DSC
…czyli będzie gadżetowo.
Póki dzieci były małe nosiliśmy je w nosidle Manduca, sprzęcie super wygodnym i dla młodzieży i dla rodzica, i pancernym na tyle, że dwoje małych użytkowników przetrwał w stanie nienaruszonym. A potem dzieci z Manduki wyrosły, wkraczając w wiek już chodzenia, ale jeszcze nie do końca w tym kierunku i tempie, w jakim by rodzice chcieli. A podróże wzywają.W związku z tym wybierając się do Azji z rozbrykaną i nie zawsze chętną do długich spacerów Kaliną rozejrzeliśmy się za nosidełkiem. Co wybraliśmy i jak się sprawdziło?

Tak się jakoś złożyło, że z Maćkiem w tym wieku za dużo nie jeździliśmy, więc nie było potrzeby testowania innych wynalazków. Wyjazdy na Maltę czy do Toskanii przeżyliśmy z wózkiem, gorzej było w mało wózkowym Londynie, ale byliśmy tam tydzień i to bardziej na szkoleniu niż turystycznie. Na dłużej ruszyliśmy dopiero jak Maciek miał 3,5 roku i chodził potulnie, gdzie mu kazaliśmy…

DSC01763
Wyjazdu do Azji nie planowaliśmy, sam się trafił (wygrać bilet do Azji to znak). Nie dość, że mieliśmy sporo zobowiązań na miejscu, to jeszcze Kalina w chwili wyjazdu miała 2 lata i 3 miesiące – z naszego doświadczenia wynika, że wiek to do podróżowania z dzieckiem najgorszy z możliwych (zaczyna się coś koło półtora roku, kończy ciut po trzecich urodzinach). Dziecko jest już mobilne, odmawia współpracy z nosidełkiem a nierzadko i z wózkiem, lekkie też nie jest, a puszczone chce chodzić tylko że najchętniej nie tam i nie wtedy kiedy robią to rodzice…

Slida

No więc jak już się okazało, że jednak wyjeżdżamy, i że wózka raczej nie ma co brać, zaczęliśmy się zastanawiać, jak by to było z takim większym nosidełkiem. Wykorzystując bezwstydnie naszą uprzywilejowaną pozycję travel bloggerów poprosiliśmy firmę Fjord Nansen, żeby udostępniła nam do przetestowania nosidełko Slida.

DSC09879

Gdy kurier przyniósł paczkę, zaczęliśmy mieć wątpliwości. Kurczę, jak to spakować? Jakoś nie wpadło nam do głowy, że – w przeciwieństwie do Manduki, którą po prostu zwijaliśmy w kłębek i wrzucaliśmy do plecaka – nosidełko ze stelażem ma…tak! Stelaż! I to całkiem pokaźnej wielkości.

Jak to spakować?

No ale jak się powiedziało A to trzeba też powiedzieć B. Pogrzebaliśmy po szafach, znaleźliśmy starą torbę po łóżeczku turystycznym i przez znaczną część wyjazdu ciągaliśmy tę torbę w garści. I w sumie to chyba jest jedyna wada nosidełka: jeśli nie używa się go non stop do noszenia dziecka, a wszystkie dorosłe plecy zajęte są plecakami, to jest ono trochę nieporęczne w transporcie. Dlatego polecamy je raczej na wyjazdy stacjonarne, podczas których nie przenosimy się z dobytkiem co drugi dzień, albo takim rodzicom, którzy są dużo bardziej zaawansowani w pakowaniu niż my, i są w stanie spakować rodzinę w jeden plecak zostawiając drugie plecy do dyspozycji dziecka w nosidle.

DSC00093

Nam mniej więcej w połowie wyjazdu udało się opróżnić plecaki na tyle, że nosidełko wpakowaliśmy do jednego z nich. Z tego też płynie jakaś nauka, że jest duża szansa na zmieszczenie Sildy do 70-litrowego plecaka, do którego wejdą jeszcze upchane ubrania i kosmetyczka.

Wygodnie, choć nielekko…

Samo użytkowanie jest przyjemne, zarówno dla dziecka jak i dla rodzica. Szelki są wygodne i regulowane na kilka sposobów, co jest ważne zwłaszcza jak nosimy dziecko trochę starsze i co za tym idzie trochę cięższe, jak, nie wypominając, nasza córka. Przy pasie jest spora kieszonka w której mieści się telefon albo niewielki aparat fotograficzny, z tyłu jest kieszonka na wodę, jest też komora plecakowa w której spokojnie mieści się prowiant na drogę. Wszystko to trochę waży, więc trzeba się przygotować na to, że kilkugodzinne wędrówki poczujemy na plecach.

DSC01881

Kalina z noszenia była zadowolona, zwłaszcza dlatego, że wszystko widziała, a o tym, że jest jej wygodnie może świadczyć fakt, że wiele razy w nosidle zasypiała. Gdy robiliśmy sobie przystanki w drodze nie trzeba było jej nawet wyciągać, wystarczyło odstawić – solidny stelaż pełnił funkcję krzesełka.

Dziecko przypina się w środku pasem. Ręce ani nogi nigdzie się nie zaplątują i nawet jak czasem wydawało nam się, że jakaś pozycja jest dla Kaliny niewygodna, sama zainteresowana zaprzeczała.

DSC01733

Nosidełko ma też daszek od słońca – jest ono dodatkowym elementem, więc notorycznie o nim zapominaliśmy, ale wbrew obawom, jak już je zamontowaliśmy, nie uciekało przy silniejszych podmuchach wiatru.

DSC00077

Nosidełko Slida to naprawdę fajna sprawa, pozostaje nam żałować, że nie sprawiliśmy go sobie półtora roku temu. Zdecydowanie polecamy je rodzicom dzieci młodszych od Kaliny, takich, które dopiero zaczynają swoją przygodę z chodzeniem. Dla rodziców dzieci w wieku Kaliny, które na dwóch nogach sobie radzą, to raczej rozwiązanie na dłuższe wycieczki, ewentualnie na trudniejsze trasy, które dla małego dziecka mogą być po prostu zbyt trudne do pokonania. No i z racji stelaża i rozmiaru warto rozważyć czy je zabierać na dłuższy wyjazd niestacjonarny z przejazdami różnymi lokalnymi środkami transportu.

 

 

Powiązane wpisy

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *