Przez Trzy Ameryki z Tomaszem Gorazdowskim + konkurs!

Jak wiecie kochamy Amerykę, zwłaszcza Północną, bo ją już trochę znamy i chętnie poznalibyśmy lepiej. Środkową i Południową znamy zdecydowanie mniej, ale marzy się nam ona chyba nawet bardziej niż dogłębne zwiedzenie Azji. Dlatego chętnie sięgnęliśmy po książkę Tomasza Gorazdowskiego wydaną przez Wydawnictwo Znak. „Przez trzy Ameryki. 30 tysięcy kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej” to trasa, którą zdecydowanie chcielibyśmy przejechać. Tylko najchętniej nie w trzy miesiące, jak udało się to autorowi, a na przykład w trzy lata…

No bo co można zobaczyć w trzy miesiące pokonując taki dystans? 30 tysięcy kilometrów to 10 tysięcy kilometrów miesięcznie, średnio trochę ponad 300 dziennie; to tylko 10 tysięcy mniej, niż my przejechaliśmy w pół roku po Stanach, a mieliśmy wtedy bolesne poczucie, że lecimy po łebkach. My też mieliśmy zdecydowanie łatwiej. Co prawda ciągnęliśmy za sobą przyczepę, ale całą trasę robiliśmy po fantastycznych amerykańskich drogach. Tymczasem Tomek Gorazdowski, podróżnik a bardziej zawodowo dziennikarz sportowy radiowej Trójki i towarzyszący mu Olgierd Michalak musieli swoją hondą przejechać m.in. Gwatemalę, Honduras, czy Boliwię. Nie są to drogi w północno-amerykańskim standardzie…

Ale czasem tak już jest, że nie ma się trzech lat, tylko ma się trzy miesiące właśnie, i ambitny plan przejechania trasy od Alaski po Ziemię Ognistą. A najlepiej, żeby w tym planie zmieściło się coś jeszcze poza drogą, hotelami i mechanikami. Chociażby po to, żeby mieć co powiedzieć na antenie Trójki i opisać w książce. Czy Tomkowi Gorazdowskiemu się to udało?

W dużej mierze tak. Jadąc szlakiem miejsc wpisanych na listę UNESCO zdołał odwiedzić creme de la creme przemierzanej trasy, jak choćby gwatemalski Tikal, boliwijski Salar de Uyuni czy peruwiańskie Machu Picchu. Takie tempo niestety wiązało się z codziennymi wyborami nie tylko tego, co trzeba zobaczyć, ale – może nawet bardziej – tego, co trzeba ominąć.

Po drodze Gorazdowski spotkał wiele barwnych postaci, jak choćby polskiego konsula z Alaski, którego życiorys to gotowy materiał na scenariusz filmowy, a także wielu Polaków, którzy go po drodze ugościli i opowiedzieli o odwiedzanych miejscach z perspektywy tubylca (tambylca?). Nie zabrakło też miejsca na rady praktyczne, więc jeśli ktoś chciałby iść w ślady autora, znajdzie tu odpowiedzi na pytania o kupno i rejestrację samochodu a także przekraczanie granic między kolejnymi krajami, internet i telefony na dwóch kontynentach. Honda, pieszczotliwie nazwana przez jej kierowców Smaugiem dalej swoją drogą się toczy gdzieś po trzech Amerykach. Po zakończeniu opisanej w książce wyprawy kupił ją słuchacz Trójki i odebrał na południowym krańcu Ameryki Południowej Czy zdołała wrócić do Alaski i znów jest do wzięcia na kolejną podróż – to już jest pytanie do Gorazdowskiego i nowego właściciela hondy.

Zdjęcia, po części autorstwa Gorazdowskiego, po części Olgierda Michalaka, świetnie ilustrują lekturę. Jest ich sporo, a że Znak nie oszczędzał na oprawie graficznej i papierze, to bardzo ładnie się prezentują. Wydawnictwo zdecydowanie należy pochwalić za wizualną stronę książki. Nienachalna, ale ciekawa kolorystyka, ładnie wyrysowana mapa – to wszystko składa się na dużą wartość dodaną tej pozycji.

Książkę czyta się szybko, tak szybko jak szybko jechał Gorazdowski. Jej tempo można wyczuć nie tylko w lekturze, ale też podczas spotkań z autorem, jak ostatnio u nas w Cafe 8 Stóp podczas spotkania autorskiego.

DSC03310

Czasem czuliśmy niedosyt, w końcu nam zwiedzenie jednego kraju zajmuje lekką ręką miesiąc (przy czym Stany liczylibyśmy raczej jako kilkanaście osobnych krajów…), a co dopiero zwiedzenie dziesięciu krajów i to w większości całkiem pokaźnych rozmiarów. Do książki Gorazdowskiego trzeba podejść inaczej niż do pozycji, od której oczekuje się głębokich opowieści z podróży. Warto spojrzeć się na nią bardziej jak na trailer filmowy, zapowiedź czegoś, co można w trzech Amerykach przeżyć. Można też znaleźć w niej tematy do samodzielnego zgłębienia, czy to w innych książkach, czy choćby w blogach podróżniczych. I wtedy okaże się, że po „Trzy Ameryki” Gorazdowskiego warto sięgnąć, bo w sumie jest to lekki, szybki i przyjemny przegląd zachodniego wybrzeża trzech Ameryk.

A dla tych, którzy poszukują lektury na wakacje, i których zachęciliśmy powyższą recenzją, mamy do rozdania 3 egzemplarze książki „Przez trzy Ameryki. 30 tysięcy kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej”. Wystarczy w komentarzu pod tym postem napisać, która z Ameryk pociąga Was najbardziej i dlaczego. Wybierzemy najciekawsze odpowiedzi, a zwycięzców ogłosimy u nas na blogu 20 lipca.

EDIT: Ciężko było wybrać najlepsze komentarze = wszystkie nam się podobały i wszystkie inspirowały do spakowania plecaka i ruszenia w drogę! O pomoc w wybraniu zwycięzców poprosiliśmy ślepy los i nasze dzieci. I już znamy wyniki. Zwycięzcom gratulujemy!

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

  • Zdecydowanie Ameryka Południowa i Centralna ( którą kulturowo zaliczam bardziej do Południowej) za: godziny spędzone w pełznących chickenbusach z kilkoma „tubylcami na kolanach/głowie i gdzie popadnie, za przepyszne egzotyczne owoce których w Europie nigdy nie widziałam, za drugą największą rafę koralową na świecie, za możliwość zdobywania aktywnych wulkanów, za nieprzebyte lasy deszczowe i ich przebogatą faunę i florę, za jedyne w swoim rodzaju Galapagos, tajemniczą wyspę Wielkanocną i starożytne miasta Majów i Inków.

  • Stanowczo południowa. Dzicz, gęste lasy, busz, boliwijska pustynia. I te niesamowite ilości zwierząt! Ostatnio jesteśmy z cora na etapie czytania ksiazek z serii Nela mała reporterka. Mloda jest zachwycona i zauroczona tymi krajami w południowych ameryk. A, że jest wielką milosniczka zwierząt to im więcej zwierzaków tym lepiej. Być może też nam się uda juz w 8 stóp zwiedzić kawałek świata. Plany sa… Więc zobaczymy 🙂

    Chociaz nie wiem czy ja, jako nurek nie chciałabym tez spędzić trochę czasu w Ameryce Środkowej. Krystalicznie czyste morze w okolicach Karaibow kusi.

  • Zdecydowanie Ameryka Południowa! Bo przecież, to się nazywa życie ! Są świeże owoce, pyszne jedzenie, sympatyczni ludzie, jest łamany angielski i wynikające z tego bardzo śmieszne sytuacje 🙂 Są tańce na ulicy i muzyka, która porusza serce każdego. Do tego wszystkiego Ameryka Południowa to jeden wielki cud świata pod względem roślinności! Zawsze jak myślę sobie o tamtym obszarze to mam wrażenie, że ludzie są tam najbardziej szczęśliwi. Piękne to!

  • Ameryka Południowa, a przede wszystkim Argentyna.
    Dlaczego?
    bo:
    1. tam jeszcze nie byłam
    2. wydaje mi się (tak zapamiętałam z różnych reportaży) jest to mieszanka Europy i Ameryk
    3. demograficznie – bardzo mnie ciekawi . Żyje tam dużo Polaków i potomkowie nazistów. Musi to być ciekawy tygiel różnych nacji
    4. ekonomicznie – jako ekonomista z dużym skrzywieniem zawodowym , chciałabym zobaczyć kraj, który przeszedł większy kryzys jaki obecnie przeżywa Grecja ( tak to wtedy relacjonowały media) nie upadł, nie zniknął z mapy i wygląda (przynajmniej) w tv całkiem dobrze.
    Książkę na pewno przeczytam.

  • Ameryka Południowa – aby podróżować przez spektakularną, dziewiczą Patagonię a potem, w zapachu kurzu i potu, smagana wiatrami Patagonii stanąć w najdalej na południe wysuniętym mieście na świecie Ushuaia – na Ziemi Ognistej

  • Wiem, że trzeba było wybrać, ale… mnie pociągają wszystkie Ameryki i planuję je objechać w czasie swojej podróży dookoła świata. Bardzo chcę zobaczyć Kanadę i jej dzikie tereny, rzecz jasna USA, potem jak mogłabym ominąć Meksyk, Kubę czy Nikaraguę? Na Kostarykę pojadę, choćby nie-wiem-co, bo czytałam że to raj na ziemi. Następnie Kolumbia, Peru, Lima… czy można je ominąć? 😉 Chcę zobaczyć je wszystkie, bo każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter, a poza tym, szkoda życia na nie zwiedzanie 😉

  • Północna!
    Środkowa!
    Południowa!
    Pociąga mnie każda Ameryka i nie mogę się zdecydować – chciałabym wybrać wszystkie trze.
    Środkowa wzbudza we mnie nostalgię, bo to od niej zaczęłam i wciąż pamiętam moją niepewność i zdenerwowanie przed podróżą.
    W Południowej czułam się już jak doświadczony podróżnik/turysta – wiedziałam co i jak i było fantastycznie.
    Północna – wciąż nieodkryta!

  • Marzy mi się przejechanie Ameryki Południowej motorem. W tym celu rozpoczęłam już naukę języka hiszpańskiego, aktualnie pracuję w Norwegii, a zarobione pieniądze mam zamiar odłożyć właśnie na kilkumiesięczną podróż po Boliwii, Peru i innych krajach tego kontynentu. Czeka mnie również zrobienie prawka na motor 🙂
    Chciałabym poznać mieszkańców, nie być dla nich tylko zwykłym „Gringo”. Zatrzymać się gdzieś na dłużej np. biorąc udział w wolontariacie. Poczuć wolność jadąc po górskich drogach, zatrzymując się co chwilę, żeby podziwiać niesamowite widoki. Nurkować w Meksyku (i zajadać się guacamole). Zatańczyć tango w Argentynie. Zobaczyć chociaż kawałek dżungli, o której pisała Pawlikowska czy Cejrowski. I spełnić całe mnóstwo marzeń z przysłowiowej „listy życzeń”.

  • Zdecydowanie Ameryka południowa. Bogatsza flora i fauna, duża różnorodność kulturowa. Ludzie są bardziej bezpośredni i można się bardziej zagłębić w ich życie codzienne, obyczaje itp. a co za tym można wynieść bardzo dużo wiedzy i przekonać się jak wiele nas łączy lub dzieli 🙂

  • Ameryka Północna- pełna kontrastów , miejsc o niesamowitym pięknie ale i tych , które przerażają .

  • Od zawsze chciałem wyjechać do Ameryki Północnej, aby zobaczyć miejsca widziane w filmach. Jak Desperado znalazłbym uczucie gorące niczym meksykańskie słońce. Zdobyłbym szczyty jak Wilk z Wall Street ale w odpowiednim momencie wyjechałbym do Kanady by zamieszkać na Zielonym Wzgórzu.

  • Która Ameryka lepsza i którą bym chętniej zwiedził? Dla mnie wybór prosty – Ameryka Północna a dokładnie jej północna część 😀 – czyli Kanada i Alaska. Owszem przemierzyłbym Route 66, Odwiedził NY czy postawił 5$ na 7 czerwone w Las Vegas ale jednak ciche i mało zaludnione tereny Kanady pociągają mnie najbardziej. Dodatkowo przemawia do mnie temperatura – zdecydowanie chłodniej niż w Ameryce Południowej a dla mnie 20 stopni to już upał :D. Dzika wędrówka przez lasy Kanady w bezpośrednim kontakcie z naprawdę dziką przyrodą była by dla mnie spełnieniem marzeń. Po Kanadzie powędrowałbym na Alaskę – gdzie chętnie zjadłbym obiad w restauracji BRICK znanej z mojego ulubionego Przystanku Alaska

  • Od wielu lat marzę o zwiedzeniu Ameryki Południowej.Na razie podróżuję palcem po mapie i czytam książki związane z tym kontynentem.W nocy śnię o Wenezueli.Ten kraj to przede wszystkim przyroda, dzika i piękna. A ja uwielbiam dzieła natury.Nie znoszę wielkich miast,włóczenia się po sklepach.Podróż do Wenezueli pozwoli mi oderwać się od dzieł ludzkiej cywilizacji i zagwarantuje przeżycie czegoś prawdziwego i niepowtarzalnego. Zobaczenie najwyższego wodospadu świata,delty Orinoko,spotkanie z anakondą,przeżycie ulewnej tropikalnej burzy ….

  • W pierwszej kolejności wolałabym Północną! Stany przyciągają mnie przede wszystkim parkami narodowymi zachodniego wybrzeża no i jako, że mieszkam teraz w bardzo egzotycznym miejscu, na wakacje wybieram raczej kraje bardziej zaawansowane technologicznie, bliższe kulturowo Europie i bogatsze, bo trochę mi jednak brakuje cywilizacji, a Ameryce Południowej za blisko do Azji!
    Chcę starym gratem przejechać Arizonę, słuchając country niczym na amerykańskim filmie drogi i przejść się po Manhattanie, żeby się przekonać, czy zakocham się w Nowym Jorku, bo parę osób powiedziało już mi, że widzą mnie jako mieszkankę tego miasta, więc muszę to sprawdzić! Mieszka tam dużo artystów, mają mnóstwo galerii sztuki i parków, więc coś czuję, że mogą mieć rację 🙂

    Poza tym tyle słyszałam o tamtejszych knajpach serwujących autentyczną kuchnię z dosłownie każdego zakątka świata, a to do mnie mocno przemawia, bo uwielbiam próbować jedzenia z różnych krajów, a tam jest to wszystko w jednym miejscu. Świetnie byłoby też przekonać się, czy amerykańskie hamburgery są faktycznie tak olbrzymie i czy Amerykanie (ci, którzy nie podróżują, więc za granicami ich kraju nie można ich spotkać!) rzeczywiście są tak otyli i nie grzeszą inteligencją 😛

    Na taką objazdówkę po kraju zarezerwowałabym sobie przynajmniej dwa miesiące. Super byłoby też wybrać się tam też zimą śladami filmowego Kevina i pod olbrzymią choinką pod Rockefeller Centre pojeździć na łyżwach. A przecież Kanada jeszcze czeka! Będąc w Nowej Zelandii nie wyobrażałam sobie, że mogą być piękniejsze i bardziej kolorowe miejsca niż tam, ale potem zobaczyłam zdjęcia z Banff i teraz ten park jest moim zdecydowanym numerem jeden na liście ‚must see’! Jak już tam dotrę, wynajmę sobie domek gdzieś nad brzegiem jeziora i będę łowić ryby 😉

    A jak już ziści się mój american dream to Salar Uyuni jest następne na liście…:) Się rozmarzyłam!

  • Kiedyś wydawało mi się, że TĄ Ameryką jest Południowa. Gorący klimat, magiczne kolory, taniec, śpiew, zabawa. A później pojechałam do USA. W jedyne osiem dni odwiedziłam osiem różnych parków (w tym sześć narodowych) i poznałam magię natury, którą trudno sobie wyobrazić oglądając tylko zdjęcia. Zdjęcia są płaskie. Nie ma na nich dźwięków, wiatru, pleców nie przypala słońce. Na zdjęciach człowiek nie marznie w nocy w samochodzie u stóp Wielkiego Kanionu, starając się zasnąć choć na pięć minut przy walącym w dach gradzie. Bo w podróży nie zawsze jest pięknie, łatwo i przyjemnie. Ale zawsze jest fascynująco. Bo zdjęcie można zapamiętać, ale tylko podróż można przeżyć. I choć zwiedziłam już trochę Azji, kawał Europy i odrobinę Afryki, to właśnie te osiem dni w Ameryce Południowej sprawiły, że chcę i muszę więcej. Że wiem, że są to miejsca, do których chcę wrócić, choć wracać nie lubię. I do dzisiaj nie mogę się nadziwić jak to możliwe, że w jednym kraju, na jednym kontynencie, Natura mogła zebrać tyle fascynujących dzieł, a każde jedyne w swoim rodzaju. Ameryko, wrócę!

  • Najpierw północna, a potem południowa. Północna bo chcielibyśmy zacząć od Kanady, poprzez Alaskę, potem parki narodowe USA itd. Południowa bo Peru ma świetne góry, Argentyna cudowne tereny, a piękno Ziemi Ognistej śni się nam po nocach. I z jednej i z drugiej chcielibyśmy coś zobaczyć bo ten rok jest rokiem naszych 30 urodzin i uświadomiliśmy sobie ile jeszcze jest przepięknych miejsc na świecie (oprócz Europy, którą powoli zaczęliśmy zwiedzać), które chcielibyśmy pokazać naszym dwóm małym urwisom, bo powinno się to spodobać nie tylko nam, ale im też. Na pewno na raz się tego nie uda zrobić, ale kilka wypadów byłoby w sam raz.

  • Nie potrafię powiedzieć, która Ameryka pociąga mnie bardziej. Moje serce już dawno temu zostawiłam w Ameryce Łacińskiej, szczególnie w Gwatemali. W sumie w samej Ameryce Środkowej spędziłam osiem miesięcy i wciąż mi mało, dlatego wiem, że już niedługo tam wrócę. Ameryka Północna jest tylko w maleńkiej części przeze mnie odkryta, bo co można zobaczyć przez trzy tygodnie road tripu po czterech stanach? Niby niewiele, ale wystarczająco, żeby się w Stanach zakochać. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tak więc jedna połówka mojego serca leży w Ameryce Północnej, druga w Południowej. Żeby je z powrotem scalić muszę pokonać podobną trasę jak autor książki, tylko ja również, podobnie jak Wy, planuję na to znacznie więcej czasu 🙂

  • Amerykę Łacińską wolę bez dwóch zdań …. za ludzi, za taniec, za nie kurtuazyjne uściski na początek dnia, za chaos, za przyjaźnie, za radzenie sobie mimo wszystko … Próbuję sobie przypomnieć, jak zrodziła się moja miłość do Ameryki Łacińskiej. Najpierw był Cortazar, magiczna Maga, Gra w Klasy. Potem artykuł w gazecie o ludziach, którzy przemierzyli Argentynę autostopem. Wycięłam go, zawinęłam w prowizoryczną różową kopertę i napisałam przyjaciółce: „Otwórzmy to, gdy będziemy kiedyś pijane …” Wciąż pewnie leży w pudełku z pocztówkami. Wciąż w sferze marzeń. Choć powoli, z północy, po Kubie, Meksyku, Gwatemali…za jakiś czas dotrę i tam.

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *