Do zamku w Krasiczynie dojechaliśmy późnym wieczorem. Posiadłość była praktycznie wyludniona. W Wielki Piątek najwyraźniej zamki nie przyciągają zbyt wielu klientów. Ale ta pustka, wygaszony dziedziniec, cienie i niosące się pustymi korytarzami echo pozwoliły poczuć nam klimat Krasiczyna.

Podobno tej nocy nie byliśmy jedynymi gośćmi na zamku, ale trudno nam w to uwierzyć. Być może pozostali turyści nocowali w jednym z pawilonów, albo parowozowni. My mieliśmy to szczęście, że dzięki uprzejmości Zamku Krasiczyn i Stowarzyszenia Pro Carpathia mogliśmy zatrzymać się w apartamencie w zamku z widokiem na dziedziniec. Po schodach na 2. piętro prowadziła nas kelnerka z zamkowej restauracji.  Szła przed nami zapalając światła na klatce schodowej i korytarzach. Trochę jak pokojówka z kandelabrem…

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Widok na baszty: Papieską i Boską oraz wieżę Zegarową

Kiedy dotarliśmy do pokoju i zerknęliśmy na dziedziniec, oświetlał go tylko snop światła z naszego okna. Lekko pomagał mu księżyc. Było na tyle jasno, żeby widzieć zarys murów. Żadnych detali, które mogłyby odwrócić uwagę od majestatycznej bryły zamku. Było cicho, spokojnie i tajemniczo. Przez kilka chwil przynajmniej zanim dzieciarnia nie wróciła z radosnym krzykiem z eksploracji apartamentu, który stał się naszym domem na tą jedną noc.

Królewna w zamku w Krasiczynie

Królewna w zamku w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie: ponad 500 lat historii

Budowę zamku, a właściwie przebudowę drewnianego grodu istniejącego na prawym brzegu Sanu rozpoczął pod koniec XVI wieku Stanisław Krasicki – kasztelan przemyski, potomek przybyłej tu z Ziemi Dobrzyńskiej, a dokładnie z podpłockiego Siecina, szlachty zagrodowej herbu Rogala. Stanisław Krasicki był postacią znaczącą i długo by wymieniać jego tytuły i funkcje: kasztelan i starosta lubomski, bolemowski, doliński, bobrecki, a do tego wojski przemyski, sekretarz królewski i dworzanin oraz stolnik lwowski. A do tego bitny żołnierz – uczestnik kampanii połockiej w czasie wojny z Moskwą w 1579 roku. Przy takich tytułach i zasługach nie wypadało za siedzibę rodową mieć drewnianego grodu.

Stanisław zlecił więc zastąpienie drewnianej palisady murem oraz wystawienie czterech narożnych baszt obronnych. Wzdłuż wschodniego muru z bramą (jedynym pozostawionym elementem poprzedniego grodu) powstało skrzydło mieszkalne. Rezydencja pozostała jednak surowa. Zaprawionemu w bojach Stanisławowi wyraźnie bardziej zależało na wartościach obronnych zamku niż na jego wygodzie.

Zamek w krasiczynie

Sgraffitowe dekoracje na zamku w Krasiczynie

W typowe „palazzo in fortezza” zmienił Krasiczyn syn Stanisława – Marcin z pomocą włoskiego architekta Galeazzo Appaniego. Obronne baszty zamieniono w wieże o symbolicznych nazwach: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka. Miału odzwierciedlać odwieczny porządek na świecie oraz cztery szczeble w hierarchii władzy: Boga, Kościół, króla i szlachtę.

Utworzono nową bramę, łączącą zamek z nowolokowanym miastem Krasiczyn. Mocno przebudowano dziedziniec, pojawiła się loggia, nowy budynek mieszkalny. Nad zamkiem zaczęła górować wieża Zegarowa, a mury zyskały charakterystyczną sgraffitową dekorację. Jak to zrobiono? „Na ściany kładzie się podwójny narzut; na spód ciemny, barwiony zmielonym na pył węglem drzewnym z buku, grabu, jesionu. Potem pokrywa się go warstwą białą, z wapna gaszonego. Następnie wyrysowuje się wzór, by potem delikatnie zeskrobywać tło, czyli wierzchnią warstwę” – tłumaczył magazynowi Podróże Marek Sus, przewodnik. Warto podkreślić, że sgraffitowe dekoracje zajmują powierzchnię 7 tysięcy metrów kwadratowych!

Rezydencja nie została przy tym zupełnie pozbawiona funkcji obronnych. Po prostu wyprowadzono je z pałacu. Budynek otoczono odsuniętymi ziemnymi fortyfikacjami uzbrojonymi w 20 dział. Załoga obronna zamku liczyła kilkuset żołnierzy.

Zmiany w wyglądzie zewnętrznym zamku w Krasiczynie na przełomie lat wyglądały mniej więcej tak:

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie w 1550, 1580 i 1630 roku. Źródło:  http://zamki.res.pl/krasiczyn.htm

Dzięki Marcinowi Krasickiemu Krasiczyn wyrósł na jedną z najpiękniejszych renesansowych rezydencji magnackich w Polsce. Jeszcze w trakcie przebudowy zamek odwiedzał król Zygmunt III Waza. To podkreślało znaczenie rodu i jego siedziby. Krasicki kontynuował karierę polityczną i wojskową ojca, a dodatkowo jeszcze przed śmiercią udało mu się uzyskać tytuł hrabiowski.

W niektórych streszczeniach historii zamku można przeczytać, że czasy świetności Krasiczyna skończyły się wraz z bezpotomną śmiercią Marcina Krasickiego. To jednak nie do końca prawda. Krasicki przekazał zamek swojemu bratankowi. Potem ród stracił rezydencję. Przez kolejne 200 lat zamkiem władali m.in. Potoccy, Tarłowie, Pińscy, Modrzewscy i Wojakowscy. Posiadłość była łupiona, zadłużana, źle zarządzana, ale potem zawsze próbowano ją ratować. Zawsze znajdywał się ktoś, kto za punkt honoru stawiał sobie odrodzenie Krasiczyna.

DSC06667-2

Zamek w Krasiczynie. Sgraffitowe dekoracje i baszta Królewska

W 1835 roku posiadłość przejął książę Leon Sapieha i postanowił przywrócić jej pełną krasę. Szeroko zakrojony remont przerwał jednak wielki pożar, który wybuchł w przeddzień ślubu księcia Adama z Jadwigą Sanguszko w 1852 roku. W zamku nie ocalało prawie nic. Szczęście w nieszczęściu, że Jadwiga wnosiła w to małżeństwo poważny posag…

Remont zmienił się więc w odbudowę. Sapiehowie zdecydowali, że o ile zewnętrzny wygląd zostanie przywrócony niemal wiernie (z poważniejszych zmian warto wspomnieć, że dla wygody dodano m.in. obecne wejście), to wnętrza urządzi się od nowa. Sapiehowie szczególny wysiłek włożyli też w okalający rezydencję park. Wprowadzili przy tym tradycję sadzenia drzew po urodzeniu dziecka. Na terenie parku rosną 150-letnie dęby na pamiątkę narodzin potomka płci męskiej oraz lipy – dla uczczenia dziewczynek. Do dziś zachowało się kilka kamiennych płyt z imionami dzieci Sapiehów, m.in. kardynała krakowskiego Adama Stefana, który wyświęcił papieża Jana Pawła II.

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Łącznik z Pawilonem Szwajcarskim

Park, który przetrwał wojenną zawieruchę

Park wokół Krasiczyna zwiedzaliśmy w lekkiej wiosennej mżawce. Niby chciało padać, ale w końcu była Wielka Sobota, więc raczej nie wypadało. Raz więc lekko siąpiło, żeby przestać po 15 minutach i po kolejnym kwadransie znów przystąpić do siąpienia. Na szczęście słupek czegoś co już nie jest rtęcią ocierał się delikatnie o dwucyfrowy wynik, więc nie było źle.

W takiej aurze trudno jednak docenić park, w którym rośnie ok. 200 gatunków krzewów i drzew, rodzimych i egzotycznych. W którym nawet średnio wprawne oko może zachwycić majestatem i różnorodnością rzadkich okazów. Musimy jednak przyznać, że choć z wiekiem coraz mocniej kochamy przyrodę, to nasze oko jest dendrologicznie mocno niewprawne, a w otaczającej zieleni koncentruje się głównie na migających kolorowych kurtkach, w których chowają się przed deszczem nasze dzieci.

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Dawna brama wjazdowa

Pewnie gdyby w parku zachowało się więcej śladów geometrii, którą kreślili Sapiehowie, byłoby nam łatwo docenić ich starania. Ta jednak poza alejami lipowymi się rozmyła. Nie dotarliśmy też z braku czasu do najstarszych monumentalnych drzew, które rosną poza obecnym ogrodzeniem – przy Urzędzie Gminy. Zauważyliśmy za to trochę egzotycznych nasadzeń Sapiehów, wśród których wyróżnia się miłorząb dwuklapowy, zwany też japońskim. Niewiele jednak osób (w tym i my) zwraca uwagę na jego charakterystyczne liście. Za to prawie wszyscy, którzy do niego dotrą, okrążają go trzy razy, bo to podobno zapewnia to spełnienie najskrytszych marzeń. Wyczerpujący przewodnik po drzewach krasiczyńskiego parku znajdziecie na stronach Zamku Krasiczyn.

Zamek w Krasiczynie otoczony jest przez wodę. I zawsze tak było, bo rozlewiska Sanu były jedną z przyczyn dlaczego obronną warownię umieszczono właśnie w tym miejscu. Woda dalej odgrywa ogromną rolę w otoczeniu zamku. Staw od zachodniej strony zasila mały kanalik, który na chwilę stał się ulubionym miejscem zabawy naszych dzieci. Puszczały nim patyki, które z dużymi problemami, ale jednak powoli spływały w dół. Gdyby go mocno oczyścić, mógłby się stać miejscem np. wyścigów papierowych łódek (taka mała podpowiedź dla marketingu w podziękowaniu za gościnę).

O przepływającym tuż obok Sanie za to łatwo zapomnieć. Da się go oczywiście dostrzec z wieży Zegarowej, ale jawi się jako obca i odległa rzeka. A szkoda, bo to duża wartość turystyczna okolicy i dobrze byłoby go połączyć w jakiś sposób z tak niezwykłym miejscem, jakim jest zamek w Krasiczynie.

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Widok z wieży Zegarowej na San

Wiatr ze Wschodu

Szeroko zakrojone prace przerwała I wojna światowa, podczas której zamek znów został uszkodzony. I zaczął się kolejny remont, który trwał do 1939 roku… Ale nawet w przeddzień wkroczenia do Krasiczyna Niemców daleko było do pełnej odbudowy zamku. W basztach Królewskiej i Papieskiej brakowało m.in. stropów i dachów strawionych przez pożar jeszcze w 1852 roku…

W 1939 roku w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow Krasiczyn przypada Sowietom. Ale najpierw do Krasiczyna wkraczają Niemcy. Mordują polskich jeńców więzionych w mieście, ale zamku nie ruszają. Co więcej, nie przekazują go w terminie Armii Czerwonej, tylko stacjonują dwa tygodnie dłużej. W tym czasie Leon Sapieha wywozi dużą część zgromadzonych dzieł sztuki oraz całą, liczącą 20 000 woluminów bibliotekę na drugą – niemiecką stronę Sanu, a potem do Krakowa.

Zamek w Krasiczynie

Marcowa pogoda w Krasiczynie

Armia Czerwona rozprawiła się z zamkiem bardzo szybko. Jej żołnierze szukając złota, wyjmują trumny z krypty rodu Sapiehów i profanują zwłoki. Rozpalają na środku dziedzińca stos, na który wrzucają wszystko, czego nie wywieźli Sapiehowie. Ocalał jedynie pokój myśliwski, zamurowany tuż przed wkroczeniem Sowietów. W nim do dziś można podziwiać ukryte w szafie przejście pozwalające opuścić bezpiecznie zamek.

Na podłogach śmiecie, szmaty, papiery, porozrzucane i poniszczone książki. Ściany pstro pomalowane, obwieszone propagandowymi obrazami i afiszami. Mebli żadnych – w ich miejsce mnóstwo drewnianych prycz. W łazienkach wanny i umywalnie powyrywane. W baszcie sierpy i młoty w miejsce herbów. W kaplicy kompletna ruina: rzeźby na ścianach zniszczone aż do wysokości do jakich dzicz mogła sięgnąć, ołtarze, ławki gdańskie, chórek drewniany i tablice marmurowe wyrąbane. Wszystkie 3 pomniki zniknęły. Grobowiec zamknięty, ale słyszeliśmy że był zbezczeszczony. [Andrzej Sapieha, 1941]

Jakby zniszczeniom nie było mało, to zamkowi zabrano jeszcze honor. Po oddziałach Armii Czerwonej na jakiś czas zajęli go bowiem radzieccy filmowcy, którzy postanowili pokazać „życie pracujących zachodniej Ukrainy pod jarzmem polskich panów”. We „Wietrze ze Wschodu” zamek zagrał magnacką rezydencję zamieszkałą przez wyniosłą Janinę Przeżyńską, uciskającą ukraińskich chłopów. Poniżanie, wynaradawianie i morderstwa na Ukraińcach miały uzasadniać inwazję ZSRR na Polskę w 1939 roku. A tytułowy wiatr ze wschodu zapowiedziany przez ukraińskiego chłopa Chomę Gabrysia ucieleśniały eskadry radzieckich bombowców.

Do pierwszych prac renowacyjnych po wojnie przystąpiono już w 1948 roku, tuż po tym jak zamek opuściła miejscowa ludność ukrywająca się przed oddziałami UPA. W notatkach prasowych wspomniano, że budynek trzeba było zabezpieczyć po zniszczeniach, których w latach 1939-1944 dokonali… uchodźcy. Zapowiedziano też rekonstrukcję sgraffiti.

Odbudowa rozpoczęła się jednak dopiero kilkanaście lat później i przyspieszyła w latach 70-tych, kiedy właścicielem obiektu została warszawska Fabryka Samochodów Osobowych. W zamku planowano urządzić ośrodek wczasowy. W 1995 roku, kiedy FSO przejmowali Koreańczycy z Daewoo, Krasiczyn pozostał w rękach państwowych. Przejęła go Agencja Rozwoju Przemysłu. Prace remontowe kontynuowano, w 2010 roku zakończono renowację m.in. elewacji, wieży Zegarowej i kaplicy. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia. Wieża Zegarowa w środku jest w środku w stanie surowym, podobnie jak większość wnętrz we wschodnim skrzydle. Miejmy jednak nadzieję, że tym razem okres pokoju w dolinie Sanu będzie na tyle długi, by dokończyć niekończący się remont zamku w Krasiczynie.

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Baszta Boska

Krasiczyńska Bielica

Zamek w czasie naszego pobytu był tak spokojny, że tylko duch mógłby ten spokój zburzyć. Bo Krasiczyn, jak wiele pałaców i rezydencji, też ma swoją białą damę. Tajemniczą mieszkanką zamku jest dziewczyna zwana bielicą.

W długiej, białej sukni i welonie. Powoli, dostojnie sunie z wieży w kierunku baszty boskiej. Wydaje się, jakby płynęła. Gdy przystaje na chwilę w drzwiach baszty, ta rozświetla się ogniem. Postać kobiety rozgląda się, jakby czekała na kogoś. Często towarzyszy jej zamkowy kamerdyner. Pojawia się nagle, nie wiadomo skąd. [Nowiny24]

To duch 16-letniej Zosia Sapieżanka, córki księcia Leona Sapiehy. W dzieciństwie zaprzyjaźniła się ze Stasiem, chłopcem z biednej rodziny służącej na zamku. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę i w końcu przyjaźń przerodziła się w miłość. Książę nie mógł jednak pozwolić na taki mezalians i postanowił córkę wydać za kogoś innego. Stasia z rodziną odprawiono z zamku, a Zosi powiedziano, że wkrótce pozna jej przyszłego męża. W dzień ślubu dziewczyna ujrzała swego przyszłego męża po raz pierwszy w życiu. Stanął przed nią mężczyzna kilka razy starszy od niej, który wzbudził u niej strach i niechęć. Przed wspólnym wyjazdem z zamku wybłagała jeszcze u matki chwilę dla siebie, by pomodlić się w kaplicy. Zamiast tam udała się jednak wprost na wieżę Zegarową. I skoczyła z niej na dziedziniec, ginąc na miejscu.

Zosia pojawia się na murach zamku tylko w ważnych dla niego dziejowych chwilach. Ostatni raz widziano ją podobno w 1945 roku, kiedy rezydencja stała się schronieniem dla Polaków okolicy uciekających przed oddziałami UPA. Wyszła w białej sukni i z krwawiącym sercem, by bronić modlitwami niewinnych. Jej wstawiennictwo pomogło, a ci co schronili się na zamku przeżyli.

Jak w każdej legendzie, tak i w tej o bielicy jest odrobina prawdy. Zosia Sapieżanka faktycznie zmarła w młodym wieku. Nie popełniła jednak samobójstwa z miłości. Zmarła na cholerę. Z ośmiorga dzieci Sapiehów epidemię cholery przeżył tylko Adam Stanisław.

