Więcej niż ziemniaki

DSC
Idaho było tylko naszym przystankiem na drodze do Yellowstone. A przynajmniej taki był plan. Po Portland i Seattle (obu bardzo wciągających) odczuwaliśmy już przesyt miastami, dlatego do centrum Boise się nie wybraliśmy. Wyruszyliśmy na wschód – w stronę Yellowstone. Jechaliśmy więc w przeciwną stronę niż tysiące oregońskich osadników, którzy tę trasę pokonywali w połowie XIX wieku. Czytaj dalej

W anty-starbucksowej krainie

DSC
W Portland zatrzymaliśmy się znowu korzystając z boondockers welcome, tyle że tym razem nie poznaliśmy naszego gospodarza, bo ten akurat był na Florydzie. Niemniej jednak miejscówka była prawie idealna (prawie, bo bez gospodarza). Miała wszystkie podłączenia, była przy samym mieście, a jednocześnie w cichej, willowej dzielnicy na końcu ulicy.

Czytaj dalej

Ośnieżone wulkany pacyficznego pierścienia ognia

DSC
To było chyba drugiego czy trzeciego dnia w Seattle. Na wybrzeżu stało wielkie diabelskie koło. Ola wzięła Maćka na przejażdżkę. Z samej góry pokazuje mu skajlajn, Space Needle, góry po drugiej stronie zatoki, najprawdopodobniej te w Parku Narodowym Olympic, aż nagle Maciek odwraca się i mówi: “Mama, a tam zobacz jaka góra!” I wtedy oczom Oli ukazało się coś, czego się zupełnie nie spodziewała: Góra Rainier.

Czytaj dalej