Pół roku z przyczepą w USA. Poradnik stricte praktyczny

DSC

Pół roku w USA… Jak oni dali radę? Są pytania, które wracają do nas regularnie: zarówno od naszych znajomych, przyjaciół czy po prostu osób życzliwych jak i te od hejterów pod artykułami o naszych podróżach. Spróbujemy zaspokoić Waszą ciekawość.

Poniżej znajdziecie odpowiedzi na najważniejsze kwestie związane z naszą półroczną podróżą z dzieciakami po USA. Jeśli zastanawiacie się co trzeba zrobić, żeby kupić samochód i przyczepę, jak je zarejestrować, jak je (oraz siebie) ubezpieczyć, gdzie nocować. I co najważniejsze, ile na to wszystko wydacie pieniędzy, to zajrzyjcie poniżejJeśli jakieś pytanie Was dręczy, a jeszcze na nie nie odpowiedzieliśmy, piszcie, może odpowiemy.

Poradnik, czyli cztery filary podróży z przyczepą przez USA

Loading...
(Visited 900 times, 1 visits today)

KomentarzeSkomentuj

  • Wygląda na to że chyba przetrę Wam szlaki w Ameryce Południowej 🙂 Mnie też ona bardzo ciągnie i będzie to już druga podróż w tamte okolice.

  • Witam, za 6 tyg tez jedziemy na pol roku do US, wlasnie wybieram pare pick up/trailer, w poscie wspomnieliscie, ze byscie wybrali drozszy/nowszy samochod, o jakich wielkosciach mowimy? jest nas 3jka (ja z zona i 4 miesieczny bobas) przyczepke raczej max 20stup bede chcial dobrac. Co byscie doradzili?
    Pozdrawiam
    Dan

    • Cześć,

      Eh, to wszystko zależy od tego, jakie macie plany i czego potrzebujecie:) Jeśli chcecie jechać jak my, tzn. unikać zimna i w przyczepie tylko spać, to szukajcie jak najmniejszej. Znajdziecie spokojnie nawet zgrabne 16tki z dużym łóżkiem i rozkładanym w łóżko stolikiem, a na nim możecie położyć dziecko w jakimś zgrabnym łóżeczku, albo nawet bez – za grosze kupicie pewnie jakąś blokadę przed spadaniem. Zmieścicie się na pewno.

      Kupowanie przyczepy… My w naszej przyczepie mieliśmy największe problemy z wodą, przeciekały nam rury przy zbiorniku i okno. Przy kupowaniu przyjrzyjcie się więc dokładnie podbitce pod sufitem, ściankom przy oknach i okolicom rury przy zbiorniku i pompie. Jeśli coś jest zalane albo zupełnie nowe, to podpytajcie i dobrze przemyślcie zakup. Elektryka czy inne sprzęty – to można kupić za grosze i jak się nawet za tym nie znacie, to jak dobrze poszukacie znajdziecie kogoś kto to zrobi niedrogo.

      Jeśli macie napięty budżet – oszczędzajcie raczej na przyczepie. Na samochodzie nie. Do ciągnięcia przyczepy faktycznie najlepiej kupić pick-up. Mają odpowiednio ustawione momenty obrotowe pod obciążenie, rozstaw osi, itp. Przy jednym małym dziecku nie potrzebujcie też za dużo miejsca z tyłu – a my jechaliśmy z dwójką. Ale jeśli rozważacie coś krótkiego, 16-18 stóp, to można też rozważyć jakiegoś suva. Nasz jeep średnio sobie poradził, ale ten samochód miał swoje lata i mile na liczniku (chyba ponad 160k jak zaczynaliśmy). Z jednym malutkim dzieckiem szedłbym w krótką przyczepę i suva, najlepiej jakąś hondę, toyotę. Jeśli coś dłuższego niż 18 stóp, to już tylko pick-up. Co prawda znajomi ciągnęli chyba 20-stopową przyczepę chevy tahoe, ale nie chwalili sobie zbytnio tego rozwiązania.

      Czyli: macie napięty budżet: szukajcie taniej, małej przyczepy (4-5k spokojnie znajdziecie) i suva poniżej 100k (może 7-10k USD). Chcecie coś około 20 stóp – idźcie w pick-upa. Z tego co pamiętam, to większość suvów ma taki rozstaw osi, że już przy 18-19-stopowej przyczepie samochód zaczyna tracić sterowność. No i jest jeszcze kwestia legalność prawka, bo zestaw pick-up+przyczepa 18-20 stóp nie zmieści się w 3,5 tonach, ale tego raczej nikt nie sprawdzi.

      Paweł

      • Witam, bardzo dziekuje za odpowiedz, raczej celujemy w mala przyczepe max 20′ ze wskazaniem an 18′. wlasnie przeszukuje specyfikacje pick-up’ow i bestie po 2.2t waza wiec malo manewru na przyczepke zostaje. Budzet to 10k na samochod i przyczepke, malo ale mosi starczyc, dojda podatki, ubezpieczenia, rejestracje pewnie jakis przeglad i drobne naprawy przed wyjazdem w trase i sie zrobi 13k. Odnosnie trasy, US, Meksyk, US, Kanada, Alaska, US wiec we wrzesniu na Alasce bedziemy jakos tak.
        Daniel.

  • wow dzięki za ten post. szczególnie za informacje o ubezpieczeniu. oferta IMG jest bezkonkurencyjna w porównaniu z tymi które znalazłam na polskim rynku. wybiorę opcję z limitem 500k$ zastanawiam się tylko nad kwotą Deductible, czy to jest limit do którego my jesteśmy włączeni do współpłacenia ? czym się różni Deductible od Coinsurance? czy musiałaś skorzystać z ubezpieczenia, były jakieś problemy z kontaktem z nimi?

    • Hej,
      Trochę już nie siedzimy w tym temacie, więc weź pod uwagę, że odpowiadamy, tak jak nas pamięć nie myli:) Deductible to franszyza, czyli kwota, którą tym płacisz zanim wejdzie ubezpieczenie. Jeśli to 500 USD, to pokrywasz koszty do tej kwoty i wtedy wchodzi ubezpieczyciel. I tu jedna uwaga, o której dopiero teraz pomyślałem. Kiedy jedyny raz poszliśmy do lekarza, to zapłaciliśmy za wizytę 25 USD (taniej niż w Polsce, ale lekarka była fatalna), ale do ubezpieczyciela przesłali rachunki za 200 USD. Wtedy byliśmy oburzeni, ale potem załapaliśmy o co chodzi. Chodzi o to, że ubezpieczyciel zwykle nie wchodzi w temat, więc dopóki klient się nie oburzy i nie zrobi afery, to się nie ma czym przejmować. A zagraniczny klient raczej nie robi afery. Jaki z tego wniosek? Ten wiąże się z coinsurance, czyli częścią wydatków, które zawsze pokrywasz. Polisy, kiedy ubezpieczyciel pokrywa 100% są podobno w USA mało popularne (czy raczej były w 2013). To zrozumiałe. Jeśli wizyta u lekarza nie kosztuje cię nic, to chodzisz ile wlezie, choćby po to, żeby pogadać (patrz: polscy emeryci). Jeśli każda cię kosztuje, nawet niewiele, to idziesz jak musisz. Coinsurance w USA to jednak nie drobne. Trafisz na ostry dyżur, potem na operację i wyjdziesz z rachunkiem na kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jeśli masz 10/90, to i tak z własnej kieszeni wydasz kilka tysięcy. To się niestety może zdarzyć. Ale wniosek, który mi przychodzi do głowy jest taki, że skoro traktujemy ubezpieczenie, jako zabezpieczenie na poważny wypadek, to raczej zwiększać deductible (np. do 1000 USD) kosztem coinsurance, szczególnie, że kilka prostych wizyt może zostać tak rozdmuchanych przez prywatne kliniki, że wydamy 100 USD, a ubezpieczyciel dostanie żądania na 1000 USD (którym się nawet nie przyjrzy, bo przecież to dalej kwota franszyzy).

      Jeśli chodzi o korzystanie z IMG, to, na szczęście, nie było takiej, potrzeby. Byliśmy u lekarza raz i jak napisaliśmy, wizyta była tania i fatalna. Lekarka wręcz bała się dotknąć dziecka. Co więcej, w tej małej prywatnej klinice w Nevadzie dziwnie zareagowali na IMG, twierdzili, że ich nie znają i nie mogą się z nimi skontaktować. Może to była ich taka gra, żebyśmy to my zapłacili z góry, bo najpierw ściemniali, a kilka miesięcy potem okazało się, że zażądali od IMG tych prawie 200 USD. W każdym razie naprawdę dobrze wczytywaliśmy się w zapisy OWU z IMG i nikt nie miał nic porównywalnego w tej cenie.

      Jak odezwiesz się na mejla czy formularz kontaktowy, to możemy ci dać kontakt do agenta ubezpieczeniowego, który nam polecił IMG. To znajomy znajomego. Może będzie miał coś innego do polecenia. Po trzech latach i wejściu Obamacare może się coś zmieniło w temacie… On bierze prowizję tylko od tamtej strony, więc raczej nie zapłacisz drożej niż kupując polisę przez internet. W dodatku sprawnie odpowiada na pytania (o ile po tych trzech latach dalej zajmuje się ubezpieczeniami).

      Paweł

  • Witam,
    A ja mam pytanie odnośnie samej podróży samolotem do USA z dziećmi. Nie wiem ile dokładnie miały Wasze w momencie lotów, ale akurat zastanawiamy się z mężem nad wyjazdem do Stanów i w terminie planowanej podróży nasz synek miałby około 6 miesięcy. Zastanawiamy się jak taki maluch znosi taką długą podróż, zmiany ciśnienia itp. Będę wdzięczna za odpowiedź i ewentualne wskazówki 🙂

    • Kalina miała 6 miesięcy, przespała większość lotu, Maciek miał 3,5 i to z nim był większy problem, bo się nudził;) Na zmiany ciśnienia wystarczy łyk czegoś do picia, no i jak lecicie z maluchem to zgłoście linii lotniczej, że chcecie łóżeczko, przysługuje chyba do roku na długich trasach, świetne rozwiązanie.

  • Gratuluje podrozy i bloga, super.

    Mam maly komentarz ( z wlasnego doswiadczenia) a pro pos wyboru pojazdu do holowania przyczepy. Troche pozno ale moze sie komus przydac. Na pewno pick up bedzie lepszy, jest to duzy I ciezki pojazd, ale SUV z odpowiednim „towing rating” tez powinien sie sprawdzic. SUV na pewno bedzie bardziej ekonomiczny na trasie I poreczniejszy do wypadow po zaparkowaniu przyczepy. Poza tym w SUV’ie macie dodatkowa zabezpieczona przestrzen ladunkowa. Trzeba rowniez pamietac, ze sa pick-up’y wieksze I mniejsze o roznej dopuszczalnej wadze holowanego zestawu.
    Jesli decydowalibyscie sie na SUV na pewno potrzebny bedzie dobry „sway control/weight distribution hitch”, zdaje sie autorzy wspominali o tym w blogu. I dobre hamulce w przyczepie.
    Kilka lat temu wybralem sie z lodka zaglowa 28 stop z Ottawy, Ontario na Bahamy, ciagnalem lodke na poludnie Florydy. Jazda co prawda nie przez gory Skaliste ale Appalachy (m.in. Pennsylvania). Zestaw, przyczepa+lodka mial ok 34 stop dlugosci I wazyl ok. 7,000 funtow, czyli ok. 3.5 tony. Z Odpowiednim hakiem, ja mialem Equal-i-zer (uwazam, ze jeden z najlepszych na rynku) nie mialem zadnych problemow ani w gorach, ani przy silnych wiatrach, ani przy przejezdzajacych ciezarowkach. Ciagnalem 2008 Jeep Grand Cherokee Diesel, ktory byl dopuszczony do holowania 7,200 funtow. Maly samochod. Dziwie sie, ze Wasi znajomi mieli problem holujac Tahoe, to jest bardzo duzy SUV.
    Jesli z kolei chodzi o polskie prawo jazdy z dopuszczalna waga 3.5 tony, to nie mysle, ze w USA czy Kanadzie jakikolwiek policjant zwrocilby na to uwage. Firma ubezpieczeniowa w razie wypadku to juz inna historia. Rowniez z tego powodu pojazd powinien miec „towing rating” przynajmniej o wadze zaladowanej przyczepy.

    Przy okazji pytanie do autorow, jesli jeszcze tu zagladzacie. Czy korzystaliscie z jakichs przewodnikow, czy glownie internet? We wrzesniu wybieramy sie na 10 tygodni z Ottawy na Zachod I pozniej w dol I srodek 19 stopowym camper van’em. Troche ktrotko ale tylko na tyle zgodzili sie w pracy.

    • Pewnie, że zaglądamy:)
      Dzięki za praktyczne uwagi, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś z nich skorzystamy (z całego tego naszego wyjazdu chyba wybór samochodu był najsłabszą naszą decyzją).
      Korzystaliśmy głównie z internetu, chyba nawet nie wzięliśmy przewodnika. Dużo czasu spędzaliśmy nad mapami i ulotkami z Welome centers. Teraz wprawdzie żadnego wyjazdu (niestety) do Stanów nie planujemy, ale nieprzerwaną inspirację czerpię z grupy Podróże po USA na fb (https://www.facebook.com/groups/PodrozePoUSA/), polecam, prawdziwa kopalnia wiedzy i dobrych pomysłów!
      Udanego urlopu!

      • Dziekuje bardzo.

        Jeszcze nastepne 2 grosze:) Bardzo wazna rzecza o ktorej zapomnialem napisac jest odpowiednie wywazenie „jezyka” przyczepy, powinno byc pomiedzy 10-15% calkowitej wagi przyczepy. Jesli jest za lekki to przyczepa zaczyna niekontrolowanie jezdzic na boki, „fish tailing”. I moze to byc bardzo niebezpieczne, znow wlasne doswiadczenie. Wyjezdzajac od dealera nie sprawdzalismy wagi. Wjezdzajac na autostrade przy predkosci juz 60km/h przyczepa zaczela nam jezdzic po 3 pasach. Cale szczescie byla to sobota I nie za wielki ruch na drodze. Cale szczescie mozna to dosc latwo poprawic przekladajac rzeczy do przodu przyczepy, w naszym przypadku lodki. Mozna kupic wage, „trailer tongue scale” z firmy Sherline ale jak nie za czesto zmienia sie waga mozna sprawdzic empirycznie.
        W przypadku szerszych przyczep, polecam rowniez dodatkowe lusterka, znacznie poprawiaja widocznosc.

        Pozdrowienia I wielu wspanialych wypraw.

      • Wow, aż tak się nie wgłębialiśmy, ale warto wiedzieć, mam nadzieję, że (nie tylko nam) się przyda, dzięki:)
        I wzajemnie, cudownych wyjazdów!
        Pozdrawiamy!

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *