Dziś odpowiemy na ważne pytanie. Takie, które słyszymy od kiedy po raz pierwszy wyjechaliśmy w poszerzonym składzie. Pytanie zadawane przez znajomych i nieznajomych, na blogu, facebooku i w mailach, a nawet w komentarzach, szczególnie poza blogiem, choć tam było to raczej pytanie retoryczne, zakładające że jesteśmy najgorszymi rodzicami świata. Pytanie brzmi: „A co jak Wam dzieci zachorują?”.

Dziwne czasem jest to życie. Człowiek jeździ tu i tam, do kwestii ubezpieczenia podchodzi dość frywolnie (no, może poza Stanami, gdzie nie tylko się ubezpieczyliśmy ale też wykonaliśmy ku temu solidny risercz), i nic mu się nie dzieje. Aż tu pewnego dnia postanawia spoważnieć, w końcu podróżowanie z dziećmi to nie przelewki, w końcu w Amsterdamie Kalina na każdym kroku a to wsadzała łapę nie tam gdzie trzeba, a to nabijała sobie kolejnego guza na czole, może jednak warto pomyśleć o solidnym ubezpieczeniu podróżnym, nie takim kupowanym naprędce z porównywarki internetowej albo dodawanym do karty płatniczej, ale takim, z którego w razie czego bez obaw skorzystamy?

Chore dziecko za granicą – co robić?

A więc uznaliśmy, że może mądry Polak po szkodzie, ale mądrzejszy przed szkodą. Dzień przed wyjazdem na house sitting w Stambule odebraliśmy nowiutkie karty o wdzięcznej nazwie Twoja Karta Podróże. A to dzięki współpracy, którą nawiązaliśmy z firmą ubezpieczeniową April. Współpraca – współpracą, zastanawialiśmy się tylko jak napiszemy o ubezpieczeniu, z którego nie skorzystamy, bo oczywiście byliśmy pewni, że skoro tyle lat jeździmy i nic, to i tym razem z polis nie będziemy musieli skorzystać. Ale wiadomo jak to jest, nieprzewidzianych sytuacji nie da się przewidzieć.

I tak Maciek, który jeszcze przed wyjazdem zaliczył kilkudniowe przeziębienie z gorączką, drugiej czy trzeciej nocy w Stambule zaczął kaszleć. Ale nie pokasływać raz na jakiś czas, o nie. Kaszleć jak rasowy gruźlik, całe noce. Niewiele pomagał Zyrtec i inhalacje z rumianku, trochę lepiej było jak spał na siedząco, ale ile przecież można spać na siedząco? Choć z drugiej strony Maciek to weteran zapaleń oskrzeli, kiedyś, po powrocie z Libii, w pierwszych 4 miesiącach zaliczył ich siedem, i już dawno nauczyliśmy się jaka jest procedura. Mimo że Maciek nie jest okazem zdrowia, u pediatry bywamy z nim bardzo rzadko, tym razem jednak trzeciej nocy zaczęliśmy rozważać wizytę u lekarza. Głównie dlatego, że nie mieliśmy przy sobie nebulizatora i zapasu syropków z domowej apteczki, które mogłyby przyspieszyć nieco wracanie do zdrowia.

Chore dziecko w podróży

Chora Kalina – rzadki widok

Tymczasem Kalina, mniej więcej w tym samym czasie, przyleciała do nas w środku nocy z płaczem, że coś ją swędzi. Może jakiś pająk ją ugryzł, albo zabłąkany komar? Sprawdziliśmy wszystkie kąty, pościel i materace na okoliczność insektów. Kalina przeniosła się na stałe do naszego łóżka, a mimo to „ugryzień” codziennie było więcej i były bardziej swędzące. Jako że nikt więcej podobnych objawów nie miał, mimo dzielenia łóżek i pościeli, insekty wykluczyliśmy. Zaczęliśmy za to prać ubrania z dodatkowym płukaniem (na wypadek gdyby wysypka okazała się być uczuleniem na proszek do prania) i oglądać w internecie setki zdjęć objawów ospy, różyczki i kilku innych malowniczych chorób. Zapytaliśmy też znajomych na fejsbuku, w końcu nie ma to jak zbiorowa mądrość – większość opowiedziała się za ospą, my nadal nie byliśmy przekonani.

