DSC
Teksas miejscami przypomina Toskanię, nie dziwne więc, że oprócz kowbojskich kapeluszy i steków w panierce, wino wybrano na kolejny powód do lokalnej dumy. Poza tym, jak stwierdzono w jednej z ulotek, Teksas jest mniej więcej wielkości Francji, więc może robić mniej więcej takie same wina. Jak wiadomo, w Ameryce wszystko przelicza się wielkością. Dlatego nieważne, że coca-cola ma smak nasypanego do kubka lodu. Ważne, że kubkowi bliżej do wiadra niż jakiegokolwiek innego naczynia. Ot takie przytyki z miłości. Bo żeby nie było, Teksas pokochaliśmy i mamy nadzieję, że to miłość odwzajemniona.

Jak z tym winem pomyślano, tak zaczęto robić. Winnice zaczęły powstawać w Teksasie pod koniec XX wieku, czyli jakieś 25 lat temu. Teksas jednak odwołuje się do tradycji już z  XVIII wieku, kiedy to osadnicy z Hiszpanii zaczęli wyrabiać tu wina. Większość z winnic skupia się teraz w okolicach Fredericksburga, przy trasie 290, zwanej wine route. Wybieramy jedną, czynną nieco dłużej niż inne i jedziemy spróbować lokalnych specjałów z miejsca założonego przez parę lekarzy – Duchman Family Winery.

Duchman Family Winery

Duchman Family Winery

Samo miejsce jest całkiem sympatyczne. Droga wije się wśród wzgórz, sama winnica jest dość spora i ogrodzona, główny budynek i otoczenie jest całkiem skutecznie udają Włochy. W środku można obejrzeć kadzie, można też spróbować za dychę paru miejscowych win.

Obsługuje nas przesympatyczna kobieta o imieniu Cynthia. Z ciekawości pytamy czy można przenocować tu za darmo. Niestety nie. Kilka minut rozmowy nad (całkiem niezłymi) teksańskimi winami i…Cynthia proponuje nocleg na własnym podwórku. W międzyczasie Paweł zgaduje się jeszcze z pracującym tam młodzieńcem, który nie tylko okazuje się fanem piłki nożnej, nie tylko uwielbia Lewandowskiego, ale dodatkowo kilka lat temu zaliczył wyjazd na mundial w Niemczech i wylądował na tym samym stadionie, co Paweł. Obaj mieli więc okazję obejrzeć fantastyczną grę biało-czerwonych z Ekwadorem. Mecz uczczono minutą ciszy. DSC05664
Wina były całkiem przyzwoite, ale jak za tę cenę bez rewelacji. No ale dużo ciekawsze od smakowania win jest poznawanie nowych ludzi, więc z niecierpliwością czekaliśmy aż Cynthia skończy pracę. Wzięliśmy butelkę najbardziej obiecującego wina i w coraz większym chłodzie  poszliśmy na pobliski plac zabaw. Usiedliśmy tuż przed zakazem wnoszenia alkoholu a Maciek pobiegł się bawić.
Plac zabaw

Plac zabaw

I nasz syn, zwykle bardzo zachowawczy, pierwszy chyba raz w życiu zjechał ze zjeżdżalni na plecach i bez asekurowania się nogami. Pech chciał, że trafił na zjeżdżalnię kończącą się dość wysoko i z mało przyjaznym podłożem – skończyło się na wielkim guzie i małym rozcięciu z tyłu głowy. Z drugiej strony wielki guz rozpoczął najciekawszą z nim chyba zabawę na placu zabaw. Maciek wymyślił cały scenariusz z piracką wyprawą po skarb, pierwszym i drugim kapitanem, zdejmowaniem ze statku kajaka i wpływaniem w różne zakamarki. Może częściej pozwalać mu się uderzać w głowę?
Reanimacja

Reanimacja

W końcu udajemy się z Cynthią na jej podwórko. Cynthia zaprasza byśmy skorzystali z ich gościnnego mieszkania na pięterku w wielkim hangarze, który mógłby zmieścić pół boeinga albo drugie pół boeinga. Postanawiamy jednak zostać w kamperze, jesteśmy domatorami, poza tym za dużo kombinowania na jedną noc. A ta w środku Teksasu upływa w ciszy i spokoju.

DSC05668
Rano Cynthia z mężem zapraszają nas na śniadanie i dopytują się o nas i nasze plany Są szalenie mili i ujmujący. Cynthia okazuje się być artystką,  a jej mąż Bruce jest inżynierem radiokomunikacyjnym. Ona pełna energii, sporo podróżowała po Europie, teraz marzy o podróżach kamperem, dopytuje co planujemy zrobić z Eddiem i za ile byśmy go sprzedali. Bruce nie jest chyba do końca przekonany do pomysłu, wygląda na typ bardziej osiadły. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że też zwiedził kawał świata, głównie Ameryki Środkowej i Południowej, gdzie wyjeżdżał na dłuższe kontrakty tworząc sieci radiowe. Wyjeżdżamy z torbą jedzenia, ekspresem do kawy (stary nam się był zepsuł a nasi gospodarze mieli akurat jeden na zbyciu) i, last but not least, jednym z obrazów Cynthii. Zapraszamy ich przy okazji do Polski i mamy nadzieję, że kiedyś uda im się nas odwiedzić.
Podsumowując, jak tu nie kochać Teksasu?

Powiązane wpisy

1 komentarzSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *