Sekwoje Welcome To

Z sekwojami z gór Sierra Nevada (sekwoje olbrzymie lub mamucie, dla łatwiejszego zapamiętania zwane też mamutowcami olbrzymimi) i sekwojami wiecznie zielonymi (zwanymi też dla ułatwienia czerwonymi) z wybrzeża Kalifornii i Oregonu jest trochę jak z aligatorami i krokodylami. Prawie to samo, ale jednak nie do końca. Najważniejsze różnice są dwie: geograficzna (o tej było w poprzednim zdaniu) i wielkościowa (olbrzymie są największe, wiecznie zielone – najwyższe).

Widzieliście chińskie podróbki samochodów znanych marek? A chińskie osiedla stylizowane na Luwr, albo chińską krzywą wieże w Pizzie? Jeśli tak, to pewnie nie zdziwi Was fakt, że istnieją też i chińskie sekwoje. Myślano, że wyginęły, ale w 1944 roku pojawiły się nagle gdzieś w odludnych górach. Nikt oczywiście oficjalnie nie posądza Chińczyków o podróbkę, ale my wiemy swoje. Podobno w Chinach są z nich całkiem dumni. Onet mówi, że są mało atrakcyjne. Onet musi uważać na to co mówi, bo sam pewnie będzie kiedyś chiński.

Kalifornia – nie tylko Park Narodowy Sekwoi

Jeśli ktoś jest ciekawy jak mamutowce i czerwono-zielone sekwoje wyglądają, to ma w czym wybierać. Przede wszystkim w Kalifornii, bo Oregon chwali się sekwojami trochę na wyrost. Najbardziej wysunięty las sekwojowy jest kilkadziesiąt mil na północ od granicy z Kalifornią.

A Kalifornia? Najsłynniejszy jest oczywiście Park Narodowy Sekwoi. Nam do niego było niestety nie po drodze. Poza tym uznaliśmy, że z naszą niechęcią do zimna nie będziemy się tam wybierać w połowie kwietnia. Średnia temperatura w dzień dobija tam na „sekwojowych” wysokością do zaledwie 11 stopni Celsjusza. A że śnieg potrafi zalegać do maja, więc część dróg i szlaków mogła być niedostępna.

Mamy więc do czego wracać. Przegapiliśmy takie atrakcje jak Generał Sherman, o którym, dzięki Onetowi, wiemy, że to największy organizm żyjący na Ziemi! Ma około 2100 lat, 84 metry wysokości, 11 metrów średnicy pnia u podstawy, i niewiarygodną wagę, szacowaną na 1385 ton! Chapaue bas Panie i Panowie (choć może nie w kwietniu, żeby nie ryzykować przeziębienia)!

O sekwoje olbrzymie otarliśmy się jeszcze w parku narodowym Yosemite. Przy przecinającej park „120”, tuż za znakiem, że droga jest zamknięta (zwyczajowo do połowy maja), ale przed jej faktycznym zamknięciem są dwa zagajniki z sekwojami w przyzwoitej odległości na spacer z dziećmi. Mieliśmy szczere chęci, by tam pójść, ale spacery po dolinie i chłód dały nam się we znaki. Zagajniki mijaliśmy tuż przed zmrokiem, kiedy było już naprawdę zimno i lekko zawiedzeni wyjechaliśmy z parku bez oglądania mamutowców.

 Uważaj sekwojo, bo ktoś ci dziecko podrzuci!

Uważaj sekwojo, bo ktoś ci dziecko podrzuci!

Big Basin Redwoods – sekwoje dla geeków

Odpuściwszy sobie największe sekwoje, postanowiliśmy napatrzeć się na te najwyższe. Jeszcze z San Francisco, a dokładniej to z San Jose zrobiliśmy sobie wycieczkę do Big Basin Redwoods. Głównie dlatego, że wtedy nie wiedzieliśmy, że czeka nas jeszcze ładnych 400 mil wycieczki wśród tych drzew.

Park stanowy Big Basin Redwoods jest ledwie kilka godzin jazdy od Doliny Krzemowej. Komputerowych geeków jednak nie dostrzegliśmy – w ogóle było niewiele ludzi, ale pamiętajmy, że zwiedzaliśmy go w środku tygodnia w połowie kwietnia.

Do Big Basin Redwoods dojeżdża się krętą drogą przez góry. To ciekawe miejsce na spacer, choć parking okazał się dość drogi – 10 USD od samochodu (opłata ta upoważnia nas do zaparkowania za darmo w pozostałych parkach i plażach stanowych w okolicy). Za to wydane kilkadziesiąt złotych rekompensują świetne widoki i kilka całkiem przyjemnych szlaków spacerowych w sam raz dla rodziny z dziećmi. Jak to w sekwojowych lasach, warto się ciepło ubrać – wysokie drzewa skutecznie blokują promienie słoneczne, a park, jak przystało na sekwojowy zagajnik, jest położony na dość dużej wysokości.

Big Basin Redwoods

Big Basin Redwoods. Sekwoje i inna zielenina

Avenue of the Giants, sekwoje w najlepszym wydaniu!

Jednak jeśli ktoś zamierza potem uderzyć na północ wybrzeżem, może sobie darować Big Basin Redwoods. Będzie miał jeszcze okazję zobaczyć sekwoje w miejscach zapierających dech w piersiach, do których, co wcale nie takie nieistotne, wjedzie często za darmo.

Naszym ulubionym miejscem było Avenue of the Giants czyli Aleja Gigantów. Jest to 32-milowa droga idąca równolegle do „101”, a dokładniej stara „101”, w północno-zachodniej Kalifornii terenach stanowego parku Humbolts oraz parku narodowego Redwoods. Może kiedyś stworzymy długi wpis z różnymi historiami o tworzeniu parków w USA. W przypadku Humbolts i Redwoods stanowe i federalne rządy na wyścigi kupowały ziemię i deklarowały  kolejne tereny parkami.Wynikało to oczywiście z gry lokalnych interesów i walki o władze. Stan tracił bowiem kontrolę nad parkiem narodowym, który stawał się terenem federalnym. Do tego dochodziły jeszcze protesty okolicznej ludności (która musiała poddać się ograniczeniom) lub jej lobbing, o ile ograniczenia sankcjonowały nabyte prawa (np. zakazywały konkurencji budowy kolejnych hoteli).

Wracając jednak do Avenue of the Giants… To chyba też najczęściej fotografowane na świecie miejsce z sekwojami, bo droga wije się między ogromnymi drzewami i nierzadko zwęża się na tyle, że wielu Amerykanom na widok samochodu z naprzeciwka drżą ręce, a mieszkańcom powiatowej Polski przypomina się ulica za domem.

Jak należy mierzyć sekwoje

Jak należy mierzyć sekwoje

Sekwoje, czyli drzewa-spryciarze

Aleja Gigantów to głównie „scenic drive” – równa jak stół trasa widokowa, ale odchodzi od niej kilka szlaków. Jeden z nich prowadzi do Wielkiego Drzewa –  sekwoi wysokiej na 100 metrów. Można go podziwiać z niewielkiej polany.

Sekwoje były na tyle sprytne, że w walce o dostęp do słońca wykształciły naturalną odporność na pożary. Ich kora nie jest łatwopalna, a gałęzie rosną bardzo wysoko. Jakby tego było mało, to dodatkowo wysiewają się po pożarach – temperatura otwiera szyszki. Młodym sekwojom jest wtedy łatwo, bo nie walczą o słońce w gęstym lesie, ale na spalonej ziemi.

Właściwie na wszystkich starych sekwojach widać ślady ognia. Ponieważ natura lubi symbiozę, to sekwoje wykształciły sobie symbiotyczny gatunek zwany strażakiem amerykańskim, który co jakiś czas wywołuje kontrolowany pożar. Dzięki ogniowi wokół sekwoi rozwija się bujne, ale niezbyt wysokie życie. Brakuje więc innych wysokich drzew, które mogłyby je przesłaniać spacerowiczom. Można zadzierać głowę do góry i szukać wierzchołków 100-metrowych gigantów.

Aleja Gigantów jest tak majestatyczna, jak można się tego spodziewać po jej nazwie. Sam przejazd przez nią zajmuje godzinę i wcale nie ma się go dosyć. Oczywiście co chwila jest miejsce na poboczu, by się zatrzymać i pospacerować między drzewami. Czasem błąkając się po ścieżkach między paprociami i ogromnymi sekwojami można się poczuć jak w Jurassic Park. I to w dodatku 6D, z chłodem, wiatrem, zapachami. Uroku sekwojom dodają też (choć Ola składa tu protest) ślimaki żółte, czyli banana slug. Trafia się na nie co chwila, na szczęście wolą być na drzewach niż pod nogami. Faktycznie wyglądają jak banany rozciągnięte na pniach sekwoi. Jak ktoś ciekaw, to może zgoogle’ować. Ola rządzi aparatem, więc my zdjęcia nie mamy.

Jeśli ktoś ma ochotę na więcej spacerów, to może odbić na inne boczne drogi. Te jednak nie są przeznaczone dla kamperów i samochodów z przyczepami, dlatego my pomknęliśmy prosto na północ. Ale bez przyczepy pewnie byśmy na nie zjechali. Na zdjęciach w gazetce rozdawanej przy wjeździe do parku widać, że to wąziutkie, polne drogi wijące się wśród drzew. Poza tym odbijają od nich prawie dzikie szlaki, gdzie poza sezonem trudno spotkać kogoś innego niż niedźwiedzia czy łosia.

Sekwoja drive-thru

Sekwoja drive-thru. Idealna amerykańska atrakcja

Sekwoje jako rozrywka dla gawiedzi

Okolice „101” to też prawdziwy sekwojowy park rozrywki klasy B a czasami nawet C. Każdy, komu się trafiła na podwórku większa sekwoja i mógł coś z nią zrobić próbuje wyczarować z niej atrakcję. Może to być domek w sekwojowym pniu, dom z sekwojowym kominem (nie zatrzymaliśmy się, ale wyglądało na pusty pień sekwoi, do którego dobudowano dom z piecem), droga kolejka linowa między drzewami, zwana szumnie Trees of Mystery. Brakowało tylko zoo z sekwojami do głaskania i karmienia.

Na Drive Thru Tree Park, czyli park z drzewem, przez które można przejechać, musieliśmy się jednak skusić. To taka prawdziwa amerykańska instytucja i atrakcja, którą trzeba zaliczyć. W okolicy jest ich kilka, my chyba wybraliśmy ten najbardziej znany. W gazetce z pobliskiego Parku Narodowego z jednej strony chwalą się takimi atrakcjami, a z drugiej trochę im głupio i zapewniają, że teraz nikt by na to nie pozwolił. No ale, że otwory w sekwojach powiększono lat temu kilkadziesiąt, to przecież nic już z tym nie zrobimy, a całkiem fajnie się przejechać swoim pontiakiem przez takie drzewo. Nasza przyczepa się niestety nie mieściła, więc pozostał spacerek.

Tak można wymęczyć dziecko sekwojami

Sekwoje – dobry sposób na zmęczenie dziecka

Avenue of the Giants to najlepsze z sekwoi, co czeka was na „101”. Dalej na północ jest ich coraz mniej i krajobraz dominują świerki, sosny i inne pospólstwa. A miejsce przydrożnych drive-thru sekwoi zaczęły zajmować drive-thru espresso kioski. Z jednej strony nas to zmartwiło. Z drugiej, przyjęliśmy taką zmianę z wyrozumiałością. Na północy bez kawy ani rusz.

(Visited 565 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

1 komentarzSkomentuj

  • Banana slugs have been used as food by Yurok Indians of the North Coast and by German immigrants in the 19th and early 20th centuries. A yearly festival and contest is held at Russian River (California) including slug races and a contest for recipes 🙂

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *