
Grand Staircase ma też jedną z najbardziej adekwatnych nazw w Utah. To naprawdę są wielkie schody. W jednym z visitors center była świetna makieta, która to pokazywała. Schodki ciągną się od Wielkiego Kanionu. Każdy kolejny schodek to nowe klify, większe poprzeczne szczeliny tworzą kaniony (jak na przykład Zion), a bardziej ostro potraktowane przez erozję klify tworzą mozaikowe amfiteatry (jak na przykład Bryce). Makieta była oczywiście sporym uproszczeniem, ale można się było poczuć trochę jak w kawale o wspinaniu się na dywan…









Hole-in-the-Rock ma jeszcze wiele atrakcji. Mocno polecane są kaniony szczelinowe. Nawet nas przez chwilę kusiły, ale po pierwsze byliśmy już zmęczeni spacerami (Kalina robi się coraz cięższa, coraz bardziej wyrywna i mobilna i ciężko utrzymać ją w nosidełku), a po drugie były całkiem daleko (ponad 14 mil od Devil’s Garden). No i, jak śpiewała Agnieszka O., pamiętajcie o kempingach. Hole-in-the-Rock to darmowe miejsca do spania w promieniu kilku mil od „12”. My z nich nie korzystaliśmy, ale jakby ktoś kiedyś potrzebował namiarów, to niech do nas pisze i podzielimy się namiarami.



Pierwszych kilkanaście mil Burr Trail Road jest też wystarczająco malowniczych, żeby się pozachwycać. A miejsce na nocleg jest fantastyczne. Po około 5-5,5 mili od „12” trzeba zjechać za zakrętem, jak tylko minie się znak z ograniczeniem prędkości do 35 mil. Po prawej stronie widać żwirowany zjazd oraz duże stare drzewo rosnące na środku placu. Pod samym drzewem jest dobre miejsce dla dużych rv. Mniejsze rv i namiotowcy mogą skorzystać z trochę schowanego miejsca od drogi przy samym zejściu do strumienia. Cisza (drogą po zmroku nikt nie jeździ), ognisko, gwiazdy. Ehh, będzie nam tego brakowało…
