W Szybeniku zatrzymaliśmy się wracając z Parku Narodowego Krka. Miał być spokojny spacer po mieście i relaksujący obiad – był nerwowy sprint i bułki złapane gdzieś w biegu. A i tak ulewa, która nas dopadła, zmoczyła nas do suchej nitki. Zdążyliśmy jednak zobaczyć kawałek miasta i nabrać apetytu na więcej. Szybenik to idealne miejsce na kilkugodzinny przystanek lub jednodniową wycieczkę.

Deszczowe chmury wisiały nad całą Chorwacją. Porannej ulewie nie udało się jednak pokrzyżować naszych planów: przez kilka godzin zachwycalismy się miksem błękitu i zieleni w Parku Narodowym Krka. Chmury straszyły, ale poza kilkoma kropelkami jakoś nie zdołały wyprodukować więcej wody. Może nie chciały robić konkurencji wodospadom. Liczyliśmy na to, że w Szybeniku też nam się upiecze. Wprawdzie niebo ciemniało i stawało się cięższe z minuty na minutę, ale postanawialiśmy udawać, że tego nie widzimy. W końcu majówka w Chorwacji miała być naszymi pięknymi słonecznymi wakacjami. Ten dzień miał nam trochę zmącić ten idylliczny obraz.

Gdzie zaparkować w Szybeniku

My Polacy uwielbiamy zwiedzać Chorwację samochodem, najlepiej własnym. Jesteśmy już jednym z najbardziej zmotoryzowanych narodów w Europie i czynimy z naszych samochodów użytek. Jest więc spora szansa, że do Szybenika dotrzecie, podobnie jak my, samochodem.

Samochodem do Chorwacji - poradnik

Jak jest z parkowaniem w Szybeniku? Całkiem nienajgorzej. Choć oczywiście nie jest tak, że podejdziemy pod samą główną część starówki i tam znajdziemy miejsce. Jeśli chcecie spróbować, to ledwie kilkadziesiąt metrów od twierdzy św. Michała znajdziecie kilkadziesiąt publicznych miejsc. Niestety, szansa, że będzie coś wolnego jest oczywiście niewielka.

Na szczęście Szybenik nie jest duży, a w mieście znajduje się kilka naprawdę sporych parkingów, które ciężko zapełnić poza sezonem. Po nieudanej próbie z podjechaniem do samego centrum, zdecydowaliśmy się na opcję B, czyli parking obok dworca kolejowego w Szybeniku. Kiedy rzucicie okiem na mapę, zobaczycie, że obok niego jest jeszcze Parking Luka, wciśnięty między dworzec a wodę i co najmniej trzy mniejsze place położone bliżej starówki. Bardzo pomocna w planowaniu miejsca postoju jest ta mapa parkingów w Szybeniku.

Ile kosztuje parkowanie w Szybeniku? Na większości parkingów godzina postoju to koszt 6 HRK, czyli 3,5 PLN w sezonie (1.06-30.09) oraz 5 HRK, czyli 2,9 PLN poza nim. Podobnie jest na miejscach przy ulicy w strefie 0 i 1, gdzie godzina kosztuje 5 HRK przez cały rok. Nieco więcej można zaoszczędzić w oznaczonej na podanej przez nas mapie na żółto parkingach w strefie 2. Tam przez cały rok za godzinę parkowania zapłacicie 3 HRK, czyli 1,45 PLN. A że na przykład taka ulica Tezacka wcale nie jest dalej od katedry św. Jakuba niż parkingi przy dworcu kolejowym, to co bardziej oszczędni może tam właśnie powinni spróbować najpierw.

Nasz Szybenik, czyli gra o to, by nie zmoknąć

Zaklinanie słonecznej rzeczywistości początkowo szło nam nieźle, ale czuliśmy, że zdolności magicznych nie starczy nam na długo i postanowiliśmy się skupić na najbardziej “must see” atrakcjach Szybenika. Dlatego żwawym krokiem ruszyliśmy wąskimi uliczkami w stronę górującej nad miastem twierdzy świętego Michała (niegdyś znanego jako zamek św. Anny). Uliczki same w sobie są urocze i zasługują na zdecydowanie więcej uwagi, niż byliśmy im w stanie poświęcić, ale cóż było robić.

Szybko mijaliśmy malownicze zaułki i kościoły, na dłużej zatrzymał nas jedynie kościół św. Wawrzyńca otoczony przez niewielki ale bardzo malowniczy ogród. Wejście jest bezpłatne, a poza odrobiną cienia, fontanną i przepięknie utrzymaną zielenią znajdziecie tam też niewielką kawiarnię. Poganiani przez chmury niestety nie skusiliśmy się na kawę i lody w tej uroczej lokalizacji, ale w upalny dzień jest to na pewno przyjemne miejsce na przystanek w drodze na szczyt.

