Herbaciane pola Kerali

Miałam plan, żeby zdawać Wam codzienne relacje z mojej keralskiej przygody. Ale wiadomo jak to jest z planami. Nasz program okazał się być bardzo napięty. Sporo czasu spędzamy w autobusie, po drodze zatrzymujemy się na zwiedzanie ciekawych miejsc, lancze i herbatki w eleganckich hotelach po drodze (Kerala to nie jest dobre miejsce do chudnięcia) oraz krótkie przystanki na robienie zdjęć. A wieczorem docieramy do hotelu, gdzie, jeśli jeszcze mamy siłę, to się socjalizujemy, ale częściej jesteśmy tak padnięci że po szybkim sprawdzeniu maila wszyscy grzecznie idą spać.

Do tego internet z nieznanych przyczyn zwykle jest dostępny tylko w lobby hotelowym, nie w pokojach, i jest – delikatnie rzecz ujmując – powolny, więc regularne pisanie bloga napotyka poważne trudności. No więc nie będzie codziennie, nie będzie regularnie i nie będzie po kolei. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
DSC01733
Zacznijmy od herbaty. Tea County, czyli herbaciane hrabstwo, to rozciągające się po horyzont intensywnie zielone, równiutko przystrzyżone krzaczki, wyglądające jakby ktoś rozłożył na wzgórzach mięciutki dywan. Do miasteczka Munar jechaliśmy z Thekaddy, przez większość czasu przyklejając nosy (i obiektywy) do szyby. Każdy przystanek w drodze, podobnie jak wieczorna przejażdżka na oglądanie zachodu słońca kończyła się poszukiwaniami dwóch najbardziej zapalonych fotografów w grupie: Oscara i Edina. Nie da się ukryć: herbaciane pola są niezwykle fotogeniczne.

4

Około tysiąca osób dziennie dostarcza świeżo zebrane liście herbaty do Manupatty Factory, należącej do koncernu TATA, który nota bene, tu w Indiach produkuje wszystko, od pinezek po samochody. Zbieracze mieszkają w okolicy, w kolorowych domkach na zboczach wzgórz, podobnie jak zarząd fabryki, choć ci ostatni zajmują piękne domy z widokiem, pamiętające czasy kolonialne.
1
Fabryka zapewnia nie tylko mieszkanie ale też opiekę zdrowotną i edukację dla dzieci – między zielonymi polami stoją dwie szkoły. Do jednej chodzą dzieci zbieraczy, do drugiej zarządu. Nie jest to dobre miejsce dla tych, którzy marzą o karierze od pucybuta do milionera: ścieżka kariery managerów fabryki jest prosta: ich ojcowie byli plantatorami.
5
Zbieracz ma obowiązek zebrać dziennie 12 kilogramów liści, i za tyle dostanie podstawową dniówkę: ok. 4 dolarów. Wszystko ponad tę normę jest płacone dodatkowo, a zebranie tego wymaganego minimum zajmuje wprawnemu pracownikowi (a raczej pracownicy – na polach w okolicach Munaru widzieliśmy głównie kobiety) około 2 godzin. Jak udało mi się dowiedzieć, dla tych 1000 osób dostarczających liście do Manupatty średnia wynosi około 50 kilogramów dziennie. Z każdego kilograma liści powstanie 250 gram herbaty. Rocznie fabryka produkuje 2,5 miliona ton.
8
Najlepsze herbaty zbiera się ręcznie, zrywając z każdego krzaczka tylko 3 górne listki. Zbieraczki które widzieliśmy po drodze miały specjalne nożyce, którymi ścinały czubki roślin.
Gdy liście trafią do fabryki są rozsypywane na olbrzymiej powierzchni w specjalnych korytach mających od dołu podziurkowaną blachą. W czasie więdnięcia (podsuszania) przez 18 do 20 godzin tracą wilgotność, która spada z 80% do ok. 60%. Następnym krokiem jest przeniesienie liści do maszyny, która je miażdży, rwie i zwija. Po 15 minutach takiego procesu powstaje zielona papka, która na tym etapie jeszcze nie pachnie herbatą.
7

Dalej papka wędruje na trochę ponad półtorej godziny do olbrzymich bębnów gdzie fermentuje i jest utleniana. To tam zmienia kolor na brązowy i zaczyna przypominać herbatę. Tego etapu nie przechodzi zielona herbata. Przedostatnim etapem jest suszenie – do tej pory udało się wytracić wilgoć tylko do około 55%, po suszeniu procent ten spada do 3.

6
Ostatnim krokiem jest przesiewanie. Przez ogromne sita przelatują drobinki, dzielone wg rozmiaru na kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt produktów końcowych. Te najgrubsze będą po zaparzeniu miały najłagodniejszy smak, najdrobniejsze będą najmocniejsze. Ten pył, z którego śmiejemy się czasem, że to resztki zamiecione z podłogi w fabryce herbaty, tu w Indiach jest najbardziej pożądany. Hindusi lubią porządną, mocną herbatę (oczywiście – a jakże – z mlekiem).
3
Fabryka nie jest otwarta dla zwiedzających, choć z tego co się dowiedzieliśmy mają sporo zapytań, więc niewykluczone że kiedyś się otworzą. Póki co, dla tych, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o herbacie pozostaje muzeum herbaty – Tata Tea Museum w Munnar
PS. W fabryce nie pozwolono nam robić zdjęć.

Skończyliśmy już blogować, więc wyłączyliśmy komentarze. Nasze posty mogą się teraz starzeć w ciszy i godności:)

  • Joanna

    15/09/2015

    Witam serdecznie. Cuuudne widoki :). Dokladnie za miesiac wybieramy sie do Indii. Planujemy zajrzec z Kochin do Munnar i Madurai. Chcialabym zobaczyc Panie herbaciarki jak pracuja 🙂 – czy moglabym prosic o porady w ktore miejsce i o jakiej porze dnia tam sie udac ? Planujemy byc w sobote lub niedziele. Czy ma to jakies znaczenie ? Slyszelismy, ze najlepiej wynajac taksowkarza, ktory nas tam zabierze i bedziemy mogli rozkoszowac sie widokami po drodze 🙂 Z gory dziekuje za jakakolwiek wiadomosc. Pozdrawiam serdecznie. Asia

  • Joanna

    15/09/2015

    Witam serdecznie. Cuuudne widoki :). Dokladnie za miesiac wybieramy sie do Indii. Planujemy zajrzec z Kochin do Munnar i Madurai. Chcialabym zobaczyc Panie herbaciarki jak pracuja 🙂 – czy moglabym prosic o porady w ktore miejsce i o jakiej porze dnia tam sie udac ? Planujemy byc w sobote lub niedziele. Czy ma to jakies znaczenie ? Slyszelismy, ze najlepiej wynajac taksowkarza, ktory nas tam zabierze i bedziemy mogli rozkoszowac sie widokami po drodze 🙂 Z gory dziekuje za jakakolwiek wiadomosc. Pozdrawiam serdecznie. Asia

  • Anonimowy

    02/04/2014

    Rewelacyjnie zielone są te herbaciane pola! Chyba zacznę uprawiać herbatę.
    Pozdrawiam,
    Edyta

Sorry, the comment form is closed at this time.