DSC

Jeśli nie macie jeszcze zbyt wielu noworocznych postanowień i dawno nie byliście w Poznaniu, to koniecznie dorzućcie do listy wyjazd do stolicy Wielkopolski. A jak już tam będziecie, to skorzystajcie z naszych podpowiedzi. Oto jak można spędzić jeden dzień w Poznaniu z dziećmi.

Figura św. Jana Nepomucena na Starym Rynku

Figura św. Jana Nepomucena na Starym Rynku

Zawsze powtarzamy, że planowanie nie jest naszą mocną stroną. Ale do krótkiego wypadu do Poznania nawet się przygotowaliśmy. Sprawdziliśmy mniej więcej co chcemy zobaczyć, upewniliśmy się co do godzin otwarcia, spojrzeliśmy na mapę i ułożyliśmy sobie trasę. Jak na nas, to osiągnięcie z gatunku tych kosmicznych. Ba, nawet prawie wszystko ułożyło się po naszej myśli. Nie będziemy jednak za bardzo opisywać, gdzie mniej lub bardziej daliśmy ciała, ale przedstawimy Wam plan, dzięki któremu będziecie mogli przejść Poznań jak po sznurku.

Śniadanie w Poznaniu

Załóżmy, że do Poznania wpadliście wieczorem i znaleźliście fajne miejsce na nocleg. Może być to gorąco przez nas polecany Hotel Śródka, może być to położony trochę na uboczu Novotel Poznań Malta. Ten drugi to raczej opcja dla zmotoryzowanych – do hotelu idzie się przez parking, bo chodnika brak… Co nie znaczy, że bez samochodu nie da rady tam dojechać, bo jak już się przebić przez parking, to do przystanku tramwajowego jest 100 metrów a z niego w 10 minut dojedziecie do centrum a w 15 minut do Dworca Głównego!

IMG_20151111_091626_HDR

Restauracja w hotelu Novotel Poznań Malta

W obu hotelach śniadanie jest takie, że o kolejnym posiłku pomyślicie późnym popołudniem, no chyba że macie takie dzieci jak Maciek, który wciągnie dwa talerze pełne jedzenia, a po wyjściu z hotelu zapyta: „to gdzie teraz zjemy?”. Jeśli jednak ruszacie na śniadanie na mieście, to musicie zdać się na własne wyczucie. Dobrze też zajrzeć np. na blog Foodie Army, który tematowi śniadania w Poznaniu poświęcił osobny wpis.

Godz. 10.30 – Rogalowe Muzeum Poznania

Znaleźliście? Zjedliście? To teraz czas ruszać dalej – na Stare Miasto. Rynek i spacer warto zostawić sobie na później i przed południem wyprzedzając tłumy zawitać do Rogalowego Muzeum Poznania. O jego popularności świadczy fakt, że spotkaliśmy w nim znajomego ze studiów z Warszawy, którego nie widzieliśmy od 10 lat! Jeśli więc macie takich dawno nie widzianych znajomych, to tym bardziej zachęcamy, żebyście tam zajrzeli. W przypadku tatów polecamy, by nie golić się chociaż kilka dni przed wizytą. Dziwnym trafem wszyscy muzealni piekarze mieli super-hipsterskie brody. Może do czegoś im się przydają?

Rogalowe Muzeum Poznania

Szybki kurs pieczenia rogali świętomarcińskich. Rogalowe Muzeum Poznania

Jedna uwaga co do muzeum. A właściwie też do nas przy okazji. Od jakiegoś czasu jesteśmy wyczuleni na umieszczanie produktu, czyli „product placement” w języku reklamy i ludzi mających problem z polszczyzną. Sami co prawda nie unikamy współpracy z firmami i organizacjami. Nasz wyjazd do Poznania był możliwy dzięki Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej, Rogalowe Muzeum Poznania też ugościło nas za darmo. Za tą placówką stoi tak naprawdę firma Fawor. To przedsiębiorstwo z tradycjami, robiące świetne rogale. Dodatkowo nie narzuca się z promocją w trakcie pokazów. Wydaje się, że bardziej robi to dla tradycji niż zysku. I tu wypada jej pogratulować.

A tradycja w Rogalowym Muzeum Poznania jest podana w sposób znakomity. Muzeum działa od niedawna, a jest już na tyle popularne, że trudno jest czasem o miejsce. Do muzeum prowadzi niepozorne podwórko w bocznej uliczce równoległej do rynku. W podwórku oprócz ucięcia sobie pogawędki z dawno niewdzianymi znajomymi można też kupić trochę pamiątek.

Rogalowe Muzeum Poznania

Rogalowe Muzeum Poznania

Muzeum ma dwie sale na górze, w których odbywają się prezentacje. To nie tylko opowieść o tradycji wyrobu świętomarcinskich rogali, ale też prawdziwa podróż po Poznaniu i jego historii. Po pierwsze muzeum mieści się w zabytkowej, ponad 500-letniej kamienicy. Jeśli zdziwią Was otwory w jej ścianie, to dowiecie się do czego służyły. Jeśli zastanowią Was polichromie, to dowiecie się dlaczego i kiedy powstały. Przez okna rzucicie okiem na renesansowy ratusz. Będziecie mogli też zgadnąć, ile lat ma podłoga, po której stąpacie i posłuchacie o jej historii. I może nawet coś zrozumiecie bo…

O wszystkim opowie wam wuja Zyga i jego koledzy. Opowie Wam poznańską gwarą. Myślicie, że to nic tokiego? No to wejdźcie sobie na stronę Rogalowego Muzeum Poznania w gwarze i znajdziecie tam takie kwiatki:

Zdradzymy wóm szyskie knyfy (znaczy sie tajymne sposoby pieczynio, nie). A jag bydymy tetrać te rogale, to bydymy tyż wos uczyć godać po naszymu i łopowiymy Wóm szczype ło historii Poznanio. A szysko to bydzie wew taki pinkny renesansowy kaminicy wizawis ratusza. A nojważniejsze, że so bydziecie mogli spucnóńć rychtycznygó rogola, nie! No!? To dzieście sóm? Czekómy, tej!

Wspominaliśmy na początku o brodach. Choć wszystkie zygi, którzy (które?) opowiadali o rogalach, wygniatali ciasto, wkładali nadzienie, ugniatali podkówki, mieli super-hipsterskie brody, to i tak pozostały zupełnie niewykorzystane. Poniekąd dlatego, że nie było do czego. W Warszawie pewnie pozamiatano by nimi mąkę, ale w oszczędnym Poznaniu nic się nie zmarnowało i nie było czego zmiatać… Nie pozwolono też by publiczność się zmarnowała i prawie każdy miał okazję wystąpić za rogalowym stołem i pobawić się w robienie rogali. Zabawa była przednia i jeśli nawet Wasze dzieci nie będą wieczorami opowiadać o zagniataniu rogali, to pal je licho. Rogalowe Muzeum Poznania to miejsce, które każda mela i każdy szpun musi odwiedzić!

Rogalowe Muzeum Poznania

Rogale świętomarcińskie

W samo południe – koziołki na poznańskim Rynku

Warto go obejść, na co potrzeba kilku minut, bo jest to trzeci największy rynek w Polsce. Oglądając gotyckie, barokowe i klasycystyczne kamienice warto zdać sobie sprawę, że spora ich część została zniszczona w czasie wojny i to co oglądamy to powojenne rekonstrukcje. Dla nas warszawiaków to akurat żaden problem.

DSC05704

Poznańskie koziołki

O godzinie 12 wszyscy stają pod wieżą renesansowego Ratusza. Budynek często jest określany mianem renesansowej perełki. I faktycznie, mimo wielu przebudów, w tym najpoważniejszej z drugiej połowy XVIII wieku, w czasie powojennej odbudowy zdecydowano się na powrót do renesansowych zamysłów J. B. di Quadro. Poważny remont, który Ratusz przeszedł na przełomie XX i XXI wieku tylko uwydatnił renesans. Tak to bywało w polskich miastach, że powojenne zniszczenia pozwalało różnym komisjom na swobodny wybór epoki, do której się wracało. Tak było na poznańskim rynku, tak było na Ostrowie Tumskim, tak też było na warszawskim pl. Teatralnym, gdzie komercyjny deweloper odbudował dawny warszawski ratusz robiąc stropy w połowie okien, bo proporcję fasady wymyślił konserwator a wysokości pięter ustaliły potrzeby rynku i współczesne normy.

Trębacz na poznańskim Ratuszu

Trębacz na poznańskim Ratuszu

Trudno nam racjonalnie wytłumaczyć te doznania, ale renesansowa perełka Poznania nie zrobiła na nas żadnego, ale to absolutnie żadnego wrażenia. Czy był to wpływ jesiennej aury, pięknego rynku naokoło, czy kwestia rozbrykanych dzieciaków, które trzeba było pilnować żeby nie zagubiły się wśród jedenastolistopadowych tłumów, dość powiedzieć, że Ratusz się w tym wszystkim zagubił.

Kiedy byliśmy na rynku w Krakowie, na dźwięki hejnału z Wieży Mariackiej przeszły nam ciarki po plecach. Tutaj w samo południe wyszły słynne poznańskie koziołki, których tradycja sięga ponad 550 lat, potrykały się chwilę, bynajmniej nie w rytm uderzeń zegara, a potem zniknęły za drzwiczkami. Ani dzieci, ani my nie przeżywaliśmy tego wydarzenia jakoś szczególnie. Nie pojawiło się w żadnych wieczornych rozmowach, żadnych bajkach, grach czy zabawach. Ot, kolejna atrakcja, zaliczona, wykonana i zapomniana. Nawet legenda stojąca za koziołkami nas za bardzo nie przekonała.

A miało to być tak, że w roku 1551 po przebudowie ratusza zorganizowano wielką ucztę z okazji instalacji nowego zegara. Daniem wieczoru miał być sarni udziec przygotowany przez mistrza kucharskiego Mikołaja. Ale doszło do katastrofy – udziec zsunął się do ognia i nie nadawał się do podania. Pomocnik kucharski szybko znalazł więc inne mięso na ucztę i przyciągnął dwa koziołki. Te jednak wyrwały się z niewoli i uciekły na wieżę, gdzie zaczęły trykać się rogami. I taki widok ujrzeli goście, kiedy odsłonięto zegar. Z kuchni na wieżę, żeby beztrosko trykać się rogami??? Już lepiej wyglądałoby, gdyby to diabeł Boruta je tam posadził. Szczególnie, że miał trochę wspólnego z powstaniem wzniesienia, na którym stanął później Zamek Przemysła. Ale to już inna historia.

Jeśli więc zdarzy się Wam zajrzeć do Poznania z dziećmi, by zobaczyć poznańskie atrakcje, których Wasze pociechy nigdy nie zapomną i jednocześnie ominiecie poznański rynek w samo południe, to nie plujcie sobie w brody (ani te hipsterskie, ani te nieogolone z lenistwa). Jest tak wiele atrakcji w Poznaniu, że o koziołkach i tak byście zapomnieli.

Rynek w Poznaniu

Rynek w Poznaniu

Godz. 13 – Ostrów Tumski

Z Rynku polecamy spacer na Małe Garbary, skąd w niecałą minutę można dojechać na Ostrów Tumski. Do tej jedynej pozostałej na Warcie wyspy zawsze już chyba będziemy mieli sentyment. Jak to często z nami bywa, Ostrów Tumski, jedno z ważniejszych w końcu miejsc w historii polskiej państwowości był dla nas sporym zaskoczeniem. Kiedy pojechaliśmy do Poznania na targi turystyczne, a wcześniej właściwie nie byliśmy w tym mieście, i nocowaliśmy na Śródce, wieczorem wyszliśmy na spacer. Poszliśmy przed siebie, przeszliśmy przed most i w jesiennej, ciepłej i lekko przymglonej aurze wyszliśmy klimatyczną uliczką na gotycką katedrę. Od razu się poprawimy, regotyzowaną po wojnie katedrę. Dopiero wtedy nas olśniło, gdzie, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy.

Ostrów Tumski

Ostrów Tumski

Ostrów Tumski to przecież sama historia, pierwsze biskupstwo na polskich terenach, mityczne miejsce, gdzie zatrzymał się Lech i gdzie opuścili go bracia – Czech i Rus. Ba, w X wieku był tu największy piastowski gród. Co prawda, jego kariera potrwała dość krótko, bo już w połowie XI wieku w ruinach katedry miały się legnąć dzikie zwierzęta, ale zawsze. Do Bazyliki Archikatedralnej św. Piotra i św. Pawła swoją drogą nie udało nam się wejść. Pierwszy raz, kiedy ją ujrzeliśmy, było już za późno. Za drugim razem byliśmy tam całkiem wcześnie, ale czas nas gonił i nie zdążyliśmy.

Bazylika Archikatedralna św. Piotra i św. Pawła na Ostrowie Tumskim

Bazylika Archikatedralna św. Piotra i św. Pawła na Ostrowie Tumskim

Ostrów Tumski to nie tylko bazylika z grobowcami trzech królów i pięciu książąt z najstarszej polskiej dynastii Piastów, począwszy od Mieszka I oraz Bolesława Chrobrego ale też Rezerwat Archeologiczny Genius Loci (oczywiście zamknięty w trakcie naszych wizyt) i Muzeum Archikatedralne (patrz poprzedni nawias). Nawet nie żałowaliśmy, że wszystko się przed nami zamykało. Nastrój XV i XVI-wiecznych budynków, aura historii i spokój tego miejsca nam zupełnie wystarczyły. Poza tym wszystkie muzealne i wystawiennicze atrakcje wyspy i tak przyćmiewa…

Godz. 13.30 – Brama Poznania ICHOT

O Bramie Poznania przeczytaliśmy całkiem sporo i miała być ona absolutną perełką stolicy Wielkopolski. I rzeczywiście: wypada na 5+, i jest kolejną odwiedzoną przez nas tego typu placówką (po m.in. Muzeum Śląskim w Katowicach, Multimedialnym Muzeum na Klifie w Trzęsaczu czy Muzeum Ikon w Supraślu), które udowadnia, że muzeum nie musi być nudne.

Brama Poznania ICHOT

Brama Poznania ICHOT

Choć za skrótem ICHOT kryje się Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego, to główny budynek wcale nie nie leży na wyspie, lecz zlokalizowany jest już na Śródce. Z wyspą łączy go szklana kładka, prowadząca do śluzy katedralnej – pozostałości z czasów pruskich, kiedy Poznań został zamieniony w miasto-twierdzę. My naszą wizytę zaczęliśmy od drugiej strony – wchodząc do budynku przez wejście od Środki, co wydaje się nawet bardziej naturalne, w końcu to Brama Poznania, ale chyba nawet lepszym pomysłem jest wejście przez śluzę od Ostrowa.

Brama Poznania

Brama Poznania zwieszona nad Cybiną

Szklana kładka w miejscu jazu katedralnego na Cybinie bardzo zgrabnie spina pruskie, ceglane fortyfikacje z prostym betonowym budynkiem otwartym dla zwiedzających w 2014 roku. Kiedy zobaczyliśmy go pierwszy raz po ciemku z pobliskiego Mostu Jordana, wydał nam się ciężki i niezgrabny. Mocno przytłaczał rzekę, węższą w tym miejscu niż jego betonowa fasada. W świetle dnia wydał się już znacznie bardziej przyjazny, a nadwieszenie go nad zejściem nad rzekę jeszcze przydało mu lekkości. I tak chyba chodziło głównie o to, żeby pozbawiając bryły fajerwerków skupić uwagę na tym co w środku, czyli historii Ostrowa i na tym co na zewnątrz, czyli wyspie w teraźniejszej odsłonie.

DSC05628

Błękitne niebo nad listopadowym Poznaniem czyli multimedialna wystawa w ICHOT

W środku Brama Poznania jest multimedialna aż po sufit. Porusza się po niej ścieżkami, po których prowadzą audioprzewodniki. Makiety i tablice ożywia światło, grające bardzo ważną tu rolę. Historia Ostrowa Tumskiego, początki Piastów, życie w średniowiecznym grodzie oraz bardziej współczesna historia miasta są przedstawione we wciągający sposób. Metoda włączania kolejnych opisów z poszukiwaniem tokenów uruchamiających głos w słuchawkach dała Maćkowi dużo zabawy, choć momentami słabo sobie z nią radził – ścieżka rodzinna najlepiej sprawdzi się pewnie u 8-10-latków.

Jest z nią niestety jeden mały problem. Ponieważ przeznaczono ją dla dzieci, to wiele spraw upraszcza i omija. To zrozumiałe, tylko że skacząc z tematu na temat zgubiono historyczną ciągłość, ominięto większość gablot i przedmiotów i nawet dorosły ze średnią wiedzą historyczną zaczyna się w tym wszystkim gubić. W pewnym momencie stanęliśmy więc przed dylematem, czy pomagać Maćkowi i zostać z nim na „rodzinnej ścieżce”, czy może jednak przełączyć się na tryb „dorosły” i bardziej docenić wysiłek włożony w ekspozycję.

Brama Poznania

Brama Poznania. Światło i… Maciek

Brama Poznania ma też wisienkę na torcie, której nam (jakże by inaczej) nie dane było skosztować, mianowicie taras widokowy z panoramą Ostrowa Tumskiego. To pomysł na to, by historię z ekspozycji ułożyć sobie w głowie patrząc na miejsce, gdzie ta historia się przetoczyła. Tylko że taras jest otwarty przy ładnej pogodzie. A o tą w listopadzie niełatwo…

Brama Poznania

Brama Poznania

Godz. 15.30 – gdzie zjeść obiad w Poznaniu?

Pogoda czy niepogoda, na Śródkę zajść trzeba. Dzieliliśmy się z Wami już wcześniej tym, jakie można znaleźć atrakcje na Śródce i gdzie zjeść. Trójwymiarowy mural „Opowieść śródecka z trębaczem na dachu i kotem w tle” to podobnie jak Brama Poznania absolutne poznańskie „must-see”. A poza tym, jeśli zdążyliście już zgłodnieć, w odległości kilkuminutowego spaceru od ICHOT-u jest kilka bardzo dobrych miejsc, by usiąść i zjeść obiad.

Śródka

Śródka

Jeśli jeszcze nie jesteście głodni, a na Śródce już byliście, za to macie niedosyt Starówki, możecie skoczyć do Muzeum Archeologicznego, które jest dosłownie kilka kroków od Starego Rynku – w tygodniu jest czynne do 16 a od piątku do niedzieli do 17, więc czasu starczy na szybki rzut oka na wszystkie wystawy albo dokładniejszy na jedną lub dwie.

Muzeum Archeologiczne w Poznaniu

Muzeum Archeologiczne w Poznaniu. Potrafi zaciekawić

Może muzeum nie jest tak nowoczesne jak ICHOT, ale tam również starają się przekazać odrobinę historii w formie nieco strawniejszej dla dzieciaków niż tylko opisy pod eksponatami. Wprawdzie szklane gabloty nadal dominują, ale są też układanki, przebrania (doskonały pomysł) i audioprzewodnik także w wersji dziecięcej, no i ku radości Maćka mają tam prawdziwą mumię! Brakuje za to… zwiedzających. Kiedy wpadliśmy tam 12 listopada w okolicach południa byliśmy sami. Zupełnie sami. Dopiero przy wyjściu spotkaliśmy kogoś, kto podobnie jak my postanowił zagłębić się w archeologiczne tajemnice. A szkoda, bo to naprawdę jest przyzwoicie pomyślane muzeum.

DSC05766

To nie mumia, to Kalina. Mumii nie można było fotografować.

Nie zjedliście na Śródce? To teraz już na pewno burczy Wam w brzuchach! Przed dalszym zwiedzaniem warto wpaść na strawę dla ciała i ducha do mieszczącej się dwa kroki od rynku Zielonej Werandy. Nie będzie dużej przesady w stwierdzeniu, że jest to jedno z najładniejszych miejsc, w jakich przyszło nam jeść. Przyznamy, że mieliśmy pewne obawy, że smak potraw nie dorówna wrażeniom wizualnym, że będzie jak przeciętny prezent w przepięknym opakowaniu. Na szczęście okazało się, że doznania kulinarne idą w parze z niewątpliwym urokiem restauracji, a porcje są ta duże, że wyszliśmy najedzeni po kokardki z resztkami elegancko zapakowanymi na wynos.

A co z wieczorem? Wieczory z kilkulatkami w dużym mieście to często duży problem, szczególnie jeśli wybraliśmy się na wycieczkę w tą mniej przyjazną i większą połowę roku, czyli między wrześniem a kwietniem. W lato wiele miejsc jest czynnych dłużej, a w ostateczności można iść do parku czy nad jezioro i dzieciaki same padną po godz. 21. Ale jesienią czy zimą nie jest już tak prosto.

Centrum Kultury Zamek i Jeżyce

Niezależnie od pogody warto rzucić okiem na Zamek Cesarski. To chyba najciekawszy zabytek Poznania. O ile ratusz, ta perełka renesansowej architektury, nie zrobił na nas większego wrażenia, tak zamek widziany po zmroku zostawił nas w lekkim niepokoju i dużym podziwie. Właściwie jak się nad tym zastanowić, to w sumie chyba o to chodziło pruskim architektom szukającym idealnego germańskiego stylu. O wywołanie podziwu podbudowanego strachem u słowiańskich poddanych.

Do zamku doszliśmy małymi, historycznymi uliczkami, potem ulicą św. Marcin przypominającą miejscami warszawską ścianę wschodnią i nagle zza rogu zamiast Pałacu Kultury wyłonił się neoromański zamek z początku XX wieku. I zrobił na nas spore wrażenie. Kiedy dochodzi się do niego od strony Starego Miasta i oczy zdążą trochę odpocząć od detali klasycystycznych kamieni, zawieszając się na prostych, szklano-aluminiowych fasadach punktowców, nagle wpada się w kamienne bogactwo detali. Łuki, okienka, niejednolity kamień, podświetlenia, monumentalizm, wątki sakralne. Na samo podziwianie z zewnątrz można poświęcić całkiem sporo czasu.

Ulica Św. Marcina

Ulica Św. Marcina. Prawie jak ściana wschodnia

Na marginesie, jeśli będąc na ulicy Święty Marcin nagle zgłodniejecie, to polecamy włoską restaurację Bernardino, w której nie tylko nieźle karmią, ale o której warto też pamiętać 11 listopada, gdy chcielibyśmy popatrzeć na niepodległościową paradę. Bernardino zapewnia chyba najlepsze miejsce widokowe w mieście, a jednocześnie daje okazję do ucieczki przed tłumem i posiedzenia w ciepełku, nad niezłą pastą i kieliszkiem domowego wina…

Restauracja Bernardino

Restauracja Bernardino

Wracając do tematu… Zbudowany dla cesarza Wilhelma II zamek, z jego osobistym udziałem przy projekcie, jest ostatnią i najmłodszą rezydencją monarszą w Europie. Przebudowano go potem dla Hitlera, urządzono mu nawet gabinet – wierną kopię tego w Berlinie, ale wódz Trzeciej Rzeszy nigdy do poznańskiego zamku nie zawitał. Gabinet nie cieszył się powodzeniem wodza, za to teraz podobno uwielbiają go ekipy filmowe z całego świata. Zamek przetrwał wojnę w dobrym stanie i mało brakowało a zniknąłby z powierzchni ziemi, bo prlowskie władze poważnie rozważały jego zburzenie. Na szczęście na poprzestano tylko na planach.

Pod CK Zamek trafiliśmy wieczorem 11 listopada, w związku z czym o zwiedzaniu nie było mowy, a przy wejściu na scenie grała Pierwsza Poznańska Niesymfoniczna Orkiestra Ukulele, co bardzo ładnie wpisywało się w świętowanie 11 listopada urodzin jakiejś ulicy pod pruskim zamkiem. Posłuchaliśmy koncertu, a potem poszliśmy do ogrodów zamkowych, by chwilę odpocząć przed dalszym spacerem. W ogrodzie nie byliśmy sami, bo na zamkowych schodach wypoczywała poznańska młodzież racząc się tym i owym. Jako że Poznań to miasto przyjazne i tolerancyjne to zamiast afery była tylko stonowana reakcja starszej pracowniczki zamku, która poprosiła, by „nie przeginać”, na co młodzież odpowiedziała „oczywiście, proszę pani”.

CK Zamek

CK Zamek. Germański monumentalizm

Niemniej jednak w normalne dni (poza poniedziałkiem, który i tak przecież jest dniem nienormalnym) CK Zamek to adres, pod który warto trafić. Dzieje się tam sporo, więc także wieczorem można znaleźć coś dla siebie, łącznie na przykład z nocnym zwiedzaniem organizowanym (niezbyt często niestety) o godz. 21. Kolejnym razem w Poznaniu tak sobie zorganizujemy czas, by spędzić kilka godzin w zamku i zobaczyć choć część z jego 585 komnat.

DSC05892

Jeśli po wyjściu z CK Zamek będziecie mieli ochotę na więcej, a pogoda będzie zachęcająca, to zapraszamy na Jeżyce. Ola Jeżyce zna od 11. roku życia, zwłaszcza mieszkanie Borejków przy Roosevelta 5. W ich kuchni spędziła tyle godzin, że czuje się tam jak u siebie. Nasz krótki spacer po Jeżycach Ola opisała w jednym z poprzednich postów. Możecie też skorzystać z mapy Jeżyc przygotowanej dla nas przez Poznańską Lokalną Organizację Turystyczną lub mapy ChceJeżyce. A najlepiej jeszcze wcześniej usiąść na chwilę i zagłębić się w lekturę Jeżycjady.

jeżycjada

Poznań – jeden dzień to za mało

Jeśli macie więcej niż jeden dzień w Poznaniu, to zwróćcie jeszcze uwagę na kilka poniższych propozycji:

Laboratorium Wyobraźni – mieści się w Poznańskim Parku Naukowo-Technologicznym Fundacji UAM na ul. Rubież 46. Na dojazd autobusem ze Starego Miasta trzeba liczyć jakieś 40 minut. Laboratorium Wyobraźni to pokazy w Planetarium, eksperymenty, poznawanie zjawisk fizycznych przez zabawę i pokazy z różnych dziedzin naukowych. Gdyby było bliżej lub mielibyśmy ze sobą samochód, to czemu nie…

Skoda Autolab – zwane szumnie Interaktywnym Centrum Bezpieczeństwa. Z góry wygląda jak stacja kosmiczna, a w środku można przeżyć dachowanie, kontrolowaną kolizję, sprawdzić swój refleks za kółkiem lub dowiedzieć się ile człowiek waży podczas wypadku. Trudno za to znaleźć na stronie, ile z tych atrakcji jest dostępnych dla kilkulatków. No i niestety to atrakcja raczej dla zmotoryzowanych. Ci bez samochodu ze Starego Miasta dotrą tam w ponad godzinę zaliczając po drodze przynajmniej jedną przesiadkę.

Poznańskie zoo – jest jednym z największych w Polsce – ma ponad trzy razy większą powierzchnię niż zoo w Warszawie! Jest też dużo bardziej „dzikie” i można się w nim poczuć bardziej jak w parku niż w ogrodzie zoologicznym.

Malta – można albo odpocząć nad brzegiem Jeziora Maltańskiego, albo wybrać do Term Maltańskich lub do kompleksu Malta Ski. Ten drugi może zapewnić atrakcji nie tyle na jeden wieczór co na cały tydzień. Malta Ski to też dobry pomysł na wieczór na świeżym powietrzu po lub przed sezonem letnim. Stok narciarski jest otwarty do godz. 20, więc zapewni jeszcze kilka godzin atrakcji.

Cytadela – ogromny park na wzgórzu z fortem będącym zwieńczeniem Twierdzy Poznań. W samej twierdzy mieszczą się Muzeum Uzbrojenia i Muzeum Armii Poznań. A w parku traficie m.in. na największą z prac plenerowych Małgorzaty Abakanowicz.

Palmiarnia – Naprawdę chcieliśmy do niej dotrzeć, bo długie spacery w jesiennej aurze zaostrzyła nasz apetyt na tropikalne klimaty. Znajdująca się w Parku Wilsona ponad stulenia palmiarnia jest największa w Polsce! Daje też możliwość odbycia podróży przez wszystkie strefy klimatyczne świata w kilka godzin.

Stary Browar – Centrum handlu, sztuki i biznesu, jak szumnie je nazwano podobno nawet bez dużej przesady. I tak nie mieliśmy czasu na handel i sztukę, a i żadnego biznesu nie planowaliśmy. Chcieliśmy tylko przebiec środkiem, żeby rzucić okiem na architekturę. Nie daliśmy rady, ale Stary Browar pozostaje ważnym punktem na liście na kolejną wizytę w Poznaniu.

Poznańska Karta Turystyczna i nie tylko

Poznań bardzo się stara, by być miastem bardzo, ale to bardzo przyjaznym turyście. Warto docenić ciężką pracę Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej i skorzystać z kilku przygotowanych udogodnień. Jeśli zamierzacie aktywnie poruszać się po mieście i wchodzić tu i tam, to koniecznie zaopatrzcie się w Poznańską Kartę Turystyczną. Da wam ona darmową komunikację miejską, bezpłatne wejścia do muzeów i liczne zniżki w innych atrakcyjnych miejscach.

Jeśli nie musicie mieć wolnych uszu dla mniejszych towarzyszy podróży, to warto zwrócić uwagę na dostępne na stronach Poznań Travel audioprzewodniki do ściągnięcia na telefon. Przygotowano je dla czterech tras spacerowych, kto wie, może nawet prawie tak dobre jak nasza:)

Znajdź nocleg w Poznaniu

Dla szukających klimatu:

Hotel Śródka w Poznaniu

Dla zmotoryzowanych i lubiących znane standardy:

Hotel Śródka w Poznaniu

Inne opcje noclegowe w Poznaniu:

Noclegi w Poznaniu

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Przeczytalam kazde slówko, bo mam w planach z dziecmi! Sama bylam raz na pare godzin (5 minut na Roosevelta, 15 na rynku), a dzieci nigdy. Aaaa- polecam Wam Muzeum Instrumentów Muzycznych! Tam spędziłam 2 godziny prawie- jest w kamienicy na rynku, pełne super obiektów!

    • My byliśmy 11 listopada, były niezłe tłumy, obstawiam że Maciek i Kalina mogli po prostu nie zauważyć koziołków;)

  • A nie trafiliście na Plac Kolegiacki? To bardzo blisko rynku, a stojące tam koziołki na pewno spodobałyby się dzieciom. Można na nich siadać i w ogóle są urocze.

    • Hmm, chyba udało nam się ominąć, mimo że kilka godzin krążyliśmy po okolicy… No cóż, dopisujemy na listę „następnym razem”: )

    • To przy okazji polecam wpaść do Republiki Róż na Kolegiackim na ciacho i kawę. Dania obiadowe niekoniecznie, ale desery mają świetne. Z rynku możecie iść ulicą Kozią, to miniecie mieszczący się na Koziej 4 budynek Szkoły Baletowej, w której działa Polski Teatr Tańca (zał. 1973), czyli bardzo ważne miejsce dla polskiej kultury.

  • Poznań bardzo lubię i kiedyś bywałam często. Aż wstyd przyznać, ale ostatnio dosłownie przez niego przebiegłam, więc muszę wrócić jak najszybciej i zoabczyć coś więcej niż browar i dworzec 😉 Brama Poznania jest dla mnie nowością i bardzo mi się spodobało to co pokazaliście 🙂

    • My teraz browar minęliśmy ciemną nocą, ja sama kilka lat temu spałam służbowo w hotelu po drugiej stronie ulicy od browaru a i tak nie udało mi się zajrzeć, więc to akurat mamy do nadrobienia:)

  • ja dorzuciłabym jeszcze stadion Lecha 🙂 chyba obok stadionu Narodowego w Warszawie, jeden z ładniejszych w Polsce (wg mnie). A do tego Maluchy mogą zobaczyć jak powinien wyglądać prawdziwy stadion z zapleczem do treningów 🙂

    • Hihi, najpierw Narodowy musimy zobaczyć, nie to żebyśmy daleko mieli, jakieś 2 kilometry w linii prostej, ale póki co tylko Maciek ratuje honor rodziny, był tam na wystawie lego ze szkołą w zeszłym roku:)

  • Muzeum ICHOT wygląda bardzo ciekawie, a o rogalach nawet nie wspomnę bo nie miałem czasu na lunch. Super! Na pewno weźmiemy małego przy najbliższej okazji. Ja z kolei polecam spływy Pilicą – można śmiało brać dzieci, a z doświadczenia powiem, że to lubią.

  • W poprzedni weekend byliśmy z dziećmi w Poznaniu. Oczywiści próbowały rogali, zwiedzali stare miasto palmiarnie itd. Jednak najbardziej spodobało się im Jezioro Maltańskie i plac zabaw obok Galerii Malta, u nas w mieście nie ma plażowego placu zabaw, a szkoda, bo to fajny pomysł.

    • My byliśmy w listopadzie, pogoda była, delikatnie rzecz biorąc, nie zachęcająca do spędzania czasu w plenerze, ale następnym razem nad jezioro koniecznie:)

  • Bardzo ciekawy i inspirujący wpis! Lubie odwiedzać Poznań. W tym roku, w majówkę nawet był taki wstępny plan, żeby odwiedzić stolicę Wielkopolski, jednak ostatecznie padło na Sandomierz, gdzie razem z dziećmi przeszliśmy m.in. Podziemną Trasą Turystyczną. Pojechaliśmy też o JuraParku w Bałtowie, który okazał się strzałem w dziesiątkę dla moich urwisów 🙂

    • Do Bałtowa już od jakiegoś czasu się wybieramy, teraz jak jesteśmy na przymusowym bezrobociu, może wreszcie nam się uda;)

  • Fajnie spojrzeć w zewnątrz 😀 My mieszkamy w Poznaniu i czasem brakuje nam już pomysłów co robić z nudzącymi się dzieciakami. Często chodzimy do Parku Rodzinka, bo tam po prostu młode mogą sie wybiegać i my mamy chwilę odpoczynku przez jakieś 5 minut 😉 Przydałyby sie jeszcze nowe wyzwania, w sumie nie byliśmy jeszcze w Laboratorium Wyobraźni, chyba czas zobaczyć.

    • Tak to jest, najtrudniej na własnym podwórku, my w Warszawie mamy spore zaległości i zawsze brakuje nam pomysłów:)

  • mieszkam w Poznaniu już dość długo, ale i tak świetnie mi się czytało tego posta! 😉 Jeżycjadę kocham miłością dozgonną! (zaraz nadrobię posty na ten temat ;P). jeśli kiedyś wpadniecie z dzieciakami na dłużej, to polecam sprawdzić ofertę warsztatów z sensoplastyki, które moje córeczki bardzo polubiły. możesz poczytać więcej na stronie: akademiasensoryczna.pl tak niemożliwie rozwija kreatywność i dodaje dzieciakom twórczej energii, że aż miło na to popatrzeć! pozdrawiam! i zapraszamy do Poznania częściej! 😉

  • Do Poznania wybieramy się z dziećmi po raz pierwszy. Dziękuję za cenne wskazówki. Uwielbiam takie praktyczne strony.

  • Zwiedzałem poznań i Gniezno z żoną i dziećmi – niezwykle pomocna okazała się miejscowa wypożyczalnia samochodów. Poznań „przerobiliśmy” w kilka godzin, kiedy kończyliśmy zwiedzać Gniezno dopiero zaczęło się ściemniać. Polecam takie rozwiązanie i polecam Poznań oraz Gniezno jako kierunek weekendowej podróży

  • My z mężem i dziećmi byliśmy już parę razy, ale zawsze na weekend, nie na jeden dzien 🙂 Bardzo przyjazne miasto, szczególnie dzieciakom! No i – co najważniejsze chyba – łatwo znaleźć noclegi Poznan noclegi Poznan nas zaskakuje za każdym razem 🙂
    Pozdrawiam, Agata

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *