OTO OSIEM STÓP

 

Osiem stóp to blogująca rodzina podróżników. Przyciągamy rewolucje, huragany i pożary. Nasz wyjazd jest gwarancją deszczu/mrozu/innego załamania pogody dla odwiedzanego przez nas miejsca. Na szczęście to nie wystarczy żeby nas zniechęcić. Lubimy siebie, a to w podróży wystarcza. Nie lubimy wczasów last minute. Podróżujemy z dziećmi, ale szukamy miejsc i atrakcji “pod siebie”, a nie pod dzieci. Pewnie jak podrosną, to skapitulujemy.

Maciek – pierwszy wyjazd zaliczył tuż po ukończeniu 4 miesięcy, kiedy to spędził zimny i deszczowy (a jakże) miesiąc w Izraelu, a potem to już poszło z górki: ostatnio wyliczyliśmy ze w jego dziesięcioletnim życiu leciał samolotem prawie 50 razy. Jest w stanie zasnąć zawsze i wszędzie – to po mamusi.

Kalina – najmłodsza w ekipie, w lipcu świętowała siódme urodziny. Zwiedzanie świata zaczęła nawet wcześniej niż Maciek – mając 3 miesiące wyjechała na Dominikanę i chyba jej się podobało (Dominikańczykom jej obecność też się mocno podobała).

Ola – działa na baterie słoneczne, mogłaby przeżyć życie nie widząc śniegu. Autorka głupiego pomysłu “a może by tak rzucić wszystko w cholerę i wyjechać…”.

Paweł – w kwestii “rzucania wszystkiego” głos rozsądku. Na szczęście (niestety?) za cichy. Wierzy w powiedzenie, że pieniądze leżą na ulicy. Dosłownie. Dlatego na każdym wyjeździe udaje mu się podratować budżet tym, co znajdzie.

Pomysły na prezenty - nie tylko pod choinkę
o

Cześć, to my: Kalina, Maciek, Ola i Paweł

NASZA FILOZOFIA

Co kto lubi. Jedni wolą wczasy all inclusive i resorty pięciogwiazdkowe, inni, tak jak my, otrząsają się ze zgrozą na samą myśl o tego typu rozrywkach (żeby nie było, raz spróbowaliśmy) i wolą wziąć sprawy we własne ręce.

Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że dzieci ograniczają i z dziećmi to już się nie da podróżować. Da się. Pewnie, z niektórych rozrywek trzeba zrezygnować, raczej odpuścilibyśmy sobie kajakowy spływ rwącą górską rzeką czy czterodniowy trekking przez amazońską dżunglę, ale tak już w życiu jest, że nie można mieć wszystkiego. Miejsc do obejrzenia i rzeczy do zrobienia nadal jest sporo. Z czteromiesięcznym Maćkiem zjechaliśmy spory kawał Izraela oraz mniejszy kawał Zachodniego Brzegu, a jak miał 9 miesięcy wyprowadziliśmy się do Libii. Na Dominikanie z trzymiesięczną Kaliną popłynęliśmy w dwudniowy rejs jachtem i pojechaliśmy konno do wodospadu w górach, a nawet sprzedaliśmy dzieci na chwilę, żeby móc polecieć na paralotni.

Nie zauważyliśmy też, żeby nasze dzieci jakoś wyjątkowo męczyły się podróżami, albo żeby te podróże je unieszczęśliwiały. Przeciwnie, nasze dzieciaki są podekscytowane na wiadomość o każdym kolejnym wyjeździe, aktywnie uczestniczą w zwiedzaniu a potem długo wspominają to, co im się najbardziej podobało. A gdy były młodsze, podczas gdy my cieszyliśmy się drogą, one zasypiały gdy były śpiące, jadły gdy były głodne, a my będąc z nimi 24/7 byliśmy w stanie zadbać o ich wszelkie potrzeby.

Po co jedziecie? Przecież one i tak nic nie będą pamiętały.

Podróże rozwijają, dzieciaki chłoną więcej, niż się nam wydaje. Ktoś nam powiedział: Po co jedziecie, przecież one i tak nic nie będą pamiętały. Pewnie nie, ale po pierwsze spędzamy ten czas razem, a to, na tym etapie życia, ważniejsze niż wspomnienia. Poza tym fakt, że mamy dzieci nie oznacza, że zrezygnowaliśmy z własnych planów i marzeń. Lubimy podróżować, zawsze lubiliśmy i dzieci nam w tym wcale nie przeszkadzają.

Na Dominikanie usłyszeliśmy też, że rodzice często rezygnują ze swoich marzeń, żeby ich dzieci mogły realizować swoje. A dzieci żyją przykładem rodziców i też nie realizują swoich marzeń, by zaharowywać się dla swoich dzieci. My chcemy dać inny przykład Maćkowi i Kalinie. A one nam i tak na swój sposób pomagają, bo często otwierają nam drzwi, które normalnie pozostałyby dla nas zamknięte. Ludzie widząc podróżników z dziećmi zwykle są bardzo pozytywnie nastawieni.

Ludzie wszędzie mają dzieci wszędzie można kupić pieluchy i wyznajemy zasadę, że póki nad głową nie śmigają kule ewentualnie przy uchu nie bzyczą malaryczne komary to czemu nie. Oczywiście zawsze staramy się zachować zdrowy rozsądek (i, od czasów Dominikany, sprawdzać prognozy pogody i alerty huraganowe), mieć zapas leków na różne okazje i w przypadku dłuższych wyjazdów dobre ubezpieczenie. A karmić, przewijać i kąpać można przecież wszędzie.

Jeśli ktoś z czytelników tego bloga uważa, że podróżowanie z dziećmi jest niebezpieczne, nieodpowiedzialne i w ogóle samo zło, to mamy nadzieję, że uda nam się go przekonać, że jest inaczej. Niemniej jednak, jeśli nie chce być przekonany i chciałby nas sprowadzić na jedyną słuszną drogę, to uprzejmie acz stanowczo dziękujemy i prosimy o nie komentowanie naszych poczynań.