DSC
Jak przystało na dyplomowanych socjologów, z okazji dwóch miesięcy w podróży, nie mogliśmy sobie odmówić posta statystycznego. Oto garść drogowych i blogowych statystyk dla ciekawskich – stan na wieczór 15 marca 2013 roku:

pie-chart1
Droga. Przejechaliśmy już ponad 8450 mil. Nasz Jeep GC niestety nie pokazuje średniej prędkości, żeby wyliczyć ile dokładnie czasu spędziliśmy w drodze, ale i tak nie raz rozbolały nas tyłki (i to pomimo kilku możliwości regulacji siedzeń, ile samochodów w Polsce 12 lat temu miało takie bajery???). Również niestety, Jeep pokazuje średnie spalanie w trasie, a na razie wychodzi poniżej 13 mil na galon, czyli po naszemu 18,4 l/100 km. A przecież jeszcze nie wjechaliśmy w prawdziwe góry. Na tej podstawie łatwo policzyć ile wydaliśmy do tej pory na benzynę. Zresztą i tak wszystkie wydatki zapisujemy, więc dokładnie wiemy. Żeby nikogo nie zabolało, zostawimy takie finansowe podsumowania na koniec.
W każdym razie, korzystając z amerykańskiej mody na przedstawianie wszystkiego w bardziej przystępny sposób („w tej jaskini zmieściłoby się dwanaście boisk do fubtolu”, „Teksas jest trochę większy od Francji, więc dlaczego nie miałby mieć winnic?”, itp.), gdybyśmy jechali przez Europę i Azję (czy też zaczynając pod domem na warszawskiej Pradze tylko przez Azję) po zwiedzeniu Moskwy i Kabulu bylibyśmy gdzieś za Wietnamem.
Oczywiście nasza trasa jest dużo krótsza, a dziesiątki mil nabijają nam krótkie wypady do sklepów czy lokalnych atrakcji. W pewnym momencie złapaliśmy się na tym, że planujemy trasę myśląc mniej więcej tak (znowu będzie po amerykańsku, czyli zrozumiale): „to może zatrzymamy się w Warszawie na trzy noce i pierwszego dnia zrobimy Wrocław, drugiego dnia Gdańsk, a trzeciego z rana skoczymy do Białegostoku”. Już nam przeszło, Eddiego ciągniemy właściwie wszędzie, nocujemy gdzie popadnie. Oszczędzanie na noclegach podbija nam dodatkowo wydatki na benzynę. Taki los, w jednym miejscu się zaoszczędzi, to wyda się w drugim.
DSC06362
Blog. Tuż zanim stuknęły nam dwa miesiące uzbieraliśmy ponad 13 700 wejść na bloga. Całkiem nieźle (szczególnie, że nie liczymy swoich). Najwięcej wejść mamy z Facebooka (z mobilnym jakieś 1640), ale niewiele mniej jest z natemat.pl (1160). W te statystyki dotyczące witryn odsyłających nie ma co za bardzo wierzyć. Natemat.pl w każdym razie dziękujemy i niech inni biorą z nich przykład (na przykład koleżanki i koledzy z Czerskiej). Żart, ale przy okazji pozdrawiamy:) Co ciekawe, sam tekst z natemat.pl o nas ciągle odsyła całkiem sporo osób. Widać w jakiś tajemniczy sposób się im jeszcze klika. Z google’a weszło niewiele osób i nie łapiemy wyszukiwania atrakcji, które oglądamy. Może z czasem się to zmieni… W każdym razie nie zamierzamy inwestować w żadne optymalizacje wyszukiwania i tagowanie.Najpopularniejszym wpisem jest pierwszy – Na południe. To oczywiście dlatego, że tekst z natemat.pl pojawił się tuż po nim. Ma prawie 350 odsłon. Niby niewiele, ale dwie z ośmiu stóp pracowały kiedyś na nocnych dyżurach w pewnym portalu niusowym i tam taki wynik byłby niezłym osiągnięciem. A przecież nad tymi tekstami pracujemy, kiedy Polska smacznie śpi:)

A teraz coś co nas bardzo interesuje, czyli gdzie nas czytacie:) Dzieli i rządzi niepodzielnie Polska. W końcu polski mamy paszport na sercu i polską flagę w logo (choć patrząc na Maćka biegającego z amerykańską flagą i małym wahadłowcem w dłoni można mieć już wątpliwości). W każdym razie z Polski mamy ponad 9700 wejść. Potem długo nic i w końcu USA (prawie 2000), dalej długo nic i Niemcy (prawie 330), a potem po trochu Wielka Brytania, Oman, Libia, Belgia, Norwegia, Francja i Szwajcaria.

maciek z flaga

W przeglądarki, systemy operacyjne nie będziemy się zagłębiać, ale jedną ciekawostkę wrzucimy. Wszystkie iPady i inne srajpody mają więcej wejść niż Android. Ciekawe, ale o zaburzenie tej statystyki podejrzewam jedną firmę, która zasmakowała w jabłuszku i często jest w drodze, więc może z nudów chłopaki klikają i klikają, aż im stewardesa każe wszystko wyłączyć.

Najważniejszych rzeczy jednak w statystykach nie widać, a tą jest Wasza satysfakcja z lektury i nasza naprawdę ciężka praca. Może nie zawsze ją dobrze widać, ale każdy post to jednak co najmniej dwie godziny wspólnej pracy i często walki z uciekającym zasięgiem T-Mobile i marudzącą wieczorami dzieciarnią. A więc kolejne dwa miesiące czas zacząć!

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *