DSC
​Artykuł o nas w portalu NaTemat.pl przysporzył nam sporo lajków na fejsbuku, całkiem niezłą ilość wejść na bloga, a niektórzy mogliby rzec, że również i 5 minut sławy. Najbardziej cieszy nas fakt, że statystyki na blogspocie skoczyły pod sufit. Mamy nadzieję, że przynajmniej część z gości, którzy weszli na naszą stronę zachęceni przez artykuł Ani Wittenberg zostanie naszymi stałymi czytelnikami (oczywiście przemawia przez próżność, ale poza nią również świadomość, że czyta nas ktoś poza najbliższa rodziną i przyjaciółmi motywuje nas do pisania – z całym szacunkiem dla rodziny i przyjaciół, babcie będą szczęśliwe jak wrzucimy raz na jakiś czas zdjęcia dzieciarni a znajomym i tak w końcu kiedyś opowiemy przy piwie co się nam przydarzyło).
Komentarze pod artykułem mile nas zaskoczyły, znakomita większość ich autorów gratulowała nam odwagi i życzyła powodzenia. Ku naszemu zdziwieniu nie odnotowaliśmy żadnej krytyki odnoszącej się do naszych kompetencji rodzicielskiej (w stylu „cóż za nieodpowiedzialni rodzice, jak tak można…” itd.), choć może po prostu nie doczytaliśmy do końca. A może przyczepa wcale nie jest postrzegana jako złe miejsce do wychowywania dzieci:)

Te z komentarzy, które krytycznie się do nas i do naszej podróży odnosiły, poruszały się głównie w sferze ekonomicznej i można je ując następująco: „A jakim cudem ich na to stać, pewnie śpią na kasie” oraz (ciut zawistne) „Pewnie mają tyle kasy, że nie muszą pracować, to sobie mogą jeździć”. I do tych komentarzy chcielibyśmy się odnieść.

Tak, nie ukrywamy, mieliśmy to szczęście, że zdarzyło nam się pracować przez ponad dwa lata na zagranicznym kontrakcie, dzięki czemu odłożyliśmy trochę petrodolarów. Nie znaczy to, że pławimy się w luksusie. Na bilety do Chicago polowaliśmy długo, żeby znaleźć jakąś dobrą promocję. Samochód i przyczepę kupiliśmy tanie ale takie, żeby się nie rozpadły w drodze, mamy nadzieję, że uda nam się sprzedać za pół roku, nie tracąc na nich zbyt dużo (dopisek post factum – trzeba było kupić droższe…). W Warszawie mamy mieszkanie (na kredyt oczywiście), wynajęliśmy je, żeby nie stało puste i żeby ktoś pokrywał za nas czynsz i opłaty. Podstawowe koszty życia, czy jesteśmy tu czy tam są zbliżone, w końcu wszędzie trzeba jeść i raz na jakiś czas się umyć.

Największym naszym wydatkiem są szeroko pojęte atrakcje, czyli bilety wstępu do różnych miejsc, no ale po to tu przyjechaliśmy, więc nie będziemy oszczędzać (choć nie zamierzamy też odwiedzić każdego parku rozrywki w okolicach Orlando, bo musielibyśmy chyba skrócić naszą podróż). Póki co sporo pochłaniają też noclegi, ale mamy nadzieję zacząć korzystać ze strony boondockerswelcome.com – coś w stylu couchsurfingu dla kamperowców, już jesteśmy umówieni na pierwsze darmowe noclegi. No i dochodzi jeszcze koszt benzyny, ale tego niestety w żaden sposób przeskoczyć się nie da, jedyne co możemy zrobić to szukać najtańszych stacji benzynowych i programów zniżkowych, co zresztą intensywnie robimy.

W sumie na wyjazd chcemy wydać mniej więcej tyle, ile kosztuje nowy rodzinny samochód średniej klasy, o którym to część ludzi marzy i za którym niezmordowanie przez jakiś czas goni. Mamy jednak wrażenie, że nie do końca chodzi o to, ile to wszystko kosztuje i dlaczego nas na to stać. Jakiś czas temu wpadły nam w oko statystyki, według których znakomita większość ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy, nie zmienia jej, nawet jeśli dostaną inną ofertę (źródła i procentów niestety nie pamiętamy, aczkolwiek były one dla nas szokujące). Najwyraźniej lepsze jest zło które już znamy od tego co nas czeka za rogiem. Szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego. Nie lubimy zmian. Nie lubimy nieznanego.

Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy rozstać się z naszą „libijską” firmą, bo wyjazd do Trypolisu z dwójką dzieci jest w tym momencie zbyt ryzykowny. Mogliśmy zostać w Polsce i szukać kolejnej pracy, ale podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Nie była to decyzja łatwa, nie wiemy co nas czeka po powrocie, czy przez najbliższe pół roku uda nam się wymyślić coś, co pozwoli nam się utrzymać i da satysfakcję, (ewentualnie co nas uczyni obrzydliwie bogatymi – jeśli ktoś ma dla nas jakiś pomysł to niech pisze!), ale wiedzieliśmy, że mamy trochę oszczędności, dzieci są w wieku nieszkolnym więc mamy czas i nie chcemy spędzić życia myśląc tylko o pracy. Kiedy, jeśli nie teraz?

Nie zaprzeczamy że, ważną rolę w tym równaniu grają pieniądze, ale z naszych obserwacji wynika, że nawet ci, którzy je mają, bardzo często nie decydują się nie tylko na wyjazd na pół roku, ale nawet rzucenie niesatysfakcjonującej, wyniszczającej pracy. Jest taka scena w serialu „Breaking Bad”, gdy Skyler prowadzi Walta do pomieszczenia, które wynajęła do przechowywania zarobionych przez niego na produkcji metamfetaminy pieniędzy. Pokazuje mu olbrzymi stos banknotów. On pyta ile tam jest, ona odpowiada, że już dawno straciła rachubę. „Ile jeszcze musisz zarobić, żebyś mógł powiedzieć, że wystarczy?”.

Zawsze można mieć więcej, zawsze można kupić większe mieszkanie, lepszy samochód. Każdy wybiera, to, co dla niego najważniejsze. My też wybraliśmy i nie wiemy, co będzie po powrocie, nie mamy (niestety) podręcznej drukarenki petrodolarów i wiemy, że ta sielanka nie potrwa wiecznie, ale postanowiliśmy cieszyć się chwilą, a o przyszłość pomartwić się, jak już będziemy musieli. Czego i Wam serdecznie życzymy.

 

Skończyliśmy już blogować, więc wyłączyliśmy komentarze. Nasze posty mogą się teraz starzeć w ciszy i godności:)

  • Anonimowy

    09/02/2013

    Kochani,takie momenty jak Wasza podróz,takie bycie razem,pokazywanie dzieciom świata,to najważniejsze chwile życia.Bez żadnej przesady.
    Dwa lata temu w ciągu dwóch godzin straciliśmy dom i dorobek całego zycia.Teraz kiedy odbudowujemy to swoje zycie najbardziej żałujemy pamiątek z dzieciństwa naszych dzieci i zdjęc z podrózy.Ale też najbardziej się cieszymy że te podróze odbywaliśmy(czasami zamiast remontu łazienki,czy nowego ogrodzenia:))Przedmioty którymi człowiek sie otacza mozna odbudowac,ale takich wspólnych chwil w róznych zwykłych i niezwykłych miejsach,nie. Olu,statystyki o których pisałaś ,niestety nie kłamia,większośc ludzi nie odważyłaby się na taką podróz,bo zamartwiliby się już na zapas co będzie póżniej.A o póżniej ,często można martwic się, póżniej.:)
    Cieszcie się sobą. Wspaniałej podrózy!!

  • 08/02/2013

    Moim zdaniem w ogóle nie powinniście się tłumaczyć,a tym zawistnym (moim zdaniem) "polskim" polakom pozostawić tę nutkę niepewności, jakim cudem Was na to stać! 😉 To co robicie jest świetne, będę Waszą wierną czytelniczką nie tylko przez moment – jestem przekonana, że jak dalej konsekwentnie będziecie prowadzić bloga i dawać regularne wpisy i zdjęcia – w pewnym momencie to także stanie się dodatkowym źródłem Waszego dochodu. Może chociaż jakiś nocleg gratis w zamian za recenzję lub jakiś sponsor się trafi 😉 Tego Wam życzę i dziękuję, że chociaż na chwilę mogę oderwać się od rzeczywistości mojej warszawskiej i przenieść do wymarzonego kampera!

  • Anonimowy

    08/02/2013

    Jestescie swietni! My rowniez uwazamy ze dzieci nie ograniczaja, a wrecz dodaja skrzydel i pomagaja realizowac marzenia. Nasz Dominik od wieku niemowlecego kooperowal z nami w kwestiach podrozniczych. A co do tematu finansowania zyciowych wyborow, to nie warto dywagowac, generalnie kazdy wydaje na to, co jest jego priorytetem. Trzymamy za Was kciuki. I czekamy na kolejne posty. Winiarczyki!

  • 07/02/2013

    Jakbyście gdzieś trafili na taką drukarenkę petrodolarów, to koniecznie dajcie znać 🙂

    Szerokiej drogi!

  • 07/02/2013

    Podoba mi sie ze odwazyliscie sie na ten wyjazd. Tylko pozazdroscic.

  • 07/02/2013

    Do odwaznych swiat nalezy. Powodzenia!

  • 07/02/2013

    zacznijcie vloga z Młodym, fame factor podskoczy pod sufit 🙂

Sorry, the comment form is closed at this time.