Dopiero w twierdzy św. Michała zatrzymaliśmy się trochę dłużej. Nie da się jej nie zauważyć – góruje nad miastem na wyskości 70 metrów n.p.m. Zwiedzanie jest płatne: 50 HRK (29,5 PLN) za dorosłego i 30 HRK (17,5 PLN) za dziecko (poniżej 5 roku życia dzieci wchodzą za darmo). Są też bilety rodzinne (rodzice + dowolna liczba dzieci), które kosztują 110 HRK (64,5 PLN).

Pierwsze wzmianki o budowli na wzgórzu sięgają X wieku, choć swój obecny kształt zyskała dopiero w XV wieku. W XVII i XVIII wieku eksplozje prochu poważnie uszkodziły twierdzę, a w XIX wieku rozebrano mury miejskie, przez co miejsce to straciło swój obronny charakter. Kilka lat temu budowla przeszła grutowny remont zyskując niewielkie muzeum i imponujący amfiteatr. Wewnątrz trudno poczuć już klimat średniowiecznej twierdzy. Nowoczesne pomieszczenia, szkło i ledowe oświetlenie całkowicie przytłumiły stare kamienne ściany. Nie lepiej jest na dziedzińcu, który opanowała metalowa konstrukcja z plastikowymi niebieskimi krzesełkami. Dodatkowo mury od strony sceny zakryto drewnianą ścianą, być może by uchronić kamień przed ewentualnymi uszkodzeniami od stawianych dekoracji.

Polecamy za to spacer dookoła murów. Na ścieżce pod strzlistymi kamiennymi ścianami można poczuć dawną siłę twierdzy i nadzieję, jaką mogła dawać mieszkańcom miasta w dole. Same miasto najlepiej oczywiście podziwiać nie ze ścieżki, ale z samych murów. To właśnie panoramiczne widoki Szybenika są zdecydowanie ciekawsze niż sama twierdza

Z góry widać jak na dłoni jak pięknie położony jest Szybenik. Czerwone dachy starówki okalają twierdzę ze wszystkich stron. Dalej – we wszystkich kierunkach, otacza nas zieleń, a od morza poza pasem bujnej zieleni miasto oddziela dodatkowo kanał św. Ante. Gdybyśmy poszli ścieżką turystyczną wzdłuż kanału, doszlibyśmy do kolejnej warowni – twierdzy św. Mikołaja, nieco młodszej, bo zbudowanej w XVI wieku u ujścia rzeki Krka przez Wenecjan, którzy chcieli w ten sposób uchronić miasto przed atakującymi od strony morza Turkami. Od lipca 2017 roku twierdza znajduje się na liście UNESCO, i prawdopodobnie jest głównym powodem, dla którego jeszcze kiedyś do Szybenika wrócimy.

Atrakcje Szibenika. Widok z twierdzy św. Michała

Czerwone dachy Szybenika. Widok z twierdzy św. Michała

Kolejne fortece, które widać z murów twierdzy św. Michała to warownia Barone znana również jako Šubićevac i położona najwyżej, bo na 115 metrach n.p.m. twierdza św. Jana. Pierwotnie połączone ze sobą kamiennymi murami i fosami budowle zostały wzniesione w ciągu zaledwie kilku miesięcy w 1646 roku, by obronić miasto przed armią Ottomańską. Bilet wstępu do św. Michała jest jednocześnie biletem wstępu do Barone, jest ważny w ciągu 7 dni od zakupu.

Barone nazwę zawdzięcza Baronowi von Degenfeld, pomysłodawcy budowy twierdzy, który (skutecznie) stanął na czele obrony miasta. Fort po odparciu nawały tureckiej wkrótce stracił swoje funkcje obronne i popadł w zapomnienie. Szybko stał się ruiną i jako taka dotrwał w szczątkowej postaci do XX wieku. Wtedy kupiło go miasto Szybenik i przywróciło do życia ograniczonym remontem. Na poważniejszy przyszedł czas po wejściu Chorwacji do Unii. Kilka lat temu mury odnowiono, zorganizowano plac zabaw i punkt widokowy z kawiarnią. Teraz podobno jest tak nowocześnie i sterylnie, że aż dziwnie. Jeśli jednak będziecie mieli lepszą pogodę niż my, to nie zniechęcajcie się naszym opisem. W końcu bilet i tak będziecie mieli w ręku, a widoków z murów na szczęście jeszcze nowoczesność w Szybeniku nie zepsuła.

Twierdza św. Jana w przeciwieństwie do dwóch pozostałych budowli jest jeszcze w średnim stanie. Stare mury uginają się i sypią przed zachłanną roślinnością, gdzieniegdzie straszą resztki ogrodzenia i drutów kolczastych pozostawionych przez stacjonujące tu niegdyś wojsko. Kiedyś dreszczy emocji wzbudzało przejście obok znaku zakazu wstępu i samodzielne eksplorowanie budowli. Teraz to chyba niemożliwe, bo w końcu trwają prace restaruacyjne.

Remont miał się zacząć w 2017 roku i trwać dwa lata, ale złapał pewne opóźnienie i teraz mówi się o 2020 roku jako dacie oddania twierdzy dla zwiedzających. Szczęście w nieszczęściu, że wizualizacje pokazują raczej umiarkowaną ingenrencję w historyczną budowlę. Bardziej chodzi o uprzątnięcie resztek śladów obecności wojskowych, wzmocnienie i oczyszczenie murów i  uporządkownie roślinności. Mamy nadzieję, że kiedy kolejnym razem zawitamy w Szybeniku, uda nam się już wygrać z pogodą i postawić swe osiem stóp na szczycie murów twierdzy.

Gdzieniegdzie można znaleźć informację o “występie” twierdzy św. Jana w serialu “Gra o Tron”, ale to chyba nieporozumienie wynikające z nazwy podzielanej z dubrownickim fortem św. Jana, który faktycznie w serialu wystąpił. Co nie znaczy, że ekipy HBO nie było w Szybeniku. Spędziła w nim może nie aż tak dużo czasu jak w Dubroniku, ale miasto i tak zagrało całkiem ważną rolę w świecie “Gry o Tron”.

Jak trwoga, to do… Żelaznego Banku

Zwiedzanie twierdzy św. Michała było dla nas prawdziwym wyścigiem z czasem. Niebo po drugiej stronie kanału św. Ante robiło się z minuty na minutę coraz bardziej granatowe. Było dla nas jasne, że pozostałe trzy twierdze, św. Mikołaja, Barone, św. Jana musimy zostawić sobie na kolejną wizytę w Chorwacji. Nie moglibyśmy jednak w żadnym razie odpuścić innej niezwykłej budowli, oczywiście również widocznej z murów twierdzy św. Michała: katedry św. Jakuba.

Szybenik, twierdza św. Jana

Szybenik. Widok z twierdzy św. Michała na twierdzę św. Jana

Lunęło jak tylko opuściliśmy mury twierdzy. Kiedy spadły pierwsze krople zbiegaliśmy już po schodkach i wąskich stromych uliczkach starego miasta. Po kilku minutach rozpętało się piekło. Nie chcieliśmy się zatrzymywać, bo twierdzę św. Michała od katedry dzieli ledwie 10-minutowy spacer, ale nawet to okazało się odległością trudną do pokonania. Gwałtowność ulewy zupełnie nas zaskoczyła. Poddaliśmy się bardzo szybko i wskoczyliśmy do jakiegoś baru. Zastanawialiśmy się, czy nie przeczekać burzy, ale nagle zorientowaliśmy się, że mimo kurtek przeciwdeszczowych jesteśmy przemoczeni do, za przeproszeniem, bielizny. Uznaliśmy, że jeśli mamy się trząść w barze przez kolejne nie wiadomo ile, to lepiej już dobiec do katedry i przeczekać do końca deszczu w jej średniowiecznych murach. Bardziej mokrzy w końcu być nie mogliśmy.

To nie do końca okazało się prawdą. Schody z nadmorskiej promenady na plac przed katedrą przypominały wodospad. Ulicami przelewały się strumienie wody, w których brodziliśmy po kostki. O ile zwykle woda stanowi 60-70 proc. masy ciała człowieka, to w naszym przypadku pewnie było to prawie 100 proc. Wyglądaliśmy jak postaci z obrazu, na którym spłynęły farby. Ale do katedry dobiegliśmy. Zapłaciliśmy za wstęp 15 HRK od łebka (choć pobieranie pieniędzy od uchodźców klimatycznych to ciężki grzech) i ociekając strumieniami wody skryliśmy się na kilka minut przed deszczem w tej monumentalnej budowli.

Katedra św. Jakuba – kamienny pomnik architektury

Budowa kościoła, w miejscu starego, mniejszego, który przestał wystarczać rozrastającemu się miastu, rozpoczęła się w 1431 roku. Jedynym budulcem był kamień pozyskiwany z chorwackich wysp. Naprawdę! Przy budowie katedry nie używano zaprawy, ani innego spoiwa łączącego kamienie. Gdy w 1991 roku kopuła katedry została uszkodzona w trakcie działań wojennych, okazało się, że współcześni budowniczy nie są w stanie odtworzyć systemu łączeń kamiennych płyt, i w kilku miejscach trzeba było użyć cementu.

