DSC

White Sands to malownicza pustynia o białym „piasku” niedaleko Alamogordo. To miejsce kosmiczne, nie tylko przez niesamowite, nieziemskie widoki. Tuż obok znajduje się bowiem pas startowy, który był wykorzystany w programie lotów wahadłowców. Jest też poligon rakietowy, na którym w 1946 roku pojawiła się grupa nazistowskich naukowców i to oni rozpędzili amerykański pęd w kosmos.

Do Alamogordo i Białych Piasków dotarliśmy z El Paso przez małe miasteczko o nazwie Mesilla, składające się z kościółka i maleńkiego rynku pełnego sklepów z pamiątkami, jednej restauracji i dwóch kawiarni, z czego jedna oprócz kawy i ciasta sprzedaje ceramikę z Bolesławca. Bardzo tam przyjemnie, a Mesilla jest często wymieniana jako klimatyczna miniaturka Santa Fe, które niestety nie znalazło się na naszej trasie. Z Mesilli do White Sands było już tylko 75 mil, a więc jak na Nowy Meksyk bliziutko.

White Sands, czyli zimna pustynia

Białe Piaski, czyli White Sands National Monument nie cenią się zbyt wysoko. Wstęp kosztuje 3 USD za osobę, ale my, dzięki karcie America the Beautiful, i tak wjechaliśmy za darmo. Jak to w Stanach przez środek wydm prowadzi asfaltowa droga. Od czasu do do czasu jest przy niej spory parking, z którego można pójść na spacer. Wyznaczonych jest kilka szlaków, a właściwie ścieżek dydaktycznych z tablicami o miejscowej faunie i florze. Większość omija tablice i jak najszybciej biegnie na szczyty wydm, żeby sobie z nich pozjeżdżać. Parę osób próbowało przy nas robić to na poddupnikowych talerzach, ale średnio im wychodziło. Za to wszystkim, w tym i nam, doskonale wychodziło turlanie i mniej lub bardziej skoordynowane zbieganie z przewrotami.

White Sands

White Sands – białe piaski Nowego Meksyku. Skakać czy nie skakać, oto jest pytanie!

Jest też miejsce, z którego najlepiej oglądać zachód słońca (oczywiście z wywieszoną informacją o której godzinie słońce dzisiaj zajdzie), można też na pustyni przenocować, ale tylko z namiotem, więc my z naszym Eddiem udaliśmy się na nocleg do pobliskiego Alamogordo. Jak to z nami zwykle bywa, na White Sands planowaliśmy spędzić godzinę lub dwie, a udało nam się wyrwać dopiero po czterech i to tylko dlatego, że Maciek świetnie się bawiąc dosłownie padł ze zmęczenia.

White Sands

White Sands jest o tyle wyjątkową pustynią wydmową, że nie ma na niej kwarcowego piasku. Jest ona pokryta piaskiem składającym się z gipsu i siarczanu wapnia. Ktoś gdzieś napisał, że jadąc po pustyni (bo oczywiście przez wydmy można przejechać asfaltową drogą) czuł się, jakby jechał po zaśnieżonych górach. To nie tylko zasługa koloru. Wydmy nie wchłaniają ciepła w związku z czym piasek jest zimny. My większość dnia biegaliśmy boso, ale pod koniec było już zbyt zimno i buty z powrotem powędrowały na nogi.

Alamogordo – klimat jak z Breaking Bad

Po kilku nocach na mniej lub bardziej dziko, przenocowaliśmy dla odmiany na prawdziwym kempingu. Ze zniżką Passport America zapłaciliśmy 15 dolarów, ale czasem człowiek ma ochotę na podładowanie wszystkich sprzętów i długi gorący prysznic bez zastanawiania się, czy zaraz nie skończy się miejsce w zbiornikach na ścieki i brudną wodę. W dodatku trzeba było w końcu wymienić olej w samochodzie, a to łatwiej robić z odczepioną przyczepą. Dziwnie się jeździ po kilku dniach bez Eddiego. Samochód lekko i zwiewnie przyspiesza, wszystko widać w lusterkach, można sobie pozakręcać radośnie, pozawracać i wjechać na strome podjazdy bez żłobienia śladów w asfalcie. Ehh..

Kemping w Alamogordo

Kemping w Alamogordo

Zanocowaliśmy na rogatkach Alamogordo. Samo miasto nie jest specjalnie atrakcyjne. Położone między górami a pustynią wygląda trochę jak miejsce, skąd Walter White, bohater jednego z naszych ulubionych seriali czyli Breaking Bad, wyjeżdża na pustynię robić amfetaminę w swoim RV przerobionym na laboratorium. Wprawdzie akcja serialu rozgrywa się kawałek na północ stąd, w Albaquerque, ale klimat podobny.

I nie chodzi tylko o widoki. W Alamogordo czuć klimat bieda-rezygnacji. To taka mieszanka fatalizmu i lenistwa. Tu coś się sypie, rozpada, wszystko jest niedokończone, albo opuszczone i jakby skazane na porażkę z naturą.  Miasto trzyma się dzięki wojsku i próbuje załapać się do koniunktury na rodzący się prywatny przemysł kosmiczny, ale wydaje się, że większość ludzi i tak chce stąd jak najszybciej wyjechać.

NASA Space History Museum, czyli naziści w służbie USA

W Alamogordo poza lokalnym warsztatem z ekspresową zmianą oleju zwiedziliśmy kolejne kosmiczne muzeum – NASA Space History Museum. Przepięknie położone – na zboczu góry z widokiem na całe Alamogordo, w przeszklonym, czteropiętrowym budynku, z doklejonym IMAXem. Niestety w porównaniu do poprzednich centrów NASA, tutaj przeżyliśmy spory zawód. Do IMAXa nie poszliśmy, bo grali film, który widzieliśmy na Florydzie. Film w planetarium był, lekko mówiąc, średnio ciekawy, a sama wystawa w muzeum może i nie była zła, ale po tym co widzieliśmy w Kennedy Space Center i w Houston oczekiwaliśmy czegoś więcej. Poza tym sprawia wrażenie nieaktualizowanej od ładnych kilku lat (np. wahadłowce ciągle w niej latają). Wygląd i żywotność tego muzeum jak w soczewce skupia charakter całego miasta.

Alamogordo, Nowy Meksyk

Alamogordo, Nowy Meksyk

Dużo miejsca w Muzeum poświęcono prywatnym inicjatywom kosmicznym w Nowym Meksyku. Władze tego stanu zdają sobie sprawę z potencjału prywatnych lotów kosmicznych i bardzo by chciały zostać ich centrum. Całe jedno piętro zajmuje wystawa na temat przyznanej w 2004 roku Ansari X PRIZE, czyli 10 milionom dolarów za pierwszy prywatny lot na orbitę. W kółko idzie film o dwóch powtórzonych startach (z Nowego Meksyku oczywiście), można też obejrzeć makiety i szkice projektów walczących o nagrodę.

Od niedawna możliwe są wycieczki do miejsca, w którym zostanie kiedyś zbudowany Virgin Galactic Spaceport. Ponieważ to średnio zaawansowany plan budowy, to darowaliśmy sobie tę atrakcję. Dodatkowo każdy nowo-meksykanin, który poleciał w kosmos został specjalnie uczczony. Nowy Meksyk naprawdę musi się starać, bo NASA mocno ograniczyła działalność w tym rejonie prawie dwa lata temu. Bez prywatnego kapitału niedługo Nowy Meksyk swoje kosmiczne dokonania będzie mógł pokazywać już tylko w muzeum.

NASA Space History Museum

NASA Space History Museum w Alamogordo

Ale jak to w takich nie do końca udanych muzeach, najciekawsze były smaczki, drobne różnice kulturowo-historyczne. Na przykład było to pierwsze miejsce, które bardzo otwarcie przyznawało się do tego, jak mocno Amerykanie wykorzystali nazistowski program rakietowy do własnych badań. Tak, tak, nawet dziecko o tym wie, jednak myśleliśmy, że to taki trochę wstydliwy temat dobry na Wikipedię, a nie muzealne wystawy. A jednak nie. Niemieckiego wunderwaffe i jego twórców nie sposób przeoczyć.

Muzeum w Alamgordo jest skupione przede wszystkim na silnikowej części podboju kosmosu i rakietach samych w sobie. Z najwyższych pięter muzeum mamy fantastyczny widok nie tylko na Białe Piaski, ale też na White Sands Missile Range. To nadal czynny poligon rakietowy. Z jego powodu zdarza się, że White Sands National Monument jest zamykany dla zwiedzających. I to nawet nie przez zachowanie tajności, ale dla bezpieczeństwa, bo w przeszłości rakiety zbaczały z toru i lądowały na wydmach, tam gdzie zwykle chodzą turyści.

Pod koniec lat 40-tych część z tych rakiet miała jeszcze niemieckie napisy.  A panowie, którzy odpowiadali za cudowną przemianę nazistowskiej wunderwaffe w zalążki amerykańskie programu rakietowo-kosmicznego jeszcze parę lat wcześniej biegali po poligonach w służbie Trzeciej Rzeszy.