Zwykle preferujemy skandynawski model radzenia sobie z chorobami dzieci, i z wizytą u lekarza czekamy aż uznamy, że jest to absolutnie niezbędne, jednak w końcu po kolejnej średnio przespanej nocy (kaszel – pojękiwanie że swędzi – więcej kaszlu – mama swędzi – ahu ahu – Kalinko, wiem że swędzi ale błagam, nie kop mnie), zdecydowaliśmy, że skoro już mamy ubezpieczenie, to może z niego skorzystajmy, a co! Przynajmniej dowiemy się jak działa. Zadzwoniliśmy na centrum pomocy z prośbą o umówienie wizyty u pediatry (koszt rozmów telefonicznych z centrum pomocy można potem rozliczyć). Następnego ranka dostaliśmy termin wizyty w prywatnej klinice. Jako że klinika była jakieś pół godzinki na piechotę od nas, wzięliśmy taksówkę (a z niej rachunek do rozliczenia). Na miejscu byliśmy godzinę za wcześnie, ale na szczęście przemiła pani doktor (której brat jak się okazało ma żonę Polkę i mieszka w Krakowie!) mówiąca świetnie po angielsku, przyjęła nas od ręki.

Z Maćkiem poszło szybko, tak jak podejrzewaliśmy miał lekkie zapalenie oskrzeli, już przemijające. Dostał syrop i zalecenie kontroli. Z Kaliną tak łatwo nie było. Jej zmiany na skórze nie wyglądały ospowo – zamiast pęcherzyków z czerwonych plamek od razu robiły się strupki. W końcu jednak pani doktor znalazła dwie typowo ospowe zmiany i potwierdziła diagnozę. Uzbrojeni w zdobyczne przychodniowe kolorowanki, lizaki (za naszym pozwoleniem) i recepty poszliśmy do najbliższej apteki wykupić leki (za które również dostaniemy zwrot).

Twoja Karta Podróże – poczuliśmy się „zaopiekowani”

Twoja Karta Podróże okazała się dobrym wyborem. Przez cały czas przedstawiciel centrum pomocy był z nami w kontakcie, już po wizycie zadzwonił upewnić się czy wszystko w porządku, a gdy usłyszał, że to ospa, i że z naszej czwórki Maciek i Ola wciąż mają szansę się zarazić (dopadło ich dopiero po powrocie do domu), zdecydował, że nie zamyka naszej sprawy dopóki nie wrócimy do Polski. Przez cały ten czas z ramienia centrum pomocy opiekowała się nami jedna i ta sama osoba, nie trzeba było przy każdej kolejnej rozmowie tłumaczyć wszystkiego od początku. Mieliśmy poczucie, że ktoś tam się przejął naszą sprawą, czuliśmy się „zaopiekowani”. Przychodnia, do której zostaliśmy wysłani standardem przewyższała większość prywatnych przychodni, które znamy z Polski, a obsługa była profesjonalna, pomocna i mówiła po angielsku.

Kalina ubezpieczona

Z doświadczenia wiemy, że w nawet krajach odbiegających standardami od „Zachodu” z dobrym ubezpieczeniem trafimy w miejsce, w którym nam pomogą. Gdy mieszkaliśmy w Libii zdarzyło nam się trafić kilka razy z niespełna wtedy rocznym Maćkiem na ostry dyżur do szpitala w Trypolisie, i ustalmy, było to doświadczenie porównywalne z kontaktami NFZ-em, a w porywach nawet gorsze. Jednak szybko znaleźliśmy prywatną klinikę współpracującą z naszym ówczesnym ubezpieczycielem i tam już nie mogliśmy narzekać, jeśli trzeba było umówić się na wizytę czy przeprowadzić na cito badania, wszystko działało bez zarzutu. Chętnie byśmy tamtego ubezpieczyciela polecili, ale nasza była firma płaciła za polisy spore pieniądze, a kiedy zrobiliśmy sami kalkulację na stronie przed wyjazdem do USA, to musieliśmy ją kilkakrotnie powtórzyć, bo nie byliśmy w stanie uwierzyć w liczbę zer poprzedzających znaczek amerykańskiego dolara. Ale tamta polisa była ubezpieczeniem medycznym a nie turystycznym. I była skrojona pod firmy a nie zwykłego Kowalskiego jadącego na wycieczkę.

Oczywiście jeśli pojedziecie bez dobrego ubezpieczenia turystycznego, też możecie dać radę. Szpitale są wszędzie, prywatne przychodnie też, lekarze zazwyczaj mówią choć trochę po angielsku a w dobie translatora google’owego nawet to przestaje być niezbędne, jednak z ubezpieczeniem jest po prostu pewniej, przyjemniej i szybciej. A (odpukać!) w przypadku poważniejszego zachorowania będziecie mogli skupić się na dochodzeniu do formy, a nie jeszcze walczyć z ogromnym stresem licząc rosnący rachunek.

Gdzie kupić kartę Twoje Podróże?

Najlepiej tutaj, przez naszego bloga, klikając w poniższy baner. Dzięki temu Wy będziecie mieć dobre ubezpieczenie, a nam skapnie parę groszy na kolejne podróże:) Poniżej przedstawimy Wam jeszcze kilka informacji, na które my zwróciliśmy uwagę przy lekturze Ogólnych Warunków Ubezpieczenia.

Ubezpieczenie na podróż do USA

Jak warianty ma Twoja Karta Podróże?

Co najważniejsze Twoja Karta Podróże jest ubezpieczeniem na cały rok, niezależnie od liczby zagranicznych podróży. Finansowo opłaca się więc najbardziej tym, którzy w jednej lub wielu podróżach planują spędzić sporo czasu. Najlepiej cały rok!

Warianty są 4:

  1. Twoja Karta Podróże Classic (dla osób w wieku 29-60 lat)
  2. Twoja Karta Podróże Student (dla osób w wieku 1-28 lat)
  3. Twoja Karta Podróże Sport (dla osób w wieku 1-60 lat)
  4. Twoja Karta Podróże Business (dla osób w wieku 1-76 lat)

Dwie pierwsze to warianty podstawowe. Trzeci (sport) jest rozszerzony o uprawianie sportów ekstremalnych. Te amatorskie są objęte ubezpieczeniem we wszystkich wariantach. Polisa business jest skrojona głównie, jak sama nazwa wskazuje, pod biznesmenów, ale jej główną zaletą jest włączenie USA w zakres geograficzny oraz zwiększenie limitu (z 260 000 zł w przypadku trzech pierwszych wariantów do 500 000 zł).

Co pokrywa ubezpieczenie?

Wersje podstawowe, czyli Classic i Student pokrywają koszty leczenia i transportu do wysokości sumy ubezpieczenia, NNW, OC. W zapisach znajdziemy tez wzmianki o ochronie rzeczy osobistych i rehabilitacji w Polsce, ale limity są raczej niewielkie. Co istotne, w zakres ubezpieczenia wchodzi też amatorskie i rekreacyjne uprawianie sportów, a nawet praca biurowa i fizyczna.

Czego ubezpieczenie nie obejmuje? Po lekturze OWU wpadło nam w oko jedno istotne zastrzeżenie – wersja, którą posiadamy (Classic/Student), nie obejmuje zachorowań na choroby tropikalne. W przypadku wersji business warto też pamiętać o ograniczeniu czasowym – pojedyncza podróż nie może przekraczać 92 dni.

Pamiętajcie też, żeby przed podjęciem ostatecznej decyzji co do kupna Twojej Karty Podróże, zapoznać się dokładnie z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczenia. Zajmie Wam to mniej niż godzinę, a będziecie wiedzieć na czym stoicie. A jeśli czegoś nie rozumiecie, to na pewno wyklaruje Wam to ktoś na infolinii.

Jak działa ? O czym należy pamiętać?

Gdy zachorujecie lub przytrafi się Wam nieszczęśliwy wypadek, dzwonicie na numer Centrum Pomocy – warto mieć go zapisanego w telefonie lub zawsze nosić ze sobą kartę Twoje Podróże. Opisujecie sytuację i czekacie. Ubezpieczyciel musi się skontaktować z lokalnym przedstawicielem, który wezwie do Was karetkę bądź umówi Was na wizytę u lekarza, gdzieś blisko Waszego miejsca zamieszkania. O ile to tylko możliwe, w klinice do której traficie personel medyczny powinien mówić po angielsku. A to zazwyczaj oznacza też w miarę rozsądny standard.

W przychodni czy karetce zapewne będą chcieli zobaczyć Wasze dokumenty oraz kartę Twoja Karta Podróże, dlatego warto je mieć pod ręką. My oczywiście do przychodni wybraliśmy się bez paszportów, ale obsługa była na tyle miła, że zgodziła się na wysłanie skanów mailem. Kiedyś byliśmy na tyle rozważni, że staraliśmy się mieć przy sobie ksero tego podstawowego dokumentu. Ostatnio zbyt często o tym zapominamy. Jeśli w kieszeni macie zawsze telefon, to warto wgrać sobie skany do jego pamięci. Miejsca dużo nie zajmą, a zawsze od ręki będzie można je przesłać na adres przychodni. Pamiętajcie też, aby zbierać wszelkie dokumenty, rachunki i potwierdzenia, które mogą się później okazać przydatne w rozliczaniu szkody, jeśli macie receptę, zeskanujcie ją, lub zróbcie jej zdjęcie, jeśli jedziecie do lekarza taksówką, poproście o rachunek, itd, itp.

Jak odzyskać poniesione wydatki?

Po cichu liczyliśmy, że w czasach pełnej digitalizacji wystarczy wypisać wydatki i dołączyć skany dokumentów. Niestety, ubezpieczyciel wymaga wypełnienia formularza i załączenia oryginałów rachunków. Sam formularz na szczęście nie jest skomplikowany, aczkolwiek trzeba go wypisywać ręcznie. No i pozostaje jeszcze spakowanie wszystkiego do koperty i wysłanie na warszawski adres. Jakby Aprilowi udało się kiedyś uprościć tę procedurę, to już naprawdę trudno byłoby nam znaleźć coś, do czego moglibyśmy się przyczepić. A tak, nawet mimo tych drobnych niedogodności, polecamy!

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *