DSC

„Ogłaszam wszystkim / Dzisiaj wyjeżdżam / Chcę być jego częścią tego / Nowego Jorku, Nowego Jorku” – moglibyśmy zaśpiewać za Frankiem Sinatrą, wyjeżdżając z Naples („upstate New York”, jak tu mówią) na południowy-wschód w stronę Wielkiego Jabłka. Choć punkt wyjazdu i cel były w jednym stanie, udało nam się chyba pobić nasz rekord w przekraczaniu wewnątrz amerykańskich granic…

A jeszcze by wywołać nostalgię za domem, postanowiliśmy trochę odbić z trasy i zajrzeć choć przez chwilę do Warsaw, NY.

Warsaw, NY

Warsaw, NY

Nowojorska Warszawa jest trochę mniejsza od polskiego odpowiednika, choć i tak nie jest najmniejsza spośród amerykańskich imienniczek. Ma ponad 5 tysięcy mieszkańców, tymczasem na przykład Warszawa ze stanu Ohio ledwo co dobija do tysiąca. Przejazd przez miasteczko wywołuje uśmiech na twarzy. Warsaw Fire Department, Warsaw Town Hall i znak na wjeździe „Welcome to Warsaw” – aż chciało się złapać kogoś i wymienić przyjacielski uścisk dłoni, dodając: „ja też jestem z Warszawy”.

Założona na początku XIX wieku Warszawa nie ma za dużo wspólnego z Polską. Prawdopodobnie nazwę dobrano dość przypadkowo, by uczcić jakiegoś warszawiaka z lokalnych władz stanowych. Małe, prowincjonalne miasteczko jest dumne z pierwszej partii abolicyjnej z czarnoskórymi politykami we władzach oraz z kilku postaci, m.in. z Barbera Conable, który na przełomie lat 80-tych i 90-tych był dyrektorem Banku Światowego. Nie mijając się za bardzo z prawdą, możemy więc powiedzieć, że warszawiak stał kiedyś na czele tej instytucji, podczepiając się pod sławę nowojorskiej imienniczki…

Te włóczęgowskie buty / Czekają by wyruszyć / Przez samo serce tego /Nowego Jorku, Nowego Jorku

Warszawa Warszawą, ale w końcu nie dla niej tam byliśmy. Nowy Jork pojawiał się w naszych mglistych planach od samego początku. Ola zwiedziła go ponad dekadę temu, Paweł nigdy nie miał okazji ograniczając się w swoich wakacyjnych wyjazdach do Chicago i drogi do pracy i z powrotem… Na więcej nigdy nie było czasu i pieniędzy.

Nowy York

New York’s calling

Plany zmieniły nam się gdzieś w Oregonie, ze dwa miesiące temu a może nawet wcześniej, kiedy usiedliśmy z mapą i kalendarzem i wyszło nam, że nie mamy już czasu na Wschodnie Wybrzeże. Pojawił się wtedy mglisty pomysł, żeby je zjechać innym razem, za kilka lat na rowerach, albo w jakikolwiek sposób, który nie będzie wymagał poważnej inwestycji. A taką okazał się niestety samochód, jego naprawy i koszty benzyny. Zamiast pędzić kilkaset mil dziennie, zamarzyliśmy, by jechać sobie bocznymi dróżkami. Te dwa czy trzy tysiące mil zrobić nie w kilka tygodni, ale w kilka miesięcy, a potem jeszcze posiedzieć sobie trochę w Nowym Jorku.

Te plany znowu nam się zmieniły z dwóch powodów. Po pierwsze sprzedaliśmy przyczepę, co wbrew pozorom dodało nam mobilności i zbiło koszty długiej jazdy. A potem Agnieszka i Scott, z którymi Ola kiedyś pracowała, podpowiedzieli nam, że jesteśmy zaproszeni do mamy Scotta, która mieszka na Staten Island. Serdeczne zaproszenie do Delaware od Malcolma i Terry, których poznaliśmy jeszcze w Luizjanie, tylko przypieczętowało decyzję.

Ceglany Nowy York

Ceglany Nowy York

Chcę się budzić w mieście, / Które nigdy nie zasypia / I stać się królem / Osiągnąć szczyt

Do Nowego Jorku z Naples jechaliśmy jakieś 6 godzin przez intensywnie zielone, zalesione wzgórza. Najpierw wjechaliśmy do Pensylwanii na kilkanaście minut, by wrócić do stanu Nowy Jork. Potem do Pensylwanii wróciliśmy już na kilka godzin, aż w końcu przez New Jersey dojechaliśmy znów do stanu Nowy Jork. New Jersey było miłym przerywnikiem, bo ceny benzyny są tam nawet ponad 30 centów niższe na galonie niż w stanie Nowy Jork przez wyraźnie niższe podatki (stan Nowy Jork ma najwyższy w USA „fuel tax”, czyli akzycę).

70 mil przed Nowym Jorkiem autostradzie przybyło pasów i zrobiło się bardzo ciasno. Nawet z GPSem nie było łatwo, na dodatek nasza nawigacja nie ułatwiała nam zadania, zdarzyło jej się na przykład wysłać nas na zjazd z autostrady tylko po to, żeby za chwilę kazać nam zawrócić i pojechać tą samą trasą, którą chwilę wcześniej porzuciliśmy. Na domiar złego na Staten Island, gdzie mieliśmy się zatrzymać, trzeba dojechać mostem. Myśleliście, że przejazd przez Golden Gate Bridge był drogi? Otóż nie. Przejazd przez Goethals Bridge kosztował nas…13 USD (w stronę New Jersey jest bezpłatny)! Kilka dni później za wydostanie się ze Staten Island zapłaciliśmy 15 USD!

Sypaliśmy więc na przemian dolarami i przekleństwami. Ale udało się i przywitanie mieliśmy iście królewskie. Z nalaną sangrią i talerzem kanapek, czekała na nas Helen, prawdziwe uosobienie energicznej nowojorczanki z ujmującym nowojorskim akcentem. Helen oddała nam do dyspozycji przestronny pokój z łazienką w piwnicy i przez następne dni cierpliwie znosiła nasze późne powroty (a to Helen i Michael, jej partner, zamknęli drzwi na zamek, a to my zapomnieliśmy klucza, a to jeszcze coś – codziennie z innego powodu wyrywaliśmy ich późnym wieczorem ze snu). A my całymi dniami zwiedzaliśmy Nowy Jork.

Helen i Kalina

Helen i Kalina

Nowy Jork można albo kochać albo nienawidzić, ciężko chyba pozostać obojętnym. Na pewno nie jest to miasto łatwe, zwłaszcza z dziećmi, i zwłaszcza jak się spędziło ostatnie miesiące z dala od cywilizacji. Nowy Jork jest potwornie głośny, zatłoczony, brudny, o tej porze roku dodatkowo duszny i śmierdzący, a zejście z wózkiem do metra wymaga sporego wysiłku.

Prowincjonalne smutki / Znikną / Zacznę na nowo / W starym Nowym Yorku

Mimo to my Nowy Jork pokochaliśmy z całego serca. Dla Pawła pierwsze kilka dni było bardzo męczące, ale potem zaczął się zastanawiać co tu zrobić, żeby w Nowym Jorku zostać na dłużej. Dla Oli był to trzeci czy czwarty raz, równie fascynujący co poprzednie. Na pewno wrócimy tu jeszcze wiele razy.

Nowy Jork

Nowy Jork

Jeśli uda mi się tam / Uda mi się wszędzie / To zależy od ciebie / Nowy Jorku, Nowy Jorku*

W Nowym Jorku, jak to my, zamiast zwiedzać muzea, chodzić po filharmoniach, wdrapywać się na punkty widokowe na wieżowcach, krążyliśmy raczej po ulicach starając się poczuć klimat miasta. W sumie spędziliśmy w Nowym Jorku sześć dni, z czego jeden zajęła nam wyprawa (tak chyba trzeba nazwać przebijanie się przez nowojorskie korki) na Long Island, do długo niewidzianej znajomej ze studiów.

W następnym poście pokrótce podzielimy się z Wami, tym co w Nowym Jorku udało nam się zobaczyć i podzielimy się też kilkoma podpowiedziami miejsc, na które nas namawiano, a których, z różnych względów, zobaczyć nam się nie udało…

*Tłumaczenie piosenki Franka Sinatry „New York, New York” za tekstowo.pl

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • A jestem ciekaw dlaczego gdy czytam o Nowym Yorku to zwykle w kontekście młodości, nawet dojrzałości, ale nigdy starości.
    Są tam ludzie starzy?

  • W Stanach nie ma starych ludzi, tylko dojrzali;) A poważnie – pewnie że są. Poznaliśmy Helen, Mike'a i trochę ich przyjaciół, kochają Nowy Jork i tylko na zimę przenoszą się na Florydę. Z kolei mama naszego znajomego, mimo że pochodzi z Austrii, jej mąż – Amerykanin nie żyje, a dzieci rozsiane są po Europie i okolicach, mieszka w NY bo "tutaj ma swoje teatry i opery".
    Na ulicach widać ludzi w każdym wieku, tylko tu ci starzy ludzie inaczej wyglądają niż ci w Polsce – są chodzącym dowodem na to, że wiek to stan ducha:)

  • Nowy Jork, jakby się nim nie zachwycać jest jednak (przynajmniej jeśli chodzi o komunikację publiczną) średnio przyjazny starszym ludziom czy osobom z dziećmi na wózkach. W autobusach jest miejsce na wózek inwalidzki, ale trzeba złożyc siedzenia. Dla wózka z dzieckiem nikt tego nie zrobi. Jak jest mało ludzi można go sobie postawić z boku, ale jak jest tłum, to kierowca każe go złożyć. W metrze jest jeszcze gorzej, bo trzeba się dostać na peron, często nie ma windy, schody są wąskie, trzeba teoretycznie prosić o wpuszczenie i wypuszczenie przez specjalną bramkę…

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *