Pałac w Większycach: dawny czar w pełnej krasie

Trudno nie zacząć od tego, że Pałac w Większycach irytuje. Nas zirytował tym, że nigdy wcześniej o nim nie słyszeliśmy. Ten wpis jest więc wyrazem irytacji, która przeszła w fascynację. Historycznie irytacja Większycami potrafiła mieć znacznie ciekawsze skutki. Przykładem jest… Zamek w Mosznej. Franz Hubert Tiele-Winckler miał przejeżdżając przez Większyce, irytować się, że stoi tu piękniejsza rezydencja niż u niego w Mosznej. Dlatego po pożarze dawnego pałacu postawił rezydencję, która przyćmiła wszystkie inne. Przynajmniej takie chodzą po śląskich ścieżkach plotki.

Połowa XIX wieku była w Europie czasem niezwykłych wzlotów i błyskawicznych fortun. Koncert europejskich mocarstw w miarę zestroił się w swojej melodii, rewolucja przemysłowa nabierała tempa, w Galicji ruszało wydobycie ropy naftowej (choćby w pierwszej kopalni nafty w Bóbrce), fedrował ostro Śląsk. Najłatwiej było z małego majątku zrobić ogromny, ale zdarzały się też historie od pucybuta do milionera. Czasem przez genialny umysł i wytrwałość – jak w przypadku Ignacego Łukasiewicza, czasem przez małżeństwo – jak na przykład w przypadku Huberta Tiele’a, który wżenił się w bogaty ród Wincklerów, a którego niejako wnukiem jest Zamek w Mosznej (dzieło jego syna Franciszka-Huberta Tiele-Wincklera), a czasem przez ciężką pracę, jak w przypadku Heymannów.

Pałac Większyce

Jedna z sal Restauracji Pałac Większyce

Heymannowie: Wrocławscy bankierzy

Pałac w Większycach to dzieło Marca Heymanna (Heimanna), radcy handlowego i filozofa. Kiedy czyta się biografie z tamtych czasów to zazwyczaj ktoś jest radcą handlowym/żołnierzem/fabrykantem i… filozofem. Jakby koncert mocarstw poza zdolnością do robienia biznesów wyzwolił pewien niepokój filozoficzny zakłócany do tej pory przez ciągłe wojny (Polacy z zaboru rosyjskiego zajęci byli powstaniami stąd tak mało filozofów). Te filozoficzne rozważania najwyraźniej prowadziły często do wniosku, że warto po sobie pozostawić coś pięknego, a jeszcze lepiej to pięknie pożyć. I być może to stało za genezą budowy pięknego pałacu na miejscu dawnego drewnianego dworku w Większycach. A spokój i piękno drugiej połowy XIX wieku oddano w sentencji, która wita wchodzących do pałacu: “Wybudowano mnie w wielkich czasach, dobrze temu, kto oglądał takie czasy”.

Kim byli Heymannowie? Wrocławianie, którzy interesują się historią swojego miasta być może kojarzą to nazwisko. Żydowska rodzina Heymannów, a dokładniej kupiec Wolf Heymann z żoną i dziećmi przeprowadził się z Brzegu do Wrocławia w 1780 roku. Zamieszkał przy dzisiejszej ul. Kazimierza Wielkiego i otworzył niewielki kantorek w kamienicy pod adresem Rynek 34. Rozwinął go jego syn – Ernest. Zrobił to na tyle dobrze, że stać go było na zakup sąsiedniego domu – kamienicy pod adresem Rynek 34. Na parterze prowadził bank, a piętro wynajmował pod różne sklepy.

Pałac w Większycach

Piękna fasada Pałacu w Większycach z żółtej cegły klinkierówki

W kolejnym pokoleniu Heymannowie byli już elitą finansową Wrocławia. Syn Ernsta – Heinrich zakupił trzy sąsiednie kamienice – Kurzy Targ 6, 7 i 8, gruntownie je przebudował i połączył w całość klatką schodową oraz piwnicami ze skarbcem. Ich bank stał się jednym z największych w tej części Europy. Rodzina Heymannów hojnie wspierała też Wrocław, który przyjął ich w swe ramiona. Jeszcze Ernst założył Wrocławską Kasę Pożyczkową, której Heinrich był wiceprezesem, on sam zgodnie z wolą ojca powołał fundację pomagającą najbiedniejszym Wrocławianom, zbudował sierociniec i zakład opiekuńczy. To dzięki jego inwestycji w spółkę zajmującą się elektryfikacją tramwajów na ulice miasta wyjechał w 1891 roku pierwszy elektryczny pojazd szynowy. Heymannowie byli na tyle silni, że dzięki przejściu na katolicyzm i udzielaniu pożyczek wojennych uniknęli w latach 30-tych prześladowań ze strony nazistów. Rodzinne firmy prowadzili do 1944 roku i ze Śląska uciekli na Zachód w 1945 roku.

Pałac Większyce: od przedszkola i Opola do restauracji

Wróćmy jednak do Większyc. O ile Wrocławianie koncentrują się na tym co dla miasta zrobili Ernst i Heinrich Heymannowie, to oprócz tego inwestowali oni równiez poza miastem. I tak Większyce oraz pobliską Pokrzywnicę nabył w 1852 roku Ernst. Rozwinął tu folwarki, zainwestował w hodowlę koni, krów i owiec. Interesy we Wrocławiu przejął Heinrich. Nadzór nad wiejskim biznesem objął drugi syn Ernsta – Marc. I to on w latach 60-tych XIX wieku wytyczył na 22-hektarowej posiadłości park z 69 egzotycznymi gatunkami drzew, a w 1870 roku zdecydował się zastąpić dawny drewniany dworek okazałą rezydencją. Budowa poszła znacznie szybciej niż współczesny remont i zaledwie rok później pałac w Większycach był gotowy.

Pałac w Większycach wydawał się być wyrazem bogactwa rodziny Heymannów, choć wrocławska odnoga rodziny raczej starała się nim zarządzać bardzo rozsądnie. W kamienicach przy Kurzym Targu stawiano raczej na funkcjonalność i bezpieczeństwo skarbca. Drewno użyte we wnętrzach tylko imitowało egzotyczne gatunki – tak naprawdę używano tańszych, lokalnych. Tymczasem legenda głosi, że jedna z sal pałacu w Większycach miała mieć podłogę ze złotych monet. Ponieważ widniał na nich wizerunek cesarza, należało uzyskać na takie rozwiązanie zgodę. Heymann miał ją otrzymać, ale pod warunkiem, że monety będą ustawione pionowo, a nie poziomo – dla ochrony wizerunku cesarza przed podeptaniem. Na to go już niestety nie było stać…

Majątek pozostał w rodzinie Heymannów do 1912 roku. Wtedy sprzedali oni posiadłość Emilowi Phyrkoschowi (Pyrkoshowi) – właścicielowi fabryki nawozów sztucznych z Raciborza. Ten nie zwolnił z inwestycjami i zdołał nawet przekształcić 800 już wtedy hektarów z wsiami i folwarkami w państwo stanowe Większyce-Pokrzywnica. W latach 30-tych Phyrkosch stopniowo parceluje i wyprzedaje ziemię – głównie Śląskiemu Towarzystwu Kredytowemu Ziemskiemu z Opola. Część majątku przekazuje na skarb narodu niemieckiego na cele społeczne – w pałacu krótko przed wojną otwarto przedszkole.

Pałac w Większycach

Niebiańskie wnętrza Pałacu Większyce

W czasie wojny w pałacu w Większycach oficjalnie działa lazaret. Jednak na zdjęciach z tego okresu nie widać ani chorych, ani lekarzy czy pielęgniarek. Są za to oficerowie relaksujący się na tarasie. Istnieje teoria, że w pałacu działała radiostacja wojenna pod przykrywką szpitala, by uniknąć namierzenia przez alianckie lotnictwo. Jednak według niektórych źródeł również po wojnie są tu leczeni oficerowie, tym razem radzieccy. Jak to jednak z różnymi szpiegowsko-agenckimi teoriami bywa można to zrozumieć na dwa skrajne sposoby. Dla niektórych potwierdzi to oficjalną niemiecką wersję o szpitalu. A inni uznają, że to dowód jak Armia Czerwona zręcznie przejmowała nazistowskie metody kamuflażu. Tak czy inaczej, oryginalnego wyposażenia po wojnie w pałacu jest niewiele (bo po co je trzymać w przedszkolu a potem szpitalu/radiostacji?). Za to sam budynek wychodzi z historycznej zawieruchy w dobrym stanie. Nikt z nowych panów na włościach nie wpada na typowy radziecki pomysł, czyli “spalmy sobie jakiś fajny śląski zabytek, bo za bardzo trąci Germanami i klasową wyższością”.

W 1946 roku instaluje się tu Uniwersytet Ludowy. Jego dyrektorem zostaje Henryk Hahn – będzie nim aż do początku lat 80-tych. To on z pomocą mieszkańców Większyc przystosowuje budynek na potrzeby uniwersytetu, dba w ramach skromnych możliwości o park. UL początkowo działa ledwie kilka lat. Władza była nieufna wobec skandynawskiej idei krzewienia kultury i wiedzy na wsi. Miejsce chłopów było na polu. Ale ULe, w tym również ten w Większycach, wracają z odwilżą 1956 roku. Wiele osób wspomina je z sentymentem, zawarto dzięki nim niejedno małżeństwo. Studentkami w ULach były głównie kobiety, w związku z czym mówiło się, że okoliczni mężczyźni ciągną do ULa jak pszczoły.

Pałac w Większycach

Klasyczne pałacowe meble z XIX wieku.

UL zostaje zamknięty w 1986 roku. Pałac bez gospodarza niszczeje w szybkim tempie. Park zarasta krzewami, staw się zamula, rozebrany zostaje cały taras (!). Po reformie terytorialnej budynek z parkiem przejmuje gmina Reńska Wieś, ale nie ma środków, by go utrzymać. Rozpisuje kolejne przetargi, by teren sprzedać, ale przez wiele lat nikt nie decyduje się na szalony krok wzięcia na siebie utrzymania czy najlepiej remontu zaniedbanego zabytku. Dopiero w 2003 roku Pałac w Większycach nabywa Roman Biernacki – przedsiębiorca z Gliwic, działający w branży meblarskiej i budowlanej. Remont fasady i parteru składającego się z siedmiu pomieszczeń zajmuje mu… 8 lat! Artur Biernacki, syn właściciela, zauważa, że to średnio ponad rok na pokój, ale biorąc pod uwagę, że każdy najmniejszy ruch trzeba było konsultować z konserwatorem, a wszytko trzeba było badać, czyścić i odtwarzać specjalistycznymi materiałami przy użyciu odpowiednich technik, to może wcale nie tak dużo…

W 2011 roku można już oficjalnie otworzyć pałac a w nim Restaurację Pałac Większyce, która nabiera renomy i trafia do zestawienia 100 najlepszych restauracji w Polsce (ranking Poland Best Restaurants 2012-2018) oraz znajduje swoje miejsce na kulinarnym szlaku Opolszczyzny – “Opolskij bifyj”. Nie znaczy to, że remont został zakończony – nadal trwały prace nad kolejnymi piętrami. Biernaccy rozpoczęli też budowę hotelu w tylnej części działki. Hotel w 2020 roku pozostaje w stanie surowym, ale tuż przed wybuchem pandemii udało się zakończyć ostatnie prace w pałacu. Teraz jest już w pełni gotowy na przyjmowanie gości, więc jak macie do zorganizowania jakąś konferencję albo wesele, albo chociaż chrzciny/komunię/imieniny to namiary na właścicieli znajdziecie na końcu tekstu.

Co zostało do zrobienia? Poza dokończeniem hotelu to przede wszystkim rewitalizacja parku. Teraz jest on w opłakanym stanie, a z dawnego stawu ogrodowego widać przez gęste krzaki jedynie bagniste resztki. Kiedyś staw był zasilany przez podziemne źródło, na środku zbudowano wyspę, na której według legendy stała biała altanka z posągiem Adama i Ewy. Odtworzenie tego wszystkiego wymagałoby ogromnej pracy i widać, że pan Artur Biernacki jest tym trochę przerażony, no ale skoro z pałacem udało się tak znakomicie, to czym jest taki jeden mały parczek… (trzymamy kciuki).

Pałac w Większycach. Klatka schodowa

Klatka schodowa w Pałacu Większyce

Tak się wzbudza zazdrość Tiele-Wincklerów

Wróćmy jednak do pałacu. Musimy przyznać, że to była miłość od pierwszego wrażenia i doskonale rozumiemy jak to się stało, że poczuł to również pan Roman Biernacki. Choć pałac na zdjęciach sprzed 2003 roku wygląda smutno, to jednak mimo ubytków i sypiących się murów ma w sobie naturalne piękno. Trochę jak elegant, czy elegantka w podniszczonym ubraniu, od kórych bije dawny powab i czar wiedzy o własnej urodzie i klasie. Teraz nie trzeba nawet uruchamiać wyobraźni, bo rzeczywistość jest dla zmysłów zupełnie wystarczająca.

Pałac powstał w 1871 roku. Max Heymann zdecydował się na popularny wtedy neogotyk, ale w projekcie bryły i wnętrz jest też wiele elementów osobistych i regionalnych. Te ostatnie to śląskie kolory: żółta cegła klinkierówka, czerwień, butelkowa zieleń, kobalt. W środku mamy za to na przykład salę herbową z herbami śląskich miast i Piastów śląskich. Ciekawy jest też trójstronny ryzalit przedstawiający Pracę, Sztukę i Zabawę.

Pałac Większyce. Ryzalit

Charakterystyczny ryzalit i klinkierowa cegła w śląskich kolorach

Środek to oryginalnie bogate malowanie ścian, drewniane – zdobione sufity, klatka schodowa z motywami kosmicznymi i niebiańską kopułą. Na klatce schodowej wyrysowano niezwykle życiową formułę, która przyda się wszystkim prowadzącym interesy lub/i mieszkającym w piętrowych domach: “Boże, chroń mego kroku bym nie upadł”.

Te wszystkie elementy udało się odrestaurować w czasie remontu przeprowadzonego przez Biernackich. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem i we współpracy z konserwatorem. W każdym pomieszczeniu badano tynki – prowadzono prace odkrywkowe, tzw stratygrafię, próbując odkryć oryginalne freski czy wzory. Takie próby pozwoliły m.in. na zbicie tynków w wejściu do budynku, a to z kolei potwierdziło teorię o znacznie szerszym niż zastane wejściu. W 2003 roku do środka prowadziły bowiem małe drzwi, tymczasem po co budować reprezentacyjny pałac do którego wchodzi się jak do bloku. Udało się więc odsłonić oryginalny neogotycki łuk i otworzyć pałac na ludzi.

Pałac Większyce. Sklepienie klatki schodowej

Niebiańska kopuła wieńcząca klatkę schodową.

Żmudnej pracy wymagały zamalowane ciężką czarną farbą sufity, które trzeba było oczyścić i nie uszkodzić oryginalnych wzorów. Jeśli zawitacie do Restauracji Pałac Większyce, to oderwijcie się czasem od dań na talerzu i spójrzcie do góry. Warto też przejść się po wszystkich dostępnych salach: błękitnej, szmaragdowej, herbowej, rodowej i innych. Malowanie ścian też jest w dużej mierze oryginalne. Tam, gdzie nie udało się odzyskać dawnych wzorów, wykorzystywano te odkryte na innych ścianach. Wzorując się na zastanych elementach podtrzymywano ciągłość i harmonię we wnętrzach. Jeśli interesuje Was wygląd wnętrz w latach 80-tych, kiedy w Pałacu Większyce działał Uniwersytet Ludowy możecie zajrzeć na stronę Polona.pl: Pałac w Większycach przed remontem.

Meble oczywiście nie są oryginalne. Te zabrała po części wojna, ale pewnie do wymiany wyposażenia doszło już w momencie podarowania pałacu i przekształcenia go na przedszkole. To co jest teraz w restauracji to jednak w większości meble z epoki, odrestaurowane i kupione na wolnym rynku. Jeśli zajdziecie do sali barowej, zwróćcie uwagę na bar. To kredens odkryty na targu w Zabrzu, do którego dodano tylko szyby i na jego wzór wykonano ladę i otoczenie.

Pałac Większyce. Sala barowa

Zabytkowy kredens i nawiązująca do niego lada barowa

Oryginalnie budynek był ogrzewany w podobny sposób co Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Zimą ciepło w budynku zapewniało podgrzane powietrze rozprowadzane kanałami pod podłogą. Tej metody współcześnie nie udało się wykorzystać. Nie udało się odratować również drewnianego parkietu. Ze względu na precyzyjnie odrestaurowane ściany i sufity na podłodze jest posadzka. Częste cyklinowanie parkietu mogłoby zniweczyć pracę wykonaną przy innych powierzchniach. Udało się odnowić oryginalne drewniane futryny. Niestety drzwi, wielokrotnie przewiercane, obite i oklejone skajem, czy wygłuszającą pianką nie nadawały się już do użycia.

Nowo wybudowany pałac w egzotycznym otoczeniu parkowym miał być tak piękny, że wzbudzał zazdrość Franza Huberta Tiele-Winckler – właściciela Mosznej, jednego z najbogatszych ludzi na Śląsku. Miał on jeżdżąc do Katowic na swoje włości mijać Większyce i podziwiać stojącą w nim budowlę. Kiedy więc w 1896 roku doszło do pożaru dawnego pałacu w Mosznej, Franz-Hubert z podrażnioną ambicją i nieograniczonym majątkiem zbudował rezydencję nie na siedem pokoi jak parter w Większycach, ale na 365 pomieszczeń. Tak odpowiednio zarysował hierarchię rezydencji i majątku na Śląsku. Pewnie nawet mógłby zrobić podłogę ze złotych monet postawionych na sztorc. O ile miałby taką fanaberię.

Pałac Większyce

Oblana słońcem sala Restauracji Pałac WIększyce

Restauracja Pałac Większyce

ul. Kozielska 15, 47-208 Większyce,
tel.: 77 4821525, info@palacwiekszyce.pl
Strona www Pałacu Większyce, Profil na FB Pałacu Większyce.

Wśród dań polecanych przez ekspertów ze szlaku “Opolskij Byfyj” są: gęś marynowana z kaszą pęczak oraz rosół z podróbkami, świeżą zieleniną oraz domowym makaronem. Jeśli, podobnie.jak my, traficie do Większyc gorącą, letnią porą skuście się na mrożoną kawę i któryś z doskonałych deserów: parfait własnego wyrobu lub creme brule. Smakują równie dobrze w jednej z przepięknych sal, jak i na tarasie! Pałac w Większycach warto odwiedzić jak najszybciej, bo do końca sierpnia w ramach promocji na wszystkie pozycje w menu obowiązuje rabat 30 proc. 

Serdecznie dziękujemy panu Arturowi Biernackiemu za poświęcony nam czas i oprowadzenie po Pałacu Większyce.

Za zaproszenie na Opolszczyznę dziękujemy Wizyta była zorganizowana w ramach projektu Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze dla rozwoju pogranicza polsko-czeskiego “Wspólne Dziedzictwo” przez Opolską Regionalną Organizację Turystyczną.

Podziel się swoją opinią: