IMAG

Nasze zimowanie na Florydzie powoli zbliżało się ku końcowi. Z Everglades pojechaliśmy na północ trzymając się zachodniego wybrzeża stanu. Jadąc wzdłuż Zatoki Meksykańskiej zdecydowaliśmy się jeszcze drodze zobaczyć Tampę i St. Petersburg.

Po wyjeździe z parku narodowego Everglades zatrzymaliśmy się w Hudson, kilkadziesiąt mil na północ do Tampy i Florydy u gospodarzy z Boondockers Welcome, których jeszcze dokładniej opiszemy w kolejnych postach. Zdecydowaliśmy się na gościnę u nich, bo 1) jako jedni z nielicznych nam odpowiedzieli i 2) byli doskonałą bazą wypadową do dwóch, wyżej wspomnianych miast.

Muzeum Dalego w St. Petersburg

Niestety pogoda nie dopisała, a może raczej St. Petersburg postanowił zbratać się z rosyjskim imiennikiem, i było (jak na Florydę) zimno, więc za dużo to nie pozwiedzaliśmy. W St. Petersburgu poszliśmy właściwie tylko do muzeum Salvadora Dalego. Muzeum mieści się w budynku nawiązującego stylem do Salvadora. Ponieważ w dziełach Dalego można dostrzec zawsze wiele różnych motywów, czym dłużej się w ten budynek wpatrujemy, tym bardziej jest dla nas rozlanymi warszawskimi Złotymi Tarasami. A mieści się w nim największa kolekcja dzieł Salvadora Dalego na świecie – od szkiców i ilustracji po największe obrazy.

Całość jest bardzo przyjaźnie zorganizowana, obrazy poukładane tematycznie, wszystko świetnie opisane, omówione (przy wejściu można dostać audio-przewodnik), a do tego miejscowi przewodnicy opowiadają o najważniejszych dziełach, okraszając opowieści anegdotkami. Maciek niestety się trochę wynudził – na początku wprawdzie Dali mu się spodobał, w końcu większość z jego obrazów wygląda jak ilustracje do bajek, ale po mniej więcej godzinie zabawy w szukanie na obrazach fortepianów i zegarów zaczął się niecierpliwić, a po trzech był już wyraźnie zmęczony.

Muzeum Dalego w St. Petersburgu

Paweł Dali w St. Petersburgu

Na pocieszenie była salka dla dzieci, gdzie dało się wyczarować Abrahama Lincolna z plastikowej łyżeczki, przyczepić sobie wąsy Salvadora (które niestety mają tendencje do wydłużania optycznie nosa), a na drogę wziąć wydruki z obrazami mistrza do kolorowania. Na zewnątrz jest jeszcze labirynt i drzewko życzeń – szybko zawiesiliśmy na nim nasze życzenia spisane na karteluszkach, przebiegliśmy się labiryntem i uciekliśmy przed zimnem.

Muzeum Dalego w St. Pteresburgu

Kalina pod drzewem życzeń w Muzeum Dalego

Nie jesteśmy koneserami sztuki i zwykle sami szybko nudzimy się w muzeach, ale tu zdecydowanie moglibyśmy spędzić jeszcze kilka godzin. Wskazówka praktyczna: warto najpierw na mieście rozejrzeć się za broszurkami z kuponami, kupon na 2 USD zniżki od łebka na bilety do muzeum znaleźliśmy niestety ze stosownym opóźnieniem.

Z muzeum poszliśmy na spacer. W parku rosnącym na wybrzeżu, tuż obok muzeum, rosną drzewa, których gałęzie zamieniają się w korzenie, a których nazwy oczywiście nie znamy. Są za to niezwykle fotogeniczne i można się po nich wspinać. Maćka i tak najbardziej ucieszyły lody i półgodzinna zabawa na pobliskim placu zabaw.

St. Petersburg, Floryda

St. Petersburg, Floryda

St. Petersburg jest całkiem przyjaznym miastem. Szczyci się kulturą (czytaj Muzeum Dalego) i nadbrzeżem z parkami, placami zabaw i ścieżkami do biegania i spacerowania. Spokojnie i przyjemnie. No i zazwyczaj, o ile nie pojawi się pewna polska rodzina, która sprowadza anomalie pogodowe, jest tam całkiem ciepło.

Na szczęście dla petersburczyków długo w ich mieście nie zabawiliśmy. Kilka godzin kulturalnych rozrywek w Muzeum Dalego i godzinka marznięcia w pobliskim parku na wystarczyły. Za to z Hudson, gdzie mieszkaliśmy zrobiliśmy też sobie wycieczkę do Tampy. Tampa leży zatoką zwaną (zgaduj zgadula) Tampa Bay i słynie z mostu – Sunshine Skyway Bridge.

Tampa – miasto mostów

Mostów jest w zasadzie kilka i wszystkie robią duże wrażenie. Zarówno jak się jedzie i jedzie, i jedzie w górę, jak też potem, kiedy się jedzie i jedzie, i jedzie w dół. Ten najsłynniejszy z miastem Tampa nie ma wiele wspólnego, bo prowadzi z St. Petersburga do jakichś małych miasteczek po drugiej stronie zatoki. Jest płatny – ale przyjemność przejechania nim kosztuje tylko 1,25 USD, więc jest do przełknięcia. Z obu stron mostu są parkingi i punkty widokowe, z których można porobić fajne zdjęcia (a to wiadomo podstawa przy amerykańskich mostach).

Sunshine Skyway Bridge

Sunshine Skyway Bridge

Sunshine Skyway Bridge

Maćka i Kaliny mosty w ogóle nie ruszają, ale nas całkiem całkiem. W ogóle amerykańskim mostom należy się osobny post i może tam o różnych trochę napiszemy.

W Tampie pojechaliśmy do Ybor City. Jest to stara część miasta założona w 1880 roku przez producenta cygar i zaludniona imigrantami, głównie z Hiszpanii, Kuby i Włoch. Obecnie jest to kilka przecznic pełnych pubów, klubów i second handów nazywanych nieco na wyrost „Vintage store”. Jeździ też nawet tramwaj, a więc jak na wschodnie wybrzeże, to niezła atrakcja.

Mimo prawdziwego mrozu (kilkanaście stopni) kręciło się tam parę osób, ale jeśli ktoś jest z dziećmi i nie planuje clubbingu to może sobie darować, jeśli mu za bardzo nie po drodze. Nas Ybor rozczarował. Nasze rozczarowanie postanowiliśmy uśmierzyć lokalnym piwem i czymś szybkim do jedzenia i jak przysiedliśmy w lokalnym irllandzkim pubie na chwilę, tak dwie godziny później ewakuowaliśmy się z powrotem do samochodu.

St. Petersburg i Tampa bardzo nas kusiły. Niby nie za daleko na południe, niby nie tak drogo jak w Orlando, niby nie tak tanio i niebezpiecznie jak w Ft. Myers. Niewiele z obu miast widzieliśmy przez średnią pogodę, ale wyjechaliśmy stamtąd z poczuciem, że są trochę jak mieszkania z potencjałem. Jakby się postarać, to coś się z nich wyciśnie, ale ani tam ciepło, ani ciekawie, ani historycznie, ani kulturalnie…

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *