DSC

Naszło nas na wspominki, może z tęsknoty za wakacjami, więc korzystamy z tej okazji żeby nadrobić pewne zaległości. Otóż tydzień po naszym powrocie ze Stanów (ach, kiedy to było!) zaproszeni byliśmy do ośrodka wypoczynkowego Magra aby pokazać trochę zdjęć i opowiedzieć o naszej podróży. Poprzedni pobyt nad polskim morzem nie był zbyt udany – cała Polska męczyła się w upale, podczas gdy akurat ten fragment wybrzeża na który trafiliśmy był zimny i wietrzny.

Dość powiedzieć, że na plażę udało nam się zejść dopiero drugiego dnia, opatuleni w kurtki i szaliki, a Maciek który dostał zadanie wdychania jodu, dostał zapalenia oskrzeli. Tym razem na szczęście było inaczej. Pogoda idealna, ośrodek świetny – wprawdzie sami raczej targetem nie jesteśmy, ciężko nam wysiedzieć w jednym miejscu (choć trzeba przyznać, że atrakcji w okolicy nie brakuje) ale jeśli kiedyś postanowimy wysłać dzieci z babcią na wczasy, Magra będzie zdecydowanie miejscem wartym rozważenia. Ośrodek położony jest 5 minut spacerkiem od plaży, dla tych którzy nie lubią skakać przez fale na terenie ośrodka sa dwa baseny – płytszy dla dzieciaków i głębszy dla pełnowymiarowych ludzi, są atrakcje dla dzieci, place zabaw, rowery z fotelikami i pyszne jedzenie. Dla niektórych urlop idealny.

DSC04373

Podróż nad morze boleśnie przypomniała nam o różnicach między polskimi a amerykańskimi drogami. Nasz pokaz planowany był na godz. 20. Mapa Google’a pokazała, że dojedziemy w 6 godzin. Wyruszyliśmy o godz. 10 żeby na spokojnie dojechać i zdążyć jeszcze wyskoczyć na plażę. I… ledwo się wyrobiliśmy na kolację!

Dobrze znamy jakość naszych dróg, ale przesiadka po Stanach była bolesna. Korki, roboty drogowe, brak obwodnic, światła… Oczywiście w Stanach też nie zawsze było tak różowo. Dojazd na Long Island przypomina trochę przebijanie się na warszawską Białołekę. Niby jest trasa ekspresowa, ale zwykle stoi. A powrót z pustego Zachodu w rejony Chicago i dalej na przemysłowy Wschód też należały do mało przyjemnych. Puste szerokie drogi zamieniły się w zakorkowane roboty drogowe a piękne krajobrazy mogliśmy podziwiać już tylko w folderach.

Dodatkowo bezpieczeństwo i kultura jazdy. W Stanach przez sześć miesięcy ani razu nie poczuliśmy się zagrożeni na drodze. Było kilka momentów, kiedy zostaliśmy obtrąbieni za wolną jazdę z przyczepą, ale nie mieliśmy ani jednej niebezpiecznej sytuacji z winy innego kierowcy. U nas musieliśmy uciekać na pobocze przed tirem wyprzedzającym na trzeciego jak tylko wyjechaliśmy z Warszawy.

Boczne drogi są niezwykle malownicze, ale ograniczenia prędkości graniczą z absurdem. Trochę znamy temat dorabiania gmin zyskami z fotoradarów i wiemy dlaczego nagle mamy zwolnić do 40 km/h, ale nigdy nie sądziliśmy, że to zjawisko jest aż tak rozpowszechnione. 500 kilometrów jechaliśmy prawie 10 godzin… Niemniej jednak pogoda, morze i plaża i świetna obsługa w ośrodku wynagrodziły nam te niedogodności.

DSC04403

A co się działo dalej? Na etat wracać nam się nie chciało, przejrzeliśmy więc długą listę pomysłów, która narodziła się podczas wyjazdu, wykreśliliśmy wszystkie głupie pomysły i został nam jeden: otwieramy kawiarnię. Pomysł narodził się jeszcze przed wyjazdem: często przejeżdżaliśmy warszawską ulicą Ratuszową, tuż koło zoo, i pewnego dnia na budynku, w którym niegdyś był, ekhm, pub, zobaczyliśmy ogłoszenie „do wynajęcia”.Mieszkamy niedaleko i w zoo jesteśmy częstymi gośćmi, pomysł, żeby otworzyć tam coś przyjaznego rodzinom z dziećmi nasunął się od razu. Oczywiście od pomysłu do wykonania długa droga, nie będziemy Was zanudzać kulisami podejmowania decyzji ani szczegółami technicznymi zakładania własnego biznesu, grunt, że się udało, jest i działa, i oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wpletli w przedsięwzięcie wątku podróżniczego.Zatem nie tylko dla rodziców (i dzieci oczywiście) ale i dla tych co podróżować lubią, o podróżach lubią słuchać, czytać (mamy baaardzo dużo archiwalnych numerów National Geographic, najstarsze z 1959 roku!), i dla wszelkich innych pozytywnych ludzi, którzy postanowią do nas przyjść a może i coś z nami zorganizować, bo czemu nie.

No dobra, powiecie, a co z podróżowaniem?
 
Przez ostatnie pół roku rzeczywiście utkwiliśmy w jednym miejscu, na Ratuszowej dokładnie. Kilka krótkich wyjazdów podyktowanych było zaproszeniami na pokazy zdjęć (oprócz Magry był jeszcze Wrocław, Gdańsk, Kraków), poza tym jednak nigdzie się nie ruszaliśmy.
 
Ale nadziei nie traćcie, jeszcze będzie o podróżach. W tyle głowy cały czas mamy kilka postów „socjologicznych”, ale jakoś nie mamy czasu przelać ich na klawiaturę. Za to już za chwileczkę, już za momencik, zrobi się egzotycznie. Tym razem podróż będzie bez dzieci, ale za to do…
 
cdn.

Skończyliśmy już blogować, więc wyłączyliśmy komentarze. Nasze posty mogą się teraz starzeć w ciszy i godności:)

Sorry, the comment form is closed at this time.