A może by tak wszystko rzucić w cholerę i wyjechać… pinterestinstagram

Cywilizacyjny skok. Poipet – granica Kambodży z Tajlandią

Nie chciało nam się wyjeżdżać z Kambodży. Zdawała się nam ideałem. Połączeniem Laosu i Tajlandii. Fantastycznymi zabytkami, odrobiną cywilizacji i w miarę opanowanym ruchem turystycznym. Jeśli takie wrażenia mieliśmy z tej najbardziej cepeliowskiej okolicy, to  dalej mogło być tylko lepiej. Jednak czas gonił i musieliśmy wracać do Tajlandii. Ale najpierw musieliśmy przekroczyć bramę piekieł, czyli Poipet.

Twoja Karta Podróże. Jak się sprawdza w praktyce?

Dziś odpowiemy na ważne pytanie. Takie, które słyszymy od kiedy po raz pierwszy wyjechaliśmy w poszerzonym składzie. Pytanie zadawane przez znajomych i nieznajomych, na blogu, facebooku i w mailach, a nawet w komentarzach, szczególnie poza blogiem, choć tam było to raczej pytanie retoryczne, zakładające że jesteśmy najgorszymi rodzicami świata. Pytanie brzmi: „A co jak Wam dzieci zachorują?”.

Haarlem, czyli Amsterdam bez ludzi

Rozcinacie sobie czasem świat jak warstwy w Photoshopie? Jedną warstwą mogą być budynki i ulice, drugą dźwięki, trzecią zapachy, czwartą ludzie. Krótki wyjazd do Haarlem z Amsterdamu był jak przecięcie holenderskiego miasta na takie właśnie warstwy. A Haarlem był jak Amsterdam bez jednej z nich. Której?

Z dzieciakami po amsterdamskich muzeach

Muzeów w Amsterdamie jest coś koło setki. Jak sobie poradzić z tą klęską urodzaju? Wybraliśmy cztery muzea z pierwszych stron przewodników, jedno „pod dzieci” i jedno z dedykacją dla Maćka. Jak się je zwiedza z dziećmi? W których spodoba się dorosłym? I czy warto inwestować w I Amsterdam City Card?

Nasza przygoda z house sittingiem

Chcieliście kiedyś przez chwilę zamieszkać gdzie indziej? Budzić się w innym domu, w innym kraju, z innym widokiem z okna, witać się z innymi sąsiadami, kupować bułki w innym sklepie na rogu, a wieczorem popijać wino siedząc w wygodnym fotelu z kotem na kolanach. A wszystko to na tydzień, dwa, tyle ile  macie urlopu i to prawie za darmo? To wszystko da Wam house sitting.

Aleppo. Pocztówka z nieistniejącego miasta

Aleppo, Halab… Brzmi obco, egzotycznie, jak miejsce nie z tego świata. Ale zagłada jego mieszkańców nie jest abstrakcyjna. Ludzie, tacy jak my, Wy, jak nasi przyjaciele, sąsiedzi, dzieci, giną tam każdego dnia. Spadają na nich bomby, zasypują ich mury domów. My, warszawiacy powinniśmy podskórnie czuć tą zagładę. W końcu kiedyś nasze miasto też przestało istnieć.

Amsterdam. Z pamiętnika złych rodziców

Tym razem wszystko zrobiliśmy nie tak jak należy. Zupełnie na opak. Jak opowiadaliśmy znajomym o naszych planach, to patrzyli na nas z dziwną mieszanką współczucia i politowania. Chyłkiem pukali się w czoło. Szczęśliwie nie trwało to długo, bo, jak to my, bilety kupiliśmy z ledwie 10-dniowym wyprzedzeniem.