DSC
Pięknie było w Dixie National Forest pod Czerwonym Kanionem, ale w końcu trzeba było ruszać w dalszą drogę. Następnym punktem programu miały być okolice miasta Escalante i spenetrowanie trochę bardziej Grand Staircase-Escalante National Monument. To ogromny teren rozciągający się między „89” (południe), kanionem Bryce (zachód), „12” (północ) i Capitol Reef (wschód).
Prawie 2 miliony akrów pustkowi, fantastycznych kanionów, skał oraz kilku intrygujących dawnych szlaków ciągnących się po horyzont.

Grand Staircase ma też jedną z najbardziej adekwatnych nazw w Utah. To naprawdę są wielkie schody. W jednym z visitors center była świetna makieta, która to pokazywała. Schodki ciągną się od Wielkiego Kanionu. Każdy kolejny schodek to nowe klify, większe poprzeczne szczeliny tworzą kaniony (jak na przykład Zion), a bardziej ostro potraktowane przez erozję klify tworzą mozaikowe amfiteatry (jak na przykład Bryce). Makieta była oczywiście sporym uproszczeniem, ale można się było poczuć trochę jak w kawale o wspinaniu się na dywan…

DSC00985

Mimo najszczerszych chęci nie udało nam się podtrzymać serii darmowych noclegów i po raz drugi w Utah zanocowaliśmy na płatnym kempingu. A było tak. Mieliśmy znalezioną darmową miejscówkę (dzięki Marianne), ale jako że teren ten podpada pod National Monument, na nocleg trzeba mieć pozwolenie (darmowe) z BLM. Zatrzymaliśmy się więc po drodze w jednym z BLM-owych biur (Cannonville), żeby takowe uzyskać, ale okazało się, że z powodu kryzysu w poniedziałki i wtorki biuro jest zamknięte. W przeszłości Amerykanie radzili sobie z kryzysem właśnie inwestując w parki narodowe i tereny publiczne. Tym razem najwyraźniej wzięli przykład z Europy i tną. A ofiarami tych cięć padają oczywiście niewinni, czyli w tym wypadku my.
DSC01009
Wahaliśmy się chwilę co zrobić, pojechaliśmy nawet na miejsce, gdzie chcieliśmy zanocować, z mocnym postanowieniem, że jeśli nie zobaczymy żadnego znaku wprost zakazującego nocowania na dziko to zostaniemy, i jakby co będziemy tłumaczyć się niewiedzą. W końcu jednak zrezygnowaliśmy. Do miejsca kempingowego dojeżdżało się piaszczystą drogą, która – jak głosił znak – w przypadku deszczu staje się nieprzejezdna. Tymczasem nad głowami wisiała nam wielka, czarna chmura. Postanowiliśmy nie ryzykować.
 DSC01069
To może kemping w parku stanowym? Z jakiegoś powodu zapamiętaliśmy, że nocleg w Kodachrome State Park kosztuje 6 USD. Okazało się, że nie 6 a 16 USD. Za miejsce bez żadnych podłączeń? Nie, dziękujemy. Stanęło na płatnym kempingu w Escalante – dla nas kosztował niecałe 4 USD, a to dlatego, że skorzystaliśmy z kuponu z Good Sam Club na 25 USD zniżki. Na dodatek miła pani na kempingu pozwoliła nam następnego dnia zostawić przyczepę do wieczora, dzięki temu udało nam się pozwiedzać okolicę, wymienić olej w samochodzie no i podładować wszystko co się dało.
 DSC01025
Miasteczko Escalante samo w sobie jest średnio interesujące. Chwali się, że jest miasteczkiem z największym chyba nagromadzeniem budynków z przełomu XIX i XX wieku w Utah. Na mapce wygląda faktycznie interesująco, w rzeczywistości to niestety często walące się rudery, albo jakieś szkielety wystające z zarośli i zza nowszej zabudowy. Widać w każdym razie, że Escalante się bardzo marketingowo stara, będąc po środku parków narodowych Utah, ale jednak nie do końca to wychodzi. Z okolic miasta jest też wyjście na szlak wzdłuż rzeki Escalante. Nie warto. Po mniej więcej godzinie spaceru wąską ścieżką wzdłuż rachitycznego strumienia pełnej krowich kup zrezygnowaliśmy. Wypada podziękować wężowi, który kręcił się po ścieżce za przekonanie nas do tej decyzji.
 DSC01026
Na następną noc byliśmy dużo lepiej przygotowani. Zdobyliśmy stosowne pozwolenie z BLMu (podobne pozwolenia widzieliśmy potem wyłożone przy wejściach na szlak, wizyta w biurze nie jest więc chyba konieczna, aczkolwiek zalecana, bo różnie z tymi formularzami przy szlakach bywa). Pani która nas obsługiwała na naszą prośbę o pozwolenie zapytała gdzie chcemy nocować. Pokazaliśmy na mapie – Burr Trail Road przy Boulder. O, to tam jest piękny kemping, jedyne 4 USD za noc – powiedziała. Ale my chcielibyśmy za darmo, bez żadnych luksusów i podłączeń – powiedzieliśmy. To się świetnie składa – ucieszyła się pani – bo tam nie ma żadnych podłączeń. Uff, ciężko było wytłumaczyć, że nie chcemy płacić za coś, co możemy mieć za darmo…
 DSC01040
Zanim jednak przenieśliśmy się dalej na północny-wschód zaliczyliśmy jeszcze jedną „bardzo boczną” trasę widokową zwaną Hole-in-the-Rock Road. To kolejny przykład mormońskiej wytrwałości i posłuszeństwa poleceniom płynącym z centrali, czyli od Brighama Younga z SLC. Wymyślił on tą drogę i kazał przeciąć pustkowia Utah szlakiem od Escalante na południowy-wschód do jednej z tamtejszych osad. Wysłał tam ponad 200 osadników, a ci niezmordowanie budowali drogę aż w końcu natrafili na mały problem – rzekę Kolorado w głębokim kanionie. Wyrąbali więc dziurę w skale – stopniowo obniżającą się drogę, która kończyła się na rzece. Tam wystarczyło jeszcze zorganizować przeprawę promową i było po sprawie.
 DSC01058
Przejechaliśmy tylko kawałek Hole-in-the-Rock Road do jednego z polecanych szlaków w Escalante, czyli do Diabelskiego Ogrodu. Cała droga ma kilkadziesiąt mil i strasznie na niej trzęsie. Wszyscy byśmy się porządnie wymęczyli i mało by nas obchodziły piękne widoki na końcu. To jednak może być bardzo ciekawa wyprawa, więc dla bardziej wytrwałych polecamy.
DSC01063
Devil’s Garden to jedno z pierwszych diabelskich miejsc na naszej trasie po południowej Utah. Trochę diabelsko robiło się już w Bryce Canyon, ale tak naprawdę piekło zaczyna się na od Escalante na wschód. Tam szlaki będą nosiły takie wymyślne nazwy jak Flaki Szatana (Satan’s Gut) a łezkę w oku zakręci też ulubiona rzeka złoczyńców Zachodu, takich jak na przykład Butch Cassidy, czyli Dirty Devil River.
 DSC01076
Devil’s Garden to różne bardzo wymyśle formacje skalne, jest trochę grzybków, trochę niby-łuków, trochę rozlanych kształtów jak z obrazów Picassa. Maciek miał tam naprawdę dużo radości. W dodatku nie trzeba za dużo chodzić po zalanych słońcem pustkowiach czy korytach strumieni. Devil’s Garden jest przy samym parkingu. Z drugiej strony Escalante nie jest ważnym przystankiem turystów przemierzających Utah, więc nie ma się co obawiać strasznych tłumów. Przy Devil’s Garden są też stoły piknikowe, toaleta i grille. My nie mieliśmy ze sobą naszych koszy piknikowych, ale to świetne miejsce na tego typu odpoczynek (jedyny minus to mało cienia…).
DSC01086

Hole-in-the-Rock ma jeszcze wiele atrakcji. Mocno polecane są kaniony szczelinowe. Nawet nas przez chwilę kusiły, ale po pierwsze byliśmy już zmęczeni spacerami (Kalina robi się coraz cięższa, coraz bardziej wyrywna i mobilna i ciężko utrzymać ją w nosidełku), a po drugie były całkiem daleko (ponad 14 mil od Devil’s Garden). No i, jak śpiewała Agnieszka O., pamiętajcie o kempingach. Hole-in-the-Rock to darmowe miejsca do spania w promieniu kilku mil od „12”. My z nich nie korzystaliśmy, ale jakby ktoś kiedyś potrzebował namiarów, to niech do nas pisze i podzielimy się namiarami.

 DSC01024
Escalante ma też w tej okolicy kilka innych perełek, które odpuściliśmy ze względu na odległości. To przede wszystkim wodospady Lower Calf Creek. To 3-milowy spacer w jedną stronę, jak dla nas to niestety trochę za dużo. Do Wave’a daliśmy radę, ale do Wave’a doszlibyśmy nawet po swoim (ale lepiej cudzym) trupie. Droga do wodospadu jest podobno niezwykle malownicza, po drodze mija się indiańskie prekolumbijskie ruiny oraz ładne rysunki naskalne. Kanion, którym prowadzi szlak widzieliśmy potem z „12”, która biegnie nad nim i faktycznie wyglądał niezwykle malowniczo.
 DSC01132
Z miejscowości Escalante wyjechaliśmy dość późno, po powrocie z Devil’s Garden i przenieśliśmy się zaledwie kilkadziesiąt mil dalej na Burr Trail Road, tuż za miejscowością Boulder. To też niezwykle malownicza trasa widokowa, trochę mniej boczna, bo pierwsze 30 mil jest asfaltowe, potem robi się bardzo wąsko, stromo, żwirowo i przez to jeszcze ładniej. Tą drogą można, niejako od tyłu, wjechać do parku narodowego Capitol Reef. Nie próbowaliśmy, bo jest baaardzo mocno odradzana samochodom z przyczepami.
DSC01160

Pierwszych kilkanaście mil Burr Trail Road jest też wystarczająco malowniczych, żeby się pozachwycać. A miejsce na nocleg jest fantastyczne. Po około 5-5,5 mili od „12” trzeba zjechać za zakrętem, jak tylko minie się znak z ograniczeniem prędkości do 35 mil. Po prawej stronie widać żwirowany zjazd oraz duże stare drzewo rosnące na środku placu. Pod samym drzewem jest dobre miejsce dla dużych rv. Mniejsze rv i namiotowcy mogą skorzystać z trochę schowanego miejsca od drogi przy samym zejściu do strumienia. Cisza (drogą po zmroku nikt nie jeździ), ognisko, gwiazdy. Ehh, będzie nam tego brakowało…

 DSC01176
Sześć mil dalej od naszego kempingu jest mały kanion szczelinowy, a właściwie po prostu zwężająca się szczelina w wysokiej skale, która w broszurce Escalante jest nazwana „Long Canyon Slot”. Wbrew nazwie to dosłownie kilkadziesiąt metrów, ale ma swój urok. Zwiedziliśmy następnego dnia po przyjeździe. Potem wystarczyło podpiąć na nowo przyczepę i mogliśmy ruszać do Capitol Reef, która jak to z utańskimi nazwami bywa ani nie jest Kapitolem, ani nie jest rafą. Ale skąd się nazwa wzięła nietrudno było odgadnąć…