Głuchołazy: złote uzdrowisko pełne historii

Są na polsko-czeskiej granicy takie miasta, które samą nazwą zachęcają do ich odwiedzenia. Czy nie chcielibyście odwiedzić kopalni pod Złotym Stokiem, wypić dobre piwo w Złotych Górach, zakochać się jak Marianna Orańska w Białej Wodzie? A Głuchołazy? Cóż, dzięki czeskiemu czarnemu PR-owi nazwa jest jaka jest. Tymczasem miasto ma nie tylko ciekawą i barwną historię, ale może być też dobrą bazą wypadową do zwiedzenia okolicy.

Jak więc doszło do tego, że dawna Kozia Szyja od prawie 75 lat zwie się Głuchołazami? Wszystkie tropy prowadzą za naszą, a wcześniej pruską południową granicę. Czeska nazwa Hlucholazy pojawia się po koniec XX wieku na mapach austriackich, a po 1918 roku również czeskich, czy raczej czesko-słowackich. Wywodzi się od złośliwego określenia “hluché lázně”, czyli pustego uzdrowiska. Pomysł na takie oznaczenie na mapach miejscowości Ziegenhals (Kozia Szyja) mógł się wziąć z nieczystych zagrań uzdrowiskowych marketingowców. Pobliski Jassenik wyrósł bowiem na główny ośrodek wodolecznictwa, ale Bad Ziegenhals kroczył za nim krok w krok nie ustępując ani urodą, ani poziomem zabiegów. No ale, kto by chciał jeździć do pustych łaźni… Niestety, czeskie proroctwo sprawdziło się po II wojnie światowej. Miasto straciło status uzdrowiska, a domy uzdrowiskowe albo obróciły się w ruinę, albo zmieniły swoje przeznaczenie.

Głuchołazy. Spacer po mieście

Kozia Szyja oddaje ukryte złoto

Zacznijmy jednak od początku. Na początku była puszcza z przepływającym przez nią potokiem. Puszcza stanowiła granicę między księstwem śląskim, którym władali biskupi wrocławscy, a królestwem Czech. Obie strony zasiedlały dość aktywnie swoje tereny, ale puszcza na granicy tak bardzo nie kusi. Miasta na Śląsku powstają trochę bardziej na północ, na dawnych szlakach handlowych – jak na przykład Nysa. Aż w końcu, na początku XIII wieku rzeka Biała (Bělá, Biele) Głuchołaska (Jesenická, Ziegenhalser) odkryła przed zbłąkanymi wędrowcami swój największy skarb – złoto. Wywołało to szybką reakcję biskupa Wawrzyńca, który nie tylko wysłał osadników do założenia kopalni na brzegiem rzeki, ale dodatkowo w 1222 roku pozwolił na lokację warownego miasta w celu obrony granicy i złotodajnych terenów.

Miasto w swych pierwszych latach otrzymuje nazwę Ziegenhals, zapisywaną na starych mapach również w wersji łacińskiej: Capri Collum, a w XIX wieku spolszczanej również do Koziej Szyi. Pochodzenia tej nazwy szukano w przypominającej kozią szyję wijącej się rzece Białej. Szukano podobieństwa do niej także w Górze Parkowej. Zwracano też uwagę na fakt, że osadnicy z Frankonii i Turyngii, których Wawrzyniec sprowadził na te tereny często nowe osady nazywali częściami ciał zwierząt, a koza mogła im przypominać dawne życie w wyższych górach.

Głuchołazy: złote uzdrowisko pełne historii

Oczywiście, takie proste wytłumaczenia nikogo nie zadowoliły i pojawiła się też legenda. Kozioszyjanie opowiadali więc historię o tym, jak w trakcie nawały mongolskiej miasto próbowano zdobyć głodem. Po kilku tygodniach jego mieszkańcom nie zostało już nic do jedzenia poza jedną kozą. A jako że głodzony brzytwy się chwyta, to obcięto ostatnią do obcięcia głowę i udając odgłosy kozy wystawiano ją na kiju nad mury w różnych częściach miasta. Widząc wielkie stado kóz, Mongołowie uznali, że miasto zagłodzić się nie da nie i odstąpili od jego murów.

O ile z Mongołami poszło całkiem dobrze, tak sprytni Czesi nie dali się złapać na żadne sztuczki. W 1428 roku husyci palą całkowicie miasto, i kościół pw. św. Wawrzyńca, z którego przetrwały mury z zabytkowym portalem. Bracia czescy byli w swym niszczycielskim szale tak rozkręceni, że zniszczenie Głuchołaz zajęło im jeden dzień, po drodze z Prudnika do Nysy, w dodatku poprzedniego dnia załatwiając tak również Paczków i Widnawę (Vidnavę).

Spacerem przez Głuchołazy: kościół św Wawrzyńca

Spacer po Głuchołazach można zacząć przy najstarszym zabytku Głuchołaz – kościele św. Wawrzyńca z XIII-wiecznym portalem. Co prawda, obecna barokowa świątynia powstała na początku XVIII wieku, ale przy jej budowie wykorzystano elewację dawnej romańskiej świątyni, która powstała ok. 1250 roku. Dzięki temu możemy podziwiać do dzisiaj piękny portal, który swoim stylem pokazuje jak architektura romańska oddawała pola gotykowi. I tak romańskiemu masywnemu wejściu z kamienia z małymi drzwiami nadano gotycką strzelistość łuku. O romańskim rodowodzie świątyni świadczą też grube na 4-5 metrów kamienne mury u podstaw oraz okienka strzelnicze, które przetrwały kolejne przebudowy.

Hełmy i wejścia na chóry pochodzą z początku XX wieku, a neobarokowy ołtarz główny powstał w 1921 roku, natomiast w nawach bocznych usytuowanych jest osiem ołtarzy o cechach późnobarokowych. W ołtarzu głównym dominuje figura św. Wawrzyńca, patrona świątyni, któremu po bokach towarzyszą postacie św. Mikołaja i św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Poniżej znajdują się dwa anioły trzymające symbole świętego, a więc ruszt i pochodnię. Na uwagę zasługuje także ambona ze sceną męczeństwa św. Wawrzyńca przedstawioną na balustradzie schodów oraz bogatą dekoracją figuralną. Warto jeszcze zajrzeć za świątynię. Można zobaczyć tam tablicę, która upamiętnia jedną z wielu silnych powodzi, jakie przez wieki nawiedziły miasto. Tablica pochodzi z 1572 roku a krzyż na niej wskazuje poziom wody z powodzi, która przeszła przez miasto 100 lat wcześniej.

Warowne wójtostwo w Głuchołazach

Ledwie kilkadziesiąt metrów dalej możemy przejść przez zachowane mury i wejść na dziedziniec dawnego warownego wójtostwa. Murom w Głuchałazach udało się przetrwać trudny wiek XIX, kiedy takie relikty po średniowieczu burzono, a dawne fosy plantowano, by dać odetchnąć i rozwijać się miastom. Zbudowano je w połowie XIV wieku, na mocy układu z husytami miały być zniszczone, ale ostatecznie zostały znacznie obniżone. Od XVIII wieku nie miały już znaczącej wartości militarnej, powoli popadały w ruinę i były rozbierane. Ich największy fragment zachował się przy dawnym wójtostwie i w ostatnich latach został odnowiony. W trakcie remontu odkryto m.in. jedną z trzech dawnych miejskich studni. Co ciekawe, nie była ona zasypana, ale jedynie zaczopowana, tymczasem w przedremontowych czasach był tu dziki, podwórkowy parking. Obecny wygląd studni jest historyczną stylizacją i nie ma zbyt wiele wspólnego z dawnym wyglądem.

Warowne wójtostwo w granicach miasta było dość rzadkim rozwiązaniem. Podobny kompleks obronny można oglądać na Śląsku jeszcze tylko w Bystrzycy Kłodzkiej. Wójtostwo mieściło urząd oraz sąd, bo wójt miał nadane również prerogatywy sądownicze. Z dawnego grodu w Głuchołazach zostało niewiele – to głównie południowe skrzydło ze średniowieczną podmurówką i malowniczo wyglądającymi drzwiczkami na różnej wysokości. Wójtostwo zostało gruntownie przebudowane w XVIII wieku przez jezuitów z Nysy, którzy urządzili w nim szkołę. To oni obniżyli część budynków i wyburzyli północne skrzydło. W południowym zachował się jednak podział na duże średniowieczne sale. Obecnie są one podzielone na mieszkania – budynek jest własnością prywatną i niestety nie można go zwiedzać.

Rynek w Głuchołazach, czyli…

… dlaczego nie wystawiać kaganka dla męża, który się w knajpie zasiedział.

Rynek to element najstarszego, obok wczesnogotyckiego portalu, zabytku Głuchołazów, a mianowicie XIII-wiecznego układu urbanistycznego. Oprócz rynku tworzy go dziesięć wychodzących z niego ulic oraz dwie idące po łukach zbiegające się przy Górnej i nieistniejącej już dzisiaj Dolnej Bramie. Oryginalna pozostała numeracja rynku. Dokładnie tak rozdzielono działki między osadników z Frankonii i Turyngii, jakie numery noszą współczesne budynki.

Głuchołazy: rynek

Dawny Ratusz z wieżą zegarową

Na rynku od połowy XVI wieku stał Ratusz. Spłonął w największym pohusyckim kataklizmie – wielkim pożarze w 1834 roku. Pożoga zaczęła się przy budynku nr 10. Mieszkał tam szewc wraz z opiekuńczą żoną. Pewnego wieczoru poszedł na miasto oblewać udany interes, a żona spodziewając się późnego i niezbyt trzeźwego powrotu pozostawiła mu przy wejściu zapalony kaganek. Pijany szewc dotarł dzięki jego światłu do domu, ale wchodząc przez próg potrącił naczynie, które rozpoczęło pożar. Pożoga trwała dwa dni i udało się ją ugasić dzięki pomocy deszczu. Ratusza już nie odbudowano i umieszczono go w kamienicy pod nr 4 (z kozą we fryzie). Dalej góruje nad nim ratuszowa wieża zegarowa. Wieża działa – wybija kwadranse i pełne godziny. Zajmują się nią mieszkańcy, bo po wojnie ratusz znów zmienił adres przenosząc się do dawnego budynku hotelu i winiarni (opróżnionej wcześniej przez radzieckich żołnierzy), a kamienica nr 4 zyskała nowych lokatorów.

Ważnym dla mieszkańców Głuchołaz elementem rynku jest mająca już prawie 500 lat lipa. To drzewo pokoju zasadzone w 1648 roku po zakończeniu wojny 30-letniej, która nie oszczędziła też Głuchołaz. Lipa w latach 90-tych zaczęła się rozszczepiać ze starości. Ktoś wpadł więc na pomysł, żeby w jej szerokim pniu zasadzić nowe drzewo, które mogłoby kontynuować lipną tradycję. Niestety ktokolwiek to był, musiał przysypiać na lekcjach biologii i przegapić tę poświęconą różnym gatunkom lip. Dzięki temu na rynku rosną teraz razem lipa szerokolistna i drobnolistna. Plusem tej sytuacji jest fakt, że kwitną o różnym czasie, więc rynek dłużej przyozdobiony jest kolorowymi kwiatami historycznych drzew.

Głuchołazy. Lipa Pokoju na Rynku

Lipa (Lipy?) Pokoju na Rynku

Wieża Bramy Górnej

Wieża Bramy Górnej prowadząca na południowy trakt handlowy do Pragi to jedyna ocalała wieża z dawnych obwarowań miejskich. Druga – Bramy Dolnej, prowadząca na południe w stronę Nysy i Wrocławia została rozebrana na początku XX wieku. Widać w niej typowe dla takich obiektów rozwiązania – loch głodowy na poziomie ulicy oraz wejście na wysokości dawnych murów. Wybudowano ją w XIV wieku. W kolejnych wiekach podwyższono, potem dodano attykę, a już prawie współcześnie, bo w XX wieku – piramidkę na górze z sygnaturką na iglicy. W sygnaturce prawdopodobnie znajduje się kapsuła czasu, ale nie zdecydowano się jej jeszcze otworzyć.

Wieża przetrwała, bo uznano, że może stanowić ciekawą atrakcję turystyczną. Obecnie jest tu Centrum Informacji Turystycznej oraz taras widokowy. Warto na niego wejść, bo koszt jest niewielki a co uważne oko wypatrzy na pewno kilka charakterystycznych dla miasta obiektów.

Głuchołazy. Wieża Bramy Górnej

Centrum Informacji Turystycznej i taras widokowy w Wieży Bramy Górnej

Centrum Informacji Turystycznej i Wieża Bramy Górnej

pl. Basztowy 4a, 48-340 Głuchołazy
Godziny otwarcia Centrum Informacji Turystycznej w Głuchołazach:
Od października do kwietnia: pn-pt: 8-16, sob: 9-14.
Od maja do września: pn-pt 8-17, sob-nd: 9-14.
Godziny otwarcia tarasu widokowego na Wieży Bramy Górnej:
Od listopada do lutego: nieczynny.
Marzec, kwiecień, październik: pn-pt: 8.-15.30, sob: 9-13.30
Maj-wrzesień: pn-pt: 8-16.30, sob: 9-13.30

Wstęp na Wieżę Bramy Górnej: 2 zł (normalny), 1 zł (ulgowy).

Głuchołazy: Wieża Bramy Górnej

Jak Bad Ziegenhals zamieniło się w hluché lázně

Zdrojowa historia Koziej Szyi sięga podobno XVII wieku, kiedy miejscowi jezuici odkryli zbawienny wpływ nie tylko modlitw, ale i miejscowego klimatu i zbudowali tu “dom wypoczynkowy” dla zakonników. Rozkwit Ziegenhals i pobliskiego Grafenbergu (Jessenika) jako znanych uzdrowisk zaczął się jednak trochę później – na początku XIX wieku. Wiąże się go z nazwiskiem znanego wszystkim Polakom (mamy przynajmniej taką nadzieję) Vincenza Priessnitza. Urodzony w Grafenbergu Pan Prysznic był rolnikiem. W wieku 12 lat musiał na skutek splotu nieszczęśliwych sytuacji zająć się pracą na roli i wziąć na swoje barki utrzymanie rodziny. Jakby nieszczęść było mało doznał wypadku – złamał sobie dwa żebra. Do ich zaleczenia użył stosowanej już wcześniej metody (choć mówi się też, że podpatrzył zwierzęta z lasu, leczące rany w lodowatym źródełku) – poza ścisłym obwiązaniem się bandażami moczył je regularnie w zimnej wodzie. Udało mu się jednak zyskać sławę i wkrótce zaczęli przybywać do niego pierwsi kuracjusze, dla których wybudował w 1822 roku dom zdrojowy.

Za sukcesem finansowym poszedł dobry ożenek – z córką wójta – i kolejne inwestycje. Propagowanie wodolecznictwa szło mu tak dobrze, że zmarł tuż po 50-ce po udarze, ale też z objawami przewodnienia w myśl zasady “częste picie (zimnej wody leczniczej) skraca życie”. Zanim jednak do tego doszło Jessenik był już oficjalnie uzdrowiskiem, a przez dom zdrojowy pana Prysznica w przez jego zakład – nadal istniejący w Lázně Jesseník, przewinęło się ponad 30 tysięcy pacjentów.

Głuchołazy: Dolna Promenada

Dolna Promenada

Vincenz Priessnitz rozwijał znane już wcześniej i stosowane metody wodolecznictwa. Za choroby obwiniał złe soki krążące w ciele, które należało usunąć. Zalecał gimnastykę i długie spacery. Pacjentów hartował zimnymi okładami i… prysznicami. Najpierw była to po prostu woda lejąca się z góry z balii, ale z czasem udało mu się wymyślić słuchawkę prysznicową ze zmiennymi strumieniami. Najbardziej docenili go za to Polacy. Co prawda cesarz Austrii dał mu medal, a w Jesseniku jest jego pomnik i hotel nazwany jego imieniem, ale pierwszy pomnik za życia wystawił mu w Poznaniu hrabia Raczyński a nieśmiertelność dał mu język polski. W innych językach Vincenz nie miał tyle szczęścia, nawet Czesi go nie uhonorowali, nazywając prysznic “sprcha”.

W dzisiejszych Głuchołazach ślad Priessnitza znajdziecie na dawnym głównym placu Bad Ziegenhals – obecnie skwerze z fontanną pod Amorkiem u wejścia do Parku Zdrojowego. Wokół fontanny ustawiono tablice poświęcone osobom, które przyczyniły się do sławy dawnego uzdrowiska – m.in. właśnie Priessnitza. Pierwsze domy zdrojowe w Ziegenhals powstają jednak długo po śmierci wodoleczniczego guru, a status uzdrowiska miasto otrzymuje dopiero w 1877 roku. Kuracjusze spacerują po pięknym Parku Zdrojowym na Górze Parkowej, obecnie częściowo zrewitalizowanym. Powstają najbardziej znane domy zdrojowe – “Juppenbad” (wybudowany w 1877 roku, obecnie, po niezbyt udanej przebudowie, mieści Hotel “Sudety”), “Franzensbad” (1891 rok, wyburzony w 2008 roku), czy “Ferdinandsbad” (1882 rok, dzisiejszy ośrodek Caritasu przy ul. Andersa). Ten ostatni przez wiele lat był najpopularniejszym domem zdrojowym Bad Ziegenhals. Liczył 125 pokoi i już na początku XX wieku wyposażono go w centralne ogrzewanie czy elektryczne oświetlenie.

Głuchołazy

Fontanna pod Amorkiem – dawny centralny plac uzdrowiska

Wodolecznictwo ewoluuje, wprowadzane są chociażby kąpiele w wywarze z igliwia drzew, kąpiele ziołowe, w wywarach z owsianej słomy, siana, w piasku czy na rozgrzanych kamieniach. Wraz z rozwojem uzdrowiska w Zlatych Horach, gdzie bywał choćby Franz Kafka na austriacko-pruskim pograniczu powstaje prawdziwe uzdrowiskowe zagłębie. Z czasem też jego goście coraz mniej gustowali w zimnowodnych torturach skupiając się bardziej na korzystaniu z doskonałego klimatu, świeżego powietrza, ciszy i spokoju. W 1914 roku przedłużono tu linię kolejową, zakładając obecną stację Głuchołazy Zdrój, a w latach 1936-1937 wybudowano imponujący kompleks basenowy, uznany za jeden z najładniej położonych w całej w Europie. Bad Ziegenhals nigdy nie osiągnęło statusu Baden-Baden, ale postrzegano je jako urokliwe uzdrowisko średniej klasy.

Ta idylla kończy się w 1945 roku wraz z wejściem Armii Czerwonej. Nie było tu co prawda silnych walk, te skupiła na sobie Nysa, nie było exodusu niemieckiej ludności (8 tysięcy w 1945 roku), ani wyjątkowego terroru. Był oczywiście szaber i bezmyślne niszczenie przeszłości, jak choćby spalenie 38 tysięcy tomów historii Ziegenhals. Pierwsi osadnicy w Koziej Szyi/Złotym Zakątku/Głuchołazach (kwestia nazwy decydowała się stopniowo) wspominają raczej pokojowe wtapianie się Polaków w niemieckie miasto. “Znajdowałem sobie kolegów Niemców, bo polskiej młodzieży tu nie było. Pamiętam, że większość młodych repatriantów nie potrafiła pływać i niemieccy chłopcy uczyli ich tego  na basenie” – wspominał w Nowej Trybunie Opolskiej dr Czesław Sułek, który z rodzicami przyjechał do Głuchołaz w maju 1945 roku. Przesiedlenia Niemców zaczęły się dopiero w 1946 roku, ostatni wyjechali w latach 50-tych. Wtedy Głuchołazy nie były już uzdrowiskiem, a komunistyczna władza próbowała podnieść z ruin przemysł, przynajmniej to, czego nie rozgrabiła do ostatniej śrubki Armia Czerwona.

Głuchołazy

Statusu uzdrowiska miasto już nie odzyskało, a kolejne przepiękne domy zdrojowe przechodziły do historii. To powoli się zmienia. O przemianie hluchych lázni w Gwarne Lázně może się jeszcze głośno nie mówi, ale kolejne domy zdrojowe są odnawiane, zrewitalizowano Górę Parkową, poprzecinaną pieszymi i rowerowymi szlakami. Żal tylko dawnego symbolu Głuchołaz – basenu miejskiego przy ul. Parkowej. Po wojnie jeszcze w latach 90-tych cieszył się ogromną popularnością i był jedną z największych atrakcji miejscowości. Niestety poważnie uszkodziła go powodzie w 1997 i 2007 roku i od tego czasu popada w ruinę

Miasto przy okazji rewitalizacji Parku Zdrojowego po 2008 roku nie zdecydowało się na jego remont. Nowe, i bardzo chwalone Kąpielisko Miejskie nad Białką powstało z drugiej strony miasta – przy ul. Kościuszki. W ładne dni w czasach przedpandemicznych ściągało tłumy. Znajdziecie tam basen rekreacyjny z częścią pływacką oraz brodzik z parasolem wodnym oraz zjeżdżalnią “Słonik” dla najmłodszych. Jak przystało na kąpielisko to raczej miejsce, żeby się rodzinnie popluskać niż wymęczyć ostrym pływaniem. Dla zmęczonych wodnymi atrakcjami są jeszcze plac zabaw oraz boiska piaskowe do siatkówki i piłki nożnej. Małym minusem jest brak drzew i cienia.

Kąpielisko Miejskie w Głuchołazach “Nad Białką”

ul. Kościuszki 55 A, 48-340 Głuchołazy
Godz. otwarcia: 10-22.
Bilet normalny dzienny (9 zł – jednokrotny, 10 zł – wielokrotny), ulgowy dzienny (5 zł – jednokrotny, 6 zł – wielokrotny),

Złota historia Głuchołaz

Wróćmy jeszcze na chwilę do początków, bo przecież pierwszą żyłą złota dla mieszkańców Głuchołaz nie były lecznicze kąpiele, a… żyły złota. Najlepszym miejscem, by odszukać śladów tej górniczej przeszłości jest Park Zdrojowy – niemal w całości położony na terenie dawnych wyrobisk złota w dolinie Złotego Potoku. Wiedzie przez niego oznaczony na żółto Szlak Złotych Górników. Przejście 7-kilometrowej trasy zajmuje około 3 godzin. My skupimy się tylko na jego fragmencie – Dolnej Promenadzie, która od niedawna zwana jest oficjalnie Aleją ks. Ludwika Skowronka. Jeśli planujecie wybrać się na szlak, to koniecznie zaopatrzcie się w Centrum Informacji Turystycznej w przewodnik, który go dokładnie opisuje. Wiele niezwykłych pamiątek górniczych sprzed 500 lat łatwo może umknąć niewprawnemu oku. Jak niegórniczy współczesny turysta ma bez specjalistycznej podpowiedzi odgadnąć, że górka w lasku to hałda po XVI-wiecznym wyrobisku, a górka z kamieni przy Sarnim Potoku to jedna z najstarszych zapór na terenie Polski?

Szlak Złotych Górników zaczyna się przy Fontannie pod Amorkiem i wiedzie na południe wzdłuż ulicy Parkowej. My jednak poszliśmy w drugą stronę, a więc spenetrowaliśmy tylko ostatnie kilkaset metrów szlaku. Jeśli zrobicie tak jak my, to zaraz za mostkiem huśtanym oraz wiaduktem linii kolejowej od razu spójrzcie w lewo. Widać tam niepozorną ścieżkę w górę oznaczoną znakiem szlaku św. Jakuba, którą można pomylić z pozostałością małego strumyka. To dawne górnicze wyrobisko z XIII wieku. Gdzieś tu pojawiła się kiedyś złotonośna żyła, którą górnicy wyrzeźbili i pogłębiali chodnik we wzgórzu.

Głuchołazy: złote uzdrowisko pełne historii

Wgłębienie po lewej to dawne górnicze wyrobisko

Jakieś 200 metrów dalej działalność średniowiecznych górników szukających złota jest już oczywista. To mała, ledwie kilkunastometrowa jaskinia – pozostałość po dawnej Sztolni Bialskiej. Jej właściwy korytarz odchodził kiedyś w głąb góry i obecnie jest zasypany. Kiedyś sztolnia miała tylko jedno wejście, ale przebito ją XIX wieku, żeby uatrakcyjnić kuracjuszom spacer nad rzeką. Do dziś na terenie Parku Zdrojowego zachowało się ok. 80 dawnych szybów i sztolni, m.in. Sztolnia Cygańska mająca prawie 65 metrów długości. Niestety jest częściowo zalana i nie można jej zwiedzać.

Za Sztolnią Bielską po prawej stronie znajduje się najbardziej znane w Głuchołazach źródełko – Żegnalka. Ze względu na epidemię COVID-19 odstąpiono czasowo od regularnego badania wody, wiec teraz strudzeni wędrowcy piją ją na własne ryzyko.

Głuchołazy. Źródełko Żegnalce

Niestety do najsłynniejszej sztolni w rejonie – Sztolni Trzech Króli również nie ma dostępu. Zbudowano ją w XVI wieku. Zaczynała się przy obecnej stacji kolejowej w Zdroju, a kończyła się 6 kilometrów dalej – w Zlatych Horach przy tamtejszej stacji kolejowej. Wtedy też wydobyto dwa największe samorodki w historii Gór Opawskich o wadze ok. 1,5 kg każdy. Oba zostały darowane cesarzowi Rudolfowi II. Do dzisiaj jeden z nich zdobi wnętrza muzeum w Wiedniu. Wydobycie w sztolni skończyło się jeszcze w XVI wieku i zamknięto ją już w 1595 roku. Trochę szkoda, bo dwieście lat później mogłyby stanowić ciekawą atrakcję łączącą dwa uzdrowiska.

Sztolnia od czasu do czasu o sobie przypomina, kiedy gdzieś między Zlatymi Horami a Głuchołazami zapada się ziemia. Kilkanaście lat temu – w 2007 roku przy wjeździe do Głuchołaz na jednej z działek powstało zapadlisko o głębokości ponad 16 metrów, skąd wypłynął stempel górniczy datowany na 1501 rok.

Głuchołazy. Szlak Złotych Górników

Wejście do dawnej sztolni górniczej prze Dolnej Promenadzie

Na koniec zdradzimy Wam jeszcze dwie ciekawostki z tej części Głuchołaz. Jeśli będziecie w mieście wieczorem, to koniecznie przyjdźcie na nadrzeczną aleję około godz. 20. Wtedy polują tu nietoperze, co jest podobno niezwykłym widowiskiem. A że mamy jeszcze w zakamarkach pamięci widok i odgłos krążących latem nad głowami gacków, to jesteśmy w stanie w to uwierzyć.

Drugą głuchołaską ciekawostką jest przebiegająca przez miasto polska linia kolejowa, będąca częścią… czeskiej linii kolejowej. W trakcie budowy linii kolejowej z Krnova do Jessenika okazało się bowiem, że najprościej przebić się przez Góry Opawskie przez Głuchołazy. I tak teraz, czeskie pociągi wjeżdżają na chwilę do Polski, a potem z niej od razu wyjeżdżają. W czasach PRL-u Głuchołazianie mogli tylko tęsknie patrzeć na czeskie składy. Na granicy wsiadali bowiem do pociągów strażnicy graniczni i pilnowali, żeby nikt składu nie opuścił, ani do niego nie dołączył. Po wejściu do Unii Europejskiej i strefy Schengen sytuacja na szczęście się zmieniła. Czeskie pociągi znów zatrzymują się w Głuchołazach i jeśli ktoś ma akurat w kieszeni parę koron na bilet, to może ruszyć np. do Ołomuńca, czy Pragi, choć niestety nie bezpośrednio jak kiedyś.

Głuchołazy. Huśtany mostek

Huśtany mostek pieszy przez Białą Głuchołaską

Singletracki w Głuchołazach

Rozwijaną w ostatnich latach nie tylko na Dolnym Śląsku, ale i na Opolszczyźnie atrakcją dla miłośników kolarstwa górskiego są tzw. singletracki. To jednokierunkowe, wąskie i kręte trasy górskie, które zazwyczaj prowadzą przez porośnięte lasami góry i wzgórza. Głuchołazy mają też się czym pochwalić w tej kwestii. To ok. 5 km “Złotych Ścieżek” tras o różnym stopniu trudności. Nasz wyjazd rowerowy niestety nie był, ale jeśli wybieracie się do Głuchołaz z rowerem to przygotujcie go na porządny wycisk!

Głuchołazy – gdzie nocować

W Głuchołazach zatrzymaliśmy się na jedną noc w Hotelu Aspen. O ile dla niektórych Głuchołazy mogą się wydawać końcem Polski, tak Hotel Aspen to już jego absolutny koniuszek. Jest bowiem otoczony z trzech stron Czechami, a od trójstronnej granicy dzieli go nie więcej jak kilometr. Ogromną zaletą takiej lokalizacji jest cisza, spokój i widoki. A do Głuchołaz i Zlatych Hor ciągle jest w sumie niedaleko. Jeśli nie planujecie noclegu w tych okolicach, to i tak warto rozważyć wizytę w Aspenie. Miejscowa restauracja karmi bowiem wybornie, a widoki z tarasu są nie do podrobienia.

Booking.com

Za zaproszenie na Opolszczyznę dziękujemy Opolskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. Wizyta była zorganizowana w ramach projektu Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze dla rozwoju pogranicza polsko-czeskiego “Wspólne Dziedzictwo”.

Podziel się swoją opinią: