
„Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do dworu w Komborni (…) czuło się, że dawno wysączyło się stąd życie, reszta trwała siłą woli” – pisał kilka lat temu Ryszard Skotniczny obecny właściciel Dworu, któremu zawdzięcza on odrodzenie. Teraz Kombornia nie tylko żyje, ale i dostarcza innym wielu uroków życia: od odrestaurowanej z szacunkiem dla historii architektury przez wino, dworską kuchnię i czekoladę aż po spa.
Skrzypnęła kuta brama. Minęliśmy stawy idąc z wolna, pnącym się w górę podjazdem. Wiatr podnosił suche liście i ciskał nimi na powrót o ziemię, w coraz to nowej konfiguracji, jakby próbując czy ta kompozycja bardziej udatnie odmaluje atmosferę tego miejsca. Zważone mrozem chwasty sterczały z pajęczyny pęknięć na schodach (…). Coś jednak czyniło to miejsce pięknym. Trudno rozstrzygnąć czy istotą była szlachetna kompozycja zróżnicowanej, wielobryłowej architektury. A może naturalna etola sędziwych drzew, których wigoru od dawna nie ograniczała ręka ludzka. A może to coś było bardziej metafizycznej natury.
„Pamiętnik Felixa Urbańskiego. Tom 1 (1850-1859). Wstęp”
Do Komborni przyjechałem późnym marcowym popołudniem. Nie trafiłem tam sam, ale z małą, aczkolwiek zacną grupą piszącą o kulinariach i podróżach. Sam pewnie bym nie trafił, a tym bardziej z całą ośmiostopową ekipą. Spa, hotel i dużo gwiazdek to trochę nie nasz klimat. Ale w podróżach czasem trzeba wyjść poza sferę komfortu. Spróbować czegoś nowego, otworzyć się na nowe doznania.
W Komborni czekały na nas dwa najważniejsze punkty wieczoru. W Restauracji Magnolia mieliśmy spróbować dań kuchni dworskiej i wariacji na jej temat a w Salonie Win Karpackich Daniel Aniołowski miał odkryć przed nami uroki win z tego regionu Europy. Odmówilibyście takiemu zaproszeniu?
W progach Restauracji Magnolia powitał nas Ryszard Skotniczny, który dla cichej i spokojnej Komborni porzucił wielkomiejski Kraków i który też jest autorem wstępu do cytowanego wyżej pamiętnika. Dworowi poświęcił już prawie dekadę. W 2007 roku nabył liczący 10 hektarów zespół pałacowo-parkowy i rozpoczął prace adaptacyjne. Czterogwiazdkowy Dwór Kombornia. Hotel&Spa otworzył swoje podwoje dwa lata później – w 2009 roku.
Kombornia – dwór, którego historia nie oszczędzała
Skotniczny we Wstępie wspomina, że to Komborni pierwszy raz przyjechał zimą i mi też w udziale przypadła pierwsza zimowa wizyta. Może to magia nazwy przyciąga w te rejony zimową porą. Kombornia wywodzi się bowiem prawdopodobnie z niemieckiego Kaltenbrunn, co mogłoby oznaczać zimną wodę lub studnię. Ale w pamiętnikach pojawia się też Kahlenborn, którą to nazwę szybko spolszczono do Kąborni. Jedno jest pewne. Miejscowość założyli w XIV wieku niemieccy osadnicy ze Śląska.
Dwór jest trochę młodszy. Prawdopodobnie w XVI wieku w miejscu dzisiejszych budynków powstał dwór obronny otoczony fosą z palisadowym ogrodzeniem, bastionami i samborzem, czyli bramą ze strażnicą. Ten dwór podzielił los setek, jeśli nie tysięcy podobnych założeń i w XVII wieku, prawdopodobnie w czasie potopu szwedzkiego, spłonął.
Ale potem przyszły czasy Sobieskiego, a więc wielkiej odbudowy i w Komborni stanął nowy, tym razem typowy polski dwór alkierzowy (alkierze to narożniki wyraźnie wyodrębnione z bryły budynku, mogą przypominać baszty i historycznie właśnie z nich wyewoluowały). Przebudowywano go kilkukrotnie – ostatni raz pod koniec XIX wieku, kiedy powstała ośmioboczna wieża oraz połączenie dworu i pobliskiej oficyny.
Losy dworu były skomplikowane, a historia go nie oszczędzała. Budynki wraz z parkiem wielokrotnie przechodzą z rąk do rąk. W 1846 roku w czasie rzezi galicyjskiej Kombornia pada łupem powstańców chłopskich, a jej właściciele ledwo uchodzą z życiem. 100 lat później na Dwór znów spadają klęski. W 1941 roku ówczesny właściciel – hrabia Andrzej Szeliski zostaje aresztowany i wysłany do Oświęcimia za działalność konspiracyjną, a administratorką majątku staje się denuncjatorka Szeliskiego – jego życiowa partnerka Marta Mader. Jak wieść gminna niesie, pod koniec wojny kombornianie mieli ją za to wywieść ją z dworu na gnoju.
Żołnierze Armii Czerwonej potraktowali Kombornię po swojemu – w komnatach palono ogniska, resztki wyposażenia (większość wywieźli Niemcy) rozrzucano po parku. W kolejnych latach dwór pełnił rolę magazynu na zboże i szkoły. Pod koniec lat 70-tych rozpoczęła się karuzela nowych właścicieli i niekończących się remontów. Parkiem właściwie nikt się nie zajmował i z czasem stracił on czytelność kompozycji. I tak dwór dotrwał do 2007 roku.
Kombornia: kuchnia, wino, czekolada i…
Dwór odżył dopiero wraz z nowym gospodarzem. Jak Ryszard Skotniczny zdradził kiedyś portalowi hotelarstwo.net:
Postanowiliśmy znaleźć miejsce, gdzie ludzie poddani reżimowi pracy „na okrągło” będą mogli przyjechać, żeby odpocząć, naładować akumulatory, odbudować więzi rodzinne i uzyskać stan pewnego błogostanu. Stwierdziliśmy, że takie miejsce może być w dowolnym regionie Polski, bo jeśli będzie miało swój klimat i urok, to ludzie je znajdą i do niego przyjadą.
My byliśmy jednak w Komborni głównie po to, by ten stan pewnego błogostanu uzyskać głównie przez podniebienie. W Restauracji Magnolia mieliśmy okazję spróbować dań przyrządzonych przez szefa kuchni Jacka Kulika. Nawet moje, bardzo niewprawne podniebienie było w stanie docenić zupę z kiszonych rydzów, a sernik z niepasteryzowanego mleka był dziełem sztuki z innego świata. W menu, które miało być opracowane w oparciu o lokalne produkty i tradycję, trochę zgrzytała obecność np. krewetek tygrysich, ale cóż, skoro właśnie one są niektórym potrzebne do osiągnięcia błogostanu, to dlaczego ich odmawiać?
W drugiej części wieczoru trafiliśmy za to do miejsca, które trudno było opuścić. I to nie tylko dlatego, że jak wychodziliśmy to już mocno plątały nam się nogi i języki. Przed gospodarzem tego miejsca – sommelierem Danielem Aniołowskim, postawiono zadanie niebagatelne – zgromadzić setkę win reprezentacyjnych ale i godnych uwagi z regionu Karpat. Dominują wina z Węgier, Słowacji i Rumunii, ale nie brakuje też kilku dobrych winnic z Podkarpacia. Próżno za to szukać butelek z zakarpackiej Ukrainy, bo, jak stwierdził Aniołowski, nie ma tam jeszcze nic wartego uwagi. A więc bracia Ukraińcy, czas zakasać rękawy i porządnie zabrać do pracy!
Pasja i wiedza Aniołowskiego zamieniły wizytę w salonie w enologiczną podróż przez Karpaty. Dzięki niedawnym wyjazdom na Słowację, gdzie miałem okazję spróbować doskonałych win i miodów, wiem, że nasi południowi sąsiedzi zrobili ogromny krok w rozwoju sztuki winiarskiej w swoim kraju. Ale że na przykład tacy Rumunii, którzy też przecież musieli się zmagać z socjalistycznym podejściem do wina, dorobili się winnic tworzących trunki na najwyższym światowym poziomie? Z tego nie zdawałem sobie sprawy. Każda butelka zaproponowana przez Aniołowskiego potrafiła czymś zaskoczyć, każde wino i winnica, w którym powstało miało swoją historię, każde doczekało się mocnej oceny znawcy oraz mniej lub bardziej delikatnego naprowadzenia, czego szukać w aromacie i smaku.
Jakby mało wina było w Salonie, to winne inspiracje posłużyły też do stworzenia czekoladowych kompozycji Aniołowskiego wykonanych przez Mistrza Polskich Cukierników Mirosława Pelczara. Muszę przyznać, że zrozumienie konceptu Chocowine zajęło mi trochę czasu. Co właściwie miałaby mieć wspólnego czekolada z winem? Czy chodzi o opracowanie kompozycji pod określone wino? Czy bardziej o „przemycenie” aromatów wina do czekolady? Najlepiej jednak nie przesadzać z analizą, tylko po prostu jej spróbować oraz, jak piszą jej twórcy „niczym wino, zbadać pod względem aromatu, delektować się smakiem i ocenić harmonię”.
No więc spróbowaliśmy. I to w dodatku rodzinnie. Dzieciaki nie miały łatwo. Niby czekolada, ale… Najłatwiej im poszło ze smakami złamanymi owocami, np. doskonałym Pinot Noir, czyli czekoladą przebitą liofilizowanymi malinami i jeżynami. Problem w tym, że twórcy Chocowine (do nazwy jednak nie przywyknę) wydają się nie lubić zbyt łagodnych, owocowych smaków, dlatego gdzie tylko mogli łamali je a to chilli, a to pieprzem. To nie są łatwe smaki dla młodego podniebienia.
Ludzie na świecie dzielą się na dwie podstawowe grupy. I kryterium podziału nie jest linia oddzielająca tych, co stoją tam, gdzie stało ZOMO od pozostałych. Kryterium podziału jest owocowe. Najłatwiejszym testem jest lada z lodami. Jak wybierzesz karmel, jesteś jednym z nich. Jak wybierzesz truskawkę, jesteś tam gdzie ja:) Dlatego z chocowine najbardziej smakowały mi czekolady owocowe. Gewurztraminer z cudownym grejpfrutowym finiszem, czy Porto, w którym niebędąca moją miłością glutowata śliwka jest postawiona do pionu przez wyrazisty fiołek. No i Riesling z cytrynami, jabłkiem i jaśminem. Może owocowe smaki są łatwiejsze, ale w życiu chyba nie chodzi o to, żeby zawsze mieć pod górkę. Prawda?
Przez te nasze kulinarne i enologiczne przygody w Komborni na drugi plan zeszły inne mocne punkty dworu, czyli oferta hotelowa i SPA. A Kombornia Hotel&Spa ma się tu czym pochwalić. Hotelowy pokój, który przypadł mi w udziale, może nie powalał na kolana wielkością, ale trudno mu było cokolwiek zarzucić. Spa zebrało wśród towarzyszy dużo pozytywnych opinii i co ciekawe, wcale nie jest tak, że sytuuje się cenowo na kieszeń niemieckiego czy francuskiego emeryta. Kiedy oddawaliśmy się kulinarnym rozkoszom, zaczynało się właśnie pool party (tłumacząc na nasze: dobre napitki przy basenie wieczorową porą) niezwykle popularne wśród okolicznych mieszkańców. Dwór nadal więc potrafi być centrum życia dla sąsiadów. I tak trzymać!
Dwór Kombornia Hotel&SPA****
Kombornia 1, 38-420 Korczyna k/Krosna
Tel.: (+48) 13 435 42 89, e-mail: hotel@DworKombornia.pl
Zarezerwuj nocleg w Dwór Kombornia Hotel&SPA, Kombornia, Polska
Sorry, the comment form is closed at this time.
Robert
Piszesz bardzo ciekawie i co najważniejsze przystępnym językiem.
Co prawda trafiłem na twoją stronę trochę przypadkiem, niemniej zostanę tutaj jeszcze trochę i poczytam pozostałe artykuły. Pozdrawiam 🙂 !
osiemstop
Dzięki, bardzo nam miło, mamy nadzieję, że pozostałe też się spodobają! Pozdrawiamy!
Julekk
świetne zdjęcia 🙂 w ogóle fajny artykuł, dzięki i czekam na kolejne 🙂
osiemstop
Dzięki:) Następny już w drodze!
Asdw
Naprawde? A to ciekawe, bo wsrod moich znajomych i mnie samej czesto uzywana jest nazwa Kalifornia. Chodz nic z nia nie ma wspolnego… 😀 pozdrawiam.
komborni
Kombornia ma jedno i na końcu. Błąd ortograficzny, ale pouczający.
osiemstop
Zasugerowaliśmy się Kalifornią, o której ostatnio pisaliśmy w pewnym artykule:) Ale fakt, Kombornia nie Kalifornia. Dzięki za czujność, poprawiamy:)