Wnętrze, choć surowe, kryje w sobie kilka godnych uwagi zabytków, jak choćby sarkofagi i grobowce biskupów, kamienne stalle, barokowy ołtarz, czy baptysterium z chrzcielnicą. Na zewnątrz z kolei warto zwrócić uwagę na ponad 70 rzeźbionych głów, które prawdopodobnie mają upamiętniać wpływowych mieszkańców miasta. Katedra została wpisana na listę UNESCO w 2000 roku z uwagi na swą unikatowość i wyjątkowość a także udane połączenie elementów gotyckich i renesansowych.

Jeśli wydaje się Wam, że gdzieś już ją kiedyś widzieliście, zapewne jesteście fanami Gry o tron – katedra grała rolę Żelaznego Banku, a w wąskich uliczkach miasta rozpoznać możecie Braavos: to tu kręcone były sceny podczas których Arya szkoli się w Domu Czerni i Bieli. 

Tymczasem deszcz ani myślał przestać padać. Byliśmy już tak przemoczeni, że kolejne litry wody spadające nam na głowy nie robiły różnicy, o ile z twierdzy do katedry dobiegliśmy, o tyle do samochodu wróciliśmy już normalnym tempem, rzucając jeszcze szybko okiem na Ratusz stojący na placyku przylegającym do katedry – w słoneczny dzień knajpki w uroczych podcieniach pewnie są pełne turystów, tym razem nie było tam nikogo.

Odpuściliśmy bez żalu Muzeum Miejskie, minęliśmy kościół św. Barbary i jeszcze kilka zabytkowych świątyń – co nie było trudne, biorąc pod uwagę, że jest ich w Szybeniku aż 24 (z czego 12 nadal pełni świątynne funkcje). Wahaliśmy się jeszcze przez krótki moment, czy nie zjeść czegoś szybkiego na mieście. Oczywiście w przemoczonych ubraniach nie było szans na wizytę w rozsądnej cenowo jadłodajni i zatopienie zgłodniałych kłów w którymś z chorwackich przysmaków. Marzenia o dymiącej manestrze (zupie podobnej do włoskiej minestrone), sarmie (czyli czegoś na kształt polskich gołąbków), kruhu (świeżym chlebie) podawanym praktycznie wszędzie, czy rozacie (deserze  z karmelu, jajek, mleka i gorzkiego likieru) musieliśmy odłożyć na kiedy indziej

Złapaliśmy po drodze jakieś bułki, bo puste brzuchy burczały coraz głośniej, i doczłapaliśmy się do samochodu. Zdjęliśmy z siebie co się dało, przykryliśmy dzieci kocem, który szczęśliwie woziliśmy w bagażniku od czasu plażowania w Omisiu, rozkręciliśmy ogrzewanie na maksa i ruszyliśmy w stronę naszego CASAMUNDOwego domku w miejscowości o jakże kuszącej w tamtym momencie nazwie – Suhi Potok.

Gdzie nocować w Chorwacji? Możecie tak jak my skorzystać z Casamundo, gdzie zarezerwujecie swój wymarzony wakacyjny dom. Warto też zajrzeć na Airbnb (i przy okazji skorzystać ze zniżki na pierwszą rezerwację!), lub zajrzeć na Hotelscombined – wyszukiwarkę noclegów hotelowych. A jeśli lubicie komfortowe, zorganizowane przez profesjonalistów wycieczki, to zajrzyjcie tutaj:

Wpis zawiera reklamy oraz linki afiliacyjne prowadzące do naszych partnerów, m.in. wyszukiwarek hoteli. Umieszczamy je, by utrzymać nasz blog.

KomentarzeSkomentuj

  • Miejscowość super, spodobała nam się o wiele bardziej niż Trogir. Oprócz miasteczka zwiedziliśmy twierdzę św. Michała i Barone. I mam małą wątpliwość… Na waszym zdjęciu widok z twierdzy św. Mikołaja jest na twierdzę św. Jana a nie Barone (wg mnie).

  • Dziękuję za wpis i garść informacji – w tym roku uderzamy dokładnie w te rejony (do tej pory przez Szybenik raczej tylko przejeżdżaliśmy…) – informacja o tym, że bilet ważny jest 7 dni jest super – mogę rozplanować miasto “na raty”! Zwłaszcza, że stacjonować będziemy koło 20 km od, więc można wpadać kilka razy 😀
    Dopytam, bo może zwróciliście uwagę, jak jest ze wstępem z psem? Kościoły i katedry oczywiście odpadają, ale twierdze?

      • My byliśmy z pieskiem, co prawda malutkim (chihuahua) i problemów nie było, ani w twierdzy św. Michała, ani w twierdzy Barone. W tej drugiej spotkaliśmy parę z dużym pieskiem (chyba buldog to był)

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *