Chcieliście kiedyś przez chwilę zamieszkać gdzie indziej? Budzić się w innym domu, w innym kraju, z innym widokiem z okna, witać się z innymi sąsiadami, kupować bułki w innym sklepie na rogu, a wieczorem popijać wino siedząc w wygodnym fotelu z kotem na kolanach. A wszystko to na tydzień, dwa, tyle ile  macie urlopu i to prawie za darmo? To wszystko da Wam house sitting.

Marzycie, żeby zamieszkać w Nowym Jorku, Londynie albo Barcelonie, a może wolelibyście dom w Toskanii albo ranczo gdzieś w Patagonii? Albo w Luizjanie, mieć na ganku bujane krzesła, tak jak na zdjęciu na początku tego wpisu, siadać sobie tak popołudniami i wystawiać się do słońca? Pobyć gdzieś dłużej niż weekendowy citybreak, chociaż ze 2-3 tygodnie, a może nawet kilka miesięcy? Tyle żeby „poczuć się jak lokales”, łyknąć klimatu miasta czy okolicy, pozastanawiać się przez chwilę, co by było gdyby… Pozwiedzać, albo wręcz przeciwnie, zwalczyć wewnętrzny imperatyw zobaczenia jak najwięcej za wszelką cenę, i dla odmiany posiedzieć na tyłku, przeczytać książkę i jednocześnie nie mieć poczucia, które mielibyśmy nic-nie-robiąc w domu, że skoro już nic nie robię to może posprzątam, ugotuję albo zrobię coś z długiej listy rzeczy zawsze odkładanych na później?

Czy uwierzycie jeśli Wam napiszemy, że wszystko to można mieć (prawie) za darmo?

A może kiedyś zamieszkamy na chwilę na Brooklynie?

House sitting, czyli od kwiatka, przez kanarka aż po stado koni

Jakiś czas temu klikając po internecie w poszukiwaniu nowych marzeń odkryliśmy ideę house sittingu, i od tej chwili połowa naszych clickstreamów kończyła się na jednej z wielu stron oferujących tę usługę (druga połowa zwykle kończy się gdzieś w okolicach rvtrader.com😉 ). Oglądaliśmy apartament na Manhattanie, rezydencję byłego ambasadora z jednego z krajów afrykańskich w południowej Francji, farmę w Ekwadorze, i wiele innych miejsc, które mocno działały na naszą stęsknioną wyjazdów wyobraźnię i zastanawialiśmy się jak by to było „pomieszkać” chwilę w takim miejscu. Aż wreszcie pozbyliśmy się kawiarni, zyskaliśmy nieco czasowej elastyczności i podjęliśmy decyzję: próbujemy naszych sił w house sittingu!

Idea jest prosta: gdzieś na świecie mieszka sobie ktoś, kto ma psa, kota, rybki albo świnkę morską, a czasem nawet kury, konie i krowy, i ten ktoś chce wyjechać na wakacje, ale nie ma z kim zostawić zwierzyny. Czasem nawet nie ma zwierząt, ale trzeba się zaopiekować domem, podlać kwiatki i po prostu pomieszkać. Wtedy taka osoba rejestruje się na jednej z wielu stron house sittingowych, określa daty, opisuje swoje wymagania i… czeka na chętnych.

Chętna do zajęcia się kotkiem

House sitting – ile to kosztuje?

A my? My najpierw musimy wybrać serwis, w którym się zarejestrujemy. Jest ich całkiem sporo, o czym możecie przekonać się wpisując „house sitting” w wyszukiwarkę. Zdecydowaliśmy się na MindMyHouse. Dlaczego? Powodów było kilka. Przede wszystkim akurat w dniu podejmowania decyzji właśnie tam znaleźliśmy najwięcej interesujących nas ofert. Przekonali nas też byciem „rodzinnym biznesem”. Wprawdzie nie jest to największa ze stron, a jednak inne tego typu portale zdają się być bezosobowymi wyszukiwarkami. Za MindMyHouse stoją Susan i Alan, którzy stworzyli stronę w 2004 roku i do tej pory nią zarządzają.

No i last but not least, jest to chyba najtańsza ze stron house sittingowych: roczny abonament kosztuje zaledwie 20$, podczas gdy na innych stronach tego typu opłaty sięgają nawet ponad 100$. Oczywiście jeśli skorzystamy z house sittingu kilka razy w ciągu roku i porównamy ile wydalibyśmy w tym czasie na hotele, może się okazać, że nawet te 100$ to niezła okazja, ale jak mamy do wyboru zapłacić 100 a 20, to jednak wolimy mniej:)

Co dalej? Tworzymy swój profil, piszemy kim jesteśmy, czego oczekujemy, wrzucamy kilka fotek, a jeśli kiedyś już pilnowaliśmy komuś domu i/lub zwierząt to warto załączyć referencje i możemy zaczynać przeglądać oferty! Gdy znajdziemy coś, co nas zainteresuje, klikamy „Apply now” i piszemy do właścicieli dlaczego to właśnie nas powinni wybrać do opieki nad swoim domem.

Housesitting

House sitting od podstaw. Nasz profil na MindMyHouse

House sitting – czy trudno o ten pierwszy raz?

House sitting jest wymianą barterową – w zamian za opiekę nad domem i zwierzętami dostajemy zakwaterowanie za darmo (choć czasem zdarza się, że musimy dorzucić się do kosztów prądu czy wody, jednak w takim przypadku zawsze będzie to jasno określone w ofercie). Oczywiście reszta, w tym dojazd i wyżywienie, pozostają już w naszym zakresie.

Obecnie na MindMyHouse zarejestrowanych jest około 6 000 „sitterów” i prawie 17 000 właścicieli. Konkurencja jest spora, ale nawet świeżaki nie są bez szans. Najlepiej więc na początku porządnie przyłożyć się do swojego profilu. Im bardziej przekonująco zachęcimy właścicieli domów, żeby to właśnie nas wybrali, tym większe mamy szanse. Wielu właścicieli ma bardzo określone oczekiwania, co do tego jak należy zająć się ich psem czy kotem – niektórzy chcą po prostu, by je nakarmić i pogłaskać, inni wymagają niemalże stałej obecności w domu z ich pupilem, dlatego warto dokładnie przeczytać ofertę, na którą chcemy odpowiedzieć, żeby potem nie było nieporozumień.

Czasem właściciel pisze wprost, że „sitter” (wybaczcie użycie anglicyzmu, ale nie wymyśliliśmy żadnego zgrabnego tłumaczenia tego słowa na polski) będzie potrzebował własnego samochodu, a czasem samochód dostaje się „w pakiecie” z domem (trzeba pamiętać, by w takim przypadku ustalić kwestie ubezpieczenia). Niektórzy wymagają też zaświadczenia o niekaralności (które bez problemu można zamówić przez Internet za kilkadziesiąt złotych, a za drugie kilkadziesiąt przetłumaczyć je przysięgle), a przed przekazaniem kluczy podpisują formalną umowę (jej wzór można pobrać ze strony MindMyHouse).

Czy łatwo jest „złapać house sittingową fuchę”? Profil na MindMyHouse założyliśmy pod koniec listopada z nadzieją na znalezienie przyjemnego lokum na święta i na Sylwestra. Od razu wysłaliśmy kilka zapytań, kusiło nas zwłaszcza na mieszkanie w centrum Barcelony, ale gdy przez 3 dni nie otrzymaliśmy odpowiedzi, postanowiliśmy szukać dalej. I już kilka dni później dostaliśmy odpowiedź od Helen, Brytyjki mieszkającej w Stambule, że chętnie nas pozna. Umówiliśmy się na rozmowę na Skype’ie i… następnego dnia kupowaliśmy bilety!

Nasz pierwszy house sitting. Kalina i Butterscotch

Od założenia profilu do otrzymania e-biletu minęło dokładnie 5 dni, tyle też wysłaliśmy zapytań. Mieliśmy więc 20-procentową skuteczność, ale trzeba pamiętać, że szukaliśmy oferty last minute, z ledwie 2-3-tygodniowym wyprzedzeniem, a więc skierowanej raczej do nieuwiązanych przez zbyt wiele obowiązków sitterów.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że rodzina z dwójką dzieci niekoniecznie jest marzeniem każdego właściciela domu (choć zdarzają się i tacy, którzy wprost piszą, że zapraszają z dzieciakami albo z przyjaciółmi). Na dodatek będąc „nowymi” na MindMyHouse nie mamy jeszcze żadnych referencji, a skoro nawet kupując coś na Allegro sprawdza się zazwyczaj czy kontrahent ma komentarze, tym bardziej zostawiając komuś dom czy zwierzęta jest zrozumiałe, że „sitterzy” z doświadczeniem mają większe szanse na otrzymanie ciekawej oferty.

Tym bardziej jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, że tak szybko poszło – może to dlatego, że Stambuł jest ostatnio nieco mniej rozchwytywaną lokalizacją (choć bilety kupiliśmy jeszcze przed ostatnimi zamachami)? A może nie każdy chce wyjeżdżać w święta? Tak czy inaczej mamy nadzieję, że z czasem i my staniemy się „atrakcyjną partią” i będziemy mogli przebierać w ofertach. Zresztą nie zamierzamy narzekać – Stambuł zawsze nas fascynował a po rozmowie i wymianie maili z Helen i serdecznym powitaniu zgotowanym nam przez jej męża mamy przeczucie, że świetnie trafiliśmy!

Co ciekawe, Helen była jedyną osobą, która nam odpisała. Z pozostałych czterech miejsc nie dostaliśmy nawet zdawkowej odpowiedzi. Nie wzięliśmy tego jednak do siebie. Niewykluczone, że na najciekawsze oferty przychodzi zbyt dużo zgłoszeń, by na każde odpisać. Zresztą nasze początki na Boondockers Welcome gdy byliśmy w Stanach też nie były łatwe, ale nie zraziliśmy się, i dzięki temu poznaliśmy wielu naprawdę świetnych ludzi.

Housesitting. MindMyHouse

House sitting, czyli kto, gdzie i na jak długo

Kto korzysta z house sittingu? Na MindMyHouse znajdziecie oferty z Europy, Stanów i Kanady, Australii, Ameryki Południowej, czasem trafi się nawet coś z Azji czy Afryki. W Europie idea house sittingu wydaje się być najpopularniejsza w Anglii i Francji, jest też sporo domów w Hiszpanii, ale trafiają się nawet takie miejsca jak Bułgaria czy Łotwa. Nie widzieliśmy za to jeszcze żadnej oferty z Polski. Więcej ciekawostek znajdziecie w house sittingowych statystykach MindMyHouse.

Lektura innych serwisów house sittingowych zdaje się potwierdzać teorię, że korzystają z nich głównie mieszkańcy krajów anglosaskich. Nawet w Hiszpanii, Francji, czy np. w Afryce większość ofert wystawiają Anglicy. Co więc skłania do oddania swojego domu, zupełnie lub prawie obcej osobie? Z jednej strony na pewno troska o pupila – zatrudnienie kogoś z zewnątrz do wykarmienia, wyprowadzenia na spacer i zapewnienia rozrywki zwierzęciu w niektórych krajach jest dość kosztowne.

Dodatkowo obecność kogoś w domu znacznie zmniejsza ryzyko włamania. Stąd, jak podkreśla wikipedia w haśle „house sitting”, w krajach anglosaskich popularność house sittingu napędzają… firmy ubezpieczeniowe. W Kanadzie czy Wielkiej Brytanii pozostawienie na dłużej domu bez mieszkańców może znacząco podnieść składkę ubezpieczeniową, a nawet zakończyć się zerwaniem polisy! Wydaje nam się jednak, że kwestie praktyczne to nie wszystko, że przynajmniej dla części właścicieli domów, to też forma dzielenia się z innymi, tym co się posiada (w tym wypadku domem czy mieszkaniem). Taka zinstytucjonalizowana forma „gość w dom, Bóg w dom”, podobnie jak Couchsurfing czy Boondockers Welcome, z których korzystaliśmy w USA.

Na jak długo można zostać sitterem? Są ogłoszenia o house sittingach ledwie kilkudniowych, są też takie, które trwają nawet kilka czy kilkanaście miesięcy. Nasz pierwszy raz to ponad dwa tygodnie w Stambule. Jak było? O tym napiszemy Wam już wkrótce, ale jesteśmy przekonani, że będzie fantastycznie i to doświadczenie stanie się dobrym początkiem nowej, ekscytującej i – mamy nadzieję – wieloletniej przygody!

(Visited 1 858 times, 1 visits today)

Powiązane wpisy

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *