Węgry

Baseny termalne, wino, kuchnia…

Musimy się Wam przyznać, że do Węgier mamy ogromną słabość. Nie osłabiają jej nawet kwestie polityczne, które ciągną tak mocno Węgry na wschód. Mamy słabość do węgierskiej kuchni (tu jednak zaczyna się wyłamywać wegetariańska od jakiegoś czasu Ola), do węgierskich win. To oczywistości. Ale jak bardzo odpoczywają nasze przebodźcowane zmysły, kiedy jedziemy przez węgierskie wioski i miasteczka – uporządkowane, jednolite architektoniczne, wyglądające tak samo od stu i więcej lat.

Ich mieszkańcy pewnie są życiowo zagubieni, bo przez brak banerów i bilbordów nie wiedzą o ostatnich promocjach w Penny, nie mają pojęcia, gdzie wymienić butle z gazem oraz nie są w stanie wyrecytować 17 producentów styropianu oraz 10 producentów dachówek, co może zrobić każdy Polak mijający market budowlany. Węgrzy z jakiegoś powodu nie umieją też w kolory jak Polacy, którzy choć tęczy nie lubią, to we wiosce będą mieć każdy je kolor, czy to na dachu czy na elewacji. A u Węgrzech nudno: dachy takie same, elewacje w jakichś podobnych paletach, wsie i miasteczka zaczynają się i kończą, a nie ciągną się kilometrami.

Mimo tych wszystkich zalet, do których dochodzą też ceny, gdyż Węgry od dłuższego czasu są po prostu tańsze turystycznie niż Polska, z jakiegoś powodu omijaliśmy panońskie stepy. Trudno zaliczyć do zwiedzenia Węgier kilkudniowy wyjazd do Budapesztu czy dwa przejazdy pociągiem w drodze do Turcji – wszyskie w czasach studenckich. Krótki przystanek nad Balatonem opisaliśmy dla Was w tekście poświęconym podróży samochodem do Chorwacji. I nawet mimo tego, jakże udanego przystanku, Węgry dalej wymykały się nam z podróżniczego radaru.

Aż do 2022 roku, kiedy udało nam się w kwietniu i maju aż dwa razy na kilka dni przebić kamperem przez Karpaty i zwiedzić północno-wschodnie Węgry, a dokładniej okolice Miszkolca z Egerem i Parkiem Narodowym Gór Bukowych (Bükki Nemzeti Park) oraz Tokajem i Górami Zemplińskimi. I odkryliśmy Węgry na nowo. Dostrzegliśmy, że to nie tylko kraj, który oferuje głównie moczenie nóg w błotnistym Balatonie między podjadaniem gulaszu i popijaniem czerwonego wina. To też wyjątkowo piękne zamki, góry z ukrytymi w nich malowniczymi miejscowościami i szlaki oferujące piękne widoki.

A przede wszystkim to ogromne, historyczne baseny, termy, które mają dla każdego coś miłego. Dla miłośników wysiłku – sportowe baseny, dla fanów rozrywki – zjeżdżalnie, baseny z prądami i falami, dla leniwców – gorące wody lecznicze, a dla spragnionych i głodnych – restauracje i bary (w tym dostępne bez wychodzenia z wody). I co dla nas bardzo istotne – poza sezonem zwykle otwarte (choć nie w całości) i jeszcze ciche i spokojne.

Węgry poza sezonem: plusy i minusy

Jakie są plusy i minusy wyjazdu na Węgry poza sezonem? Przekornie napiszemy, że największym plusem jest… brak Polaków. Ale oczywiście chodzi przede wszystkim o brak turystycznych tłumów, bo to nasi rodacy stanowią w północno-wschodnich Węgrzech większość zagranicznych turystów. 

Duży plus Węgier poza sezonem to pogoda. Kiedy zarówno w kwietniu, jak i w maju patrzyliśmy na mapy pogody, to właśnie Węgry były najbliższą Polsce wyspą ciepła. Oczywiście w sezonie dla niektórych może być to problem, kiedy temperatury zaczynają dochodzić do 40 stopni. Ale w 2022 roku takie liczby nikogo już nie dziwią nawet w Polsce. W Wielkanoc 2022 roku Węgry przywitały nas temperaturą ponad 20-stopniową, ale żegnały ledwie kilkunastoma stopniami. Majówka była już w miarę ciepła (ok. 25 stopni) i słoneczna.

Znaczącym minusem, szczególnie dla miłośników basenów termalnych, są ograniczenia w ich atrakcjach. W kwietniu większość kąpielisk ma w dużej mierze zamknięte części zewnętrzne, nawet w przypadku „ciepłych” basenów (o temperaturze wody powyżej 32 stopni) zdarzają się wyłączenia i ograniczenia. Rzadko kiedy funkcjonuje zewnętrzna gastronomia. W maju często większość basenów jest już otwarta, ale wyłączone mogą być duże zjeżdżalnie czy większe niecki dla najmłodszych.

Wizyta poza sezonem to też zwykle niższe ceny na parkingach (czasem poza sezonem darmowych), na basenach czy kempingach. No i bezproblemowa możliwość zaparkowania, choć w przypadku Zamku Boldogkő, nawet w kwietniu było tylu gości, że ci bardziej spóźnieni parkowali kilka kilometrów od atrakcji.

Atrakcje północno-wschodnich Węgier

Eger - historyczne miasto winiarskie
Park Narodowy Gór Bukowych
Miszkolc - termy w naturalnej jaskini
Zamek Boldogkő - gwiazda Instagrama
Tokaj i piwnice Rakoczego
Termy - relaks i zabawa
Góry Zemplińskie

Północno-wschodnie Węgry kamperem

Największą zaletą dla wielu kamperowych podróżników są kempingi położone bezpośrednio przy basenach. Po pierwsze, w cenie kempingu zazwyczaj są wliczone wejścia na basen, więc można trochę zaoszczędzić. Po drugie, nie trzeba nigdzie wychodzić. Od kampera do basenu dzieli nas 100-200 metrów, przy basenie mamy restauracje i bary. Tylko pływać i odpoczywać.

Nas pobyty na kempingach meczą, więc wybieramy nocowanie na dziko. Z tym na Węgrzech bywa różnie. Używamy kilku aplikacji do wyszukiwania noclegów – Grupy Biwakowej, Park4Night oraz iOverlander. W okolicach Egeru i Tokaju pokazują one kilkadziesiąt miejsc, ale z ich jakością jest różnie. Większość to przydrożne lub miejskie kempingi. Takich na przykład jak miejsce odpoczynku niedaleko kamieniołomu przy Sárospatak.

Jak płacić Węgrzech

Jak najmniej:) A tak na serio, to niezmiennie obowiązującą walutą na Węgrzech jest forint. Co bardzo miłe dla nas, złotówka od jakiegoś czasu powoli, ale stale, umacnia się w stosunku do forinta. Do maja 2022 roku za 1 zł otrzymywaliśmy ok. 75-80 forintów. Obecnie (czerwiec 2022 roku) 1 zł kosztuje 85 forintów. Niby nic, ale prawie 10% więcej.

Na Węgrzech bez problemu można płacić kartą, znajdziecie też wiele bankomatów. Jeśli szukacie sposobu na ograniczenie kosztów w podróży to pewnie już znacie Revolut, który pozwala nie tylko płacić bez kosztów przewalutowania, ale też na tych samych zasadach wypłacać z bankomatów (co ważne, wypłaty Revolutem z bankomatów euronetu są dodatkowo płatne, lokalne banki takich opłat nie pobierają).

My pokochaliśmy też Curve. To „jedna karta, która rządzi wszystkimi”, czyli podpinacie swoje karty pod kartę Curve i płacicie nią bez kosztów przewalutowania. Nie potrzebujecie żadnych doładowań, ani blokowania pieniędzy na kolejnych kontach. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, koniecznie zajrzyjcie do naszego poradnika „Jak płacić w podróży”.

Co warto zobaczyć w okolicach Egeru i Tokaju?

Zajrzyjcie do naszych wpisów i przekonajcie się sami!

Wpisy zawierają reklamy oraz linki afiliacyjne. Jeśli na nie klikniecie i skorzystacie z usługi reklamodawcy, Wy zapłacicie tyle samo, a my dostaniemy niewielką prowizję.

0

Osiem stóp to blogująca rodzina podróżników. Przyciągamy rewolucje, huragany i pożary. Nasz wyjazd jest gwarancją deszczu/mrozu/innego załamania pogody dla odwiedzanego przez nas miejsca. Na szczęście to nie wystarczy żeby nas zniechęcić. Lubimy siebie, a to w podróży wystarcza. Nie lubimy wczasów last minute. Podróżujemy z dziećmi, ale szukamy miejsc i atrakcji “pod siebie”, a nie pod dzieci. Pewnie jak podrosną, to skapitulujemy.

Podziel się swoją opinią: