Split, nawet przed sezonem, jest pełen turystów. O jego popularności wśród naszych rodaków świadczy fakt, że sprzedawca lodów zapytany przez nasze dzieci o smaki, bez problemu wymienił je po polsku. Majówka to najlepszy czas na zwiedzanie Splitu! Możecie wtedy w śródziemnomorskim, niespiesznym tempie odkrywać zakamarki tego historycznego miasta, które korzeniami wtopione jest w starożytny, cesarski pałac.

Co przyciąga do Splitu miliony ludzi rocznie? Przede wszystkim pozostałości ­wielkiego pałacu Dioklecjana – rzymskiego cesarza, który osiadł tu na początku IV wieku. Z dużym pałacem jest mały problem: w pierwszej chwili można nie zauważyć, że przekroczyliśmy jego bramy. Z biegiem czasu jego mury wtopiły się w nowszą zabudowę, stając się integralną częścią starego miasta, a uliczki i placyki Splitu to nic innego jak dawne korytarze i komnaty pałacu.

Dioklecjan: cesarz, prześladowca, emeryt

Dioklecjan budując sobie pałac miał spory rozmach. Dalmacja była jego ukochaną ojczyzną – pochodził z pobliskiej Solony, a Spalatum, czyli Split miał być miejscem, w którym odpocząłby po ciężkich latach rządów w Cesarstwie. Dioklecjan zdobył władzę w bardzo trudnym dla Rzymu okresie. W połowie III wieku Cesarstwo było pogrążone w głębokim kryzysie, wrogowie napierali i potrzebna była głęboka rewolucja dla uratowania kraju. Na jej czele stanął właśnie Dioklecjan. Nie była to tylko rewolucja administracyjno-wojskowa, ale też głęboko konserwatywna. Dioklecjan uznał, że dla wzmocnienia władzy nada sobie boskie pochodzenie i ogłosił się potomkiem Jowisza. Stąd też wynikały jego brutalne prześladowania chrześcijan i manichejczyków, którzy nie widzieli w nim potomka bogów.

Po dekadach walk i prześladowań zostawiał Cesarstwo zreformowane i wzmocnione. Pałac w Spalatum był dla niego nagrodą i miejscem, gdzie udał się po dobrowolnej abdykacji na zasłużoną emeryturę. Władza nie była już zbyt wielką pokusą, według przekazów Dioklecjan wolał zajmować się swoim ogrodem. Zmarł po mniej więcej dekadzie życia w Splicie. Data i okoliczności jego śmierci nie są ostatecznie ustalome, żywe są teorie, że było to samobójstwo, w co jednak, biorąc pod uwagę, piękno dalmatyńskiego wybrzeża trudno uwierzyć.

Split. Atrakcje Splitu

Split. Widok z wieży katedralnej

Pałac w Splicie – nadmorska warownia

Dioklecjan pochodził z prostej rodziny i do władzy doszedł przez służbę w armii. Stąd zamysł pałacu, który w założeniu przypominał rzymski obóz wojskowy z dwiema centralnie schodzącymi się ulicami. Równoległa do morza dzieliła pałacowe tereny na dwie odrębne części – reprezentacyjną i wojskowo-służebną. W pierwszej cesarz kazał umieścić apartamenty dla siebie i gości i wszelkie inne pomieszczenia, bez których żaden porządny pałac nie mógł się obejść. W drugiej znalazły się pomieszczenia i dziedzińce dla służby i cesarskiej gwardii.

Cesarz nie oszczędzał na materiałach i wystroju – z Grecji i Włoch sprowadzał marmury a z Egiptu… sfinksy wyrzeźbione jakieś osiemnaście wieków wcześniej. Jeden z nich dalej obserwuje pałacowych gości na antycznym dziedzińcu zwanym perystylem. Wokół wznosiły się mury obronne, których wysokość dochodziła do 26 metrów. Od strony morza stanowił je imponujący portyk z kolumniami, który dawał okazję do podziwiania morza w czasie spacerów. Całość miała 215 m długości od morza w głąb lądu i 180 m szerokości – dziś na tym terenie stoi ponad 200 budynków i mieszka około 3000 ludzi.

Atrakcje Splitu. Sfinks na perystylu

Centrum antycznego Splitu. Sfinks strzegący wejścia do westybulu

Dwie pałacowe ulice kończyły się czterema bramami z nazwami nadanymi w czasach, kiedy Split był pod rządami państwa weneckiego (1420–1797): Brązową, Żelazną, Srebrną i Złotą. Brązowa, czyli Porta Meridionalis była najmniejsza i różniła się od pozostałych trzech. Prowadziła z podziemi na południe – prosto do morza – i miała służyć jako droga morskiej ewakuacji w przypadku ataku na pałac. Jeśli wybierzecie się na zorganizowany spacer po starówce, to duża szansa, że właśnie przy niej spotkacie swojego przewodnika. A jeśli będziecie spacerować sami, to pewnie nią właśnie wyjdziecie na promenadę i gdzieś niedaleko skusicie się w końcu na pyszne lody.

Po przeciwnej stronie pałacu znajduje się Złota Brama, przez którą 1 czerwca 305 roku Dioklecjan wkroczył do pałacu. Była to najbardziej imponująca brama pałacu, która prowadziła do stolicy prowincji, czyli Solony. Była to brama cesarska – tylko Dioklecjan i członkowie jego rodziny mieli prawo jej używać.

Bramy Srebrna (bez skojarzeń) i Żelazna, czyli wschodnia i zachodnia przez wieki zmieniały się wraz z otaczającym je miastem. Ta pierwsza przez kilkaset lat była zamurowana. Otwarto ją dopiero w połowie ubiegłego wieku odkrywając przy okazji oryginalny chodnik z czasów Dioklecjana. Cesarz po nim pewnie nie przeszedł, za to przejechał po nim w swoim papamobile Jan Paweł II podczas piegrzymki do Splitu. Jeśli więc szukacie kamyka na pamiątkę z wyjazdu, to dobre miejsce, żeby się za nim rozejrzeć.

Na tej drugiej, zdobionej początkowo reliefem bogini zwycięstwa – Nike, już w kilkadziesiąt lat po śmierci Dioklecjana pojawił się krzyż – nowy znak zwycięstwa. Stara bogini musiała ustąpić młodej wierze. W średniowieczu nad bramą wyrósł kościół pierwotnie poświęcony św. Teodorze z charakterystyczną, romańską dzwonnicą (z 24-godzinnym zegarem!). Przez wieki miasto coraz bardziej jakby coraz bardziej nachylało się nad wąską uliczkę, wręcz dusząc ją pod swym ciężarem. Może mury chciały mieć lepszy widok na przestępców, których właśnie tutaj sądzono? Średniowieczni sędziowie i ich skazańcy z czasem ustąpili miejsca licznym małym sklepikom, a te w połowie ubiegłego wieku stopniowo zaczęły oddawać pola stricte turystycznej infrastrukturze.

Jeśli do pałacu weszliście od strony nadmorskiej promenady, to szybko otoczy Was gorąca atmosfera zakupów i chłód murów. Znaleźliście się w podziemiach pałacu (wstęp do części płatnej – 42 HRK/24 PLN za dorosłego, dzieci za darmo). Miały one dwojakie zadanie – przede wszystkim wyrównywały teren pod pałac, który miał zająć brzegi stromo opadającej do morza zatoki. Po drugie stanowiły jego fundamenty i odcinały pałacowe komnaty od morskiej wilgoci i wód gruntowych.

W wiekach średnich, kiedy pałac stopniowo przepotwarzał się w miasto, podziemia posłużyły jako wysypisko śmieci. I jak każdy historyczny śmietnik w czasach współczesnych dostarczyły archeologom prawdziwych skarbów. Nam za to podziemia pozwalają przede wszystkim poczuć rozmach pałacowego założenia, bo układ piwnic odpowiada rozkładowi nieistniejących wyższych pomieszczeń.

Podziemia przywitają Was chłodem, który pokonać może chyba tylko… ogień smoków. No właśnie, jeśli podziemia pałacu Dioklecjana wydawały się Wam znajome, to pewnie zasługa “Gry o Tron”. Książkowo-filmowe Meereen ma całkiem sporo wspólnego ze Splitem. To w podziemiach Pałacu Dioklecjana w sezonie czwartym sagi mieszkali niewolnicy zanim nie rozpoczęli rewolty przeciwko swoim panom (na uliczkach Splitu zresztą). Te same podziemia, z których Daenarys wypuściła niewolników, stały się w kolejnym sezonie domem dla smoków królowej.

Z podziemi wychodzimy na zdobiony granitowymi kolumnami, strzeżony przez wspomnianego już sfinksa perystyl, czyli pałacowy dziedziniec – jego centralne miejsce. To tu Dioklecjan przyjmował gości i poddanych, którzy klęczeli przed jego świętym obliczem. Potem plac nadal pełnił ważne, reprezentacyjne funkcje, stojące przy nim mauzoleum Dioklecjana stało się Katedrą Św. Dujama, a na kolumnach wsparły się renesansowe pałace możnych lokalnych rodów.

Perystylem zachwycił się też Jan Paweł II podczas wizyty w Splicie. “Mój Boże, jak wiele stóp musiało odcisnąć się na tym miejscu” – powiedział podczas swojej wizyty w 1998 roku. Zanim zaczniecie krążyć między kolejnymi zabytkami starówki/pałacu zajrzyjcie koniecznie do informacji turystycznej, którą umieszczono w pawilonie na placyku tuż obok perysytlu. Jeśli nie zdecydowaliście się na spacer z przewodnikiem, to tam zaopatrzycie się w mapki i materiały, które pomogą się Wam zorientować, gdzie właściwie jesteście i co widzicie.

Split. Informacja Turystyczna

Split. Widok na Katedrę św. Dominona przez kolumny parystylu (oraz niepozroną informację turystyczną, którą też warto odwiedzić)

Katedra to dowód na przewrotność historii. Budynek był przeznaczony na miejsce spoczynku dla boskiego cesarza – jednego z największych starożytnych prześladowców chrześcijaństwa. Tymczasem kilkaset lat później wyświęcono go na katedrę, która (biorąc pod uwagę wiek budynku) jest najstarszą katedrą na świecie. Charakterystycznej, prawie 60-metrowej wieży katedra dorobiła się jeszcze później – budowano ją od XIII do XVI wieku (a potem jeszcze przebudowano w XIX/XX). Wejścia do niej strzegą dwa romańskie lwy oraz egipski sfinks z czarnego granitu sprzed 3500 lat. Spacer na samą górę nawet w majową, jeszcze nie tak bardzo upalną pogodę, potrafi mocno zmęczyć, ale widoki to w pełni rekompensują.

Jeśli kusi Was, żeby odpuścić sobie katedrę (“eh, kolejny kościół, za którego zwiedzenie w dodatku trzeba zapłacić”), to odrzućcie te szatańskie podszepty. Katedra Św. Dujama, to miejsce niezwykłe, które połączyło elementy pogańskiego mauzoleum i chrześcijańskiej świątyni. To doświadczenie trochę podobne do wizyty w stambulskich świątyniach – przede wszystkim Hagia Sofia i Hagia Irene, gdzie bizantyjska architektura i zdobienia zostały wchłonięte przez osmańską myśl artystyczno-religijną. Mauzoleum zbudowano na planie ośmiokąta i otoczono go 24 kolumnami. We wnętrzu na samym środku umieszczono grobowiec Dioklecjana, który otaczało osiem korynckich kolumn, na których dodatkowo posadowiono osiem ich mniejszych odpowiedników. Strop kopuły pokryto mozaikami, podobnymi do tych w westybulu.

Kiedy mauzoleum stało się katedrą pozbyto się jedynie jawnie pogańskich elementów – przede wszystkim sarkofagu Dioklecjana. Nie skuto na przykład starożytnych reliefów nad kolumnami. Dostrzec można na nich między innymi medaliony z łukami, które, mają przedstawiać Dioklecjana i jego żonę – Pryskę. Elementy chrześcijańskie to nawarstwione na siebie stulecia i epoki artystyczne. Ołtarz główny pochodzi z końca XVII wieku, ale na lewo od wejścia można podziwiać XIII-wieczny ołtarz z zielonego porfitu. Na ścianach dostrzeżecie XV-wieczne freski czterech ewangelistów, a na jednym z sarkofagów pochodzącą z tego samego okresu niezwykłą płaskorzeźbę przedstawiającą mękę Chrystusa. Ołtarz w północnej niszy to już zupełnie inna epoka i inne czasy – został wykonany w połowie XVIII wieku przez weneckiego rzeźbiarza Morlaitera. Jak widzicie – cały przekrój epok i stylów wciśnięty w pogańskie opakowanie.

Po wyjściu z katedry i dzwonnicy możecie przez perystyl wejść po kilku schodkach do westubylu – dawnej sali wejściowej do mieszkalnej części pałacu, która nadal robi ogromne wrażenie. Kiedyś, jeszcze kilkaset lat temu, sufit kopuły pokrywały bogato zdobione mozaiki. Potem sala pełniła różne funkcje, a jeszcze po II wojnie światowej była po prostu miejskim podwórkiem z ogródkiem i biegającymi tu i ówdzie kurami.

Do niedawna za to wspaniale się prezentowała jako sala koncertowa. Od wielu lat od wczesnej wiosny do jesieni od rana do wieczora występowała tam grupa śpiewająca klapę, czyli tradycyjny dalmacki śpiew. Minikoncerty były darmowe – grupa zarabiała na sprzedaży turystom płyt. Niestety na początku 2019 roku władze Splitu postanowiły uregulować kwestie wykorzystywania terenów publicznych do działalności zarobkowej i czy w sezonie 2019/2020 nadal można usłyszeć tam śpiewające męskie głosy – tego Wam nie zagwarantujemy.

Split. Pałac Dioklecjana

Centralne miejsce Pałacu Dioklecjana w całej turystycznej okazałości

Z westybulu możecie wrócić na perystyl i skręcić w lewo w małą uliczkę, w której kryje się świątynia Jowisza zamieniona w VII wieku w baptysterium, którego patronem został św. Tomasz. Budynek w bardzo dobrym stanie przetrwał do dzisiejszych czasów. Być może to zasługa św. Tomasza wspieranego przez rzeźbę św. Jana, którą możecie obejrzeć w środku. Być może to opieka bezgłowego sfinksa, który pilnuje wejścia – bliźniaka tego z perystylu. W środku ogromne wrażenie robi przede wszystkim bogato zdobiony strop oraz XIII-wieczna chrzcielnica. Kto wie, ile dusz udało się w niej ocalić przed ogniem piekielnym…

Gdy już zmęczcie się zwiedzaniem warto skoczyć na lody i usiaść na wysadzanej palmami promenadzie zwanej również Rivą. A jak zgłodniejecie możecie skusić się na wszechobecne owoce moża albo tradycyjne czarne risotto z mątwy – my zjedliśmy je w jednej z turystycznych restauracji niedaleko promenady.

Co zjeść w Chorwacji. Czarne risotto z mątwy

Czarne risotto z mątwy – black cuttlefish risotto

Split. Informacje praktyczne

Split poza sezonem to całkiem przyjemne miasto do ogarnięcia. Nie trzeba się tak mocno przepychać łokciami z innymi turystami, da się znaleźć wolną ławkę na promenadzie, żeby usiąść i spokojnie zjeść lody, ba nawet jest gdzie zaparkować. W sezonie warto jednak mieć w głowie jakiś plan. A przynajmniej wiedzieć jak dojechać.

Najwygodniej oczywiście przylecieć samolotem i znaleść hotel w samym sercu miasta. To oczywiście możliwe. Bezpośredni lot Wizzairem z Warszawy czy Katowic w sezonie poniżej 500 zł jest spokojnie do ogarnięcia. Jeśli jednak pojechaliście samochodem do Chorwacji, tak jak to robi całkiem sporo turystów z Polski, to niewykluczone, że większość wakacji spędzacie gdzieć na dalmackiej riwierze. Wtedy do miasta warto się wybrać albo autobusem, albo pociągiem. Główny dworzec kolejowy jest zlokalizowany w odległości krótkiego spaceru od starówki. Akurat na tyle długiego, żeby na spokojnie wprowadzić Was w rytm miasta.

Co jeśli podróżujecie rodzinnie i samochód to jedyna opcja, którą jesteście sobie w stanie wyobrazić? Wtedy trzeba walczyć o miejsce parkingowe. W sezonie życzymy Wam szczęścia i wytrwałości. Poza nim jest trochę łatwiej. My w szczycie majówki nie mieliśmy problemu, żeby znaleźć miejsce parkingowe w centrum miasta. Wybraliśmy najbliższy chyba starówki darmowy parking w Splicie. Jesteśmy jednak pewni, że ta doskonała miejscówka, tuż obok parku, w odległości krótkiego spaceru obok parku i mariny do starówki w sezonie zawsze jest pełna samochodów. Jakie macie więc opcje?

Mało realną możliwością jest parkowanie na ogólnodostępnych miejscach. W ścisłym centrum jest ich niewiele, a cena parkowania jest wysoka (10 HRK/6 PLN za pierwszą godzinę i 15 HRK/9 PLN za każdą kolejną). W drugiej i trzeciej zonie parkowanie jest już bardziej dostępne (4 HRK/2,5 PLN za godzinę od 7.00 do 19.00). A w czwartej cena za godzinę spada o dodatkowe 60 groszy. Innym polecanym miejscem z darmowym parkingiem jest centrum handlowe Joker, ale to już ponad kilometrowy spacer od starówki. Tym bardziej w sezonie zdecydowanie sugerujemy posiłkowanie się publicznym transportem. A jeśli jesteście zdeterminowani, by do Splitu przyjechać samochodem, to pod tym linikiem znajdziecie dobry zestaw parkingów w Splicie.

KomentarzeSkomentuj

Skomentuj (komentarz ukaże się po zatwierdzeniu)

Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany. Pola obowiązkowe są oznaczone *