Decyzja podjęta: nasze dziecko wyjeżdża na obóz. Co spakować, żeby niczego nie zabrakło, ale też, żeby bagaż nie był cięższy niż nasza latorośl? Plecak czy walizka? I co zrobić, żeby nasze dziecko mimo pełnego wyposażenia, nie chodziło przez cały obóz w jednej koszulce “bo mama więcej nie spakowała” (czytaj: nie mam pojęcia co mam w plecaku i wolę tam nie zaglądać)?

Przede wszystkim – pomóżmy się dziecku spakować. Pomóżmy to znaczy nie pakujmy dzieci za ich plecami! Zróbmy wspólnie listę rzeczy do wzięcia, i niech dziecko samo zdecyduje które majtki, skarpetki i koszulki bierze. Jak już zbierzemy wszystko w jednym miejscu, zapakujmy to do plecaka czy walizki razem, żeby dziecko wiedziało co i gdzie ze sobą ma. Wiedza jak się spakować, przyda się też naszej latorośli przed powrotem z samodzielnego wyjazdu, kiedy nie będzie miało nas do ogarnięcia bagażu.

Jak spakować dziecko na wyjazd?

Jedziemy!!!

Kiedy zacząć się pakować?

Nie lubimy się pakować. Dlatego zgodnie ze starą dobrą zasadą “pakowanie się zajmuje dokładnie tyle czasu, ile się na nie ma”, kiedy jedziemy na rodzinny wyjazd, zaczynamy się pakować w ostatniej chwili. Dzięki temu trwa ono nie tydzień ani nawet nie dwa dni, a maksymalnie dwie godzinki. A że czegoś zapomnimy? Świętą trójcę (paszport-bilet-pieniądze) zawsze mamy pod ręką, a jak zabraknie czegoś innego to dramatu nie będzie, w najgorszym przypadku pójdziemy do sklepu i kupimy to, czego potrzebujemy. Szczęśliwie czasy niedoborów sklepowych możemy włożyć między bajki opowiadane naszym dzieciom ku przestrodze.

Ta strategia jednak nie zawsze się sprawdza. Wysyłając dzieci na trzytygodniowy obóz do lasu warto zadbać o to, żeby nie zapomniały zbyt wielu rzeczy. W końcu nie chcemy, żeby wydali całe kieszonkowe na zapasowe majtki czy szczoteczkę do zębów. O ile w ogóle są w stanie ogarnąć temat koniecznych zakupów samemu.

Dlatego do pakowania zabieramy się trochę wcześniej niż ostatniego dnia. Zwykle już kilka dni wcześniej szykujemy listę, sprawdzamy, czy wszystko jest, robimy pranie i niezbędne zakupy. A potem dzień, maksymalnie dwa dni przed wyjazdem wręczamy listę zainteresowanym i siedząc wygodnie na kanapie, nadzorujemy cały proces. Warto to powtórzyć: to oni wyjeżdżają, i to oni powinni wiedzieć co, gdzie i po co ze sobą wzięli.

Gdy już wszystko zbierzemy w jednym miejscu, pakujemy w osobne worki bieliznę, osobno koszulki, buty i całą resztę – worki mogą być materiałowe, mogą być foliowe, ba, można nawet kupić specjalne worki próżniowe do pakowania ubrań! I tak zapakowane rzeczy układamy jak tetris w plecaku. Zwykle największe rzeczy wkładamy na spód plecaka, mniejsze na górę, a na sam wierzch wkładamy kosmetyczkę i przykrywamy całość ręcznikiem.

W przypadku wyjazdów wspólnych robimy podobnie – każdy z członków rodziny ma swoją listę i każdy jest odpowiedzialny za swój odcinek. My – dorośli – przejmujemy odpowiedzialność za rzeczy wspólne, zawartość kosmetyczki, apteczkę itp., podczas gdy dzieciaki oprócz ubrań mają spakować ewentualne zabawki, książeczki czy gry, a jedynym ograniczeniem jest pojemność ich podręcznych plecaków.

Pakowanie dzieci na wyjazd

Gotowi na wszystko!

Co  zatem powinno znaleźć się na liście?

Ubrania

Warto zastanowić się ile rzeczy dajemy dziecku. Poniżej przedstawiamy przykładową listę na tygodniowy wyjazd. W przypadku takich wyjazdów, no, powiedzmy do 10 dni, spokojnie możemy dać tyle, żeby miało czyste ubranie na każdy dzień. Jeśli obóz trwa dłużej, warto nauczyć pociechę robić proste pranie, bo inaczej może się zdarzyć, że nie udźwignie własnego plecaka 🙂

  • majtki – 7,
  • skarpetki – 7,
  • koszulki z krótkim rękawem – 7,
  • bluzki z długim rękawem – 2,
  • długie spodnie – 2 pary,
  • krótkie spodenki – 2 pary,
  • spódniczka/sukienka – 1,
  • legginsy – 1,
  • sweter/polar/ciepła bluza – 1,
  • piżama – 1,
  • buty – klapki, sandały, lekkie buty sportowe, buty nieprzemakalne,
  • kurtka przeciwdeszczowa,
  • nakrycie głowy od słońca,
  • kostium kąpielowy,

+ worek bawełniany na brudne rzeczy.

Z takim zestawem dziecko będzie przygotowane na każdą pogodę – w chłodniejszy dzień będzie mogło ubrać się na cebulkę. Dwie uwagi do powyższej listy: buty zawsze zajmują dużo miejsca. Warto zrezygnować z kaloszy na rzecz nieprzemakalnych traperów, a klapki i sandały zastąpić łączącymi ich funkcję crocsami. Z kolei jeśli chodzi o długie spodnie – rozwiązanie, które dla nas okazało się najpraktyczniejsze to spodnie dresowe i bojówki. Te drugie można kupić choćby w składnicach harcerskich, są niedrogie, wygodne i nie widać na nich brudu 😀

Kosmetyczka

  • szczoteczka do zębów,
  • pasta do zębów,
  • mydło,
  • szampon,
  • szczotka do włosów/grzebień,
  • krem z filtrem,
  • płyn na komary,
  • 2 ręczniki – duży i mały.

Tu znowu dwa słowa komentarza. Mydło może być oczywiście w kostce, wtedy pakujemy je do mydelniczki, to nie tylko bardziej ekologiczne rozwiązanie, ale takim też wygodniej się pierze brudne skarpetki – to w przypadku dłuższych wyjazdów. Może też być w mydło płynie, wtedy, podobnie zresztą jak szampon, dobrze jest przelać je do mniejszych buteleczek, takich 100 ml – do kupienia w drogeriach. Te 100 ml to dokładnie tyle, ile możecie spakować do bagażu podręcznego w samolocie, więc buteleczki na pewno przydadzą się jeszcze nie raz. Z kolei jeśli chodzi o płyn na komary – próbowaliśmy różnych, ale najskuteczniejsza okazała się Mugga.

Mały plecak

Przyda się na krótsze wycieczki, i na drogę. Co w niego spakować?

  • prowiant na drogę – kanapki, owoc, herbatniki itp.,
  • woda w wielorazowej butelce,
  • książka / maskotkę / notes i długopis,
  • legitymacja szkolna.

Jeśli Wasze dzieci jadą na obóz zuchowy lub harcerski, pewnie będą musiały też zabrać śpiwór, menażkę i sztućce, kubek, mundurek i latarkę. Z kolei jeśli jadą na kolonie do ośrodka o podwyższonym standardzie, raczej nie przydadzą im się żadne z powyższych, ani nawet ręczniki. Dlatego zawsze warto dopytać organizatora co zapewnia na miejscu.

Co wziąć na wyjazd z dzieckiem

Książka jest, można jechać

Elektronika

Jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami elektroniki na obozach dzieciecych – nawet jeśli telefony są wydawane “na godzinkę dziennie, żeby dzieci zadzwoniły do rodziców”. Spróbujcie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio Wasze dzieci dzwoniły do Was z obozu codziennie i rozmawiały przez pełną godzinę…

Niestety, prawda jest taka, że zły pieniądz wypiera dobry pieniądz – dzieciaki, które dostaną do ręki smartfona, nawet będąc w pięknym ośrodku, otoczonym lasem, nad wodą, mając pod ręką najróżniejszą infrastrukturę i świetne towarzystwo, w 99% przypadków wybiorą… gapienie się w ekran telefonu. A bezpieczeństwo – zapytacie? Od zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom na obozie jest organizator. Jeśli cokolwiek się wydarzy, to on ma telefon, i on powinien interweniować. Jeśli nie ufacie organizatorowi, poszukajcie innego obozu.

Pieniądze

Ile kieszonkowego dać dziecku na wyjazd? To oczywiście kwestia indywidualna. Zakładamy jednak, że organizator zapewnia jedzenie, picie i dach nad głową, dlatego dawanie dziecku 200 pln na tygodniowy wyjazd to naszym zdaniem drobna przesada. Dajmy dzieciakom kieszonkowe na lody i drobną pamiątkę, w zupełności wystarczy. Przy czym sprawdźmy też ile te lody rzeczywiście kosztują, i z jaką ilością lodów dziennie zjedzonych przez nasze pociechy, opcjonalnie zapitych jaką ilością coca coli czujemy się komfortowo. Zastanówmy się też czy na pewno chcemy dostać drogą pamiątkę z wyjazdu (mrożącą krew w żyłach anegdotkę z moich pierwszych kolonii ku przestrodze wszystkim rodzicom przytaczam tu). I na tej podstawie podejmijmy ostateczną decyzję…

Jeśli macie obawy, że Wasze dziecko zgubi kasę bądź wyda wszystko na raz, warto pieniądze  zapakować do koperty i dać opiekunowi z prośbą o “racjonowanie” wydatków. Jeśli nie macie takiej możliwości, porozmawiajcie z dzieckiem o tym ile dostaje i ile to mniej więcej przypada na dzień, może to ostudzi jego/jej zapędy do wydania wszystkiego w pierwszych dwóch dniach. Warto też zamiast dawać jeden gruby banknot rozmienić pieniądze na te “dzienne racje”.

Ile pieniędzy dać dziecku na wyjazd

Money, money, money…

Lekarstwa

Jeśli Wasze dziecko bierze na codzień leki, lub wiecie, że mogą zdarzyć się sytuacje, w których będzie ich potrzebowało (np. w przypadku choroby lokomocyjnej czy silnej reakcji alergicznej), włóżcie je do saszetki z dołączonym opisem – imię i nazwisko dziecka + sposób dawkowania, i dajcie organizatorowi w dniu wyjazdu. Nie dajemy dzieciom na wyjazdy żadnych innych leków – w przypadku choroby organizator jest zobowiązany do udzielenia niezbędnej pomocy.

W co spakować dziecko na wyjazd?

Za czasów naszego dzieciństwa na obozy wyjeżdżało się z plecakami. Zawsze. Zwykle trzeba było gdzieś dojść, czasem przez las, a walizkę trudno targa się po mchu i korzeniach. Po dotarciu na miejsce zawartość plecaka lądowała na własnoręcznie zbudowanym regale, zwanym kombajnem, a plecak upchnięty w kąt czekał cierpliwie na powrót. I choć obserwujemy coraz większą popularność walizek, w przypadku wyjazdu, podczas którego można wypakować i poukładać rzeczy na półkach, nadal zdecydowanie polecamy plecak.

Inaczej jest na wyjazdach, gdzie bagaż podjeżdża pod sam ośrodek. Albo takich, gdzie własnoręczny transport bagażu odbędzie się w cywilizowanych, miejskich warunkach. Walizka sprawdza się też dobrze jako dodatkowa przestrzeń szafowa, więc jeśli spodziewamy się, że z tym będzie problem, warto się na nią zdecydować. Jeśli nie znamy szczegółów wyjazdu, zapytajmy organizatora.

Czy spakować dziecko w plecak czy walizkę

Szukając środka ciężkości

Konkurs!

Powyższy post nie wyczerpuje tematu – ba, to tylko wierzchołek góry lodowej! Oprócz obózów zuchowych czy kolonii, na jakie jeżdżą Maciek i Kalina, są przecież jeszcze obozy wędrowne, spływy kajakowe czy obozy narciarskie, co innego przyda się w mieście, co innego na wsi a jeszcze co innego za granicą! Na szczęście nie musimy pisać kolejnych wpisów – ktoś to już zrobił za nas i wydał w formie książki. Książkę “Bagażnik czyli rzecz o pakowaniu” napisała i zilustrowała Magdalena Kilarska, wydało Wydawnictwo Ezop a my, czyli 8 stóp, mieliśmy zaszczyt objąć nad nią patronat!

I mamy dla Was 2 egzemplarze książki. Wystarczy odpowiedzieć w komentarzu poniżej na pytanie: czego zdarzyło Wam się zapomnieć na wyjazd i jak sobie poradziliście? Na najzabawniejsze / najciekawsze / najdziwniejsze odpowiedzi czekamy do niedzieli 21 lipca do końca dnia. Ogłoszenie wyników w poniedziałek. Jury w pełnym – ośmiostopowym składzie podejmie decyzję na podstawie własnego widzimisię 🙂

A jeśli nie będziecie mieli wystarczająco dużo szczęścia, to zawsze możecie zajrzeć na stronę Wydawnictwa Ezop i książkę zakupić. Miłej lektury!

KomentarzeSkomentuj

  • U nas na długie rodzinne wyjazdy – ja jestem organizatorem list do zapakowania. Już wiem, że ile bym nie pakowała – zawsze dzieciarni coś nie pasuje (a same wybierają co mam spakować – ja to tylko chowam to toreb ewentualnie dla Tiny dobieram więcej). Ale zawsze jest to nie to co akurat teraz już natychmiast chcą ubrać (głównie marudzi Tina).
    Nie przypominam sobie żebyśmy o czymś ważnym zapomnieli. Nie, że zawsze wszystko zabieramy. Ale to najcześciej drobiazgi, które na szczęście można dokupić już raczej wszędzie.
    Najbardziej spektakularne „zapomnienia” ma Grzechu! I takie o którym pamiętamy też jego dotyczy. A w sumie jego i Tiny.
    Byłam na swoim wyjezdnym. On został z dziećmi. W tym wówczas, z półroczną Tiną. Sam zaproponował, że przyjadą po mnie do Warszawy.
    Podaję mu smsem listę co musi zabrać w torbę Kudłatej.
    Jechali późnym popołudniem. Pod Warszawą Tina zaczęła płakać. Zatrzymali się. Nakarmił.
    Po kilku km znów zaczęła płakać. I Zuzia zaczęła marudzić że śmierdzi.
    Znów się zatrzymali. Tina była cała w „dwójce”. A on się zorientował, że butelkę wsadził w miejsce kubków żeby było szybko pod ręką ale torba… została w garażu pod ścianą!!
    Zero pieluch, chusteczek, ciuchów na zmianę. Nic.
    Mieli być po mnie przed czasem. Spóźnili się 1,5 godziny. Musieli dojechać do Warszawy do centrum handlowego, gdzie jak burza wpadł w poszukiwaniu wyprawki dla dziecka.
    Dobrych parę dni zapach unosił się w powietrzu. A Kudłata długo nie lubiła jeździć samochodem.
    Cieszę się, że nie musiałam tego oglądać bo bym chyba padła na zawał 🙈😂
    Ot, tatuńcio i jego zas*#ne wypady z dziećmi.

  • Swego czasu wyjeżdżałam na wakacje z rodzicami i młodszą siostrą. To były czasy podróży do Bułgarii, a w naszym przypadku po całej tzw demoludzkiej części Europy i trwały ok półtora miesiąca. Przejeżdżaliśmy wtedy +/- 5 tys km, z jednym dwutygodniowym pobytem na kempingu, a reszta w drodze, dwa dni tu, trzy tam. Zjechałam w ten sposób kilkakrotnie dawna Jugosławię, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Grecję, poznałam setki fajnych ludzi, zobaczyłam życie w różnych okolicznościach. Było super.
    Pakowanie ciuchów na taki wyjazd każdy ogarniał dla siebie. I w jednym roku na granicy w Medyce, ponad 400 km od domu, zorientowałam się, że zabrałam dwa kostiumy kąpielowe oraz majtki, które mam na sobie. Torba z bielizną została w domu… A to nie były czasy dobrze zaopatrzonych sklepów, właściwie wiatr hulał wśród półek. Cóż było robić – podkradłam siostrze dwie pary nowych majtek (szczęście, że mama jej kupiła!), ale żeby weszły na mój nastoletni, dorastający tyłek, musiałam je rozciąć na bokach i dorobić sznurki że sznurowadeł😆 Od tamtej pory jak ognia unikam bielizny czy kostiumów ze sznureczkami i troczkami.

  • Jako „wytrawna” podróżniczka, haha;) zapomniałam swego czasu, na wyjazd do Mołdawii… paszportu! Rzecz wydała się na granicy rumuńsko-węgierskiej. Cóż było robić? Rzecz jasna zmienić plany i spędziliśmy piękny czas włócząc się po Rumunii.

    • Hahaha, nieźle! My tuż przed wyjazdem do Chorwacji zorientowaliśmy się, że nie możemy znaleźć jednego paszportu (a byliśmy w trakcie przeprowadzki), ale na szczęście się odnalazł. Natomiast to pokazuje jak nie warto przywiązywać się do planów :)))

  • Z 20 lat temu wyjechałam na swój pierwszy samotny wyjazd (czytaj bez rodziców)pod namiot .Po rozbiciu naszego małego namiotu i zrobieniu ogniska był czas na wieczorną toaletę i tu okazało się że zabrakło klapek pod prysznic-w dodatku toalety prysznice wyglądały jakby nigdy nie przechodziły remontu-przez cały wyjazd używałam 2 torebek śniadaniowych w których miałam prowiant pamiętając która to prawda a która to lewa strona torebki.

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *