
Weekend z dziećmi w Krakowie: spacer z Rynku na Wawel
Pierwszy dzień zwiedzania Krakowa był tak naładowany atrakcjami, że nie daliśmy rady opisać go w jednym wpisie. Dlatego po naszej relacji ze zwiedzania Rynku – i tego, który każdemu przychodzi na myśl na hasło Kraków, i ukrytego – Podziemnego, mamy dla Was kolejny wpis, w którym zabierzemy Was na spacer z Rynku na Wawel. A to jeszcze nie koniec!
Spacer po Krakowie – z Rynku na Wawel
Po paru godzinach spędzonych na zwiedzaniu Rynku Głównego i Podziemi Rynku przyszedł czas, żeby w miarę sprawnie przemieścić się na Wawel. Tylko jak to zrobić, skoro co krok to ciekawe miejsce z bogatą historią. Choć nie mieliśmy zbyt wiele czasu, to na Wawel spod Bazyliki Mariackiej ruszyliśmy trochę naokoło. Nawet nie trochę, bo poszliśmy zupełnie w przeciwną stronę.
Teatr Słowackiego, czyli jak zdenerwować Matejkę
Naszym pierwszym przystankiem był Teatr im. Juliusza Słowackiego. Niestety nie było czasu, by obejrzeć go od wewnątrz (co gorąco polecamy), ale rzut oka z zewnątrz też dostarcza wielu estetycznych wrażeń. Budynek zaprojektowany przez ledwie 36-letniego architekta Jana Zawiejskiego, który wyraźnie inspirował się operą paryską, otwarto w 1893 roku. To podobieństwo zresztą spotkało się początkowo z niechęcią. Uważano, że budynek jest marną kopią paryskiego majstersztyku. Ale krytyka efektu końcowego była i tak mniejsza niż walka z jego budową. Tu poszło o coś znacznie poważniejszego niż jakieś wątpliwości estetyczne – poszło o szacunek do przeszłości.
Potrzeba posiadania reprezentatywnego gmachu na cele teatralne pod koniec XIX wieku była w Krakowie powszechnie odczuwana. Ba, była sprawą tak istotną, że kiedy powstał dylemat, co najpierw budować za ograniczoną miejską kasę: wodociągi czy teatr, wygrał teatr. My to trochę rozumiemy. Na początku XXI wieku gości na naszym rodzinnym warszawskim Bródnie witał napis: boso, ale w dresie. W połowie XIX wieku przyjęto w Krakowie maksymę: lekko śmierdząco, ale w teatrze. Taka powtórka z historii tylko w wydaniu współczesnym coraz mniej subtelna.
O ile dyskusja nad finansami poszła stosunkowo gładko, tak potem zaczęły się schody. Poszło o lokalizację. Rozważano między innymi Kleparz i plac Biskupi. Wybór padł jednak na średniowieczny kompleks klasztorny w północno-wschodnim krańcu Starego Miasta, gdzie stały szpital oraz kościół św. Ducha. Były one w fatalnym stanie i od dłuższego czasu działały w nich biedasklepiki, biedafabryczki oraz miejski areszt. Opiekę nad nimi sprawował ktoś, kogo nazwalibyśmy dzisiaj konserwatorem zabytków. Była to cesarsko-królewska komisja do spraw ratowania reliktów przeszłości.
To dla władz Krakowa nie okazało się problemem. Zadziałano, mówiąc współcześnie, bez żadnego trybu i zdecydowano o wyburzeniu średniowiecznych zabytków. Wtedy do obrony klasztoru św. Ducha przystąpiły elity artystyczne Krakowa, a na ich czele stanął nie kto inny, tylko największy autorytet krakowskiej sztuki – rektor Szkoły Sztuk Pięknych prof. Jan Matejko. Zaproponował nawet, że odkupi zrujnowane budynki i je odnowi. Jego propozycję jednak odrzucono i budynki zrównano z ziemią. To Matejkę rozsierdziło. Zwrócił wtedy otrzymane od Rady Miasto berło symbolizujące jego władanie nad krakowską sztuką, oddał dyplomy i honorowe tytuły. Napisał też pełen oburzenia list i zapowiedział, że jego noga nigdy w teatrze nie stanie (tej ostatniej groźby nie dotrzymał). Walka z Radą Miasto o klasztor duchaków wpłynęła nawet na jego pośmiertne losy. Jako znak sprzeciwu wobec niszczeniu śladów dawnego Krakowa odmówił pochówku w Krypcie na Skałce i kazał się pochować na Cmentarzu Rakowickim a nie w narodowym Panteonie.
Barbakan i Brama Floriańska
Idąc dalej szerokim łukiem niby do Wawelu, a tak naprawdę w drugą stronę, zatrzymaliśmy się na chwilę przy Bramie Floriańskiej i Barbakanie. Tuż za nimi zresztą, przy pl. Jana Matejki są budynki Akademii Sztuk Pięknych, w których rektorował słynny artysta. Do pracy nie miał daleko, bo urodził się i mieszkał w kamienicy przy ul. Floriańskiej 41. Kamienica z racji zdobiących go maszkaronów była zwana Domem pod Trzema Pyskami. Uprzejmi uczniowie Matejki nazwali ją Domem pod Czterema Pyskami, znajdując w nazwie miejsce dla „czwartego pyska” – rozkrzyczanej żony artysty, Teodory.
Dwa lata po śmierci Matejki kamienicę od rodziny z częścią zbiorów po malarzu odkupiło Miasto i prawie od razu otwarto ją dla zwiedzających. Teraz to filia Muzeum Narodowego w Krakowie. Bardzo chcieliśmy je odwiedzić, ale niestety nie starczyło nam czasu. Zachęcamy, jest kameralne, niedrogie, a gromadzi wiele ciekawych pamiątek bo jednym z największych polskich malarzy. Poza tym to trochę wstyd, że byliśmy w domu Rembrandta, a w domu Matejki jeszcze nie…
Dom Jana Matejki
ul. Floriańska 41.
Godziny otwarcia: pon: nieczynne, wt-pt: 09-16, sob: 10-18, niedz: 10 – 16.
Bilety: normalny – 15 zł, , ulgowy – 10 zł, rodzinny (maks. 5 osób) – 25 zł, młodzież (od 7 do 26 lat) – 1 zł, niedziela – wstęp wolny na ekspozycje stałe.
Wracając jednak do Barbakanu i Bramy Floriańskiej, to… i znowu trafiamy na Matejkę. Od 2013 roku tuż obok Barbakanu, w miejscu gdzie kiedyś stał pomnik żołnierzy Armii Czerwonej, stoi monument z brązu ku czci artysty. Matejko siedzi na nim w fotelu, umieszczonym w ramie obrazu, która niby obejmuje pustkę, ale w rzeczywistości zdobią ją mury Krakowa. Nam ta forma, niby statyczna i dostojna, ale jednak oryginalna i doskonale pokazująca znaczenie Matejki w Krakowie i Krakowa w życiu Matejki bardzo przypadła do gustu.
Podchodząc trzeci raz do Barbakanu i Bramy Floriańskiej… Starsza jest brama. Powstała z budową murów obronnych Krakowa w XIII i XIV wieku. Ma 31,5 metra wysokości, wieńczy ją barokowy hełm, a zdobi od strony Plant piastowski orzeł wykonany według projektu… sami wiecie kogo.
Gotycki Barbakan jest młodszy o około 200 lat. Powstał pod koniec XV wieku w związku z obawami o atak turecko-wołoski. Przetrwał wyburzanie murów i organizowanie Plant Krakowskich na początku XIX wieku mając swojego protektora w osobie senatora Feliksa Radwańskiego. Matejce pewnie bardzo bliskie było podejście Radwańskiego do „upiększania Krakowa”. Duże znaczenie przywiązywał on bowiem do zachowania historycznego dziedzictwa. W takiej na przykład Warszawie Barbakanem nikt się nie przejmował i przed II wojną światową całkowicie wchłonęło go miasto – na fundamentach średniowiecznej budowli stanęły kamienice (stąd Papcio Chmiel – twórca Tytusa, Romka i A’Tomka mógł o sobie mówić – „urodziłem się w Barbakanie”). Dopiero po 1945 roku zrealizowano plany odbudowy i zmaterializowano wizję dawnego budynku. Kraków ma to szczęście, że oryginalny obronny gotyk przetrwał tu zarówno rozwój miasta, jak i kolejne wojny.
Na Barbakanie można zobaczyć tablicę ku czci Marcina Oracewicza:
DNIA 22 CZERWCA 1768 ROKU MARCIN ORACEWICZ MIESZCZANIN I PASAMONIK KRAKOWSKI STRZAŁEM Z MURÓW MIASTA ZABIŁ PUŁKOWNIKA ROSYJSKIEGO, SKUTKIEM CZEGO ROSYANIE DNIA TEGO OD MIASTA ODSTĄPILI. 1897.
Najciekawsze w tej historii jest to, że Oracewicz trafił płk. Bocka… guzikiem od żupana! Według jednych przekazów było to wynikiem braków w amunicji, według innych mogło mieć związek z wiarą, że pewnych osób po rzuceniu uroku kule się nie imają. A guziki i owszem.
Ulica Floriańska
Wróćmy jednak na ścieżkę ku Wawelowi. Na Floriańskiej poza wspomnianym Domem pod Trzema lub, po studencku mówiąc, Czterema Pyskami, można jeszcze wpaść do Jamy Michalika, gdzie ponad 100 lat temu gości zabawiał kabaret Zielony Balonik, a teraz działają na stałe aż trzy kabarety. Kamienica jest jednym z najżywszych centrów kultury w Krakowie. Nie ma co prawda w ofercie wydarzeń dziecięcych, ale warto spojrzeć na program planowanych wydarzeń przy okazji niedzieciatego pobytu w Krakowie.
Idąc dalej ulicą trafimy na… pierwszą polską pocztę. Mieściła się ona w kamienicy, gdzie teraz działa Hotel pod Różą (Floriańska 14). Jej powstanie było wynikiem rodzinnych kłótni między Zygmuntem Augustem a jego matką Królową Boną. Królowa wyjechała przed śmiercią z Polski, bo nie mogła znieść już syna. Zanim zmarła swoją ogromną fortunę pożyczyła królowi hiszpańskiemu Filipowi II. Zygmunt August wiedział, że musi szybko działać, by odzyskać rodzinny majątek. Błyskawicznie wysłał delegację do Włoch, a dodatkowo ustanowił tak zwaną pocztę, czyli stałe połączenie listowe między Krakowem a Wenecją. Pierwszy dyliżans pocztowy wyruszył z Floriańskiej w 1558 roku i dotarł do Wenecji po 10 dniach. Poczta przeniosła się po kilku latach na Rynek, ale jej działanie nie zamarło. Wręcz przeciwnie, usługę udostępniono ogółowi i ustalono nawet jednolitą opłatę za przesyłki. A to wszystko ponad 250 lat przed wymyśleniem znaczka pocztowego!
Sam hotel jest najstarszym hotelem w Krakowie. Wejście do kamienicy zdobi portal z łacińskim napisem:
NIECH STOI DOM TEN DOPÓKI MRÓWKA NIE WYPIJE WODY MÓRZ, A ŻÓŁW NIE OBIEŻY CAŁEGO ŚWIATA.
Idąc ulicą Floriańską weszliśmy znów na Rynek, minęliśmy Bazylikę Mariacką i doszliśmy do kamienicy pod numerem 16 przy wylocie Grodzkiej, gdzie stoi kamienica Morsztynowska, mieszcząca Restaurację „U Wierzynka”. To tu w 1364 roku Mikołaj Wierzynek miał ugościć monarchów przebywających w Krakowie na zaproszenie Kazimierza Wielkiego.
Grający zegar w Collegium Maius
Nie poszliśmy jednak prosto Grodzką na Wawel, ale skręciliśmy ostro w prawo (jak większość świata ostatnio) i udaliśmy się w stronę akademickiego źródła wiedzy (a więc zupełnie inaczej niż tenże świat), czyli Collegium Maius. Zwiedzanie wystawy w Collegium jest biletowane i ograniczone czasowo, ale na dziedziniec można wejść przez cały dzień aż do zmroku i to za darmo.
Poza niezwykłą architekturą budynku, który wszedł w skład Akademii Krakowskiej w 1400 roku, a swój kształt otrzymał pod koniec XV wieku, wart uwagi jest na pewno grający zegar z pochodem figur osób związanych z dziejami Akademii Krakowskiej: m.in. królowej Jadwigi i króla Władysława Jagiełły. Zegar gra codziennie od godz. 9 do godz. 17 co dwie godziny. Wygrywa muzykę dworską Jana z Lublina z połowy XVI wieku i instrumentalną wersję pieśni akademickiej Gaudeamus Igitur.
Zegar uruchomiony w 2000 roku jest czwartą konstrukcją w dziejach Collegium Maius. Pierwszy powstał zapewne przed rokiem 1465. Najdłużej działał trzeci zegar. Uruchomiono go w 1522 roku i zachwycał symbolami słońca i księżyca, które poruszały się wraz z mechanizmem. Kiedy dokładnie i z jakich powodów przestał działać – nie wiadomo.
Kościół św. Anny – świątynia z niespodzianką
Tuż obok Collegium Maius znajduje się jeden z najpiękniejszych barokowych kościołów w Krakowie – kolegiata akademicka, czyli kościół św. Anny. Jest to dzieło Tylmana z Gemeren z przełomu XVII i XVII wieku, architekta znanego nam – warszawiakom – głównie z kościoła Przemienienia Pańskiego na Miodowej oraz sąsiedniego Pałacu Krasińskich. Kościół jest ciekawy nie tylko z racji dobrze przemyślanej fasady, którą Tylman zaprojektował tak, by jej odbioru nie zaburzyła wąska uliczka. W środku zastosowano też ciekawy wybieg, który powoduje, że świątynia przy wejściu wydaje się znacznie większa niż kiedy się z niej wychodzi. To złudzenie wynikające z przesunięcia kolumn. Polecamy najpierw przejść główną nawą, a potem szybko się odwrócić i porównać odbiór wnętrza w obu sytuacjach.
Na południe od Franciszkańskiej – historia kościołami pisana
Bocznymi uliczkami przeszliśmy z Collegium Maius do Bazyliki św. Franciszka z Asyżu. Weszliśmy na chwilę na dziedziniec Pałacu Biskupiego – siedziby Kurii, gdzie przez wiele lat mieszkał Karol Wojtyła, a obecnie rezyduje kardynał Stanisław Dziwisz. Od strony Franciszkańskiej nad bramą wjazdową jest słynne Okno Papieskie, z którego Jan Paweł II rozmawiał z krakowską młodzieżą.
Mieszcząca się po drugiej stronie Bazylika św. Franciszka z Asyżu została wybudowana w połowie XIII wieku, tuż po sprowadzeniu franciszkanów do Polski. To tu odbył się pogrzeb jednego z największych rycerzy średniowiecznej Europy – Zawiszy Czarnego. Zawisza zginął w 1428 roku, jego ciała nigdy nie znaleziono, ale zdecydowano się go uroczyście pożegnać w krakowskiej bazylice franciszkanów.
Kościół wielokrotnie przebudowywano, trawiły go liczne pożary. Najbardziej niszczycielski miał miejsce w 1850 roku. Świątynia miała jednak o tyle dużo szczęścia, że pod koniec XIX wieku w Krakowie było wielu artystów, którzy mogli podnieść go z ruin. Tak w świątyni pojawiły się polichromie Stanisława Wyspiańskiego. Wyspiański jest też autorem projektu witraży, które zostały wykonane w Insbrucku w latach 1899-1904, m.in. zatytułowanego „Bóg Ojciec – Stań się!” – jednego z najpiękniejszego witraży, jakie znamy.
Wyspiański doczekał się poświęconego mu miejsca tuż obok Bazyliki – na Placu Wszystkich Świętych. W 2000 roku otwarto tu Pawilon Wyspiańskiego, gdzie między innymi można zobaczyć trzy niezrealizowane witraże zaprojektowane ponad 100 lat temu dla katedry na Wawelu. Pawilon zwraca też na siebie uwagę żywą fasadą z płytek ceglanych.
Dalej w stronę Wawelu prowadzi ulica Grodzka, ale warto z niej skręcić na ul. Kanoniczną, która zachowała renesansowo-barokowy charakter, a nawet można na niej znaleźć elementy architektury średniowiecznej. Jak pisał w 1916 roku Franciszek Klein:
Jeden z najpiękniejszych widoków jaki daje ulica Kanonicza. Tu bowiem obok całego bogactwa artystycznych detali – jak stylowe fasady domów, portale, obramienia okien, attyki – tworzy się piękny obraz starego miasta, na tle majestatycznego zamku na Wawelu.
Dokładny opis każdej kamienicy znajdziecie w Przewodniku po ul. Kanonicznej. Na pewno warto zwrócić uwagę na dom Jana Długosza pod numerem 25. W XIV wieku działała tu łaźnia królewska, w której słudzy Jadwigi mieli podglądać, czy przybyły z Litwy Władysław nie jest owłosiony jak niedźwiedź. W kolejnym wieku w kamienicy zamieszkał Jan Długosz – największy polski kronikarz.
Z Kanonicznej możemy rzucić okiem na kościół św. Apostołów Piotra i Pawła. To pierwszy barokowy kościół w Polsce i jeden z najstarszych na świecie w tym stylu, z fasadą bardzo przypominającą pierwsze klasyczne barokowe fasady kościołów włoskich. W środku znajduje się m.in. jedno z najdłuższych wahadeł Faucaulta, a w podziemiach ma się znaleźć nowy Panteon Narodowy po tym, jak z rozbudowy Krypty na Skałce wycofali się Paulini.
Do Skałki nie doszliśmy, ale jeśli nie zabraknie Wam czasu, to gorąco namawiamy. Krypta Zasłużonych jest miejscem wyjątkowym dla historii. Kryptę otwarto w maju 1880 roku, umieszczając w niej ekshumowane prochy Jana Długosza. Pochowano w niej m.in.: Wincentego Pola, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Teofila Lenartowicza, Adama Asnyka, Stanisława Wyspiańskiego, Jacka Malczewskiego, Karola Szymanowskiego i jako ostatniego Czesława Miłosza.
Skałka jest też miejscem ważnym w historii Polski z innego powodu. By do niej dojść musielibyśmy zejść kilkaset metrów w bok z naszej trasy na Wawel. Tym razem nie starczyło na to czasu, może znajdziemy go następnym razem. Jak Skałka zagościła na kartach historii? To właśnie tutaj na schodach istniejącego w XII wieku kościoła miał zginąć bp. krakowski Stanisław. Zabił go własnoręcznie król Bolesław Śmiały po tym, jak wykonania wyroku śmierci odmówili jego rycerze. Biskup na śmierć przez obcięcie członków został skazany za nałożenie na króla klątwy. Jego obcięte członki wrzucono potem do sadzawki, która… nadal istnieje. Obecną formę uzyskała w XVII wieku i podczas gruntownego remontu pod koniec XIX wieku. Można ją nie tylko obejrzeć, ale i skosztować z niej wody, która ma podobno cudowne, uzdrawiające właściwości. Nas akurat woda z sadzawki po rozczłonkowanym biskupie nie kusi.
Pierwsze poważne starcie władzy świeckiej i kościelnej mimo że w kawałkach, to jednak wygrał św. Stanisław. Po pierwsze, został świętym, a potem jednym z patronów Polski, a Bolesława Śmiałego historia trochę zapomniała. Po drugie, jego wyłowione członki spoczęły w Katedrze na Wawelu, która otrzymała go jako patrona. Tymczasem Bolesław, po wywołanym przez siebie buncie możnych, musiał uciekać z kraju i zmarł gdzieś na Węgrzech. Po trzecie, św. Stanisław zaistniał mocno w pamięci narodowej. I tak na przykład rozbicie dzielnicowe tłumaczono karą za czyn Bolesława Śmiałego, a Polska miała się zrosnąć, kiedy zrosną się członki zabitego biskupa…
Wróćmy jednak do współczesności i naszego spaceru po Krakowie. Szybki rzut okiem na stojący obok kościoła św. Piotra i Pawła jeden z najstarszych w Krakowie kościół, pw. św. Andrzeja, ufundowany pod koniec XI wieku, i ruszamy dalej: przed nami wreszcie Zamek Krakowski i Katedra na Wawelu.
Wawel – tu bije serce Polski
Zdajemy sobie sprawę z tego, że zwiedzić Kraków z Wawelem włącznie w jeden dzień to jak nic nie zwiedzić, ale cóż, jak się nie ma tyle czasu, ile by się chciało, to się zwiedza, choćby i po łebkach. Bo żeby naprawdę poznać Wawel, zajrzeć do każdego udostępnionego do zwiedzania pomieszczenia, pospacerować po ogrodach i obejrzeć wszystkie ekspozycje, potrzebowalibyśmy znacznie więcej niż marną godzinkę, którą tam spędziliśmy. Ale mamy silne postanowienie: nie tylko będziemy wracać do Krakowa, ale też przy każdym powrocie wpadniemy na Wawel zwiedzić jego kolejną część. A póki co przebiegliśmy z tłumem turystów najbardziej popularne miejsca, i do kolejnego razu tyle musi nam wystarczyć.
Zacznijmy zatem od podstaw: Wawel to nazwa wzgórza, na którym znajdują się Zamek Królewski i Katedra. Jednak pierwsze ślady obecności człowieka datowane są na okres paleolitu. Z bliższych nam historycznie wydarzeń warto wspomnieć rok 1000, kiedy to ustanowiono w Krakowie biskupstwo. Wtedy też (bądź 20 lat później, ze względu na toczące się działania wojenne) rozpoczęto budowę pierwszej katedry na Wawelu. Niewiele o niej wiadomo, nawet tego czy została zniszczona podczas najazdu księcia Brzetysława, czy w pożarze kilkadziesiąt lat później. Z tego okresu pochodzi między innymi sala o 24 słupach, która być może służyła jako palatium książęce.
Drugie podejście do katedry na wzgórzu wawelskim przypada na czasy syna Kazimierza Odnowiciela – Władysława Hermana. Konsekrowana w 1142 roku, przetrwała nieco dłużej niż jej poprzedniczka: spłonęła w 1305 lub 1306 roku. Na szczęście spłonęła nie cała, z czego skorzystał Władysław Łokietek w 1320 roku tam przyjmując koronę (na marginesie, był on również pierwszym z królów tam pochowanych), wtedy też zapadła decyzja o budowie kolejnej, która, choć wielokrotnie później przebudowywana, w swoim głównym zrębie istnieje do dziś. Cóż, do trzech razy sztuka. Na polecenie Kazimierza Wielkiego rozbudowano palatium i przebudowano wcześniejszy wczesnogotycki zamek, który pod koniec XIV wieku został ponownie przebudowany przez Władysława Jagiełłę i Jadwigę, a w XVI wieku przez Zygmunta Starego. Wtedy zamek stał się jedną najwspanialszych renesansowych siedzib królewskich w środkowej Europie.
Gdy Zygmunt III Waza przeniósł się do Warszawy, Wawel stracił na znaczeniu, choć nadal odbywały się tu koronacje i królewskie pogrzeby. W czasie działań wojennych zamek był wielokrotnie niszczony i grabiony, a w 1796 roku Austriacy zamienili go w koszary wojskowe. Dopiero na początku XX wieku podjęto starania, by przywrócić świetność Wawelowi, a po odzyskaniu niepodległości utworzono tu muzeum.
Wygląd Zamku na Wawelu to oczywiście efekt licznych zmian, przebudów, zderzających się koncepcji. I to dość świeżych. Ostatnie poważne zmiany to okres już po II wojnie światowej. Wtedy to wygrała koncepcja przywrócenia sylwetki Wawelu z końca XVIII wieku. Wyburzono budynki gospodarcze oraz południowe skrzydło, a dawny mur z basztami odbudowano. Ogromne piętno na wyglądzie Wawelu zostawili też Niemcy. Zamek był bowiem siedzibą władz okupacyjnych i hitlerowcy postanowili go przebudować nie tylko pod administrację Generalnej Guberni ale też stałą rezydencję Hansa Franka oraz czasową rezydencję dla Hitlera. Przede wszystkim wyburzono intensywną austriacką zabudowę zamykającą dziedziniec zamkowy od południa (na prawo od Katedry) i w latach 1940-43 wybudowano tam nowy, dwuskrzydłowy, dwukondygnacyjny gmach przeznaczony na siedzibę władz okupacyjnych, który możemy oglądać do dziś. W południowej części Wawelu zburzono też niskie stajnie i kuchnie (na zachód od Baszty Złodziejskiej), a w ich miejscu zbudowano mieszkania zamykając przy tym perspektywę Wisły. Wawel jaki znamy dzisiaj to więc w dużej mierze realizacja austriacko-niemieckich pomysłów…
Architektura budynków to oczywiście dopiero wstęp do zwiedzania Wawelu. Zwiedzającym udostępnione są reprezentacyjne komnaty królewskie, prywatne apartamenty, skarbiec, gdzie zobaczyć można miecz koronacyjny Szczerbiec i zbrojownia. W Katedrze zobaczymy groby królewskie, Kryptę Wieszczów Narodowych i Dzwon Zygmunt. Warto też zajrzeć do Muzeum Katedralnego, rezerwatu archeologicznego „Wawel Zaginiony” z częściowo zrekonstruowaną Rotundą Najświętszej Marii Panny i do ogrodów królewskich. I, oczywiście, do Smoczej Jamy!
Co nam się udało zobaczyć? Zwiedzanie Wawelu może zająć wiele godzin, szczególnie, jeśli trafimy na zamkowe wzgórze, kiedy oprócz wystaw stałych otwarte będą również wszystkie trasy i atrakcje sezonowe. Wawel niestety do najtańszych miejsc nie należy, choć w porównaniu z innymi znanymi rezydencjami w Europie, jak choćby Pałacem Topkapi w Stambule, nie wypada tak źle. W sezonie za obejrzenie wszelkich możliwych kątów zapłacicie pewnie ok. 150 zł za dorosłego i ok. 100-110 zł za dziecko.
My tym razem dosłownie przebiegliśmy się po wzgórzu, zajrzeliśmy na zamkowy dziedziniec, w zadumie przeszliśmy Katedrę Wawelską, rzuciliśmy okiem na malowniczą w tym miejscu Wisłę oraz w końcu (bo przedtem nigdy jakoś nam się nie udało) wyszliśmy za mury przez smoczą Jamę. Muzealne atrakcje zostawiliśmy sobie na kolejną wizytę, a dłuższą opowieść przed dziećmi wywołały tylko kości smoka przy wejściu do Katedry.
Kiedy dokładnie zawisły na Katedrze, tego nie wiadomo. Wzmianka o nich pojawia się pod koniec XVI wieku w listach uczonego Marcin Fox do Ulissesa Aldrovandiego z Włoch. Według Foxa należały one do monstrualnego potwora, a fakt, że według opowieści wydobyto je ze „smoczej jamy” dość jasno wskazywał co to mógł być za potwór. Dlaczego powieszono je w wejściu do Katedry? Prawdopodobnie, by odstraszać złe moce. Z czasem do tej funkcji doszła inna – podtrzymywanie Katedry i Krakowa przy istnieniu. Od pewnego momentu zaczęła bowiem krążyć legenda, że kiedy łańcuchy się zerwą i kości spadną, to Katedra, a z nią być może cały Kraków również zakończą swój żywot katastrofą.
Na razie na szczęście trwają na swoim miejscu. Tymczasem, wraz z rozwojem nauki kości udało się trochę lepiej przyporządkować do właściciela. Już w XIX wieku opisywano je w literaturze jako kości mamuta i morskich potworów, a przed II wojną światową ostatecznie zidentyfikowano je jako części czaszki nosorożca oraz połowa dolnej szczęki walenia i mamuta.
Zachęcamy do lektury przewodnika po Wawelu, w którym znajdziecie dokładne opisy atrakcji, rys historyczny, ceny biletów i godziny otwarcia.
Atrakcje Krakowa, na które nie starczyło nam czasu
W takim mieście jak Kraków weekend to mniej niż nic. Tym razem, jak nigdy, nawet zrobiliśmy małe rozeznanie w atrakcjach i zrobiliśmy listę miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić. Większość stety-niestety trafiła na listę do zobaczenia następnym razem. A więc już wiemy, z kolejny raz też będzie intensywny. Co jeszcze warto odwiedzić w Krakowie a na co nie starczyło nam czasu? Poniżej lista „Kraków na niepogodę” – plan na to co robić w Krakowie w pogodny dzień przedstawimy w kolejnym wpisie.
1. Muzeum Oskara Schindlera (Lipowa 4)
Co do muzeów, to musimy się Wam do czegoś przyznać. Pogoda nie była jedynym powodem, dla którego żadnego (oprócz Podziemi) nie odwiedziliśmy. Ba, Muzeum Schindlera jeszcze w sobotę było nadal na naszej liście atrakcji Krakowa, których nie możemy odpuścić. Niestety okazało się, że w muzeum obowiązuje dzienny limit zwiedzających i bilety lepiej rezerwować z wyprzedzeniem… Poczuliśmy się trochę jak w Amsterdamie, kiedy to specjalnie przed wyjazdem przeczytaliśmy dzienniki Anny Frank tylko po to, by przekonać się, że bilety do jej domu są wyprzedane na kilka tygodni wprzód, a kolejka dla zdesperowanych „ludzi z ulicy” ciągnie się i zawija zniechęcająco wokół budynku.
Dlatego jeśli zależy Wam na odwiedzeniu Muzeum Schindlera i w planowaniu jesteście choć trochę lepsi niż my, to przynajmniej tydzień wcześniej sprawdźcie online jak ma się sytuacja z biletami (na wszelki wypadek warto wyrobić sobie ten nawyk i sprawdzać miejsca, które planujemy odwiedzić, przed każdym wyjazdem…).
Muzeum w zabudowaniach administracyjnych dawnej fabryki „Emalia” Oskara Schindlera prezentuje stałą wystawę na temat życia w mieście pod niemiecką okupacją. Jak można przeczytać na stronie muzeum, „wystawa jest opowieścią o Krakowie i losach jego polskich i żydowskich mieszkańców w czasie II wojny światowej, ale też o Niemcach – okupantach, którzy pojawili się tutaj 6 IX 1939 i brutalnie przerwali wielowiekową historię polsko-żydowskiego Krakowa. Wielka historia II wojny światowej krzyżuje się tu z życiem codziennym, życie prywatne – z tragedią, która dotknęła cały świat”.
Wystawa „Kraków – czas okupacji 1939-1945”
ul. Lipowa 4
Godziny otwarcia:
Listopad-marzec: poniedziałek 9.00-14.00, wtorek -niedziela 9.00-18.00 (1. wtorek miesiąca – muzeum nieczynne)
Kwiecień-październik: poniedziałek 9.00-16.00 (1. poniedziałek miesiąca czynne do 14.00), wtorek-niedziela 09.00-20.00 (1. wtorek miesiąca – muzeum nieczynne)
Bilety: normalny 24 zł, ulgowy 18 zł, rodzinny 55 zł. Rezerwacja biletów.
2. Muzeum Sztuki Współczesnej – MOCAK
Wystawa „Kraków – czas okupacji 1939-1945 zajęła tylko część fabryki Oskara Schindlera. W miejscu dawnych hal i baraków, w których przebywali uratowani przez Schindlera Żydzi swoje zbiory prezentuje Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK. Dla Muzeum wybudowano jeden imponujący budynek oraz zmodernizowano sześć historycznych.
Odkąd zwiedziliśmy z dziećmi Muzeum Sztuki Współczesnej Stedelijk w Amsterdamie lubimy zaglądać do tych placówek. Żywa i bawiąca się z formą sztuka współczesna potrafi je dużo bardziej zainteresować niż klasyczne arcydzieła. Oczywiście wszystko zależy od formy, bo akurat Amsterdam miał genialną ofertę dla małych koneserów sztuki i bardziej wciągał je w pola słoneczników niż dzieła współczesne. MOCAKowi chcieliśmy dać szansę, tym bardziej że wystawy stałe wyglądają zachęcająco zarówno dla młodszych i starszych, a na wystawy czasowe i tak raczej nie mielibyśmy czasu. Cóż, Lipowa 4 zostaje na następny raz.
Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie
ul. Lipowa 4
Godziny otwarcia: wtorek -niedziela 11.00-19.00
Bilety: normalny 14 zł, ulgowy 7 zł, rodzinny 30 zł.
3. Muzeum Inżynierii Miejskiej
Jesteśmy miejskimi zwierzętami, które wyrosły w miejskiej dżungli poruszając się po niej głównie komunikacją publiczną. Dlatego tego typu placówki zawsze nas bardzo kuszą. Wizytę w Muzeum Inżynierii Miejskiej planowaliśmy połączyć ze spacerem po Kazimierzu. Obie aktywności pozostają na liście na kolejny raz. Przy planowaniu wizyty w MIM warto pamiętać, że trwa teraz duża przebudowa, są więc specjalne godziny otwarcia i „remontowy” cennik biletów.
Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie
ul. św. Wawrzyńca 15
Godziny otwarcia: wtorek-czwartek 9.00-16.00, piątek 9.00-18.00, sobota-niedziela 10.00-18.00
Bilety: normalny 15 zł, ulgowy 10 zł, rodzinny 40 zł. Rezerwacja biletów.
4. Pracownia i Muzeum Witrażu
Kraków witrażami stoi, więc wizyta w Pracowni i Muzeum Witrażu, gdzie już ponad 100 lat temu tworzono witraże, wydaje się być pozycją obowiązkową. O ile ma się oczywiście trochę więcej czasu albo mniej ładnej pogody niż my. Warto tylko pamiętać, że zwiedzanie odbywa się w określonych godzinach, trwa jedynie 45 minut i nie jest tanie (bilet rodzinny 2+2 to koszt 100 zł). Po szczegóły najlepiej się udać na bardzo dobrze zrobioną stronę internetową PiWM.
Pracownia Muzeum i Witrażu
ul. Krasińskiego 23
Godziny otwarcia: codziennie 12.00-18.00
Bilety: normalny 30 zł, ulgowy 25 zł, rodzinny 100 zł.
Gdzie zjeść w Krakowie?
No cóż, w kwestiach kulinarnych ambicje mieliśmy spore, a wyszło jak zawsze. Długa lista lokali polecanych przez bliższych i dalszych znajomych (wśród baaardzo wielu rekomendacji najczęściej pojawiały się Zazie Bistro, Poco Loco, Nolio, Miód Malina i Cafe Mangha) musi zaczekać. Jak przyszło co do czego to byliśmy wściekle głodni a czas naglił więc zamiast kierować się do starannie przemyślanych miejscówek szukaliśmy czegokolwiek, co w tak piękne popołudnie wcale nie było łatwe – albo nie nie było miejsc albo trzeba było czekać na jedzenie grubo ponad pół godziny! Dlatego w krytycznym momencie skończyło się na bułce z żabki i makaronie z makaronowego fastfoodu, ale żeby nie było, że przez dwa dni nic nie jedliśmy, podzielimy się dwiema miejscówkami:
Bar sałatkowy Chimera
Miejsce niedrogie, przyjazne i idealne na szybki lancz, polecamy zwłaszcza tym, którzy mają wybredne dzieci, lubiące najpierw popatrzeć na to co będą jeść – tu mogą sobie popatrzeć i wybrać to co wygląda apetycznie, a że płacimy za zestawy (4 lub 6 dań do wyboru) to jest szansa, że coś przypadnie im do gustu. Z naszymi dzieciakami się udało, a i my wyszliśmy usatysfakcjonowani. Uroku Chimerze dodaje wystrój – mieści się ona w zadaszonym i ogrzewanym podwórzu średniowiecznej kamienicy, a w XIV-wiecznej piwnicy mieści się restauracja o tej samej nazwie, którą chętnie sprawdzimy przy okazji kolejnej wizyty.
Chimera
ul. św. Anny 3
Godziny otwarcia: poniedziałek-sobota 9.00-22.00, niedziela 11.00-22:00
Metrum Restobistro
Drugim miejscem, które polecamy, choć przyznajemy, że z braku miejsc nie udało nam się tam zjeść jest Metrum Restobistro, czyli stołówka na dachu Akademii Muzycznej. To chyba bardziej miejsce na śniadanie/kawę niż porządny posiłek, ale nawet jeśli akurat w ogóle nie będziecie głodni zajrzyjcie tam choćby na chwilę, żeby ponapawać się pięknym widokiem na całą starówkę!
Metrum Restobistro
ul. św. Tomasza 43
Godziny otwarcia: poniedziałek-piątek 8.00-20.00, sobota 8.00-18.00, niedziela 10.00-16:00
Aby dowiedzieć się gdzie spać w Krakowie, zajrzyj do naszego poprzedniego wpisu!
Sorry, the comment form is closed at this time.
Anonim
Świetny merytoryczny artykuł. Wyjazd do Krakowa to minimum 3 doby. Warto mieć w zapasie ze dwa dni – Energylandia :)) Warto się zastanowić nad inną opcją niż szukanie noclegu….Klienci często wynajmują kampery, by urozmaicić dzieciom podróż i atrakcje:)
osiemstop
Dzięki! Wiadomo, im dłużej tym lepiej. A kampera wreszcie dorobiliśmy się własnego i uwielbiamy tę formę podróżowania!
ToTemat
Wawel jako cały kompleks jest bardzo piękny i ciekawy. Ale też ciekawostką jest rozwiązanie ekonomicznego tego miejsca, wszędzie bilety na każdym korku gdzie się nie obrócić do osobnych atrakcji. Jak byłem kilkanaście lat temu nie było aż tak, teraz w zeszłym roku aż się przeraziłem że już nawet to co było o wstępie wolnym stało się płatnym i to spore pieni adze.
osiemstop
To niestety grzech wielu atrakcji turystycznych na całym świecie 🙁
Joanna
Super artykuł 🙂 Właśnie szukałam miejsc, które mogę odwiedzić z dziećmi i przeglądałam noclegi w Krakowie. Dawno tam nie byłam!