Nova/Starchaser IV

Nova/Starchaser IV – największa rakieta wystrzelona z terenu Wielkiej Brytanii

Ba, od 10 lat na placyku przed muzeum dumnie pręży się ocalony szkielet V-2, a na ścianie muzeum w kosmicznym Hall of Fame, można znaleźć bardzo niemiecko brzmiące nazwiska. Ponieważ zdjęcia są ułożone chronologicznie, więc należy ich szukać tak około 1946 roku. Ten pomysł pozostawił w nas spory niesmak, bo o ile przejęcie myśli technicznej i naukowców można pokrętnie uznać za uprawnioną zdobycz wojenną, to hołdowanie nazistom i wieszanie ich uśmiechniętych i dumnych zdjęć w muzeum jest nieporozumieniem. Ledwie kilka lat wcześniej wynalazki tych panów zamieniały europejskie miasta, również w Polsce, w gruzy. A pochód niemieckiej armii zaczynał okres totalitarnej zagłady całych społeczeństw. Ba, według niektórych źródeł, w walkach z Trzecią Rzeszą poległo według niektórych źródeł nawet 200 000 Amerykanów. Tymczasem w obliczu postępu technologicznego i podboju kosmosu nic to nie znaczyło.

NASA Space History Museum.

NASA Space History Museum. Zachowane oryginalne szczątki V-2

Z okien muzeum widać też w oddali (to około 50 kilometrów, więc trochę trzeba wysilić wyobraźnię) Northrup Strip, czyli lotnisko wojskowe nazwane też szumnie przez NASA „White Sands Space Harbor”. To miejsce od lat 70-tych wykorzystywane do treningów przed lotami kosmicznymi oraz jedno z miejsc rezerwowych do lądowania wahadłowców. Do takiego prawdziwego lądowania doszło tylko raz, w 1982 roku. No ale cóż, zawsze coś. Pewnie lepsze miejsce do obserwacji można znaleźć na wydmach na krańcu dostępnego do zwiedzania terenu Białych Piasków, bo stamtąd do lotniska jest już tylko kilkanaście kilometrów (chyba, że armia zadbała o to, żeby żadna dostępna wydma nie wystawała ponad ich tereny…).

NASA Space History Museum, Alamogordo, NM

Największa atrakcja dla Maćka – Whisper dish – to naprawdę działa!

Nowy Meksyk i obrona dobrego imienia Plutona

Drugim smaczkiem w muzeum była dopowiastka pana, który zajmował się kinem. Po nudnym filmie o planetach zauważył, że (o ile dobrze pamiętamy) ponad 30 stanów USA wbrew stanowisku Międzynarodowej Unii Kosmicznej nadal uznaje Plutona za planetę! Nowy Meksyk przepchnął stosowną uchwałę w 2007 roku, ba ustanowił nawet 13 marca 2007 roku Dniem Plutona! Oryginalny tekst deklaracji brzmi następująco:

WHEREAS, Pluto has been recognized as a planet for seventy-five years; and

WHEREAS, Pluto’s average orbit is three billion six hundred ninety-five million nine hundred fifty thousand miles from the sun, and its diameter is approximately one thousand four hundred twenty-one miles; and

WHEREAS, Pluto has three moons known as Charon, Nix and Hydra;

NOW, THEREFORE, BE IT RESOLVED BY THE LEGISLATURE OF THE STATE OF NEW MEXICO that, as Pluto passes overhead through New Mexico’s excellent night skies, it be declared a planet and that March 13, 2007 be declared „Pluto Planet Day” at the legislature.

To fascynujące, że jacyś delegaci z małych miasteczek (w Nowym Meksyku za bardzo nie ma innych) siedziało i dyskutowało, czy Pluton to planeta, planeta-karzeł czy może planetoida. Ale z drugiej strony można sobie wyobrazić jak za 50 lat dzielone są działki na Księżycu i część przypada Polsce. Ponieważ to tylko kilka hektarów, więc nie tworzy się odrębnej jednostki administracyjnej, tylko włącza się je w obręb miasta st. Warszawa. I dajmy na to 13 marca 2063 roku radni z Warszawy dyskutują na sesji o wysokości opłaty śmieciowej na Księżycu. „Opłatę trzeba uzależnić od liczby kosmonautów w gospodarstwie domowym!” – mówi radny z ugrupowania Warszawa Od Merkurego do Plutona. „Ależ tam nikt nie mieszka, a odpadki powstają w zautomatyzowanych gospodarstwach!” – prostuje radny ugrupowania Warszawa Ziemska. Skandal, hańba – głosy z  sali. Kurtyna.

White Sands

White Sands – widok z NASA Space History Museum w Alamogordo

Z muzeum wyszliśmy – jak nie my – już o godz. 15, i udaliśmy się na obiad do Can’t Stop Smoking BBQ – nie polecamy wegetarianom, za to bardzo polecamy mięsożernym. Góry pysznego mięsa w przystępnej cenie. Wyjeżdżając z Alamogordo zatrzymaliśmy się jeszcze skosztować lokalnych win i pistacji – wyszliśmy z paczką orzeszków o smaku cebulowo-czosnkowym i flaszką pysznego różowego wina pistacjowego. Biały piasek, rakiety, naziści, mięso, wino i pistacje. Fascynujący ten Nowy Meksyk!

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *