

Wyoming i Południowa Dakota mają to do siebie, że o zasięg, zarówno internetowy jak i telefoniczny, łatwo nie jest, więc po wjechaniu w bardziej cywilizowane okolice odkryliśmy, że mamy wiadomość na poczcie głosowej. Tyle że nasz telefon jest w T-Mobile, i łapiąc jedynie zasięg AT&T nie chciał nam owej wiadomości odegrać. Próbowaliśmy i próbowaliśmy i już prawie machnęliśmy ręką, ale Paweł zaatakowany niespodziewanie przez bezsenność, zdołał w końcu odsłuchać wiadomość następnego dnia bladym świtem ręcznie sprawdzając dostępne sieci. Oddzwoniliśmy i umówiliśmy się na parkingu pod sklepem Cabela’s na obrzeżach Rapid City, gdzie spędziliśmy noc. Terry i Karla przyjechali po godzinie. Obejrzeli Eddiego dokładnie, wysłuchali naszych opowieści o wszystkich wadach i zaletach naszej przyczepy (pewnie łatwiej by nam w życiu było, gdybyśmy nie byli tacy uczciwi…), potargowali się chwilę i…klamka zapadła.
W decyzji chyba pomógł im wódz Grand Cherokee. Trochę się na niego irytowaliśmy w tej podróży, ale tym razem chyba się dobrze spisał. Terry szukał bowiem małej przyczepy, którą mógłby ciągnąć… swoim Grand Cherokee. Jego samochód był trochę starszy od naszego, ale wtedy jeszcze robili silniki o pojemności 5,7 l, zamiast naszych 4,7 l. Na krótsze niż kilkumiesięczne wyjazdy da radę.

Sorry, the comment form is closed at this time.
Anonimowy
Fajnie sie skompresowaliscie do jeepa :). Szacun! Troszke tych rzeczy bylo!
osiemstop
Pod nogami dzieciarni i między ich fotelikami mieliśmy jeszcze trochę gratów, i pod moimi nogami…łatwo nie było:) A i tak sporo zostawiliśmy nowym właścicielom Eddiego…