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie. Baszta Papieska

Zamek w Krasiczynie – ciągłe odrodzenie

Zamek zwiedzaliśmy w marcowy poranek Wielkiej Soboty. Z pięknej loggii skrytej pod kopułą patrzyliśmy na święcenie pokarmów. Gości było niewielu, deszcz nie zachęcał do spaceru przez park i oczekiwania na dziedzińcu. Nasz wzrok przesuwał się po sgraffitowych dekoracjach, przeskakiwał z wieży na wieżę, zgłębiał detale i doceniał symbolizm renesansowej architektury.

Na dziedzińcu stało kilkadziesiąt osób. Przyszli mimo deszczu, by święta zacząć w miejscu tak niezwykłym. By tu poświęcić pokarmy, które następnego dnia staną na wielkanocnym stole. Zdecydowali się obchodzić pamiątkę fizycznego zmartwychwstania w miejscu, które od stuleci się odradza i powstaje z ruin. W jednym z najpiękniejszych zamków w Polsce, w którym jak w soczewce skupiają się historyczne losy kraju. Napadanego, podbijanego, łupionego, dotykanego przez wszelakie katastrofy i potem mozolnie i z uporem odbudowanego w poszukiwaniu utraconej świetności…

Zamek w Krasiczynie

Wielka Sobota na zamku w Krasiczynie

Informacje praktyczne

Zespół Zamkowo-Parkowy w Krasiczynie
Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. w Warszawie
Oddział w Krasiczynie
37-741 Krasiczyn
tel/fax: (+48) 016 671 83 21, 016 671 83 16
e-mail: hotel@krasiczyn.arp.com.pl
http://www.krasiczyn.com.pl

Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie

Dojazd. Krasiczyn leży 70 km od Rzeszowa i niewiele ponad 10 km od Przemyśla. Najprościej dotrzeć do niego oczywiście samochodem, szczególnie, że po drodze jest bardzo wiele miejsc, gdzie można się zatrzymać choćby na krótki spacer czy szybki obiad. Do Krasiczyna można też dojechać autobusem, jednak brak jest linii kursujących tutaj z Rzeszowa. Częste są za to kursy (nawet kilka na godzinę) z pobliskiego Przemyśla.

Zwiedzanie. Od 1 kwietnia do 31 października wejścia o pełnej godzinie od 9 do 16, od 1 listopada do 31 marca zwiedzanie tylko po wcześniejszej rezerwacji z min. jednodniowym wyprzedzeniem. Wejście na zamek z przewodnikiem to koszt 15 zł (bilet normalny) lub 8 zł (bilet ulgowy – dzieci, młodzież szkolna, studenci, seniorzy). Dodatkowo płatne są wieża Zegarowa (tę gorąco polecamy, widok jest niezwykły) oraz Lochy Zamkowe. Te ostatnie zupełnie nam się nie podobały, ale miesiąc po naszej wizycie zmieniono aranżację, więc być może warto im poświęcić chwilę uwagi.

Noclegi. Zamek Krasiczyn oferuje pokoje noclegowe na terenie zamku, dwóch pawilonów (Szwajcarski, Myśliwski) oraz w Parowozowni. Ceny zaczynają się od 110 zł za pokój. W pobliskim Krasiczynie jest jeszcze kilka innych opcji noclegowych.

Kuchnia. Polecamy przede wszystkim Restaurację Zamkową, która znalazła się na szlaku Podkarpackie Smaki. Poza murami rezydencji znajdziemy jeszcze kilka barów oraz restauracji.

Okolica. Wokół Krasiczyna rozciągają się malownicze tereny nad Sanem należące do Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. Okolica jest pełna wyjątkowych miejsc, takich jak Kalwaria Pacławska, Piątkowa, Posada Robotycka. W Bachórzu wpadnijcie na proziaki do Karczmy pod Semaforem, w Bachórzcu warto spróbować zajrzeć do XVIII-wiecznego drewnianego kościoła, Dubiecko – to oczywiście zamek – miejsce narodzin Ignacego Krasickiego wraz ze swoją doskonałą kuchnią dworską. Przegląd okolicznych atrakcji można znaleźć w mini-przewodniku na stronach Zamku Krasiczyn.

(Visited 458 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *