kalina motory

Gdyby to był referat z socjologii, zaczynałby się tak: już za Platona błogosławieństwem internetu było bogactwo informacji, a jego przekleństwem – bogactwo opinii. Ale ponieważ to wpis na blogu zaczniemy radą. Dość oczywistą, trochę przegiętą, ale teksty trzeba podkręcać: wczytujcie się w rady, olewajcie przestrogi (szczególnie anglojęzyczne), rozróżniajcie opinie od informacji.

No dobra, nie każde przestrogi są złe, ale trzeba je dobrze przefiltrować. Za to kiedy przestrogi zaczynają się zamieniać w mądrości życiowe i argumenty statystyczne, to wtedy można spokojnie i z czystym sumieniem przerwać lekturę. Ba, należy dla własnego zdrowia psychicznego przerwać ją natychmiast.

Skuterem z dzieckiem w Tajlandii

Skutki jeżdżenia skuterem z dzieckiem w Tajlandii (żart)

Zdarzyło się Wam kiedyś google’ować wyniki badań krwi, jakąś podejrzaną wysypkę, guzka wykrytego tu i tam? Głupie pytanie. Wyszło Wam, że macie białaczkę, poważną chorobę skóry, złośliwego raka z zerowymi szansami na doczekanie końca kadencji Radka Sikorskiego jako Marszałka Sejmu? Głupie pytanie 2 (pewnie nawet głupsze, jak to z sequalami)

No więc my (a dokładniej Paweł) popełniliśmy ten błąd rozważając wypożyczenie skutera/skuterów w północnej Tajlandii. Żeby nie było, ten błąd przy podróżniczych kwestiach motoryzacyjnych popełniliśmy już w USA, zastanawiając się jak to jest jechać po Big Surze w Kalifornii z przyczepą kempingową. Tamta trasa była opisywana jako kręta, niebezpieczna i mordercza dla samochodu, a wyprawa wszelkimi RV po tej części pacyficznego wybrzeża USA była opisywana jak najgłupszy pomysł na świecie. Prawie jak jazda z wielkim napisem VOTE HILLARY po Idaho czy białych rejonach Alabamy. Tymczasem poszło prościej niż przejazd z wielką flagą z Donaldem Tuskiem przez Wołomin. A skalę trudności trasy można przyrównać do standardowej polskiej drogi powiatowej. No może sprzed czasu schetynówek.

Rodzina na skuterze w Tajlandii

Z rodziną na jednym skuterze? Da się! (choć boli)

Da się we czwórkę (chociaż boli)

Na skuterze z dzieckiem. Proste pytania, proste odpowiedzi

W Tajlandii pytania, jakie sobie postawiliśmy były jasne: ile będzie nas kosztowało wypożyczenie skutera, czy znajdziemy jakiś z przednim fotelikiem dla dziecka (taki udało nam się znaleźć w Ayutthay’i) i jakie drogi są w okolicach Chiang Mai (ruchliwe czy nie, z dużymi nachyleniami, z fragmentami z marną nawierzchnią – pokrótce – czy w miarę odpowiednie dla rodziny z dziećmi).

Od razu zastrzeżemy, że doświadczenie skuterowe mamy niewielkie. W Polsce praktycznie żadne. W Tajlandii Paweł pierwszy raz wsiadł z Maćkiem w Ayutthay’i, żeby pojechać prostą i szeroką drogą kilkadziesiąt kilometrów za miasto. A kilka dni potem przyszedł czas na pierwszy rodzinny, dwudniowy wyjazd na jednym skuterze. A jakie mogłoby do tego być lepsze miejsce niż zupełnie nieznane nam górskie okolice Chiang Mai? Wątpliwości? Od czego mamy internet! Na pewno rozwieje wszystkie nasze wątpliwości!

Niestety, pierwszy błąd jaki popełniliśmy to przeglądanie stron anglojęzycznych. Nieocenione w pozytywne informacje było forum Lonely Planet. „Chcę wypożyczyć skuter w Chiang Mai, a nigdy wcześniej na czymś takim nie jeździłam. Poradzę sobie?”. „Dziewczyno, co za fatalny pomysł, ruch w Chiang Mai to koszmar, a dziennie na drogach Tajlandii ginie 30 motocyklistów! Na mieście weź taksówkę, a poza miasto opłać wycieczkę!”. „Ojej, masz chyba rację, to był głupi pomysł”. Kurtyna.

W innym wątku ktoś „z ponad 10-letnim doświadczeniem w jeździe na motorze, głównie po Londynie, ale też z wypożyczeniem samochodu we Francji” pisał, że nigdy, ale to przenigdy nie wypożyczyłby motoru czy skutera w Tajlandii. Inni opisywali tłumy turystów owiniętych bandażami tak, że nawet przy naszej mało rozbujanej wyobraźni (niektórzy nawet mówią, że jej w ogóle nie mamy), przed oczami stawało nam The Walking Dead. Te bandaże ukrywały oczywiście „Thailand Tatoos”, czyli żwirowe otarcia od skuterowych wywrotek.

Zombiestacja benzynowa

„A co jeśli zabraknie wam benzyny?”

Zombiestacja benzynowa

Jeszcze gorszym doświadczeniem była wizyta na jakimś dzieciowym forum, gdzie pewna ekspatka wspomniała, że jeździ na skuterze z dzieckiem. Reakcją był natychmiastowy atak, że dla prawdziwej matki bezpieczeństwo dziecka jest absolutnym priorytetem, po Tajlandii można jeździć tylko samochodem z certyfikowanym dziecięcym fotelikiem, w ostateczności nowym autobusem. W żadnym razie nie można brać pod uwagę tuk-tuków albo songthaew (dosłownie dwu-rzędowców, czyli pick-upów lub półciężarówek z dwoma rzędami ławek z tyłu) – to masakra, a za dziecko na skuterze powinni odbierać prawa rodzicielskie.

Tajskie ulice, czyli piekło w raju

Podstawowym internetowym problemem motoryzacyjnym Tajlandii jest kwestia przepisów ruchu drogowego. Dla większości anglojęzycznego internetu to prawdziwy armageddon, chaos w przededniu apokalipsy. Tak jakby prawie nikt z Anglosasów (a przynajmniej zdecydowana większość z pierwszych stron wyszukiwania Google’a) nie miał doświadczeń z ruchem ulicznym na Bliskim Wschodzie, w okolicach Białegostoku, czy pod Warszawą, pokrótce – z 3/4 świata poza tzw. cywilizacją. Tymczasem w tej Tajlandii, którą widzieliśmy przez 10 dni, może poza Bangkokiem, ogromną, pędzącą metropolią, ruch drogowy odzwierciedla kulturę ludzkich interakcji. Jest spokojnie, wolno i w miarę uprzejmie, szczególnie wobec kogoś, kto nie wygląda na miejscowego.

Z dzieckiem na skuterze. Kask

Dziecko w kasku wygląda całkiem przyjaźnie

W prowincjonalnych miastach praktycznie nie widać piratów drogowych. Oczywiście taksiarze, autobusiarze, itp. niezbyt się przejmują innymi, ale ruch jest płynny i spokojny. Nawet kiedy wyjechaliśmy na autostradę i rozpędziliśmy swój skuter do 50 km/h to przez pierwsze pół godziny nie mogliśmy pozbyć się podejrzenia, że może te wszystkie samochody wyprzedzają nas powolutku, żeby nam się dobrze przyjrzeć. Oczywiście, o ile białas na skuterze to żadna atrakcja, tak małe bialutkie dziecko to już atrakcja całkiem spora, a dwójka to już normalnie słoń albinos. Ale zwalniano nie dla Maćka czy Kaliny. Tak się po prostu jeździ.

Oczywiście w miastach, nawet tych mniejszych, ruch na ulicach może przerażać. Tylko, że przeraża pieszych, którzy w nim nie uczestniczą. Tak jak podróżowanie przeraża głównie ludzi, którzy nie podróżują. W momencie wejścia w płynną falę i jej wyczucia wszystko się uspokaja i nabiera rozsądnego tempa. W dodatku nie trzeba tego tempa cały czas przestrzegać. Można swój słaby skuter przygnieciony 4-osobą rodziną prowadzić 30 km/h przy poboczu i wciąż będzie trudno o jakiekolwiek niebezpieczne sytuacje. Co najwyżej ktoś się wychyli za bardzo testując swoją zdolność wymuszania pierwszeństwa, dlatego warto od tego pobocza trzymać się w niewielkiej, ale jednak, odległości.

Oczywiście zdarzy się ktoś, kto się z tego wyłamie. Na pewnym blogu znaleźliśmy dramatyczny wpis koleżanki, która opisała jak to naiwnie wierzyła, że wypożyczy sobie skuter i będzie jeździć po górskich wioskach. A potem była świadkiem dramatu, doznała traumy i jej przeszło. Otóż w Chiang Mai zapłaciła za wycieczkę, wsiadła do busa, a jego kierowca gnał po górskich drogach na złamanie karku, wyprzedzał na trzeciego i z nikim się nie liczył. Co by mogło się stać, jeśli po tej drodze jechałaby ona na swoją wymarzoną skuterową wycieczkę (a jej matka siedziałaby z tyłu?).  Logika tego tekstu jest zresztą tak infantylna, że aż żal marnować czyjkolwiek czas na dalsze jej rozszarpywanie.

Z dzieckiem na skuterze w Tajlandii? Koniecznie!

Na szczęście anglojęzyczny internet to nie tylko łatwa pożywka do szyderki dla znających życie obywateli azjatyckiej rubieży w Europie (czyli prawej strony Wisły w Warszawie). Było też kilka pozytywnych wpisów na blogach i wątków na forach. Takich z praktycznymi radami dla początkujących skuterowców czy opisujących wyprawy z dziećmi lub po prostu życie z dziećmi i poruszanie się na skuterach po Tajlandii.

Otóż da się. Da się wypożyczyć jeden skuter dla 4-osobowej rodziny, przejechać ponad 100 kilometrów w 2 dni, zanocować na szczycie góry w Tajlandii, płacąc zdecydowanie za dużo za namiot z kocami i nie dać się zabić na krętych stromych drogach (wciąż polecam wszystkim przerażonym Anglosasom przejażdżkę po powiatowej Polsce, albo chociaż ulubionych trasach litewskich i łotewskich tirowców).

I jeśli jesteście (rodzinnie lub nie) w Tajlandii, koniecznie, ale to koniecznie wypożyczcie skuter i ruszcie w trasę. Jeśli poczujecie się niepewnie, czy to z powodu braku umiejętności czy niedomagania sprzętu, po prostu zawróćcie i cieszcie się tym, co udało Wam się zobaczyć, a najlepiej miejcie dobry internet w komórce lub mapę (na czym my jak zwykle zaoszczędziliśmy) i po prostu wybierzcie inną drogę.

Z dzieckiem na skuterze w Tajlandii

Skuterem w stronę zachodzącego słońca

Kilka porad praktycznych przedstawimy Wam w następnym wpisie. Kiedy pisaliśmy ten tekst było już za nami kilka krótkich i dłuższych wycieczek skuterami po Tajlandii i Laosie, których opisy znajdziecie wkrótce na naszym blogu. Książki o tym może nie napiszemy, ale na ekspertów na poziomie telewizji śniadaniowej mamy zadatki. Zachęceni do dalszej lektury? Na pewno, któż nie lubi poczytać o nieodpowiedzialności innych. A więc podsumowując: da się jeździć z małymi dziećmi skuterem w Tajlandii i Laosie i przeżyć (dzieci też żyją!).

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Moja przygoda skuterowa w Tajlandii skończyła się po… jakiś 5 metrach. Ale bynajmniej nie dlatego, że Tajowie tak strasznie jeżdżą.
    Razem z Czeszką, z którą podróżowałam, postanowiłyśmy wypożyczyć skuter. Żadna z nas wcześniej na nim nie siedziała, ale po krótkim instruktażu usiadłyśmy obie i padlo na to, że ona prowadzi. No i prowadziła. Tyle, że nie dała rady skręcić i włączając się do ruchu na obwodnicy Chiang Mai (tak tak, to trzypasmowe z dużym ruchem) przejechałyśmy na wprost wszystkie pasy ruchu i przed wpadnięciem do kanału zatrzymał nas krawężnik, na którym się wywróciłyśmy. Poobijane ale też niemogące przestać się śmiać zapłaciłyśmy swoje i poszłyśmy okolicę zwiedzać pieszo.
    Swoją lekcję odrobiłam, na skuterze nauczyłam się jeździć w Polsce i następnym razem Azja zobaczy i mnie i mój skuter 😉 Pozdrawiam!

    • Paweł też pierwsze co zrobił to spadł na zakręcie, ale na szczęście bez dzieci. Pojeździł chwilę i się nauczył. Ja jak już stwierdziłam, że jednak moja kość ogonowa nie zniesie więcej jeżdżenia we czwórkę poćwiczyłam z pół godziny w jakiejś pustej bocznej uliczce i jakoś poszło. Zakochaliśmy się w skuterach, kusi, żeby kupić własne i ruszyć na dłużej:)))

  • Aj, bo trzeba było na polskich blogach odpowiedzi szukać 😀

    My uwielbiamy skuterowanie w Azji! Co prawda wersji w czwórkę nie testowaliśmy, ale Mańki z którymi trochę jeździliśmy zawsze pakowali się w czwórkę na jeden skuter:)
    Żyjemy wszyscy, mamy się dobrze i tęsknimy bardzo za tą skuterową wolnością! :)))

    Pozdrawiamy!

    • My nawet chcieliśmy na ostatnie kilka dni w Bangkoku wynająć, ale jakoś wbrew naszym oczekiwaniom nie było wypożyczalni na każdym rogu:)

  • Z obserwacji na terenie Turcji – tam, to i 8 osób na jeden skuter wejdzie, w tym 4 dzieciaków, 2 kobiety w chustach, babcia i kierowca-mężczyzna 🙂 Oczywiście trochę przesadzam, ale zawsze, kiedy widzę taki pojazd nie mogę się nadziwić i bacznie im się przyglądam. Przez 2 lata w Turcji nie stwierdziłam żadnych niebezpiecznych sytuacji, wypadków czy nawet komentarzy ludzi na ulicy, więc DA SIĘ 🙂

    • W Indiach tak samo:) byłam zafascynowana rodziną na motocyklu: maluch z przodu, tata, większe dziecko, matka. Uwaga – z rowerem na wysoko uniesionych rękach. Pędzili przez ulicę z dość dużą prędkością. Spróbujcie utrzymać parę kg na wyciągniętych rękach przez chwilę (nie opuszczając to dziecku na głowę). Niesamowici ludzie

  • my się nasłuchaliśmy samych złych rzeczy i nie braliśmy skutera, szkoda, że nie popełniliście tego wpisu tak 1.5 roku wcześniej, pewnie byśmy zmienili zdanie 🙂
    a z innej beczki Azjaci to mistrzowie skutera, ale nawet oni czasem przeginają, raz widzieliśmy rodzinę 5 osób, dwójka dorosłych i 3 trójka dzieci, z czego to najmłodsze (niemowlak) było trzymane na rękach przez może 6-8 letnią dziewczynkę, włos się jeżył na głowie

    pozdrowienia!

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *