– Kalina, przymierz jeszcze to – rzuciłam znad wielkiej torby dziecięcych ubrań cierpliwie czekających na swoją kolej w piwnicy. Mieszały się w niej ubrania po Maćku i po córce mojej przyjaciółki. – Nie, mama, nie chcę tej bluzy, ona jest z robotem! – oznajmiła Kalina stanowczo. – I…? – nie do końca zrozumiałam co robot ma do rzeczy. – No przecież roboty są dla chłopaków – wyjaśniła uprzejmie Kalina.

Kalina marzycielka

Kilka dni później. W gronie matek rozmawiamy o zbiórkach zuchowych, zachwalam je z całego serca podkreślając, że Kalina nie mogła się już doczekać kiedy w końcu zostanie zuchenką, a Maciek w tym roku był po raz trzeci na obozie i już za niecały rok pierwszy raz pojadą razem.

– Jak Maciek jechał na pierwszy obóz był tuż po zerówce. Przyznaję, miałam pewne obawy czy to nie za wcześnie, ale poradził sobie doskonale – podsumowałam długi pean na cześć harcerstwa popijając kawę z innymi zerówkowymi matkami.

– No, ale wiadomo, to chłopak, oni są bardziej samodzielni i nastawieni na konkurencję, to im łatwiej – odpowiedziała mi jedna z nich, powodując u mnie zdziwienie i refleksję nad tym jak bardzo ograniczamy własne dzieci naszymi o nich wyobrażeniami.

Mogę wszystko!

Tego dnia był zlot hufca. Pierwszy Kaliny, kolejny Maćka. Oboje łazili przez kilka godzin wraz ze swoją gromadą zuchową po Kępie Potockiej, nie zważając na październikowy chłód i spore odległości do pokonania. Maciek nie był zachwycony poranną pobudką i jak to on chwilę ponarzekał, choć na koniec jak zwykle przyznał, że jednak mu się podobało. Kalina wywołała spore zaskoczenie (nasze i druhny) bo mimo, że najmłodsza z całej wycieczki, ani przez chwilę nawet się nie skrzywiła. Z niegasnącym zapałem zdobywała kolejne punkty skuszona wizją odznaki przypiętej do nowo kupionego munduru.

Gdy gramy z dzieciakami w planszówki, Maciek jak tylko zaczyna przegrywać obraża się, zaczyna wymyślać własne zasady albo oznajmia, że jemu to się właściwie już nie chce. Kalina zaciska zęby i gra póki nie wygra, powtarzając pod nosem jak mantrę „dobrzesiębawiędobrzesiębawiędobrzesiębawię”. Maciek jest spokojny, flegmatyczny, wiecznie zaczytany, Kalina uwielbia się ruszać, biegać, skakać. Oboje chodzili na piłkę nożną i obojgu się nie spodobało. Kalina cały czas tańczy. Maciek cały czas śpiewa. Samochodami bawią się oboje, ramię w ramię budują bazy z poduszek i koców. Kalina się wścieka aż iskry lecą, i za chwilę zapomina. Maciek jest uparty jak osioł i pamiętliwy. Kalina potrafi spać do 10, Maciek jest rannym ptaszkiem.

W ogóle różnice między naszymi dziećmi przebiegają bardziej nie na linii płci a na linii pierwsze-drugie dziecko. Trzy lata starszy Maciek, bardziej chorowity (na dzień dobry zaliczył dwutygodniowy falstart w Centrum Zdrowia Dziecka, a do trzeciego roku życia przeszedł więcej zapaleń oskrzeli niż jesteśmy w stanie zliczyć), od zawsze był dość powolny i ostrożny, co pewnie po części wynika z naszego stresu bycia rodzicami po raz pierwszy, po części z jego problemów z integracją sensoryczną, po części z bycia synkiem tatusia (genów nie oszuka).

Kalina – młodsza i nigdy nie chorująca (poza ospą w Stambule!), żywe srebro, zwinna, wściekle ambitna i z temperamentem po mamusi jest kompletnym przeciwieństwem brata. Im są starsi, tym bardziej widzimy jak bardzo są odmienni i na jak niewiele rzeczy mamy wpływ. Wiemy jednak, że pewne podstawy zachowań, przekonań i przyzwyczajeń wyniosą z domu, dlatego staramy się przekazać im to, co dla nas najważniejsze.

W naszym domu nie obowiązuje podział obowiązków na damskie i męskie, dziewczęce i chłopięce. Krew nas zalewa gdy słyszymy, że dziewczynka powinna być grzeczna, a chłopiec „to wiadomo”, albo gdy Kalinę prosi się o pomoc w nakryciu stołu, mimo że oboje mają dwie rączki i nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby pomagali oboje.

Obojgu tłumaczymy, że mogą być kim chcą, ubierać się w co chcą i jak chcą. Maciek dość długo nosił dwie różne skarpetki i koszulki tył na przód a Kalina ku mojej rozpaczy przeszła dość intensywną fazę różowo-falbankową. Sugerujemy tylko czasem pewne zmiany w oparciu o prognozy pogody – w przypadkach szczególnego oporu po prostu wrzucamy im do plecaka dodatkową bluzę, jednak nie wmawiamy im, że jest im za zimno czy za ciepło. Zakładamy, że jeśli faktycznie zaczną marznąć albo się przegrzewać to sami zauważą. Ba, namawiamy ich nawet do samodzielnego myślenia!

Tłumaczymy czym są stereotypy i dlaczego nie zawsze warto po nie ślepo sięgać. Uczymy samodzielności i bycia sobą przy jednoczesnym poszanowaniu dla innych.

Skąd więc u licha pomysł, że roboty nie są dla dziewczyn…?

Ano pewnie stąd, że dzieci nie da się wychować w bańce, a nasz wpływ, jakbyśmy bardzo nie chcieli, czasem nie jest wystarczający. Nie zawsze do końca politycznie poprawne bajki i książeczki (mimo naszych wysiłków w podsuwaniu „słusznych” pozycji, dostępność chłamu, którego nie jesteśmy w stanie ocenzurować jest zdecydowanie zbyt powszechna), dalsza rodzina i znajomi, inne dzieci i ich rodzice – każda z tych osób może powiedzieć coś, co utkwi dziecku w pamięci i w jakiś sposób na nie wpłynie. „Dziewczynce nie wypada” powtórzone odpowiednio wiele razy i nie zawsze skontrowane przez rodziców (bo w końcu my też nie zawsze jesteśmy obok) w końcu może zostać usłyszane.

Ba, nie trzeba mówić, wystarczy się rozejrzeć – ile znacie domów, w których kobiety nawet nie siadają do wspólnych posiłków bo są zbyt zajęte kursowaniem między kuchnią a stołem, podczas gdy ich mąż po skończonym posiłku zasiada przed telewizorem i czeka na podanie kawy i – koniecznie domowego – ciasta? Zabawki, treści w książeczkach, nawet przypadkowa osoba w sklepie czy autobusie, w zupełnie nieświadomy sposób może wpędzić dziecko w koleiny stereotypów. Kto wie, może nawet my czasem popełniamy błędy. Nikt nie jest idealny. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie zagaił rozmowy z chłopcem pytając o książkę, którą ostatnio przeczytał a dziewczynkę w analogicznej sytuacji skomplementował za wygląd…

I co z tym fantem zrobić? Ano dalej robić swoje. Tłumaczyć, rozmawiać, zadawać pytania i odzierać rzeczywistość ze stereotypów. Pokazywać dzieciom ich nieograniczone możliwości, przypominać na każdym kroku, że mogą robić w życiu co tylko chcą a nie to co wypada. Że mogą być sobą i spełniać swoje marzenia, zarówno te małe jak i te całkiem duże.

Starannie wybierać bajki i lektury. My ostatnio przeczytaliśmy magazyn „Kosmos dla dziewczynek

Kalina w Kosmosie

…a oczekiwanie na kolejny numer umilamy sobie poznawaniem kolejnych niezwykłych kobiet, których sylwetki Francesca Cavallo i Elena Favilli opisały w „Opowieściach na dobranoc dla młodych buntowniczek”, przetłumaczonych zresztą przez naszą znajomą i sąsiadkę Ewę Borówkę. Ma się te znajomości:)

I tak krok po kroku, biografia po biografii, strona po stronie, poznajemy kobiety, które nic nie robiły sobie z „wypada” i „nie wypada”, w nosie miały konwenanse, i konsekwentnie, nie zważając na otoczenie, dążyły do celu. Sportowczynie, naukowczynie, polityczki, artystki, kobiety, które podążały ścieżką wytyczoną nie przez płeć a przez marzenia i dążenie do wolności. Nie zawsze było łatwo, ba, przeważnie było pod górę, ale przecież tego też musimy dzieci nauczyć. Zbyt często chcemy przychylić naszym dzieciom nieba, a potem tłumaczymy, że jeszcze za małe, jeszcze niesamodzielne.

(Gdy Kalina zaczęła we wrześniu swoją przygodę z zerówką, zaprowadziliśmy ją do szatni, pokazaliśmy jak działa szafka i gdzie się zgłosić w razie problemów z jej otworzeniem, upewniliśmy się, że zna drogę do klasy. Przez kilka dni byliśmy obok na wypadek jakby sobie z czymś nie radziła. I obserwowaliśmy rodziców, którzy dzieci przyprowadzają, rozbierają, ubierają, otwierają i zamykają szafkę i za rękę prowadzą do klasy. Pani na ostatnim zebraniu ze zdziwieniem opowiadała o dzieciach, które nie umieją same założyć kurtki czy butów, i to wcale nie wiązanych…)

Mimo że tytuł sugeruje, że jest to książeczka wyłącznie dla dziewczynek, Kalina i Maciek słuchają tych opowieści razem. I bardzo dobrze, bo wierność sobie i wiara we własne możliwości, a także świadomość, że do spełnienia marzeń konieczna jest ciężka praca, to coś, czego chcemy nauczyć ich oboje. Ale pamiętajmy też, że z małych chłopców wyrosną kiedyś dorośli mężczyźni, i fajnie by było, żeby wyrośli na takich, dla których jest oczywiste, że dziewczynki też mogą być superbohaterkami.

„Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” częściowo przeczytane a częściowo wysłuchane dzięki Legimi.pl / Legimi na Kindle.

(Visited 1 971 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Kurczę! Jakbym o swoich dzieciakach czytała Nasze dwie dziewczynki zawsze były traktowane jak CZŁOWIEKI a nie jak różowo-pierdzące landrynki Zu miała etap gdzie chodziła tylko w czarnych i pomarańczowych ciuchach z tygrysami lub dinozaurami. Chwilowy zachwyt sukienkami księżniczkowymi po kuzynce też przeżyła i nie wyrzucaliśmy ich z szafy. To typ jednak takiej chłopczycy. Martynka jest kobietką. Uwielbia się stroić w sukienki, spódniczki. Ciagle bierze śluby w przedszkolu. Ale chodzi na piłkę nożną i na balach przebierańców jest albo supergirl albo scooby doo. Obie uwielbiają resoraki po tatusiu. Ale i Zu bawi się końmi, opieką nad nimi, a Tina w dom, w krawcową. Trzeba pozwolić po prostu poznawać dzieciom (niezależnie od płci) być wolnym. My ostatnio czytałyśmy „Damy, dziewuchy, dziewczyny” ale zaciekawił mnie ten kosmos! W zeszłym roku czytałyśmy „Niegrzeczne księżniczki”- o wojowniczkach, buntowniczości i o byciu sobą po prostu wbrew normom i tradycjom – o księżniczkach na całym świecie od czasów Wikingów przez Mołdawię po naszą współczesną Europę

  • Super! Mamy podobnie, choć z racji maleńkości dziewczyn, póki co najbardziej obrywa się Kajtkowi poprzez teksty typu: „Nie płacz, jesteś chłopakiem”. No i…? Zawsze powtarzam, żeby płakał jeśli czuje taką potrzebę. No i… rozmawiamy, tłumaczymy, choć przedszkole robi swoją robotę, niestety. Także dzięki za rekomendacje, bo z pewnością przydadzą się na przyszłość:)

  • Kocham Was ❤ Pamiętam jak dziś, jak oczarowalaś mnie na pierwszych Trampkach opowieścią o podróżach z dziećmi. Temat kompletnie nigdy mnie nie interesował, aly Ty tak nietuzinkowo do tego podeszlas, że siedziałam zasluchana. Te stereotypy te wypada i nie wypada doprowadzają mnie do szału. Kalina i Maciek maja szczęście, że mają tak mądrych rodziców. Gdybym miała być matką, chciałabym być jak Wy.

  • Pięknie i mądrze napisane! Podpisujemy się obiema / czterema rękami! 🙂 My też wychowujemy po prostu ludzi a nie dziewczynki i chłopców. I mimo że przykładamy dużą wagę do tego, by zarówno Mańka, jak i Jasiek robili to, co chcą, ubierali się tak, jak chcą, bawili się takimi zabawkami, jakimi chcą, to jednak nie unikniemy wpływu przedszkola/żłobka, „dobrych cioć i wujków” i bezdennie głupich komentarzy w stylu: dziewczynki powinny być grzeczne i miłe, a chłopcy to takie rozrabiaki. Krew mnie zalewa, jak coś takiego słyszę! Jestem jednak przekonana, że każda zmiana zaczyna się w nas samych, więc im więcej będzie takich rodziców, jak my, tym świat wreszcie będzie lepszy.

  • Cześć. Też mam córkę Kaline 🙂 opowieści dla buntowniczek zakupiłam ,ale wytrzymałam się z czytaniem ich corkom. Ja swoja postawa uczę , że nie ma dla mnie ograniczeń związanych z płcią, a one też nie widzę żeby jakoś szczególnie się przed czymś powstrzymywaly. Natomiast książka jest opisem zmagań ze strasznym ograniczeniami i stwierdziłam że one głównie się z tego dowiadują ze jakieś ograniczenia wogole istniały,a być może istnieją. A po drugie i to ważniejsze ze trzeba być wyjątkowa jednostką żeby przeciw tym ograniczeniom występować. To nie jest przekaz jaki ja chce podać kilkulatkom, one jeszcze nie mają odpowiednie perspektywy historycznej. Nie chce żeby uważaly że muszą byc Frida Kahlo zeby malowac, biegsc maratonow w swietnym czasie zeby uprawiac jogging albo ze za 3 lata powinny miec juz gotowy projekt lazika marsjanskiego jeśli miałyby mieć ochotę zostać inżynierem. Chce żeby wiedziały że mogą robić co chcą, nie tylko wtedy gdy są w tym wybitne. Książka sobie poczeka na swoją kolej 🙂

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *