
Następny dłuższy przystanek zaplanowaliśmy dopiero w okolicach San Antonio, ale po drodze chcieliśmy zobaczyć Johnson NASA Space Center w Houston. My i NASA? Wiedzieliśmy, że będą nas wyrzucać po zamknięciu. Chcieliśmy więc zanocować za rogiem i z rana ruszać dalej. Tak zaczęliśmy naszą przygodę z darmowymi noclegami na parkingach.
O TYM PRZECZYTASZ W TYM WPISIE
Zanocować przy Cracker Barrel
W Stanach jest kilka miejsc, w których zwyczajowo można zaparkować swoim kamperem na noc i nikt nie powinien się przyczepić. Są to między innymi parkingi koło sieci restauracji Cracker Barrel. Zadzwoniliśmy wcześniej zapytać, czy nie będą mieć nic przeciwko temu, żeby u nich zaparkować po godzinach otwarcia na kilka godzin. Usłyszeliśmy mniej więcej taką odpowiedź:
Chcecie zaparkować z przyczepą na noc pod restauracją? Nie mogę wam powiedzieć, czy możecie tu zaparkować na noc czy nie. Mogę wam jedynie powiedzieć, czy mam coś przeciwko temu. No więc nie mam.
Dojechaliśmy wieczorem, zaparkowaliśmy na zapleczu na miejscach dla tirów/rv i nie niepokojeni przez nikogo poszliśmy spać. Cracker Barrel jest czynny od godz. 6 do godz. 22. Wstaliśmy koło godz. 8 i poszliśmy na śniadanie. Sądziliśmy, że o tej porze w knajpie przy autostradzie będą pustki. Tymczasem, ku naszemu zdziwieniu, natknęliśmy się na spory tłum. Na stolik czekaliśmy 10 minut, gdy wychodziliśmy czas oczekiwania wynosił już pół godziny. Nieźle jak na knajpę, w której, tak na oko, jest z 50 stolików…
To bardzo duża zaleta jeżdżenia i mieszkania w kamperze/przyczepie. Można sobie wieczorem podjechać do ulubionej knajpy, pójść na kolację a z samego rana spacerkiem wrócić na śniadanie. Jeszcze fajniej mieszka się w kamperze w mieście, tak jak nasz znajomy Witek z Warszawy. Śniadanie z własnej kuchni w parku? Nocleg nad Wisłą? Herbatka pod Pałacem Kultury? Całe miasto wasze!
Johnson NASA Space Center w Houston
Albo całe Stany, jak w naszym przypadku. Po śniadaniu jedziemy do Johnson NASA Space Center. Samo Houston postanawiamy ominąć, nie mamy ochoty na zwiedzanie miasta. Za wstęp do centrum kosmicznego płacimy (z kuponami zniżkowymi z Welcome Center) 35 USD. Taniej niż Kennedy Space Center ale od razu widać, że atrakcji jest mniej a i całe centrum jest raczej niewielkie.
Z centrami NASA jest tak, że Floryda obsługuje starty z przylądku Canaveral, a Teksas zajmuje się kontrolowaniem misji już w kosmosie. Stąd, jeśli dojdzie do awarii, należy krzyczeć: Houston mamy problem, a nie Canaveral mamy problem. Ze zrozumiałych też powodów KSC jest bardzo mocno rakietowe, a Johnson NASA Space Center koncentruje się bardziej na specyfice życia i pracy astronautów w kosmosie. Można więc choćby poznać działanie kosmicznej toalety i dowiedzieć się, co dzieje się z tym, co tam trafia.
Johnson NASA Space Center jest za to dużo bardziej nastawione na rodziny z dziećmi. Centralne miejsce zajmują olbrzymi plac zabaw i różnego rodzaju atrakcje dla dzieciarni w wieku szkolnym i przedszkolnym (jak na przykład wielka góra klocków lego mających dość luźny związek z kosmosem). Jakby się dłużej temu przyjrzeć, to można odnieść wrażenie, że nawet jak na dość nieduży hangar, to brakowało im pomysłów, atrakcji i kosmicznych akcesoriów. Ale kto by tam stał i się na to gapił skoro można po prostu puścić Maćka, żeby sobie poszalał.
Na szczęście dla dorosłych też coś się znajdzie. Pokaz zdjęć Ziemi z kosmosu zatrzymuje nas na dobre 15 minut.Co prawda nagrania z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej można obejrzeć sobie w domu na komputerze, ale „smakuje” jakże inaczej w otoczeniu rakiet, księżycowych skał i różnych kosmicznych gadżetów.
Wahadłowca brak, ale jest Saturn V
Film o historii lotów kosmicznych wciąga nawet Maćka. Z kolei film w IMAXie o międzynarodowej stacji kosmicznej zawodzi nasze oczekiwania. IMAX daje przecież tak ogromne możliwości, których w żaden sposób tu nie wykorzystano. Na osłodę wchodzimy na piętro, gdzie możemy zajrzeć do wnętrza wahadłowca. Nasza miłość do wahadłowców, jakby nie patrzeć kosmicznych samolotów, jest bezwarunkowa. Bierzemy wszystko, co jest i łykamy bezkrytycznie. Szkoda, że w Houston domu nie znalazł żaden z emerytowanych pojazdów, ale jeszcze kilka miesięcy jazdy po Stanach przed nami, więc może gdzieś na oryginalny wahadłowiec trafimy.
Podobnie za to jak w KSC na Florydzie, tu też jest hangar z Saturnem V oraz centrum szkoleniowe dla astronautów. Maciek jak to Maciek jest co prawda zafascynowany rakietami i kosmosem, ale odciągać go trzeba tylko od klocków lego i zjeżdżalni. Z tej o wysokości trzech pięter nie zjechał, ale dwupiętrową zaliczył dwa razy.
Oglądamy jeszcze wykład o życiu w kosmosie. Gdzie indziej pewnie prowadziłby to jakiś doktorant zajmujący się pozaziemskimi podróżami. Tutaj na podium stanęła astronautka. Opowiadała o różnych bardzo codziennych problemach, a którymi trzeba sobie radzić. Najwięcej radości na publice wzbudziła historia o tym, dlaczego ręce trzeba chować na noc do śpiwora. Ona raz nie schowała i nagle obudziło ją w nocy… policzkowanie. Obudziła się przerażona, sądząc, że ktoś przyszedł ją zaatakować, co w kosmosie może wróżyć nawet większe problemy niż zwykle. Okazało się jednak, że to jej własne ręce krążąc sobie w przestrzeni w końcu zaczęły lądować na jej twarzy.
Gdzieś po drodze przechodzimy też przez wnętrza Space Lab – amerykańskiego poprzednika Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W modułach o naturalnych rozmiarach zawieszono astronautów, którzy wyglądają jakby szybowali. Wszystko, jak zwykle w takich miejscach, jest dopracowane w każdym detalu.
Piżama Party z NASA
Do Space Center szczęśliwie trafiamy w weekend, kiedy otwarte jest dwie godziny dłużej niż zwykle niż w tygodniu – do 19 zamiast do 17, ale i tak tradycyjnie już jesteśmy ostatnimi zwiedzającymi. Tym razem obsługa nie musiała nas wypraszać, bo za bardzo zajęta była ekipą harcerek, która wpadła na kosmiczne piżama party. Grzecznie wyprosiliśmy się sami, a strażnik otwierając nam drzwi zapewnił, że nic się nie stało, mimo że było już prawie pół godziny po zamknięciu.
Zmęczeni ruszamy w drogę i postanawiamy dalej eksplorować temat parkingowego nocowania za darmo. Największą sieć darmowych noclegów dla kamperowców zapewnia…Walmart. Większość tych supermarketów pozwala zatrzymać się na noc, zawsze warto jednak zapytać, żeby nie mieć przykrej niespodzianki w postaci policjanta pukającego w okno w środku nocy. Zdarza się bowiem, że choć Walmart nie ma nic przeciwko noclegom, to władze miasta jednak mają. Stajemy na samym brzegu parkingu, tuż koło innej sieci restauracji Denny’s – dzięki temu załapujemy się też na darmowy internet. Nie kradniemy go jednak na krzywy ryj. Odwdzięczymy się rano.
Na śniadaniu w Denny’s jeszcze nie byliśmy. Ich menu jest całkiem podobne do Cracker Barrel, choć lokal sytuuje się półkę niżej. Różnicę widać w niższych cenach, mniej „usłużnej” obsłudze. Kolejki w Denny’s nie było, ale przy większości stolików siedzieli ludzie, często całe rodziny z licznym potomstwem. przez kolejne miesiące będziemy w Denny’s dość często, bo sieć wprowadzi promocję z sutym śniadaniem za ledwie kilka dolarów. Posileni ruszamy dalej na zachód eksplorować prawdziwy Teksas.