parasol
Jest kilka wspomnień, które na pewno na zawsze zostaną szufladce „Kerala” w mojej głowie po tym wyjeździe: soczysta zieleń herbacianych pól, zapachy przypraw zrywanych prosto z drzewa, hałasy keralskiej ulicy, smak kokosa. Ale moim ulubionym wspomnieniem będzie chyba woda. Pisałam już wcześniej o backwaters w kontekście dojazdu do hotelu. Kolejne dni pokazały, że to był dopiero początek.

DSC01085
Przez pierwsze dni po kanałach pływaliśmy często, głównie po to, żeby dostać się do kolejnych hoteli, ale w końcu w okolicy Kollam wybraliśmy się na przejażdżkę łodzią, której cel wykraczał poza względy czysto transportowe. Rejs został zorganizowany dla nas przez hotel Raviz więc było dość wystawnie – pyszny lancz, kawa, herbata, ba, nawet piwo i lokalne wino.
lunch

Przejażdżka po jeziorze Ashtamudi trwała kilka godzin więc mogłam się zrelaksować, napatrzeć się na wodę i zielone brzegi ile wlezie i porozmawiać o tym i owym z nowymi znajomymi – na przykład z Danielem, dziennikarzem i podróżnikiem z Brazylii o kawiarniach, pokazach zdjęć i podróżach oczywiście. Umówiliśmy się, że jak wpadnie do Polski to zrobi u nas pokaz – a ma z czego wybierać, był w ponad 30 krajach. Rozmawialiśmy też o tym co trapi wszystkich chyba blogerów podróżniczych – jak to robić żeby podróżować i na tym zarabiać. Daniel pracował i nadal pracuje dla wielu magazynów podróżniczych, zarówno na etacie jak i (obecnie) jako freelancer, wydał kilka książek i przewodników, jednak nawet on z żalem przyznaje, że kokosów z tego nie ma, choć przynajmniej może sporo pojeździć – na wyjazdy takie jak ten keralski zapraszany jest dość często.

DSC01115

Ruch na wodzie był całkiem spory – od łodzi takich jak nasza, poprzez motorówki aż po maleńkie chybotliwe łódeczki. Udało nam się też obejrzeć wyścig snake boats – długich, wąskich łodzi, na każdej z nich kilkudziesięciu wioślarzy, wybijacz rytmu i dowódca zagrzewający do walki.

snakeboat

Zwykle takie wyścigi odbywają się we wrześniu, ten był zorganizowany dla nas przez hotel, nie przeszkodziło to nam jednak, podobnie jak kibicom zgromadzonym tłumnie na brzegu i przede wszystkim samym zawodnikom w przeżywaniu prawdziwych sportowych emocji.

snakeboat3

Jednak moim zdecydowanie ulubionym keralskim wspomnieniem pozostanie boathouse czyli łodzie, które przez lata wykorzystywane były do transportu ryżu a obecnie funkcjonują jako łodzie mieszkalne. W latach 90. przyszedł kryzys i ktoś wpadł na pomysł przekształcenia łodzi w atrakcję turystyczną. O ile w pierwszych latach było ich zaledwie kilka, o tyle teraz jest ich ponad 800.

DSC01045
Zostaliśmy podzieleni na grupki 4, 3 i 2-osobowe, bo po tyle pokoi miały łodzie. Ja, wraz z Shawnem trafiłam na łódź dwuosobową. Muszę przyznać, że zwykle obawiam się takich sytuacji – zarówno zbyt duże grupy jak i bycie „skazanym” na towarzystwo jednej osoby, której zbyt dobrze nie znam jawi mi się jako dość ryzykowne. O ile w dużej grupie po prostu się wycofuję na z góry upatrzone pozycje, o tyle w sytuacji 1:1 bywa po prostu niezręcznie.
DSC01061

Na szczęście tym razem obawy okazały się niepotrzebne. Z Shawnem, który nota bene jest równie introwertyczny co ja i ma podobne poglądy na temat większych zgromadzeń, dobraliśmy się (a raczej zostaliśmy dobrani) idealnie.

DSC03147

Przegadaliśmy całe popołudnie, zarówno o naszych podróżach (kilka lat temu przejechał z żoną i synem dookoła świata w 18 miesięcy, a w zeszłym roku zrobili sobie kilkumiesięczną rundkę po Europie), jak i po prostu o życiu, wszechświecie i całej reszcie.

DSC01072

Łódź kołysała łagodnie a my wylegiwaliśmy się na dziobie w promieniach keralskiego słońca, raz na jakiś czas cykając fotki a to chybotliwej łódeczki, a to pól ryżowych, a to kościółka wybudowanego jeszcze przez Portugalczyków, a to zaganiacza kaczek, a to wreszcie łodzi wypakowanych po brzegi workami z ryżem.

DSC01167

Pod wieczór zacumowaliśmy przy brzegu, obejrzeliśmy kolejny keralski zachód słońca i pogadaliśmy jeszcze troszkę, tym razem w gronie rozszerzonym o sąsiadów z łodzi obok: Nelsona i Prasada. Nelson to mieszkający w Berlinie Portugalczyk piszący o podróżach i jedzeniu i zwycięzca konkursu Europejski Blog Roku 2014, Prasad z kolei to pochodzący z Indii fotograf o ostrym jak brzytwa poczuciu humoru. W takim gronie ciężko się nudzić, więc wieczór był niezwykle udany. Rano z żalem wróciliśmy do Alappuzha (znanego również jako Alleppey), skąd ruszyliśmy na wschód, żegnając się na jakiś czas z wodą.

łódka
Jeśli będziecie w Kerali koniecznie wybierzcie się na taki rejs. Ja, jeśli dane mi będzie wrócić kiedyś w te strony, na pewno zdecyduję się popłynąć jeszcze raz. Z całego pobytu na Kerala Blog Express było to zdecydowanie najprzyjemniejsze doświadczenie.

Powiązane wpisy

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *