: Snake River. Do stanu, który chwali się byciem „prawdziwym Dzikim Zachodem” wjeżdżaliśmy już po zmroku.

Wyoming Welcome Center

Wyoming Welcome Center

Niestety Wyoming nie jest dzikie w kwestii spania na dziko. Na Welcome Center tuż za granicą stanu wyraźnie napisano, że nocować się nie powinno. Wybraliśmy więc powrót do cywilizacji i zanocowaliśmy za darmo na pobliskiej stacji, czy raczej „travel center” Flying J. Zaparkowaliśmy wśród tirów i poszliśmy spać.Na takich parkingach niestety nigdy nie jest cicho. Tirowcy mają awersję do nieregulowanej temperatury i albo będą się grzać, albo chłodzić. Niezależnie więc czy jest zero, piętnaście czy trzydzieści stopni silniki tirów będą pracować, by w kabinie działało ogrzewanie albo klimatyzacja.

Przez chwilę kusił jeszcze prysznic, ale kiedy usłyszeliśmy cenę (12 USD), nasz lekki, utahański brud wydał nam się całkiem przytulny. Męczącą cywilizację wytrzymaliśmy tylko z myślą, że już następnego dnia znów miała nas wchłonąć przyroda. Czekał na nas park narodowy Grand Teton położony przy Jackson Hole – podobno najpiękniejszej górskiej dolinie na Ziemi (jak twierdzą ulotki z Welcome Center w Wyoming).

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – jak to mówią… ktoś tam.
    Pewnie okaże się, że koniec końców małe zabłądzenie doprowadzi do fajnych doświadczeń i odkrycia nieplanowanych do odkrycia miejsc.

    • No właśnie my też uważamy, że nic się nie dzieje bez powodu – widocznie tak nam było pisane. A dinozaury zobaczymy następnym razem:)

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *