DSC
Tak, od trzech lat mieszkamy naprzeciwko zoo i mimo wszystko postanowiliśmy zwiedzić jeden z takich lokalnych przybytków. Dlaczego? Oczywiście moglibyśmy napisać (prawie) zgodnie z prawdą, że nie mieliśmy lepszego pomysłu, ale przecież nie możemy pokazać, że nasza podróż bywa czasem niezbyt przemyślana.
Prawda jest taka, że zoo w Brevard polecił nam Marek, autor bloga florydziak.blogspot.com. A skusiła nas opcja możliwości nakarmienia żyraf z ręki.
Marek trochę nas wkręcił mówiąc, że żyrafy można karmić o godz.10.30 rano. Wstać wcześniej, nie wstaliśmy, ale za to zebraliśmy się błyskawicznie i mandat na autostradzie mieliśmy szanse (większe niż zwykle) zaliczyć. Bramy zoo przekroczyliśmy równo o godz. 10.30 i pobiegliśmy do żyraf. Tam jednak powitała nas kartka informująca o tym, że karmienie odbywa się „all day”. A więc po kolei.

DSC04370

Zoo w Brevard, jak na ogród autostradowy, oddalony od najbliższego większego miasta o dobrą godzinę jazdy jest całkiem przyzwoitej wielkości. Od warszawskiego zoo pewnie jest prawie dwa razy mniejszy, ale za to przestrzeń ma wykorzystaną dużo lepiej. A marketingu to polskie ogrody mogłyby się od niego nauczyć. Przede wszystkim opcja karmienia zwierząt, bo oprócz żyraf można też było nakarmić ptaki. Oczywiście obie atrakcje za dodatkową opłatą – po dolarze (jeśli w pakiecie, to trochę taniej). Niby nic, a jak opowiadał Marek, płyną z tego całkiem spore pieniądze. Dodatkowo przy niektórych zwierzętach były automaty, do których wrzuca się 25 centów za co dostaje się garstkę stosownych do zwierzątka ziarenek.

DSC04375
Druga sprawa to „podanie” zwierząt. O ile samą opcję safari, czyli chodzenia ścieżką między zwierzętami, można lubić lub nie, to oglądanie żyraf z platformy, tak by patrzeć im prosto w oczy, zupełnie zmienia perspektywę. Z dołu może i są majestatyczne, ale z góry są po prostu piękne. No i możliwość nakarmienia ich z ręki – fantastyczne przeżycie. Nawet Maciek się chyba dobrze bawił.
DSC04356

Niestety na karmieniu ptaków Maciek był trochę wystraszony. Kiedy chmara wygłodniałych ptaków, których nazwy niestety nie zapamiętaliśmy, rzuciła się na kubeczki trzymane przez nas w dłoniach, Maciek zdecydował się wycofać. Za to Kalina była zafascynowana. Podobno ptaki są dużo mniej natarczywe w sezonie, kiedy jest więcej turystów i więcej jedzenia.

DSC04421

Pozostała fauna w porównaniu do warszawskiej nie była jakąś ogromną atrakcją. Było trochę aligatorów, których w Warszawie nie ma. No ale w końcu jesteśmy na Florydzie. To tak jakby w Warszawie zamykać w zoo gołębie albo wiewiórki. Poza tym te ogrodowe krokodyle były mocno nieruchawe, choć nie, przepraszam, jeden nawet otworzył oko. Był też cassuar, wg Guinessa najniebezpieczniejszy ptak świata i trochę innych zwierząt, czasem pochowanych w krzakach, jak to na takim safari. Wszystko bardzo ładnie podane i tylko żal, że takie zoo w Warszawie naprawdę ma się czym pochwalić i ma duży potencjał, ale brakuje mu woli, żeby wciągnąć najmłodszych w bycie ze zwierzętami, a nie tylko w ich oglądanie za kratami. Z niektórymi gatunkami to się naprawdę da zrobić bez robienia im krzywdy. Cóż, jest już fajny plac zabaw, może będzie też kiedyś miejsce do głaskania lam, kóz i pancerników a nawet do karmienia żyraf.

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Karmienie odbywa sie all day, ale po 11:30 mozna conajwyżej samemu coś zjeść, bo żyrafy nie przychodzą.Moja córka przez rok była woluntariuszem w tym ZOO 🙂

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *