Miedzianka jest jednym z takich miejsc, do którego trzeba pojechać z odrobiną wiedzy. Nie można po prostu przejść się jej ulicami, zanurzyć w zaułki, zagubić na rynku, posiedzieć w knajpach i potem powiedzieć, że poczuło się jej klimat i tyle wystarczy. Nie można, bo tego miasta nie ma. Zniknęło.

Jest wiele takich miejsc, szczególnie w zachodniej Polsce, gdzie nie warto się wybierać choćby bez odrobiny historycznego przygotowania. Kiedy odwiedziliśmy Zatom w Drawieńskim Parku Narodowym, nie wiedzieliśmy, gdzie jedziemy. Ale wpadliśmy wtedy w ręce dwojga niezwykłych ludzi, którzy nie tylko przychylili nam nieba (dosłownie), ale odkryli trochę historii kryjącej się za 50-letnimi drzewami i bluszczem porastającym przydrożne krzyże z napisami po niemiecku. Oczyma wyobraźni mogliśmy wtedy zobaczyć prężne tartaki, miasteczka z muzyką do rana i lejącym się piwem i sznapsem z miejscowych browarów i gorzelni. Usłyszeliśmy kazanie pastora z okazałego kościoła, zobaczyliśmy matki płaczące za synami idącymi na wielką wojną, a potem żołnierzy z czerwoną gwiazdą i białym orłem bez korony, którzy zmienili te ziemie nie do poznania.

Podobnie w Krasiborze szukaliśmy śladów dawnej bazy Kriegsmarine i zastanawialiśmy się, czy komuś z potomków mieszkańców cmentarza protestanckiego udało się złapać przydział na swojej wyspie, czy wszyscy zginęli gdzieś na morzu, a może na froncie wschodnim, gdzieś pod Stalingradem. Tam też słabo odrobiliśmy pracę domową i czuliśmy, że historia ma nam dużo więcej do powiedzenia niż udaje nam się wyczytać z potężnych nabrzeży, przy których cumowały u-booty.

Miasta duchów w USA

Tego znikania i niewidocznej tajemnicy doświadczaliśmy nie tylko w Polsce. Zupełnie niespodziewanie zanurzyliśmy się w to niezwykłe zjawisko na zachodnim wybrzeżu USA. Niespodziewanie oznacza (niestety) nieświadomie. Dopiero po wizycie w Pie Town na Wielkim Amerykańskim Wododziale dowiedzieliśmy się, że miasteczko znane jest nie tylko z kawiarni serwujących ciasta, ale też z tego, że pojawiło się na początku XX wieku, a potem nagle znikło po wielkich suszach, ledwie kilka dekad później. W Bibliotece Kongresu zachowała się bogata dokumentacja zdjęciowa z okresu wielkiego kryzysu z tego miasteczka. Wystarczyło zjechać z głównej drogi, a w krajobrazie dałoby się jeszcze wyłapać ulice i chodniki dawnej osady, na których dokumentowano przegraną z góry walkę osadników z kaprysami przyrody.

Pie Town było tylko przedsmakiem amerykańskiego cyklu wzrostu i umierania miast. Trafiliśmy też do Rhyolite, miasta, które w czasie gorączki złota potrafiło urosnąć z dwóch (2!) mieszkańców do 1200 w kilka tygodni. W ciągu kilku lat pojawił się tam szpital, oświetlono ulice, zaczęto wydawać gazety i uruchomiono regularne połączenie kolejowe z Las Vegas. Po 6 latach miasta już prawie nie było, a po 17 latach osada oficjalnie stała się miastem duchów bez żywej duszy, która by w niej mieszkała.

Na koniec naszej przygody w Nevadzie utknęliśmy w miejscowości Pahrump. To miasteczko, które kiedyś też żyło z kopalni, a teraz reklamuje się jako tani odpowiednik Vegas i idealne miejsce na emeryturę. Centrum stanowi ogromny parking otaczający kasyno, supermarket i aptekę. Kilkaset metrów dalej, schowany za kasynem jest spory kemping z wieloma stałymi mieszkańcami. Oczywiście te kilkaset metrów, czy też raczej ponad tysiąc stóp, to za daleko, by iść, więc co chwila boczną uliczką wolniutko przetacza się jakiś pick-up, by potem krążyć znacznie dłużej w poszukiwaniu miejsca na parkingu.

Daleko na horyzoncie widać domki, w których mieszkają „pełnoetatowi” mieszkańcy Pahrump. Tuż obok nich jest stare Pahrump z Main Street, 1st Street i tak dalej. Tylko że nic tam nie ma. Teren wygląda jakby ktoś przygotował go pod budownictwo i nie zdążył jeszcze sprzedać. Na wielkim terenie poprzetykanym dziesiątkami ulic nie stoi żaden dom. A stały! Zmiótł je wiatr historii…

Miedzianka – góra czy coś więcej

Historia Miedzianki, czyli Kupferbergu, osady obecnie w granicach Janowic Wielkich nieopodal Jeleniej Góry, a kiedyś miasta, sięga znacznie dalej niż na dekady jak w przypadku Pahrump czy Rhyolite. Miedzianka istniała przez prawie siedem wieków. Ale jej istnienie też było w dużej mierze związane z kopaniem. I podobnie jak Rhyolite, tak i Miedzianka upadła ostatecznie przez kopalnię.

Miedzianka

Droga prowadząca z Janowic Wielkich do Miedzianki

Miedzianka to teraz góra. Wzniesienie, przez które prowadzi dziurawa droga. Wśród krzaków widać kilka zabudowań, w tym kościół katolicki otoczony błotnym klepiskiem, na tyle niezachęcającym, że w zimową pluchę każdy kolejny kierowca waha się dłuższą chwilę, czy z niego skorzystać. Jeszcze z 10 lat temu pewnie rosła na nim spokojnie trawa, teraz zjeżdża się trochę turystów, więc trawie trudniej się tam utrzymać. Dłuższą chwilę za to potrafią spędzić przed świątynią samochody na rejestracjach z całego kraju, kiedy zakopią się w błocie i nie dają rady wyjechać.

Kiedyś Miedzianka była czymś więcej niż tylko dziurawą drogą, klepiskiem i jedną mszą o 10 rano w niedzielę. Była najwyżej położonym, najmniejszym a jednocześnie jednym z najpiękniejszych miast Sudetów. Miastem, które długo żyło z miedziowego górnictwa, ale dzięki sile i pomysłowości mieszkańców nawet w gorszych dla górnictwa czasach miasto trzymało się nieźle. Paradoksalnie, Miedziance pomagał… alkohol. Miejscowy browar, a potem jeszcze słodownia oraz gorzelnia dawały pracę i chwilę wytchnienia po zawodowych obowiązkach. A od połowy XIX wieku koiło podniebienia turystów ściągniętych do Kupferbergu niezwykłymi widokami i urokliwym rynkiem.

Miedzianka, Kupferberg

Kupferberg. W prawym dolnym rogu widoczny browar, w lewym górnym rogu kościół katolicki. Grafika opublikowana dzięki uprzejmości Wratislaviae Amici – dolny-slask.org.pl

Wojenne zawieruchy zdawały się omijać Miedziankę. Nawet II wojna światowa pozostawiła miasto nietknięte. A przynajmniej jego mieszkaniową i przemysłową tkankę, bo ludzką wkładkę wymieniła w całości. Dawni mieszkańcy uciekli, pojawili się nowi z Kresów. Wydawało się, że miasto (a oficjalnie już wtedy wieś) przetrwa. I wtedy radzieccy specjaliści zaczęli rozwiercać górę w poszukiwaniu uranu. Rozpoczęła się ostateczna zagłada Miedzianki.

Przyjaciele z Moskwy szybko przystąpili do rabunkowej eksploatacji. Nikt nie przejmował się ani zdrowiem pracujących mieszkańców, ani osadą na powierzchni. W ciągu kilku dekad wydobyto i wywieziono na Wschód wszystko co się dało, a ludzi i budynki zostawiono samych sobie. Z czasem i jedni, i drudzy skończyli jako szkody górnicze. Budynkami zajęły się koparki, ludźmi grabarze. Z Miedzianki ostały się ruiny browaru i ze trzy chałupy, dawnych mieszkańców wysiedlono do Jeleniej Góry. Dziś Miedzianka to kilka bloków na Zabobrzu, a o ginącej wsi praktycznie zapomniano.

Ale jeśli zajrzymy w te okolice po drodze z Jeleniej Góry czy Wrocławia, to skąd mamy wiedzieć, czego właściwie szukamy? Łatwo dostępne źródła (poza naszym blogiem) są trzy.

Jedno jest czasochłonne, ale będzie to czas spędzony niezwykle pożytecznie, a doznania intelektualne i estetyczne będą najwyższej próby. Drugie źródło jest niejako uzupełniające, ale obroni się nawet samo, a dodatkowo uraczy podniebienie tak, że długo go nie zapomnicie. Trzecie źródło jest ogólnodostępne, darmowe i wystarczy Wam, jak nie macie czasu na zgłębianie tajemnic Miedzianki, a poczuliście się zbyt zaintrygowani, by sobie ją całkowicie odpuścić.

Miedzianka wg Filipa Springera

Byliście już może u lekarza w Waszym wieku, albo nawet młodszego? To wiecie jak jest. Ciężko przyznać, że książka napisana przez Waszego rówieśnika i to parę lat temu może być naprawdę wybitna. I jest sporym zaskoczeniem. Bo choć Filipa Springera znamy z innych mediów, często podzielamy jego diagnozy i bliska jest nam jego społeczna i urbanistyczna wrażliwość, to nie widzieliśmy wcześniej żadnej dłuższej formy w jego wykonaniu. A dodatkowo ostatnio zdarza nam się odczuć spory niedosyt po jego reportażach  (jak na przykład w przypadku warszawskiego Powiśla).

Czytaliśmy wiele tekstów Filipa. Zaczęliśmy dawno temu w Polityce, potem trafialiśmy na niego głównie w gazeta.pl, czy na portalach, z którymi współpracował. Żadna jego krótka forma nie ociera się jednak o poziom, który osiągnął w „Miedziance”. Wykorzystanie źródeł, ożywienie postaci, nadanie kolorytu historii miasta jest niezrównane.

Miedzianka. Historia Znikania

Miedzianka. Historia Znikania

Na tych niecałych 300 stronach żyjemy z bohaterami, bawimy się na zabawach w Gospodzie pod Czarnym Orłem, patrzymy jak toczą się piwne tanki po drodze do Janowic i nią odchodzimy do nowych domów z ostatnimi mieszkańcami. Przeżywamy ich radości i smutki. Przeżywamy dni chwały i ulegamy ciężarowi ostatecznych katastrof. Zmienialiśmy się, tak jak zmieniają się mieszkańcy Miedzianki. Mówimy różnymi językami, modlimy się w różnych kościołach. Ale wszyscy pijemy tę samą wodę i zrobione na niej słynne za cesarza, kanclerza i sekretarza piwo. Jesteśmy tam, a po ostatniej stronie, kiedy wszystko znika, czujemy się jakby zabrano nam kawał życia. Co się z nim stało, gdzie właściwie się ono odbyło? Aż trudno nam uwierzyć, że ktoś kto przeczytał „Miedziankę. Historię znikania” nie odczuwa potrzeby jej odwiedzenia.

Miedzianka, która piwem stoi

Do Miedzianki można też trafić inaczej niż przez książkę Filipa Springera. Można też trafić na jedną z produkcji Browaru Miedzianka i zapragnąć dotrzeć do źródła tego dobrego trunku. Miedziankowe piwa znaliśmy jeszcze przed książką Springera. Nie połączyliśmy ich jednak z miejscowością. Uznaliśmy, że to takie swobodne nawiązanie. Że chłopaki i chłopki warzące piwa siedzą sobie gdzieś we Wrocławiu i obmyślają receptury, a potem jadą do Zawiercia, albo innego kontraktowego browaru z kadziami na wynajem. Dzień jak co dzień w kraftowym warzelnictwie.

Dlatego sporym zaskoczeniem była dla nas ikonka w google maps, informująca, że oto, na krańcu Miedzianki, stoi sobie browar o tej właśnie nazwie i zaprasza w swe skromne progi. Łatwiej przeczytać niż zrobić, bo kiedy zajechaliśmy tam w mało przyjemne niedzielne, lutowe popołudnie, to okazało się, że parking jest pełny! Objechaliśmy więc Miedziankę i okolicę i wróciliśmy po paru godzinach, by dopiero wtedy przechwycić jakieś świeżo zwolnione miejsce.

Co takiego niezwykłego jest w Browarze Miedzianka? Przede wszystkim browar wpisuje się w wielowiekową historię warzelnictwa w tym miejscu. Górnicza osada bez browaru? Takie rzeczy tylko w Erze*! Piwo warzono tu od zawsze, ale z czasem, dzięki niezwykłym właściwościom wody z miejscowego ujęcia, urosło ono do głównego lokalnego produktu. Stało się „Złotem z Miedzianki”. Browarnictwo przetrwało nawet wojnę i choć uran wyrzucił piwowarów z Miedzianki to w końcu też wrócili.

Co więcej, obiekty związane z piwem dalej królują na Miedziance. O ile największymi budynkami są kościół katolicki i dawna kamienica Gospody pod Czarnym Orłem, to poza nimi są jeszcze: jeden ze starych budynków browaru, dawny dom właściciela oraz obecny browar. Niestety, większość poniemieckich budynków została wyburzona i to nie z powodu szkód górniczych, ale w ostatnich latach PRL-u, kiedy w czasach wszechobecnych niedoborów, dobra poniemiecka cegła kusiła szczególnie mocno. Tej pokusie uległ nawet ksiądz z parafii w Księginkach, dokładając rękę do znikania Miedzianki

Miedzianka

Rozpadające się zabudowania dawnego browaru

Browar musi być obowiązkowym punktem programu Waszej wizyty w Miedziance. Jeśli nic nie wiecie o miejscu, to po zamówieniu piwa i naprawdę dobrego jedzenia (uważajcie tylko, porcje są naprawdę ogromne), rozejrzyjcie się po wiszących na ścianach zdjęciach.

Znajdziecie tam naszą ulubioną rycinę, którą zamieściliśmy powyżej w tym wpisie, a która portretuje Kupferberg z miejsca, gdzie obecnie znajduje się browar, wraz z ulicą pod rynkiem, nim samym oraz górującymi kościołami. Ale widoków Miedzianki jest więcej. Wszystkie pozwolą Wam poczuć elegancję i miejski sznyt tego miejsca, teraz pokrytego chaszczami i błotem. A jak same zdjęcia i ryciny Wam nie wystarczą, to zawsze możecie przy płaceniu rachunku dokupić książkę Filipa Springera wyłożoną przy kasie.

Browar Miedzianka

Dobrze karmią w Miedziance (to pół porcji)!

Przy piwie i równie dobrym jedzeniu rzućcie jeszcze okiem z tarasu. Na pierwszym planie zobaczycie średniowieczny krzyż pokutny wystawiany na rozstajach dróg przez morderców lub ich rodziny. Ten pochodzi zapewne z XV wieku. Przeniesiono go kiedyś w inne miejsce, ale obecnie znów stoi tam, gdzie go pierwotnie wystawiono. Dojdziecie tam spokojnie między jednym dobrym piwem, a drugim, tylko pamiętajcie, że idziecie przez pola, więc w roztopionym polskim lutym lepiej zabrać na taką wycieczkę kalosze.

W tle za krzyżem możecie dostrzec „Cycki Bardotki”, czyli dwa charakterystyczne szczyty Gór Sokolich – Sokolec i Krzyżną Górę. Browar Miedzianka zresztą nawiązał do nich nazwą jednego z piw, chyba że Cycuch Janowicki to jednak mało subtelne odwołanie do górniczek spod Miedzianki…

Miedzianka

Średniowieczny Krzyż Pokutniczy w Miedziance

Miedzianka na sucho

A jeśli nie piwo i nie Springer, to co? Choć Miedziankę porzucono przed laty, to ostatnie czasy nie wyglądają tak strasznie. W kluczowych miejscach dawnego miasteczka wystawiono tablice informacyjne. Z nich dowiemy się, co kiedyś stało w tym miejscu oraz zobaczymy historyczne ujęcie.

Trudno im coś zarzucić. Wykonano je porządnie, zawarto sporo informacji i to zarówno historycznej ze zdjęciami, jak i nawiązano do ludzkiej historii danego miejsca. Przydałaby się niepolskojęzyczna wersja tablicy, bo znaczenie Miedzianki i jej historia jest ciekawa nie tylko lokalnie. Skoro niemiecki jest zbyt drażliwy w tym miejscu, to może znalazłoby się miejsce przynajmniej dla angielskiego?

Miedzianka praktycznie

Do Miedzianki najlepiej dojechać samochodem. Dawny Kupferberg od Jeleniej Góry dzieli zaledwie 20 km, które można pokonać samochodem w mniej niż 20 minut. Niewiele dalej jest tu z Karpacza czy Szklarskiej Poręby. To więc bardzo dobre miejsce na krótką wycieczkę na przykład przy powrocie z nart. Osada leży na drodze z Janowic Wielkich do Marciszowa. Szosa od strony Janowic jest w bardzo dobrym stanie, gorzej jest od drugiej strony, gdzie zawieszenie samochodu jest miejscami wystawiane na wymagające próby.

Jeśli ktoś nie ma samochodu, bądź preferuje inne środki transportu, to wystarczy dojechać autobusem lub pociągiem do Janowic Wielkich. Stamtąd można próbować złapać coś do Miedzianki (kilka lat temu była możliwość dojechania autobusami szkolnymi, które udostępniono też dorosłym). Można też się przejść – półtorakilometrowy spacer wysadzoną drzewami aleją, mimo że pod górę, może okazać się całkiem przyjemnym sposobem spędzenia czasu.

Zjeść i napić się można jedynie w Browarze Miedzianka i gorąco do tego zachęcamy. Ceny są przystępne, piwo wyjątkowe, a jedzenie smaczne. W browarze można również zarezerwować nocleg z widokiem na Cycki Bardotki lub Miedziankę.

*Jak nie wiecie, o co chodzi, to znaczy żeście młodzi:)

Powiązane wpisy

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *