A może by tak wszystko rzucić w cholerę i wyjechać… pinterestinstagram

Spływ kajakowy Pilicą

Spływ kajakowy Pilicą, czyli do czego przydają się dzieci

Sierpniowe słońce grzało zaskakująco mocno. Pilica wiła się niespiesznie, niosąc z nurtem kolorowe kajaki. Raz na jakiś czas ktoś wyskakiwał i brodząc w wodzie po kostki przeciągał kajak z mielizny w nieco głębsze rejony. Dzieciaki pluskały się beztrosko w ciepłej jeszcze rzece a my wygrzewaliśmy stare kości łapiąc ostatnie promienie lata. Weekendowy spływ Pilicą okazał się idealnym pomysłem na końcówkę wakacji.

Dzieciaki na kajaki, czyli rodzinny wypad nad Bzurę

– Eee, po co Wam tyle wioseł, przecież ta mała i tak nie da rady wiosłować – zażartował ktoś widząc jak pakujemy się do kajaka. Uwaga rzucona bez cienia złośliwości, a nawet z przymrużeniem oka, na Kalinę zadziałała jak płachta na byka. Co? Ja nie dam rady? – zdawały się mówić zadziorne iskierki w jej oczach. I już było wiadomo, że kto jak kto, ale ona – Kalina – z Bzurą sobie poradzi.

Gdynia. Plaża Miejska

Gdynia na rodzinny weekend

Wyjazd do Gdyni miał program skrojony prawie wyłącznie pod młodsze cztery stopy. Jeśli nas czasem czytacie, to wiecie zapewne, że raczej unikamy niebezpiecznego nagromadzenia „rodzinnych” atrakcji. Jednak tym razem większość czasu (poza „bonusem” na zakończenie weekendu) całkowicie oddaliśmy Maćkowi i Kalinie. A Gdynia okazała się być miejscem wyjątkowo dziecioprzyjaznym.

Konduktorze łaskawy, zabierz nas do… Kampinosu!

Są takie weekendy, kiedy niby już lato, a jeszcze nie wakacje, już by się gdzieś dalej pojechało, ale akurat nie za bardzo możemy się wyrwać na dłużej i w żadnym razie chce się nam spędzać pół dnia w podróży. I wtedy warto rozejrzeć się po najbliższej okolicy, bo może okazać się, że przygoda czai się za rogiem. W ten sposób pewnej czerwcowej soboty trafiliśmy do Sochaczewa.

Wisła: dolina i góry pełne atrakcji

Krople deszczu miarowo uderzały w bulgoczącą powierzchnię. Znad ciepłej wody unosiła się para, zasłaniając góry lekką mgiełką. Z jednej strony nieba zachodzące słońce nieśmiało przebijało zza chmur, z drugiej wciąż było zasłonięte ciężkimi stratusami, na tle których malowała się wyraźna, siedmiokolorowa tęcza. Było tak pięknie, że aż trąciło kiczem. Tak rozpoczął się nasz weekend w Wiśle.