DSC
Key West nie mogliśmy sobie odmówić. Gorączka Maćka ani pięć godzin drogi w jedną stronę z naszego kempingu w Everglades nie były przeszkodą. Już sama trasa była nagrodą, szczególnie, że korki pozwalały cieszyć się błękitem wody. Samo Key West okazało się za to bardzo pozytywną niespodzianką.

W drodze na Key West

W drodze na Key West. Widok z Seven Mile Bridge na pozostawioną starą konstrukcję

Droga na Key West to tak naprawdę mosty między kolejnymi wyspami – czyli keys. One były pierwszym zaskoczeniem. Sądziliśmy, że o ile samo odległe Key West będzie burżujską i wymuskaną wysepką, jakby żywcem wyjętą z serialu w typie „Beverly Hills 90210”, tak po drodze nie będzie problemu, żeby zjechać sobie nad wodę i odpocząć na plaży. Tymczasem trasa na koniec USA jest wypełniona znakami zakazu parkowania czy zakazu wjazdu. Trochę jakby „you can watch but you can’t touch”. Żeby jeszcze było co oglądać, ale poza błękitem wody wcale nie jest ciekawie. Nijaka, obdrapana, parterowa, użytkowa amerykańska architektura mogąca mieć 15 jak i 50 lat.

Nie jest jednak tak, że nie da się zejść nad wodę, czy gdzieś usiąść parkując za darmo. My skorzystaliśmy z parku na tyłach biblioteki publicznej na Islamorada. Kolejne wysepki wyglądają zresztą bardzo podobnie do reszty lekko prowincjonalnej Florydy. Wszystko jest bardzo tymczasowe, ale trudno się dziwić skoro co jakiś czas niewiele co zostaje po przejściu tego czy tamtego huraganu. To co się rzuca w oczy to dużo mniej sieciówek niż zwykle. McDonaldy, KFC czy Wendy’s ustępują tu miejsca warsztatom, restauracyjkom i innym potrzebnym do przeżycia przybytkom, których nie znajdziemy nigdzie indziej.

Key West – daleko od świata i naszych wyobrażeń

Samo Key West zupełnie nas zaskoczyło. Widzieliśmy przez ostatnie dni kilka florydzkich miast: hałaśliwe na plaży a wymarłe w centrum Fort Myers, eleganckie Fort Lauderdale, luksusowe Sanibel. Spodziewaliśmy się, że Key West ze względu na położenie będzie drogie i wymuskane, coś między Sanibel a Ft. Lauderdale,  albo inne Beverly Hill 90210, może z jakąś uliczką sklepików z pamiątkami w pobliżu plaży. Spodziewaliśmy się też, że zachód słońca na plaży w Key West będzie pięknym, magicznym zjawiskiem, w końcu to najdalej wysunięty na południe kraniec Stanów Zjednoczonych. Będziemy go oglądać w towarzystwie ludzi ubranych w biele i błękity, dzierżących swoje rakiety tenisowe, kije golfowe i popijających Chardonnay. O, jakże się myliliśmy!

Przede wszystkim Key West położone jest zaledwie 90 mil od Kuby. I tą bliskość widać prawie wszędzie. Kubańczyków jest mnóstwo, na każdym kroku widać kubańskie knajpy, sklepiki z kubańskimi cygarami, wszędzie słychać hiszpański. Architektura miejscami do złudzenia przypomina Karaiby czy peruwiańskie Iquitos.
Key West

Na Key West dojechaliśmy w miarę sprawnie, za to w głowie mieliśmy wszystkie opowieści o problemach z parkowaniem i wysokich cenach. Daliśmy więc sobie od razu spokój z wjazdem do centrum i pojechaliśmy na prawie samym południowo-zachodnim krańcu Key West. W sumie niesłusznie, bo poza sezonem było w miarę pusto. Ale za to mogliśmy się przejść rejonami, gdzie zwykły turysta nie dociera często. Po zejściu z głównej ulicy trafiliśmy najpierw na malownicze drewniane domki między którymi biegały koguty…

Typowy mieszkaniec Key West

Typowy mieszkaniec Key West

…potem na długie baraki w których mieszkają czarni… eee, Afroamerykanie znaczy się. Było jak na saucie w Chicago, grille na kanapach przed domkami, wokół nich dziesiątki ludzi, minął nas od razu czarny lexus z przyciemnianymi szybami, podskakujący od basów lecącego w środku rapu… Poczulibyśmy się może nieswojo, ale w głowie mieliśmy tylko myśl, że jest bardzo późno, słońce za chwilę zachodzi, a tam gdzieś na promenadzie chłodzi się już nasze Chardonnay.

Hip-hopowo

Po przejściu kolejnych kilkuset metrów zrobiło się z kolei trochę artystycznie a trochę hipstersko, taki klimat nowej Ząbkowskiej w Warszawie. Lexusy zastąpiły rowery, hip-hopowców hipsterzy, ganki z kanapami zamieniły się w knajpy z piwami IPA. Jak to w USA bywa, wystarczyła jedna ulica, niewidzialna granica, której obie grupy starają się nie przekraczać. Wy nam nie nachodzicie knajp, my was nie gentryfikujemy i nie wysiedlamy gdzieś indziej, a potem możemy o sobie posłuchać w TV, o ile nie jest to Fox News.

Key West

W centrum ginie  etniczna różnorodność wyspy. Robi się tu po prostu biało, a może bardziej tęczowo, bo etniczną różnorodność bocznych uliczek Key West zastępuje seksualny festiwal serca wyspy. Na głównej ulicy jest kilka całkiem hałaśliwych i kolorowych barów gejowskich. Key West według tego co pisze Lonely Planet jest w 40 procentach zamieszkane przez gejów i lesbijki.

Ale nawet tutaj słońce zachodzi. A moment ten podobno należy oglądać z placyku (Mallory Square) na końcu głównej ulicy (Duval St). I znowu zdziwienie. Zamiast wymuskanego parku czy plaży z białym piaseczkiem i tych emerytów wracających z pola (golfowego) i popijających szardone ku pokrzepieniu kalifornijskiej ekonomii spustoszonej przez susze zastajemy coś w rodzaju cyrku. Wokół stoisk z pierdułkami przewalają się grajkowie, żonglerzy na szczudłach, połykacze ognia i akrobaci, sprzedawane są drinki i piwo (jak to? alkohol, na ulicy, w Stanach???). A między tym wszystkim krążą mieszkańcy 14-piętrowego wycieczkowca (a który, o czym jeszcze nie mamy pojęcia eksploduje za kilka dni ekskrementami na środku oceanu), przechadzają się wymuskani Kanadyjczycy i nowojorczycy z okolicznych rv parków (60-70 USD za noc) i miejscowa bohema.

Key West

Z Mallory Square wracamy główną ulicą chłonąc radosną atmosferę. Wokół bary z muzyką na żywo, z których ludzie wylewają się na ulicę. Jesteśmy tam w ostatki, ale wygląda na to, że Key West codziennie bawi się, jakby nie było jutra. Mieszają się ludzie, którzy zarabiają 15 dolarów na godzinę i 15 dolarów na sekundę, tylko nadal ci którzy przypłynęli tutaj wycieczkowcem i ci, których rodzice czy pradziadkowie dotarli tutaj na pontonie albo pod pokładem w kajdanach trzymają się na dystans. I to trochę psuje doświadczenie tej wyspy. Niby wszystkie światy radośnie się przenikają, ale etniczność na Key West dalej rzuca się cieniem. Kolory spoza tęczy trzymają się na uboczu.

Powiązane wpisy

1 komentarzSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *